proznosc

tynk

  • poniedziałek, 12 marca 2012
    • Wpis bez tytułu

      Nadal jestesmy bezdomni, choc juz za dzien, za dwa...

      Ale, w ramach losowej kompensaty za aktualna sytuacje, dostalam probke najnowszej pomadki Lancome, with (in) love, High Potency Color, 322M coral in love.

       

      Lancome rouge in love

       

      Ciekawa probka, niestety jednorazowka, pomadka jest rozprowadzona miedzy plastikowymi wypustkami, i dosc latwo daje sie pedzlem (wersja pro) lub palcem (wersja moja) przeniesc na usta.

       

      Lancome rouge in love

       

      Kolare wyplynely w zeszlym sezonie, czy nawet wczesniej. W koralach wygladam strasznie, dlatego po paru probach (Teheran Chanel) dalam sobie spokoj, dochodzac do wniosku, ze predzej zlapie jakiegos ustowego wirusa od testerow w perfumerii, niz trafie na odpowiednia barwe.

       

      Lancome rouge in love

       

      Dlatego to Lancome powitalam z radoscia - o dziwo, jest to bardzo lagodny koral, taki akurat, jak byc powinien. Juz dawno odkrylam, ze, o ile Estee Lauder ma kolorowke dla cieplych typow, Lancome jakos zawsze w moje kolory trafia.

       

      Lancome rouge in love

       

      Juz bylam sklonna zastanowic sie nad zakupem, ale okazalo sie po paru godzinach, ze pomadka nieladnie, nierowno sie zjada (kawa) oraz wysusza usta. Mam juz rozne fajne buble typu YSL, z ktorymi musze sie bawic z balsamami itp, zeby nie strszyc ludzi na ulicach, Lancome wiec uprzejmie podziekuje. A szkoda, bo kolor fajny...

       

      Lancome rouge in love

       

      Na focie pogladowej ja w wersji do pracy pt mam za 5 min wyjsc oraz juniora wieszajacego sie na nodze (moje dziecko zapalalo wielka miloscia do pedzli - no przeciez skoro mama uzywa, on tez moze).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 marca 2012 12:22
    • Wpis bez tytułu

      Nadal jestesmy bezdomni, choc juz za dzien, za dwa...

      Ale, w ramach losowej kompensaty za aktualna sytuacje, dostalam probke najnowszej pomadki Lancome, with (in) love, High Potency Color, 322M coral in love.

       

      Lancome rouge in love

       

      Ciekawa probka, niestety jednorazowka, pomadka jest rozprowadzona miedzy plastikowymi wypustkami, i dosc latwo daje sie pedzlem (wersja pro) lub palcem (wersja moja) przeniesc na usta.

       

      Lancome rouge in love

       

      Kolare wyplynely w zeszlym sezonie, czy nawet wczesniej. W koralach wygladam strasznie, dlatego po paru probach (Teheran Chanel) dalam sobie spokoj, dochodzac do wniosku, ze predzej zlapie jakiegos ustowego wirusa od testerow w perfumerii, niz trafie na odpowiednia barwe.

       

      Lancome rouge in love

       

      Dlatego to Lancome powitalam z radoscia - o dziwo, jest to bardzo lagodny koral, taki akurat, jak byc powinien. Juz dawno odkrylam, ze, o ile Estee Lauder ma kolorowke dla cieplych typow, Lancome jakos zawsze w moje kolory trafia.

       

      Lancome rouge in love

       

      Juz bylam sklonna zastanowic sie nad zakupem, ale okazalo sie po paru godzinach, ze pomadka nieladnie, nierowno sie zjada (kawa) oraz wysusza usta. Mam juz rozne fajne buble typu YSL, z ktorymi musze sie bawic z balsamami itp, zeby nie strszyc ludzi na ulicach, Lancome wiec uprzejmie podziekuje. A szkoda, bo kolor fajny...

      Lancome rouge in love

       

      Na focie pogladowej ja w wersji do pracy pt mam za 5 min wyjsc oraz juniora wieszajacego sie na nodze (moje dziecko zapalalo wielka miloscia do pedzli - no przeciez skoro mama uzywa, on tez moze).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 marca 2012 12:21
  • sobota, 04 lutego 2012
    • Cien Lancome 605 Strass Amethyst

      A tak wyglada kupiony bez czytania recenzji i bez polecenia, po prostu dlatego, ze mnie zachwycil w sklepie, cien Lancome 605 Strass Amethyst. Mialam akurat tyle czasu, zeby przeleciec palcem po powiece, i padlam - cien rewelacyjnie wydobyl kolor teczowki. No, a ze akurat byl w 50% promocji...

       

      cienie lancome

       

      Mam problematyczny do makijazu kolor oczu, bo sa niebieskie z duza iloscia zoltego w centrum, przez co daja wrazenie zielonkawych (a wg jednego z magikow od zen*, makrozywnosci itp, taka struktura oka oznacza, ze wpieprzam** slodycze na potege - zolte plamki to podobno zasluga wielkiej milosci do cukru - ot, ciekawostka). Wracajac do tematu, zasadniczo oznacza to, ze cienie dedykowane niebieskim oczom nie wyciagaja mi niczego z teczowki, podobnie jak te "dla zielonych". A Lancome robi mi efekt wow, i to wielki. Zaczynam wierzyc w to, ze spece w Lancome (czy L'oreal, gwoli scislosci) sa naprawde b dobrzy w kwestii cienii do powiek - kultowa Erika F, ktora mam od Sylwi, to moj drugi najukochanszy, najlepiej na mnie wygladajacy cien.

       

      cienie lancome

      cienie lancome

       

      A sam kolor...  W opakowaniu wyglada na prawie czarny fiolet. Na swatchach jak brunatny braz, na oku zas wychodzi z niego to, co najlepsze: brazowawy, brudny fiolet, na tyle jednak malofioletowy, ze nie wysuwa sie na plan pierwszy. Innymi slowy, nie wygladam jak blachara z oczojebliwym fioletem pod brew, bo - a przynajmniej wole tak myslec - na pierwszy plan wysuwa sie kolor teczowki, bardzo dla mnie nowe doswiadczenie.

       

       

      Jedno, do czego trzeba sie tu przyczepic, to brokat, ktorego w cieniu jest duzo, i ktory migruje na potege, i po 20tu minutach mam go na policzkach, bez roznicy, w aplikacji z baza czy bez. Gdyby nie ten kolor, nie meczylabym sie z nim, jednak w moim wypadku naprawde warto.

       

       

       

      *uprzejmie prosze sie ze mnie nie smiac, tak, regularnie uczeszczam do uzdrowicieli.

       

      ** Panstwo wybacza, nie chce obrazac osob, ktore po prostu slodycze jedza czy palaszuja. Ja naprawde zaliczam sie do kategorii krancowego uzaleznienia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Cien Lancome 605 Strass Amethyst”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 04 lutego 2012 20:59
  • czwartek, 02 lutego 2012
    • Sephora Matifying Compact Foundation D10

      Nie lubie zdjec uzywanych kosmetykow, tu jednak, w ramach celebrowania, robie wyjatek: oto moje pierwsze od bardzo dawna denko! Niekupowanie kosmetykow zaczyna przynosic rezultaty! Co prawda nadal mam nieprzyzwoita iloc pudrow, jednak Rubikon zostal przekroczony :)

       

      Sephora puderW pudrach Sephorowych wlasciwie jedyne, do czego moge sie przyczepic, to nazwy - sa dla mnie nieczytelne, nie lapie, co jest podklad w pudrze, a co puder. W zwiazku z tym, w ramach zapoznawania sie z oferta firmy, wzielam wszystko, co bylo wtedy dostepne w ilosci sztuk bodajze 4. Ten tu to pierwszy zakonczony ;)

       

      Moj Matifying Compact Foundation (po fhancusku fond de teint compact poudre) mial kolor D10, podobno cieply, aczkolwiek moim zdaniem bardzo neutralny, jasniutki kolor. Nakladal sie przyjemnie, byl niewidoczny, matowal tak, jak powinien. Nie ustepowal w niczym wysokopokowym pudrom, ba, nawet od czesci byl duzo lepszy. Jezeli bede kiedys na szybko szukac pudru, prawdopodobnie wroce do tego wlasnie, bo naprawde nie ma sie do niego o co przyczepic.

       

      Tym razem nie bedzie skladu, w dzikiej radosci poslalam opakowanie do kosza, a zdjecie ze skladem wyszlo nieostre (jedyne, co odcyfrowuje to talk na pierwszym miejscu).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 lutego 2012 22:56
  • poniedziałek, 21 listopada 2011
    • Essence, Bronzing Pearls (Brązujący puder w kulkach

      Zeby nie bylo, ze sie zawsze ostentacyjnie zachwycam Essence/Catrice: najgorszy mozliwy puder brazujacy, Essence, Bronzing Pearls (Brązujący puder w kulkach). Niestety, nie moge niczego powiedziec o jego trwalosci ani kolorze, poniewaz nie daje sie go nabrac na pedzel - kulki sa tak twarde, ze machanie pedzlem, nawet dlugotrwale, niewiele daje. Z tego, co widze na Wizazu, nie ja jedna mialam takie doswiadczenia. 

      Essence brazujace kulki

      Mnie, prawde mowiac, ten puder tak zawiodl, ze, zeby nie wtapiac wiecej kasy, podreptalam grzecznie po Terracote, a sam puder powedrowal dalej (a kysz...).

       

      Skład: Talc, Alcohol Denat., Mica, Nylon-6, Polyglyceryl Oleate, Cetyl Palmitate, Magnesium Stearate, Dimethicone, Peg-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Ci 15850, Ci 16035, Ci 19140, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499, Ci 77891. (15.11.2008)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 listopada 2011 14:04
  • wtorek, 15 listopada 2011
    • Guerlain Meteorites Pudre pour le Visage

      Raz na jakis czas warto przewietrzyc szuflady z kolorowka. Mozna wtedy, jak ja wczoraj, dokonac ponownego odkrycia Meteorytow, o ktorych od miesiecy sie zapomnialo.

      meteoryty

      To nie jest to, ze Meteoryty sa zlym produktem. Od kiedy jednak kupilam sypki puder Kanebo, wszystkie inne sa, jakby to powiedziec, zbedne. Meteoryty maja jak dla mnie rownie duzo wad, jak i zalet:

       

      - jest to puder rozswietlajacy, a wiec nie do konca nadaje sie do tlustej cery. Mozna (a nawet trzeba, gdy nie pudrujemy sie na impreze - akurat wersja ze zdjecia, Pucci, w oryginale ma brokatowe kulki), wygrzebac najbardziej swiecace elementy, i cieszyc sie satynowo-rozswietlonym efektem photoshopa. Ktory jednak na mnie przynajmniej bardzo szybko znika, bo Meteoryty, nie wiedziec czemu, bardzo zwiekszaja swiecenie mojej skory (mowie to po bodajze 4 latach uzywania i kilku roznych wersjach). Fakt, nie znam innego pudru, ktory zaraz po nalozeniu wygladalby az tak dobrze, tyle, ze to "dobrze" szybko zamienia sie w "zle" albo przynajmniej "nienajlepiej".

       

      - opakowanie, o ktorych napisano juz chyba wszystko - nie, nie i jeszcze raz nie (nowa wersja jest rzeczywiscie lepsza, ale wcale nie poreczniejsza). To, co mnie wkurza najbardziej, to juz nawet nie brak trwalosci i jarmarczne wrazenie, ale to, ze nie da sie go wyczyscic (naleze do tych zbokow, ktorzy czyszcza raz na jakis czas kosmetyki mikrofibra, zbierajac wszystkie te pylki, odciski palcow itp - wiem, nienormalna jestem). Nie dla wrazliwych, albo  wlasnie jedzacych: w wypadku kartonikow meteorytow, brzeg, gdzie przeciagam pedzlem, robi sie z czasem ciemny (od brudu albo pigmentow), i tenze ciemniejszy cien nie daje sie oczyscic, bo wgryza sie w karton.

       

      -cena, ktora jest jednak do przelkniecia, biorac pod uwage wydajnosc - choc teraz spojrzcie na zdjecie, moje najstarsze metoryty prezentuja sie po kilku latach tak (a myslalam, ze sa niezniszczalne).

      meteoryty

      

      Do tych (Guerlain by Emilio Pucci, bardzo stara limitowanka) akurat mam sentyment, bo byly pierwsze, i bo usmialam sie jak dzik, kiedy pani w perfumerii przedstawila mi swoja teorie na temat tego, kim byl (a wg niej nadal jest) Pucci. Ot, kwiatek (wybaczcie zlosliwosc, ale wczoraj ekspedientka w  tej samej sieci, Ici Paris, doprowadzila mnie do bialej goraczki odmawiajac uznania reklamacji skamienialego rozu Lancome, bo "ten pedzelek w opakowaniu jest sztywniejszy niz normalne do rozu, wiec musi sie pani nim malowac i wtedy nie bedzie problemu z twardnieniem rozu" a na moje niesmiale stwierdzenie, ze przeciez, do jasnej anielki, nie moze porownywac normalnego, profilowanego pedzla do rozu z tym plaskim mini ogryzkiem z opakowania poinformowala mnie, ze ona nigdy nie slyszala, zeby ktos sie malowal innymi akcesoriami, niz te z opakowan kosmetykow. WTF???)

       

      Sklad (wersji by Pucci, co ciekawe, poza pierwszymi skladnikami, inny niz sklad podany na stronie Beautypedii dla meteorytow)

      Talc, Nylon-12, Magnesium Myristate, Distarch Phosphate, Magnesium Carbonate, Triticum Vulgare (Wheat) Starch, Hydrated Silica, Parfum (Fragrance), Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Aplha-Isomethyl Ionone, Benzyl Benzoate, Linalool, Benzyl Alcohol, Amyl Cinnamal,  Limonene,  Butylphenyl Methylpropional, Geranoil, Cinnamyl Alcohol, Eugeniol, Coumarin, 

      May Contain: Mica, Titanium Dioxide, Chromium Hydroxide Green, Red 30 Lake, Ultramarines, iron oxides, Chromium Oxide Greens, Red 7 Lake, carmine. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Guerlain Meteorites Pudre pour le Visage ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 listopada 2011 15:36
  • piątek, 11 listopada 2011
    • Catrice, Mineral, Soft Powder Rouge

      Na fali szlaenstwa na roze koralowe, ktore jakis czas temu przetoczylo sie po internecie (przefiltrowanego na moj uzytek przez niezastapionego Femineusa), zapragnelam koralowy roz. Przetestowalam kilka, w tym kultowego Coraliste, i we wszystkich wycatrice rozgladalam jak matrioszka, bo te cieple krale koszmarnie sie gryzly z moja ziemista, zielonkawa cera. W koraliscie dodatkowo jak matrioszka-prostytutka, nawet usluzna pani w Sephorze, ktora mnie owym Coralista malowala, powiedziala cos w rodzaju "a nie, wie pani...", choc biorac pod uwage wyraz jej twarzy, nie musiala nic mowic.

       

      Bliska daniu za wygrana (w koncu, wbrew zapewnieniom, nie kazdemu musi pasowac koralowy roz), "na szybko", bez testowania, kupilam w koncu Catrice Mineral Soft Powder Rouge, 110 Coral Sand. Kupilam, sprobowalam, wrzucilam na dno kuferka i zapomnialam o nim, wygrzebalam go dopiero teraz, szukajac ofiar do rozdan. Wygrzebalam, i... uzywam teraz codziennie do no-makeup-makeup, bo roz wyglada super naturalnie, dodatkowo nie musze juz na niego klasc brazera. Bardzo to dziwne, rozo-brazer, ktory ozywia cere, konturuje i pozostaje niewidoczny na twarzy - nie wiedzialam, ze uda mi sie takie cudo dobrac, a tu prosze. 

       

      Roz naklada sie bardzo komfortowo, trudno nalozyc go ciezka lapa, jest pod tym wzgledem duzo delikatniejszy niz Burzuje nawet; kontur mu sie sam z siebie jakos tak ladnie rozmywa, ze nie trzeba sie bardzo napracowac. Kolor, choc cieply, nie robi krzywdy, tzn nie krzyczy "Haloooo, tu koooraaaaal", wiec jestem szczerze zadowolona.

      catrice roz

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 11 listopada 2011 11:32
  • sobota, 05 listopada 2011
    • Essence Long Lasting Eye Pencil (oddanie)

      Korzystajac z okazji (rodzinny transport do PL), kolejne oddanie, ktorego bohaterka jest kredka do oczu Essence Long Lasting Eye Pencil, 10 Almost Famous. Po zapatrzeniu sie u Sroki na kredki na linie wodna w naturalnym kolorze uznalam, ze Essence to dobry wybor na poczatek. Jakze sie zawiodlam... Kredka nie jestem w stanie narysowac czegokolwiek na linii wodnej. Drapie, nie zostawia koloru, ogolnie koszmar. Byc moze - znow  - winna jest moja wlasna glupota, bo nikt wszakze nie twierdzi, ze to kajal. Na powieke wlasciwa sie toto u mnie nie nadaje, nie przy tak jasnej karnacji i mizernych rzesach (oliwkowa cera o wyrazistej oprawie oczu wyglada w takich kolorach bardzo fajnie). W kazdym razie, jezeli ktorakolwiek z Was ma ochote zapoznac sie z tymze odcieniem (kupionym pozna wiosna, nie wiem, czy jeszcze jest dostepny teraz), zapraszam. Essence Long Lasting Eye Pencil

       

      Kredki probowalam uzyc raz jeden :), oraz wykonalam slacza do ponizszych fot.

      Dodatkiem jest tu kolejna proba dobrania kredki w tymze samym celu, tym razem Gosh Sparkling Pearl, wygrzebany latem z kosza wyprzedazowego, a wiec o blizej niesprecyzowanej dacie produkcji. Kredka - zagadka, bo naprawde nie wiem, czemu sluzy: nie daje sie jej zatemperowac, co jeszcze znioslabym, moje ulubione olowki do brawi Art Deco tez cierpia na te przypadlosc; jednak to, co ewentualne wysilki temperowalnicze ukazuja, bynajmniej nie nadaje sie do moich oczu - jak w wypadku Essence, twardo, ostro i gryzie. Tu jednakze nie czepiam sie producenta, wyprzedaz ma swoje prawa, stad nawet nie robie dla niej osobnego posta, poleci do kogos (o ile beda chetni) razem z Essence. Jak zawsze - kto pierwszy, ten lepszy, zapraszam na maila badz do komentarz do jutra do poludnia!

      Essence Long Lasting Eye Pencil

       

      gora (bardziej rozowa) Essence

      dol Gosch

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Essence Long Lasting Eye Pencil (oddanie)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 05 listopada 2011 12:48
  • piątek, 04 listopada 2011
    • Catrice Eyebrow Expert (ODDANIE)

      Catrice do brwiNie jest to nowosc, ale niedawno (sierpien) przeze mnie kupiona: Catrice Eyebrow Expert, "cos" do podmalowywania brwi Catrice. Idea jest prosta: z plastikowego grzebyczka wydobywa sie tusz, i barwi brwi, troche na zasadzie tuszu do rzes. Niestety, kupiony przeze mnie kolor to jasny, cieply braz (wychodzi wtorny analfabetyzm, jak byk stoi na opakowaniu 010 Light Bronze), a ze ja w naturze mam brwi prawie czarne, wyglada on na mnie bardzo bardzo zle - i  przez to nie moge tez niczego na temat samego produktu powiedziec, poza tym, ze pomysl jest niezly i zdaje sie dzialac bardzo dobrze. Pomalowalam sie raz, zmylam, wiecej nie wroce.

       

      Jezeli ktoras z Kolezanek ma ochote na przetestowanie, zapraszam i uprzejmie prosze o maila badz zgloszenie w komentarzu do NIEDZIELI rano, jako ze w niedzielne poludnie moge przekazac przesylke do Polski przez rodzinnego kuriera :) (oczywiscie, do nie-Polski wysle rownie chetnie).  Nie przeprowadze zadnego losowania, bo to nie rozdanie, ale chyba raczej oddanie, wiec jak zwykle obowiazuje zasada first-come, first-serve (o ile oczywiscie ktokolwiek chetny sie znajdzie).

      Catrice do brwi

      Ps uprzejmie prosze o niezwracanie uwagi na moje sterane goscmi paznokcie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Catrice Eyebrow Expert (ODDANIE)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 04 listopada 2011 15:30
  • piątek, 07 października 2011
    • Lancome, Pop N'cheeks

      Przed samym, samiutenkim banem na zakupy poplenilam w stacjonarnym Ici Paris wyprzedazowy roz Lancome, Pop N'cheeks, z ubieglorocznej limitowanki.

      Lancome Pop N'cheeks

      Roz jest przepiekny i dokladnie taki, jakiego szukalam. Poniewaz najlepiej mi w rozowych rozach, namietnie takie kupuje, jednak raz na jakis czas potrzebny jest tez bardziej neutralny kolor. Moj problem z neutralnymi rozami jest  jednak taki, ze najczesciej wpadaja nieco w cegle, a jakiekolwiek cieple odcienie dodaja mi z 10 lat. I tu idealnie wstrzela sie owo Lancome, bo jest kombinacja rozu i brzoskwinki. Pozlotka, ktora z niewiadomych przyczyn pokrywala czesc kolorow, zeszla z pierwszym pociagnieciem pedzla - na zdjeciu dla demonstracji usunieta z czesci srodkowej (ta roznica w kolorze w dolnym prawym rogu to wlasnie musniety pedzlem brokat).

       

      Niestety, i zastanawiam sie wciaz, czy go nie reklamowac, roz jest bardzo twardy i ciezko sie nabiera. I deczko kamienieje. Review w internecie opowiadaja o latwosci aplikacji, wiec sie zastanawiam, czy nie trafil mi sie ferelny egzemplarz. Mam dodatkowo wrazenie, ze czesc kolorow lapie sie na pedzel latwiej, co nie jest zle, bo dzieki temu mam bardziej neutralny dla mnie kolor, ale troche sie obawiam, co bedzie pozniej, i czy mi za jakis miesiac czy dwa nie skamienieje do reszty? W koncu roz za 50 euro powinien sie zachowywac przyzwoiciej, nawet kupiony za pol ceny... Dam mu jeszcze tydzien, i zobaczymy...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Lancome, Pop N'cheeks”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 07 października 2011 11:01
  • piątek, 16 września 2011
    • Essence colour&shine eyeshadow, 09 Trip to venus

      Jeszcze przed banem zakupowym przyuwazylam w IciParis, oczywiscie w koszyku wyprzedazowym, jasno rozowy, pojedynczy cien Lancome, w towarzystwie drugiego, bardzo ciemnego fioletu. Stwierdzilam, ze ich nie kupie – w koncu testowalam wlasne mozliwosci a-zakupowe, ale wiedziona jakas dziwna potrzeba na szybko machnelam oba na oczy (z testerow i palcami). Mimo metody aplikacji, przez caly dzien nie moglam sie na siebie napatrzec. Cienie mialy idealny kolor, dzieki ktoremu moja nijaka teczowka zyskala jakies 80% nasycenia kolorem. Przy najblizszej okazji, pare dni pozniej, kurcgalopkiem wpadlam do Ici, tylko po to, by dowiedziec sie, ze jasny cien zostal sprzedany. Po zmuszeniu pani do przegrzebania stoiska i zaplecza*, zrezygnowana kupilam sam fiolet (jak widac, odwyk jest mi naprawde potrzebny) po czym rozpoczelam zakrojone na szeroka skale poszukiwania jasnego rozu o odpowiedniej temperaturze. Jak zawsze, skonczylo sie na szafie Essence, ale niestety, pod wzgledem efektu kolorystycznego do Lancome jest jej daleko.

      Catrice cien do powiekKupilam dwa cienie, dzis bedzie o wypiekanym, Essence colour&shine eyeshadow, 09 Trip to venus. Cien bardo atrakcyjnie wyglada w opakowaniu, problem z mozaikami polega jednak na tym, ze ostateczny wyglad na oku jest nieprzewidywalny przed zakupem. Takie troche jajko z niespodzianka, bo wymieszanie az tylu kolorow jest zasadniczo loteria  a wiadomo, przeciagniecie palcem po testerze nijak ma sie do tego, jak cien bedzie wygladal po obrobce pedzlem i naniesieniu na powieke. Tak tez bylo I w tym wypadku: cien jest duzo bledszy niz wskazywalby na to kolor w opalkowaniu, do tego jest tez malo nasycony. Jest dosc lotny I lekki, co nie ulatwia nakladania, niemniej, przez brak nasycenia nie jest tez strasznym problemem, bo niespecjalnie go widac. Sama jeszcze nie wiem, co o nim do konca myslec, poza tym, ze nie jest to to, czego szukalam i nie za bardzo wiem, do czego go uzywac – na baze jest za jasny, na rozswietlacz za ciemny I za transparentny.

      W pewnym sensie widac tu dlaczego wole kupowac w perfumeriach niz w sieciowych drogeriach: dwa cienie Essence to jakies 4 euro, czyli polowe mniej, niz wyprzedazowe Lancome. Lancome jednak moge w perfumerii spokojnie nalozyc na oczy (zdezynfekowanym pedzlem czy jednorazowym aplikatorem), przy duzym, oswietlonym lustrze, gdzie nikt mnie nie nie puka w plecy przechodzac waskimi alejkami sklepu. Dzieki temu nie kupuje kota w worku, jak ma to miejsce w wypadku Essence, gdzie dorwanie sie do testera oznacza walke wrecz z 13latkami non stop okupujacymi szafe, do tego sklep nie ma pedzli ani luster. Teoretycznie zaoszczedzilam kilka euro, ale tak naprawde to ani nie mam wydanych pieniedzy, ani wymarzonego koloru. Ot, refleksja "sprzed odwykowa".



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 16 września 2011 11:02
  • piątek, 09 września 2011
    • Catrice Deffining Duo Blush

      Nie wiem, jak to się stało, że nie dołożyłam tu jeszcze mojego absolutnego hitu tej wiosny i lata: różu Catrice Deffining Duo Blush, w kolorach Pink Grapefruit Shake i Peach Sorbet. catrice roz

      Zgoda, roz jest słabo napigmentowany, ale dzięki temu nie robi też krzywdy, bo matrioszka to ostatni efekt, jaki da się nim uzyskać . Ma naprawdę swietne kolory - bardzo twarzowe, dodające tego czegoś, ale nie wyskakujące na plan pierwszy. Nie ma w nim niczego z buraczka, cegly ani pomaranczy, dzieki czemu nadaje sie do neutralnych i zimnych karnacji, choc jego kolory nie sa chlodne. Nakłada się jak marzenie, jest pół-transparentny, ale można go machnąć i mocniej. No i ta cena... Jestem zachwycona, i sięgam po niego dużo częściej, niż po kupionego w tym samym czasie Chanel i Lancome - Catrice wygląda po prostu naturalniej, lepiej.

      

       

      catrice roz

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Catrice Deffining Duo Blush”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 09 września 2011 10:07
  • wtorek, 19 lipca 2011
    • Essence, 50

      Pojawiła się już u nas nowa limitowanka Essence, 50's Girls Reloaded. Zdecydowałam się na puder (wyprzedanyEssence 50's Girls Reloaded puder w niektórych sklepach u mnie już pierwszego dnia) i pędzel.

       

      Pierwsze wrażenia nie są najlepsze. Puder ma świetne opakowanie, z przegródkami, solidnym zamknięciem itp, ale nie powalił mnie jego działanie, bo nadaje twarzy płaski, postarzający mat, do tego bieli nawet takiego bladziaka, jak ja. Jego skład jest nie do znalezienia poza drogerią: z tego, co pamiętam, był bardzo krótki, a na pierwszych dwóch pozycjach miał talk i mikę. Jeszcze jedna uwaga: opakowanie pudru jest maleńkie, jego średnica to może 5cm, nie więcej (zawartość 8.5g). Jest tylko odrobinę większe od opakowań cieni Essence.

       

      Pędzelek natomiast w cieńszej części ma za rzadkie i za długie włosie, przez co trudno o precyzyjną aplikację cienia, który poza powieką trafia też na policzki i nos. Grubsza część jest za to świetnym blenderem, i tej zdecydowanie będę używać. Do zalet należy zaliczyć typowe dla Essence, super miękkie i delikatne, syntetyczne włosie, które jest jednak zbyt giętkie, by nabrać niektóre cienie.

       Essence 50's Girls Reloaded pędzel

      To są, oczywiście, jedynie pierwsze wrażenia, aczkolwiek po dzisiejszej zabawie z oczyszczaniem połowy twarzy z naprószonego przez te za długie włoski ciemnofioletowego cienia z drobinkami, na razie nie przewiduję dalszych testów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lipca 2011 12:32
  • czwartek, 14 lipca 2011
    • Guerlain Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow

      Rzuciłam ostatnio okiem na pierwsze kremowe cienie Guerlaina z letniej kolekcji Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow. Od czasu spędzenia miesiąca w Peru mam wielki sentyment do Inków, Guerlain miał więc spore szanse zarobienia na mnie. (Nie)stety, tak się nie stało: interesował mnie puder (okazał się niesamowicie świecący) i właśnie owe cienie, które nie przypadły mi do gustu tak bardzo, że nie zamierzam powtórzyć testów.

      Guerlain cienie w kremie
      Cienie występują w 3 kolorach: Bahia (jasny róż), Havana (brązowy) i Maya (miedź). Zgrzyt nr jeden: 2 z 3 oferowanych kolorów są, a przynamniej na mojej powiece, praktycznie takie same. Różni je odcień drobinek: jedne mają miedziany, drugie złoty kolor, jednak są one na tyle niewidoczne, że przez moment myślałam, że przez pomyłkę wzięłam dwa te same testery.

      Cienie są bardzo kremowe, i trzeba ich sporo nałożyć, by były widoczne. Na mojej tłustej powiece powoduje to niezłą ślizagwicę, choć widzę w internetowych opiniach, że ta cecha akurat jest chwalona, bo ponoć pozwala na precyzyjniejszy makijaż (ma to być powodowane tym, że cień nie zasycha zaraz po aplikacji). Cienie dają bardzo delikatne wykończenie, i naprawdę musiałam się namachać, by były widoczne - dają delikatne do pół-transparentnego krycie, co też mi nie odpowiada, bo wolę mieć możliwość stopniowania i dodania więcej koloru.

      Guerlain cienie w kremie Guerlain twierdzi, że cienie przetrzymają na oku pływanie i plażę. Z mojej powieki zeszły w ciągu kilku godzin (nie byłam na plaży i nie pływałam). Według internautek trzymają się świetnie na bazie, ale Bogiem a prawdą, na dobrej bazie trzymają się też cienie z ryneczku za 2.5 pln.

      Ogólnie, za tę cenę - porażka.

       

       

      ps przepraszam za pierwsze zdjęcie z wytrzeszczem, bardzo się starałam podnieść opadające powieki, żeby cokolwiek było widać. Traf chciał, że jest to też najjaśniejsze zdjęcie. Na drugim za to bardziej widać ten efekt drobinek. Przepraszam też za wielkość zdjęć, bardzo mądrze zapisałam je zaraz po zmniejszeniu bez zapasowej kopii, i dopiero po załapałam, że są za małe.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Guerlain Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 lipca 2011 12:03
  • poniedziałek, 11 lipca 2011
    • Gosh On Stage błyszczyk

      Najbardziej znienawidzony przeze mnie błyszczyk roku: Gosh On Stage, Cool lip jam, kolor 107. Moja wina, moja bardzo wielka wina, że nie wczytałam się w etykietę: jak ktoś nie lubi chłodzących smarowideł do ust, cóż, nie powinien ich kupować. Nie za bardzo mam jak winić producenta, bo napisał przecież jak wół cool, które w zalślepieniu zakupowym wzięłam za ale nam się cool produkt udał, yeah. I w zasadzie nie mogę się też czepiać temu, że błyszczyk lepił się jak nie wiem co, wszak producent nie napisał nigdzie, że to błyszczyk czy inny balsam, ale właśnie jam, więc i nie dziwota, że jak dżem się zachowuje, a raczej zachowywał, bo po kilku miesiącach zaczęło mu straszliwie z paszczy śmierdzieć, a na to od jakiegoś czasu jestem prawdziwie uczulona. Znaczy się dokonał żywota, i po obfoceniu zwłok wylądował w miejscu, gdzie wszystkie moje kolejne zakupy typu cool/chłodzący/orzeźwiający za nim podążą, amen.

      

      Gosh blyszczyk

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Gosh On Stage błyszczyk ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2011 12:41
  • środa, 22 czerwca 2011
    • Eyeliner Essence

      Widziałam wczoraj te eyelinery z 50%, bo mamy już kolejne edycje Essence, i starsze, jak to starsze, lądują w koszu wyprzedażowym. Swój kupiłam dzień po wypuszczeniu kolekcji, licząc na to, że eyeliner będzie tak dobry, jak ten z poprzedniej, jeansowej limitowanki. Niestety, nie jest, bo nie jest w słoiczku, a to zdaje się być cechą przewodnią dobrych żelowych eyelinerów: te w paletach, wglądające jak cienie, jednak nie są aż tak trwałe na powiece. Może zresztą nie powinnam się czepiać: mój eyeliner nazywa się "cream", nie "gel", więc może nie powinnam ieć wymagań takich, jak od żelków.

      eleyeliner zelowy essenceNiemniej, nie jest to zły eyeliner, trzeba się z nim tylko nieco dłużej pobawić. Jest też trwalszy, mam wrażenie, niż te z palet LE Metallics. Nałożony sam nieco blednie po jakimś czasie, natomiast aplikacja na cień zdecydowanie przedłuża jego trwałość. Kolory, choć w opakowaniu dość krzykliwe, nadają się na dzień (o ile ktoś ma pracę bez dress code, jak ja). Mnie szczególnie uwiódł zielony i granat, ze względu na które kupłam paletkę, i rzeczywiście, nie rozczarowały mnie. Zdecydowaną zaletą eyelinerów Essence/Carice jest to, że na oku kolor wygląda tak samo, jak w opakowaniu, i ta limitowanka zdecydowanie tę opinię potwierdza. Fajny jest też brak brokatu, bo przy tej głębokości koloru połysk przesunąłby tę paletkę do kategorii "makijaż wieczorowy", a tak można się nią cieszyć na codzień, mimo mikroskopijnych i na szczęscie nieświecących drobinek, bo na oku są one prawie niewidoczne, dając tylko ładny glow.

      Największą wadą paletki jest pędzelek, którym osobiście nie jestem w stanie wykonać kreski cieńszej niż 5mm. Nie jestem też przekonana do opakowania: ten op/pop art, wszystko ładnie pięknie, design pasuje do żywych, wesołych kolorów produktu, ale tekturowe pudełko, chociażby zamykane na tak dobry magnesik, jak tutaj, jednak nie jest szczelne, i podejrzewam, że długo nie będę się tymi eyelinerami cieszyć, bo najnormalniej w świecie wyschną na wiór. Za tę cenę jestem im to w stanie darować ;)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 22 czerwca 2011 10:33
  • czwartek, 16 czerwca 2011
    • Catice baza pod cienie

      Catice baza pod cienie

      Pod względem bazy do powiek należę do tej beznadziejnej grupy, która używa od lat jednego produktu. Nie tylko dlatego, że jest świetny, ale z powodu jego horrendalnej wydajności. Mam tu na mysli bazę Lumene, którą szczęśliwie użytkuję od lat co najmniej 7miu.

       catrice baza pod cienie

      Lumene jest jednak dość ciężko dostać, a potrzebowałam nowej bazy na już teraz. Padło na Catrice, i jakże pozytywnie mnie ten produkt zaskoczył! Nie daje takiego mur-betonu jak Lumene, ale tak, poza Lumene, trzyma chyba tylko klej modelarski. Baza bardzo pożądnie przedłuża życie cieni, i nawet byłabym skłonna dodać, że jest nieco łatwiejsza w obsłudze niż Lumene i chyba ładniej wyciąga kolor cienia. Do tego kosztuje grosze. Bardzo przyzwoity produkt, jak to z Catrice.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 czerwca 2011 07:53
  • piątek, 10 czerwca 2011
  • wtorek, 07 czerwca 2011
    • Dior róż

      Dior 553. Tym razem nie mój, kupiony na zamówienie. Ja sama chodziłam wokół tych róży Diora, chodziłam, i w końcu kupiłam Chanel, bo wg kilku niezależnych opinii odcień wyglądał lepiej. Przy okazji przekonałam się o brzydkiej praktyce: otóż w tutejszych perfumeriach wyprzedanie danego koloru powoduje, że tester jest usuwany z półki. Nie wiem, czy ma to ułatwić życie ekspedientkom, wiem, że mnie to irytuje, bo nie powoduje, że człowiek musi się przelecieć po kilku perfumeriach, żeby wyrobić sobie obraz danej kolekcji, a kto ma na to czas? Byłam święcie przekonana, że cała ta seria róży Diora jest w ciepłych i neutralnie ciepłych kolorach, a okazało się, że chłodniejsze zostały po prostu sprzedane na pniu.

      dior roz

      Ten kolor w każdym razie, 553, podobnie jak 533 jest ciepły, jednak nadaje się także do chłodniejszych karnacji - byłam bliska zakupienia takowego dla siebie. Cieszę się jednak, że tego nie zrobiłam, bo kilka dni później natknęłam się na róże Catrice, które dokładnie te Diorowe kopiują, z bardzo dobrym efektem. Sam Dior - z wielokrotnych testów, mających na celu pomoc w dobraniu koloru mogę się wypowiedzieć w samych superlatywach: lekki, ale delikatnie widoczny kolor, piękne ożywienie cery, i ta specyficzna tórjwymiarowość, cechująca najlepsze róże. Jednak Catrice jest równie dobry ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 czerwca 2011 22:58

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com