proznosc

marketing

  • środa, 09 listopada 2011
    • Zestaw clinique

      Wpis z gatunku samousprawiedliwiajacego, czyli dlaczego czasami warto inwestowac w tzw wysoka polke. Na focie zestaw gadzetow, otrzymany przy zakupie blyszczyka do ust Clinique i Clinique Happy (blyszczyk po to, by przekroczyc 55 euro, od ktorych urzedowo przyznawane byly gratisy).

       

      zestaw clinique

       

       

      Niby nic, ale taka ilosc minaitur kremow  przekracza normalne, sprzedazowe opakowanie, powodujac, ze, w przeliczeniu na ml, nagle ta wysoka polka robi sie co najmniej srednia. Do tego maskara, pomadka, scrub, i kosmetyczka, yes yes yes. A, ze na Clinique czesto jestem skazana (brak zapachu), coz, zakupy tego typu nagle robia sie duzo bardziej sensowne. Szczegolnie, ze ofert tego typu nie trzeba nawet sledzic, wszystkie wieksze perfumerie co pare tygodni informuja nas milym mailem, co maja w promocji.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zestaw clinique”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 09 listopada 2011 10:27
  • sobota, 15 października 2011
    • Hermes, Kelly Caleche foto

      Zeby nie bylo, ze tylko narzekam na reklamy perfum: tak wyglada jedna z moich ukochanych reklam, Hermes i Kelly Caleche:

       

      Hermes Kelly Caleche

       

      Podoba mi sie tu wszystko: brak zseksualizowania ciala, normalny ubior (spodnie i bez szpilek!) glowna bohaterka podazajaca w wybranym przez siebie kierunku, wyprostowana, dynamiczna, pewna siebie. Perfumy, glowny bohater reklamy, wisza nonszalancko na przerzuconym przez ramie bacie i kolysza sie w rytm krokow. Meski element, ktory tak bardzo przeszkadza mi w wiekszosci reklam perfum (glownie jako niedpowiedziany odbiorca) tutaj jest nieobecny. Zawsze, gdy widze ta reklame, mysle sobie, ze taka wlasnie chce byc: niezalezna i pewna swojej drogi. Rozowy krajobraz tez nie zaszkodzi ;)

       

      Do tego perfumy maja tez obledna nazwe, nie jakies Zadory czy inne pocaluj-mnie-w-pupe, ale Kelly Caleche, zbitka powstala z polaczenia nazwy najslynniejszej torby Hermesa, Sac à dépêches, ktora pojawila sie na zdjeciu z 1956 roku w towarzystwie Grace Kelly, podobno zakrywajacej torba ciazowy brzuszek, na okladce magazynu Life. Torba stala sie bardzo popularna, a Hermes zmienil jej nazwe na obiegowo funkcjonujaca od czasu publikacji fotografii "Kelly". Calèche natomiast to typ powozu (Hermes ma w logo powoz, ale innego typu), oraz nazwa chyprowego aldehydu, stworzonego w 1961 roku przez Guy Robert. Torba, powoz, zapach. Nic dziwnego, ze perfumy maja w sobie ledwo wyczuwalna nute skory... Jednak to niewazne. W wypadku tak dobrych zdjec sam zapach schodzi na dalszy plan (w moim wypadku, wybaczcie zboczenie zawodowe, to prawdziwy komplement). 

       

       

       

      (foto - internet)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Hermes, Kelly Caleche foto”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 15 października 2011 16:17
  • środa, 05 października 2011
    • Kosmetyki ekologiczne

      Kosmetyki naturalne - zastanowilam sie ostatnio nad tym, co rozumiem przez ten termin. A wlasciwie bardziej, co rozumieja  przez niego producenci. Jak wiadomo (albo i nie), nie istnieja obecnie przepisy regulujace co mozna, a co nie, nazwac naturalnym/ekologicznym/organicznym kosmetykiem. Na rynku panuje wiec prawdziwa wolna amerykanka, z ktorej, jak zwykle, korzystaja producenci, zarowno mocno naginajacy fakty i nazywajacy naturalnymi kosmetyki ktore moze maja w skladzie jeden czy dwa naturalne skladniki (typu woda, hehe), oraz ci rzeczywiscie produkujacy produkty naturalne, ale bardzo czesto sprzedajacy je w wygorowanych cenach.

      Zasadniczo, z tego, co wyczytalam w sieci, kosmetyki naturalne nie musza miec w skladzie samych naturalnych substancji (aczkolwiek oczywiscie ich ilosc jest tu pewna wytyczna), natomiast nie powinny miec:

      - skladnikow pochodzacych z ropy naftowej

      - skladnikow pochodzacych z  formaliny

      - skladnikow pochodzacych z oleju silikonowego

      Nie powinny miec takze substancji odzwierzecych (poza lanolina i woskiem pszczelim, a wg innego kryterium - skladnikow pochodzacych z martwych kregowcow). Inni dodaja tez brak talku, parabenow, SLS, propylene glycol. Kosmetyki naturalne powinny tez byc GMO free, czyli bez skladnikow modyfikowanych genetycznie. Tak przynajmniej wynika z przypadkowej czesto wiedzy internetowej - ciekawa jestem, jak zapatruja sie na to prawdziwi specjalisci czy eko-maniacy?

      Pomijajac jednak specjalistyczna wiedze, mozna zalozyc, ze naturalne kosmetyki to na dzien dzisiejszy: jak najwiecej skladnikow pochodzacych z roslin i mineralow, jak najmniej syntetykow.

       

      Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana w wypadku kosmetykow organicznych, ktorych skladniki nie tylko powinny byc naturalne, ale jeszcze dodatkowo w wiekszosci powinny pochodzic z upraw ekologicznych. Czyli poza czytaniem skladu, by upewnic sie, ze kosmetyk rzeczywiscie ma malo substancji chemicznych, dochodzi jeszcze odcyfrowanie etykiety i wszystkich tych gwiazdek i odnosnikow, precyzujacych, co w skladzie pochodzi z plantacji eko, oraz ekocertyfikatu, ktory takowy produkt powinien miec na opakowaniu. I pozniej wlasna kalkulacja, czy taka to a tak ailosc ekologicznych skladnikow rzeczywiscie odpowiada naszym zdaniem kryterium eko, czy nie.

       

       

      W praktyce, szczegolnie, od kiedy robie zakupy z juniorem i nie mam mozliwosci wczytywania sie w etykiety, stosuje dwie metody:

      a) zaufane (niestety, oznacza to: drogie) firmy typu Weleda, ktora namietnie kupuje w wersji "dla dzieci";

      b) upewnienie sie, ze na opakowaniu jest znaczek certyfikatu.

      certyfikat ekologiczny

      I tu mam pewna zagwozdke, bowiem poza dwoma najbardziej znanymi certyfikatami, czyli pochodzacym z Francji ECOCERT (link odsyla do Wikipedii) i niemieckim BDIH, oraz dynamicznie sie rozwijajacym NaTrue*, zupelnie sie gubie w pozostalych, mniej popularnych oznaczeniach. Malo tego, mam nieodparte wrazenie, ze czesc firm tworzy wlasne ozdobniki,  imitujace wygladem certyfikat ekologiczny - w koncu nikt sie oficjalnie nie moze przyczepic do jakiegos tam znaku graficznego z napisem typu True to Nature. Oczywiscie, zdazaja sie tez pozytywne zaskoczenia: zakupiony za mniej niz 2 euro w tutejszym odpowiedniku Rossmana, Kruidvacie, tonik do twarzy z naturalnej serii okazal sie miec wyzej wspomniany certyfikat BDIH, gwaranta "naturalnosci".

       

       

      * kosmetyki posiadajace NaTrue z automatu maja tez miec BDIH. NaTrue dodatkowo przydziela jedna, dwie lub trzy gwiazki widoczne w logo, zaleznie od stopnia naturalnosci produktu. Opis poszczegolnych kategorii po polsku mozna znalezc tu.

       

       

      Wiecej o naturalnych kosmetykach na przyklad tutaj: 

      http://www.jaworek.net/kosmetyki/kosmetyki_naturalne.php

      strona producenta, aczkolwiek ma dobre, lopatologiczne wyjasnienia:

      http://www.phenome.pl/pl/main/baza-wiedzy-phenome/o-naturalnych-kosmetykach/co-to-znaczy-naturalny

      a tutaj mozna poczytac o certyfikatach:

      http://www.zdrowe-kosmetyki.pl/certyfikaty.php

       http://bioeco.pl/content/7-certyfikaty-ekologiczne

      http://kobieta.wp.pl/kat,26369,page,2,title,Tajemnicze-certyfikaty,wid,13564155,wiadomosc.html?ticaid=1d244

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kosmetyki ekologiczne”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 05 października 2011 12:06
  • wtorek, 20 września 2011
    • Okrropna reklama Burberry Body

      Pojawila sie reklama nowego zapachu Burberry, Body. W zalozeniu mamy byc tutaj zaskoczeni wyrafinowanym layeringiem znaczen, bo nazwa zapachu, "cialo", pozwala odkryc kolejne "cialo", tym razem nalezace do Rosie Huntington-Whiteley.

      Burberry body

      Pomijajace caly ten pseudo-intelektualizm, czy tylko ja widze na zdjeciu nieapetyczna modelke w pozie, ktora odbiega od wyobrazenia wdzieku czy klasy (tutaj, podobno, sugerowanej trenczem Burberry), a kojarzy mi sie z magazynami dla panow? I czy tylko mnie nie podoba sie sprowadzenie kobiety do nagiego, oczekujacego (i wychudzonego...) ciala? Ciala ktore poza cialem nie ma juz innej tozsamosci? Zwroccie uwage na wzgorek lonowy - czy naprawde wyglada on apetycznie? I czy ja chce byc epatowana podbrzuszami innych kobiet w seksualnych pozach?

      Drogie Burberry, naprawde, mozna to bylo rozwiazac w bardziej subtelny sposob. Taka Helen Mirren na przyklad. Albo Monica Belluci, nawet w czarnym golfie nadal bylaby chodzaca definicja cielesnosci, a przy okazji pozwolilaby utozsamic sie z perfumami roznym grupom wiekowym. Ktore to grupy, a przynajmniej ta jednoosobowa, do ktorej naleze ja sama, mowia zdecydowane nie produktom, ktore cofaja nas do lat 60tych i seksownych Szwedek w co drugiej reklamie. Wstyd, zeby cos takiego wypuszczac w XXI wieku...

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Okrropna reklama Burberry Body”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 września 2011 09:57
  • wtorek, 13 września 2011
  • sobota, 02 lipca 2011
  • czwartek, 23 czerwca 2011
    • Bizanzjum

      Jakiś czas temu pisałam o bardzo mocno limitowanej kolekcji Chanel, Lumieres Byzantines.Chanel rozswietlacz

      Najdroższy kosmetyk kolekcji, super-limitowana paleta rozświetlaczy, przypomina bizantyjską biżuterię, i rzeczywiście jest bardzo piękna (foto z cafemaeup, która jest jedną z bardzo niewielu szczęśliwych posiadaczek).

      Ponieważ dostałam duży kupon do IciParis, zastanawiałam się dziś, co zakupić. Szybko spojrzałam na kolekcje letnie; w Guerlainie na lato proponuja Terra Inca (link zdjęć na temptalii), a tam, na głównej focie, pani w biżu inspirowanym Inkami, a jednak bardzo zbliżonym do Chanelowego Bizancjum. Wiem, że to absolutnie bez znaczenia, jednak bardzo lubię takie smaczki: nie mogę się przestać zastanawiać, kto z kogo ściągnął, kto ma u kogo szpiegów, albo jakie ogólne trendy spowodowały, że akurat tych dwóch dyrektorów artystycznych w tych dwóch firmach zdecydowało się na motyw antycznej biżuterGuerlain lato 2011ii w złocie i nieoszlifowanych kamieniach. Ot, ciekawostka:




      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 czerwca 2011 11:26
  • piątek, 17 czerwca 2011
    • Jolie&Vuitton

      Louis Vuitton w kampanii Core values pokazywał do tej pory ciekawe, zaskakujące zdjecia. Tym razem twarzą firmy jest Angelina, i oczywiście, jej objawienie spotkało się z wielkim, błyskawicznym odzewem. Nie lubię Vuittonek (kojarzą mi się ze złym smakiem) i nie lubię Angeliny (uważam ją za marną aktorkę filmów klasy B), natomiast sama reklama, jako zdjęcie, jest zaskakująca, niestety, nie tylko pod względem kompozycji.

      W świetle reszty reklam z tej serii, wywiezienie Angeliny do Kambodży ma sens. Pokazanie Angeliny w jej własnych (niech im będzie) ubraniach też. Pomijam tu całą dyskusję na temat etyki prezentowania torby za 7tysięcy dolarów w kraju tak ubogim, jak Kambodża, oraz "co Angelina robi z torbą tej klasy w błocie"). Co mnie uderzyło i zniesmaczyło, to to, że Jolie ma pełen makeup i aligancko ufryzowane włosy (Angelinę potarganą można obejrzeć na większości zdjęć z czerwonego dywanu). Przekaz firmy jest jasny: gwiazda w jej prawdziwym życiu, bez polepszaczy i ulepszeń. W każdym newsie, jakiego widziałam, łącznie z rodzimym Pudelkiem, jak byk stoi, że Jolie jest bez makijażu. A przecież Jolie jest tu wystylizwana do bólu zębów, i w całej jej sylwetce nie ma niczego autentycznego!

      angelina jolie louis vuitton

      Ja wiem, że licentia poetica, i że Annie Leibovitz wielką artystką jest, co rzeczywiście widać po zdjęciu. Niemniej, skutki takiego przekazu, jak zawsze, odczuwają najbardziej zwykłe kobiety. Tak się składa, że byłam w Afryce. I płynęłam też amazońską rzeką. Co prawda nie miałam ze sobą Vuittona, ale cała reszta mojego wizerunku też odbiegała od zaprezentowanego na reklamie: nie myte od co najmniej tygodnia włosy, ubranie nie prane od paru dni (a jak prane, to w ręku i suszone w pyle drogi), na twarzy gruba, świecąca, niczym nie zmatowiona warstwa filtra. I bynajmniej nie miałam, jak Angelina, eleganckiego smoky na oczach. I jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby bardziej zamożne turystki wsiadały na łódki tego typu w full makeupie i z osobistym fryzjerem. A przecież Jolie jest piękną kobietą, i pokazanie jej w autentycznej odsłonie nie powinno wpłynąć na estetyczny odbiór zdjęcia... Szkoda, ze kampania o pewnej wrazliwosc spolecznej stosuje tak pozorne srodki wyrazu, zadajce klam calej koncepcji.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 17 czerwca 2011 10:56

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com