proznosc

ciąża!

  • niedziela, 06 czerwca 2010
    • Bio Oil

       

      Jak powszechnie wiadomo, jak coś jest do wszystkiego, najczęściej okazuje się być do niczego. Z rezerwą podeszłam więc do internetowego hitu: olejku Bio Oil, który a to rozstępy zatrzyma, a to zmarszczki wygładzi, przy okazji zaleczając trądzik i usuwając blizny.

      Bio Oil szturmuje świat (na stronie można znaleźć mapę zasięgu, z bardzo korporacyjnym opisem typu "my i nasz cel: podbicie wszechświata"): zaatakował jakiś czas temu Holandię, i jest już właściwie wszędzie w sklepach i na reklamach, (prawie że jak otwieram lodówkę...), więc dałam za wygraną i zaczęłam się zastanawiać, czy by go przypadkiem nie spróbować. Szczególnie, że producent gra rzetelnego - na stronie przy opisie działania na blizny i rostępy pojawia się info, że bio oil może pomóc zredukowac ich wygląd, ale ich nie usunie całkowcie. Przy zalewających nas ochach i achach pr'owców pozostałych firm, czuję tu pewną ulgę, choć kto wie, czy nie jest to kolejna zagrywka marketingowa.

      bio oil

      Cóż było robić, zaczęłam pierwsze testy Bio Oil, wciąż się zastanawiając, czy popularność oleju nie wynika bardziej z wszechobecnej reklamy i dystrybucji? Po zużyciu dwóch opakowań, nadal nie jestem przekonana co do odpowiedzi. Produkt ma zalety: nakłada się przyjemnie,  będąc lżejszym niż większość olejowych olejów, ale zostawia tłustą warstwę (nie wyobrażam sobie użycia go rano). Przy nalożeniu mniejszej ilości, niemożliwy jest do wykonania zalecany przez producenta mini-masaż, bo naciąga się skórę. Baaardzo przyjemnie pachnie, choć alergików niestety drażni. Nakładany na noc na twarz wystarcza za krem, dając dość zaskakujące efekty: u mnie zniknęły drobne krosteczki na twarzy i na dekolcie, skóra rano nie ciągnęła (a w czasie ciąży zdarzał mi się taki poranny przesusz po co drugim odżywczym kremie). Po kolejnym półtora tygodnia z Bio Oil zaczynam rozumieć przynajmniej część zachwytów. Skóra ciała zrobiła hiper-gładka, hiper-jędrna, jedwabista i aksamitna (używam balsamów po każdym prysznicu, gładkość w wydaniu Bio Oil to jednak nie to samo, na korzyść wyżej wymienionego). Używany na twarz był przez dłuższy czas ciążowego przesuszu jedynym produktem, po którym nie budziłam się z za małą skórą. Dodatkowo, wyraźnie zmniejszyły mi się pory: konsultantka Biothermu odradziła mi maseczkę ściągającą pory, bo przecież pani ma normalne pory (moje "normalne" pory są jak kratery).

      No dobrze, dlaczego więc nie wpadam w zachwyt? Cóż: Bio Oil wcale nie ma aż tak zachwycającego składu. Owszem, znajduje się w nim wit A, czyli jedyna tak naprawdę substancja, które może spełnić obietnice producenta co do redukcji blizn, zmarszczek itp, ale w słabej formie Retinyl Palmitate, co zresztą powoduje, że można go używać w ciąży (większość aktywnych form wit. A jest absolutnie zakazana). Dodatkowo wit E, której też nie można uznać za wielkie odkrycie kosmetyczne (choć jej skutecznośc jest nie do podważenia). Producent chwali się, że główna "działająca" perełka to tutaj  PurCellin Oil™, czyli odtworzona w laboratorium wydzielina gruczołu kuprowego kaczki - swoją drogą jak dobrze, że to syntetyk... Z tym, że dokładnie nie wiadomo, co ze składu w skład owego PurCellin wchodzi:

      Paraffinum Liquidum, Triisonoanoin, Cetearyl Ethylhexanoate, Isopropyl Myristate, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Anthemis Nobilis Flower Oil, Lavendula Angustifolia (Lavender) Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Calendula Officinalis Flower Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, BHT, Bisabolol, Parfum, Amul Cinnamal, Benzyl Salicytate, Citronellol, Coumarin, Eugenol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, Alpha Isomethyl Ionone, CI 26100.

      Dzięki Mariannie z Femineusa mamy tłumaczenie formuły zapachowej Bio Oil:

      Amul Cinnamal - jaśmin
      eugenol - goździki ew. cynamon,
      Citronellogeraniol - pelargoniowo-cytrynowo-różany,
      Coumarin -  świeżo ścięta trawa, nuty słonecznr,
      Hydroxycitronellal -  kwiatowy,
      Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde -  lilie,
      Limonene -  cytrusy,
      Linalool -  konwalie,
      Alpha Isomethyl Ionone - substancja zapachowa - silnie drażniąca

      Podsumowując: nie jest to zły produkt. Jego głowną wadą jest cena/pojemność: 60 ml kosztuje 10 euro (normalnie 13, ale non stop jest w promocji). Nie za bardzo rozumiem też ideę pakowania do skladu kosmetyku przeznaczonego na twarz i dla kobiet w ciąży tak wielu drażniących składników zapachowych, choć rzeczywiście, sam zapach jest piękny. Rozumiem jednak zachwyty internautek, bo na mnie ów produkt też się sprawdził. Nie jestem w stanie stwierdzić, na ile rzeczywiście zapobiegł rozstępom (czy już się chwaliłam, że zaliczyłam ciążę bezrozstępowo?), ale coś mi mówi, że jego dobre dziąlanie odżywcze na skórę mogło tu mieć znaczenie. Ogólnie: jeżeli zdaży mi się wrócić do błogoslawionego stanu, na pewno wrócę też do Bio Oil.

       

      (fot własna)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Bio Oil”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 czerwca 2010 17:24
  • wtorek, 30 marca 2010
    • Biotherm, Biovergetures (Żel przeciwko rozstępom)

      Nie wiem, na czym polega fenomen tego kremu, ale w większości opinii jest on bardzo skutecznym produktem przeciw rozstępom. Z tego, co widzę, zmienił się skład - od połowy zupełne przetasowanie składników, także komfort używania mógł się znacząco poprawić w porównaniu ze starą wersją. Na lepsze, mniemam, bo był to jeden z ulubionych kremów używanych przeze mnie w ostatnich miesiącach.

      Biotherm Biovergetures rozstępomBiotherm twierdzi, że krem

      a) pomaga przeciwdziałać rozstępom w okresie ciąży - dzięki nawilżaniu, olejom i algo-silikonowi. Ok, nawilżanie nawilżaniem, krem ma w składzie w przeważającej ilości stare dobre silikony. Ale już oleje to najnormalniejsze, najbardziej popularne: karite i soya, oraz - wg producenta - borage, którego ja osobiście w składzie nie widzę?

      b) redukuje istniejące zmiany, poprzez stymulację regeneracji tkanek. Tutaj poważnie zastanowiłabym się, co miało by w ten sposób zadziałać:

      Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Glycerin, Propylene Glycol, Stearoxy Dimethicone, Myreth-3 Myristate, Propylene Glycol Diethylhexanoate, Glycine Soja Oil, Phenoxyethanol, Hydroxyproline, Butyrospermum Parkii Butter, Carbomer, Hydrogenated Lecithin, Parfum, Tocopheryl Acetate, Benzyl Salicylate, Cholesterol, Methylparaben, Sodium Hydroxide, Dimethiconol, Sodium Stearoyl Glutamate, Propylparaben, Disodium EDTA, Methylsilanol Mannuronate, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Eugenol, Benzyl Benzoate, Benzyl Alcohol, Linalool, CI 77491 (Iron Oxides), CI 177492 (Iron Oxides).

      Czyli:

      Aqua (Water), Cyclopentasiloxane (silikon), Glycerin, Propylene Glycol (humektant), Stearoxy Dimethicone (silikon), Myreth-3 Myristate (emolient), Propylene Glycol Diethylhexanoate (emolient), Glycine Soja Oil, Phenoxyethanol (konserwant), Hydroxyproline (zastanawia mnie, czy to nie ów składnik ma mieć działanie przeciwrozstępowe), Butyrospermum Parkii Butter, Carbomer (zagęszczacz), Hydrogenated Lecithin, Parfum, Tocopheryl Acetate, Benzyl Salicylate, Cholesterol, Methylparaben, Sodium Hydroxide, Dimethiconol, Sodium Stearoyl Glutamate, Propylparaben, Disodium EDTA, Methylsilanol Mannuronate, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Eugenol, Benzyl Benzoate, Benzyl Alcohol, Linalool, CI 77491 (Iron Oxides), CI 177492 (Iron Oxides).

      A jednak krem oceniam bardzo wysoko. Zgadzam się i z producentem i z użytkownikami: krem ma kremową konsystencję, jednak wchłania się bardzo szybko. Nawilża i odżywia skórę wręcz rewelacyjnie, i jestem skłonna przyznać, że mogło to mieć wpływ na całokształt działania prewencyjnego. Jest bardzo komfortowy, ALE ma bardzo, bardzo, bardzo mocny zapach. Tak mocny, że mogłam go używać tylko w czasie nieobecności alergika w domu. Aromat owszem, przyjemny (lilie, konwalie), ale dlaczego aż tak instensywny? Zapewne wiele ciężarnych kobiet przyzna mi rację: Biotherm przesadził.

      Cena: 160zł / 100mlh

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 marca 2010 23:57
  • środa, 17 marca 2010
    • ERIS PHARMACERIS-M FOLIACTI - KREM ZAPOBIEGAJĄCY ROZSTĘPOM

      Pierwszy krem przeciw rozstępom, którego używałam w ciąży, od samiuteńkiego poczatku 4 miesiąca. Co prawda Eris podpadł mi strasznie kremem do biustu, jednak ten balsam (o ile pominiemy opis producenta) jest zdecydowanie wart spróbowania.
      Krem ma przyjemną konsystencję: ani za rzadką, ani za gęstą. Spokojnie można się po aplikacji ubrać, bo całkiem nieźle się wchłania (przez to jednak nie można wykonać masażu - coś za coś). Jest go stosunkowo mało, ale jest bardzo wydajny, można mu więc wybaczyć pojemność. Jestem nawet w stanie uwierzyć w jego hipoalergiczność - mój małżonek tolerował jego zapach, a przynajmniej nie miał wieliej reakcji alergicznej.

      Eris Pharmaceris FoliactiNajwyraźniej, w porównaniu do wersji z 2006 roku,  firma zmieniła odrobinę skład, przesuwając na nieznacznie wyższe pozycje glicerynę i wit. E. Jak widać po składzie, krem będzie przede wszystkim działał nawilżająco (mnóstwo gliceryny i parafiny, dalej trzy ciekawe składniki roślinne):

      Skład: Aqua, Isopropyl Myristate, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Cyclomethicone, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Cotton ( Gossypium) Seed Oil, Barley (Hordeum Distichon) Extract, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tromethamine, Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Disodium EDTA, Mushroom (Fomes Officinalis) Extract, Xanthan Gum, Allantoin, Escin, PVP, BHA, Butylene Glycol, Theophylline, Caffeine, Threonine, Carbomer, Folic Acid, Atelocollagen, Polysorbate 20, Sodium Chondroitin Sulfate, Methylparaben, Chlorhexidine Digluconate, Propylparaben, Ethylparaben, Parfum.

      To, co w Foliacti bardzo mi się nie spodobało, to opis na opakowaniu. O ile jestem w stanie kupić zdanie "Wzmacnia i uelastycznia skórę, zapobiegając powstawaniu rozstępów" (no, bo w końcu ma olej bawełniany i wit. E, i sporo nawilżaczy) to już następująca sentencja:  "Aktywnie wpływa na spalanie tkanki tłuszczowej hamując gromadzenie się tłuszczu w miejscach szczególnie narażonych na powstawanie rozstępów (uda, pośladki, brzuch, biodra)"* rozłożyło mnie na łopatki. Ke? Czy bycie w ciąży oznacza, że klientka kupi każdy kretynizm? I czy, nawet, jeżeli byłaby to prawda, chcemy w ciąży stosować preparaty, które aktywnie będą nam spalać tkankę tłuszczową? Jeżeli krem przenikałby tak głęboko, śmiem twierdzić, że nie byłby wskazany w czasie ciąży.

       

        1. the angels related to the death of Christ: Angelic Pietà; angel of the Trinity.

      INTRODUCTION

      The image of Angelic Pietà presents a very simple composition: the dead body of Christ being held by a weeping angel or angels. Iconographically this motif is closely related to the image of Christ as a Man of Sorrows. With some of the images, it is even difficult to distinguish between the two groups of representations; the isolated image of Man of Sorrows overlaps with the image of angels crying over the Christ's dead body. In the literature on the subject, there is a tendency to treat the Angelic Pietà as a subgroup of representations of Man of Sorrows. This is in line with general treatment of the subject: some scholars, as for example Duffy, do not distinguish the separate images of Mass of St. Gregory, Man of Sorrows and Image of Pity, considering them a variation of the same subject1. The subject was very popular throughout Europe during the opening decades of the 15th century, especially in the small-scale works of private devotion, such as reliquaries and Books of Hours.

      THE CLASSIFICATION

      In the literature on the subject there seem not to be an agreement on the classification of the angels assisting to the body of Christ. The man of Sorrows with the angels, a description - according to Camille - seen in the inventories contemporary to the panel of Meister Francke, is, according to the same scholar, a type of an Imago Pietatis, often described in modern literature as the "Angel Pietà"2. Some scholars disagree with the general treatment of the motive: for example, according to Reau, if the body of the angelic Pietà sits at the edge of the sarcophagi or stone, than the subject is not the Pietà , but "a burial by angels".

      ORIGIN

      The Iconography of both - Man of Sorrows and Angelic Pietà - are derived from the Mass of St Gregory, with its central image of dead Christ, often supported by angels. The legendary vision of St. Gregory had its origin in the icon from Santa Croce, copied since the 14th century.

      Gertrud Schiller points out possible early origin of the angels carrying the body of Christ: "The motive of two angels displaying a symbol of Christ - and the Gregorian Man of Sorrows has to be seen as a figural symbol of Christ - belongs, however, to a tradition that dates back to Early Christian art. In the early period the angels display Christ's name, his bust or a cross in a clipeus, in the Late Carolingian period these are often replaced by the Lamb of God or sometimes by the face of Christ and in the Late Middle ages by a chalice and host", suggesting that the image is related to the "increasingly intense experience of God on earth throughout the sacrament"3.

      TYPES

      The setting in which the angels are carrying the body of Christ might be slightly different in various representations. In principle, images can be divided according to the presence - or lack of - of sarcophagi. According to Schiller, the type without the sarcophagi (or cloth) would be an Italian invention, possible to be traced to Byzantine prototypes, and popular with North Italian artists such as Tintoretto. However, we are not sure about this interpretation: there are several images of angelic Pietà from Italy, showing angels lifting the body of the dead Christ from the grave.

      Schiller also suggest that presence of the tomb is typical for a French variation of the motif. According to this scholar, French art did not have free-standing single figure of Man of Sorrows, and did not adopt the Roman type of Imago Pietatis until the second half of the 14th century, when it also reformulated it. Consequently, the Man of Sorrows in many French images does not stand freely in the tomb but is supported. An independent type arises known as the Pietà with angel and is soon followed, either in its entirety or as separate motifs, in other countries: an angel, often in liturgical garment, stands between the cross and the tomb and with hands veiled in the shroud supports the Man of Sorrow from behind. This form must had been common in France by the last quarter of 14th c., for in 1383 Philip of Burgundy bought from a painter named Jean d'Orleans a painting representing 'notre seigneur dans le sepulcre et l'ange qui le soutient'. The general conclusion of Schiller is that the image originated in France and become widespread. Scholar does not give a proof of this thesis; therefore her interpretation should perhaps be looked at as a suggestion, not a discovery. The image of Christ pasrshly lifted up from the tomb is very comon in Netherlandish interpretations of the St Gregory Vision; Christ's tomb is here commonly interpreted as an altar.

      Popularity of aforementioned images could be related to this origin and enormous indulgences which Popes bestowed on those who prayed before the image of Man of Sorrows. Another reason might be a late medieval understanding of the Passion of Christ as a main element of private devotion, with emphasis on the manifested human nature of Christ. Those Images of Pity were endlessly reproduced, from the form of cheap block-prints to be pinned up in the houses of the poor, illustration for Passion prayers and devotional poems, to small altars for private devotion4.

      INTERPRETATION:

      What is the role of angels carrying the dead body of Christ? Why did the motive enjoyed such a popularity in the 15h century? At the end, as noticed by Belting: "there is no biblical situation, in which Christ, as a corpse, is held by an angel"5.

      According to Schiller, angels in the image of Man of Sorrows evoke: "tenderness meant to awaken a sense of involvement in the spectator than assistance for the Man of Sorrows". According to her, even if there is an angel and Christ is seemingly leaning on it, he does actually not do it, practically standing by himself. This would agree with the interpretation of the Angelic Pietà by Maister Francke by Camille. Camille points out the existence of the angels as a tool for identification for the viewer within the picture. Here angel serves an incorporation of donor/viewer in the scene6. "Francke's angel only gingerly grasps the Saviour, and does so in a cloth (as celebrant holding the wafer in the mass). Christ's body becomes a host, offered to the viewer by the angels; "panel makes visible the eucharistic re-enactment of the passion in each individual beholder"7, or, in other words, the Eucharistic notion of offering of Christ's body8. . In general, scholars seam to agree that the presence of angels at the body of Christ relate to the changes in religiosity of 15th century. The image of continuously suffering, even at the ascension, Man of Sorrows takes over the Majestas Domini whose human suffering continues9.

      This is not the only example at which the angel who supports or carries the dead Man of Sorrows has been interpreted as the angelus missae (Schrade and Mersmann). Schiller suggest that this interpretation is not valid for Pisano's sculpture, but is more tenable for the French pictorial type, especially when angel lifts Christ out of the tomb. Idea is grounded in the canon of the mass: after the transformation of the elements the celebrant prays: "Command that this be taken in the hands of thy holy angel to thy heavenly altar" (possible but not certain connection: Man of Sorrows was understood as representation of the passion but also as Eucharist). But this interpretation can relate only to sacramental Christ and not to Christ carried to heaven. Angels exhibiting the Man of Sorrows in the earthly sphere are typical for Late Middle Ages (instead of symbol of victory). In this way, the angels with Christ perform the exhibition and offering of the sacrament, but not the ascension! At the same time, Schiller brings up the examples which she clearly interprets as the angels ascending Christ, for example at Hans Baldung (Grien). Here, the angels, together with clouds, the are the attributes that the painter uses to demonstrate the exaltation of the Man of Sorrows or his assumption into heaven.

      Another interpretations of the presence of the angels include a need to illustrate the divinity of the Christ who as man is dead. Sometimes the function of the angels can be described as protective: the angel raises the dead Christ in the tomb or supports him to prevent him sinking back, or even sometimes he appears to lift him out of the tomb. An interesting interpretation was given by Ringbom: auxiliary figures of the angels in such images as 'presenting the dead body of Christ to the worshiper, while at the same time by their presence acting as intermediaries in offering to God the prayers directed to the image'10.

      TO DO:

      A particularly interesting type of this image was created in the Flemish art: Angel of the Trinity, where the angel holding the dead body of Christ replaces the Holy Spirit, becoming one of the persons of the Trinity.

      1 E. Duffy, Stripping, p. 238-239.

      2Camille, 185.

      3Gertrud Schiller, Iconography of Christian Art, p. 216.

      4 E. Duffy, Stripping, p. 238-239.

      5Hans Belting, "The Image". 68-79, za: Camille, Mimetic Representation, p. 187

      6Camille, Mimetic Representation, p. 194.

      7Camille, Mimetic Representation, p. 194.

      8Hans Belting, "The Image". 68-79, za: Camille, Mimetic Representation, p. 187

      9Gertrud Schiller, Iconography of Christian Art, p. 216.

      10Ringbom, Icon to Narrative, p. 68, za: Camille, Mimetic Representation, p. 187

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 17 marca 2010 23:55
  • niedziela, 07 marca 2010
    • Clarins Olejek do ciała Tonic

      Clarins Huile Tonic (albo Body Treatment Oil) zbiera bardzo pochlebne opinie wśród internautów, zarówno polskich, jak i zagranicznych.

      Olejek, zalecany przez firmę szczególnie do pielęgnacji ciężarnych, ma zdecydowanie wiele zalet i jedną zasadniczą wadę: cenę. Podobnie jak wszystkie pozostałe olejki Clarinsa (dwa do ciała i trzy do twarzy),

      W mojej własnej, nieprofesjonalnej opinii, olejek nie zadziała na już istniejące rozstępy, ma natomiast szansę jako środek prewencyjny. Osobiście jestem nim zachwycona z jednego, jedynego powodu: jest to pierwszy kosmetyk, który zmusił mnie do regularnych zimnych pryszniców biustu, brzucha i ud. Ze szczególnym naciskiem na biust. Tak, wiem, że natryski są, zaraz po dobrze dobranym staniku, najlepszym, co można zrobić dla piersi; nie byłam się jednak w stanie przekonać do tej tortury, choć ciąża szybko niszczyła kondycję moich atutów (przez pierwsze miesiące nie mogłam nosić stanika, a gabarytowo skoczyłam bardzo do przodu). Aż w końcu kupiłam Clarinsa, i chyba tylko przez wyrzuty sumienia odnośnie jego ceny udało mi się przekonać do zimnych natrysków. Za każdym razem. Bez wyjątku. Do końca 7-go miesiąca (później olejek się skończył, a ja bałam się kupić nowy ze względu na lęk przed wywołaniem zimnym prysznicem skurczów). I wiem jedno: jakkolwiek bardzo bym chciała mieć tyle determinacji i silneclarins przeciw rozstępom olejekj woli, by po ciąży nadal katować się zimną wodą, coś mi mówi, że skończy się na kolejnym olejku, bo tylko wizja zmarnowanych 40 eurasów jest mnie w stanie pchnąć do przykręcenia kurka z ciepłą wodą. Sama na siebie kręcę bat...

      Pomijając wszystko inne, olejek naprawde fajnie działa na skórę (nie chcę nawet słyszeć, że to te regularne zimne prysznice z jakąkolwiek substancją oleistą), która robi się gładka i miękka. Ma fatalne opakowanie, zagrażające życiu, bo manewrowanie tą obłą, ciężką szklaną butlą pod prysznicem zaliczam do prawdziwych wyczynów. Zastanawia mnie też, dlaczego Clarins z taką lubością pakuje swoje olejki w przejrzyste szklo - zdarzyło mi się juz trafić na bardzo zjełczały tester (olejki z zasady powinny być w ciemnych butelkach).

      Oczywiście, olejek można próbować umieszać w domu. ALE pamiętam z for biochemicznych raporty, z których wynikało, że Mieszaczaki próbujące uzyskać jeden z Clarinsowych olejków do twarzy nigdy nie były zadowolone z efektów - jednak proporcje i sposób mieszania najwyraźniej mają tu znaczenie. Oczywiście, można eksperymentować, problemem jest tu jedynie cena eksperymentów: olejek ustrzelony w promocji kosztuje niecałe 30 euro za 100ml (normalna cena to 44); cena pierwszych 5 składników (czyli właściwie wszystkiego tego, co nas w tym produkcie interesuje) to około 55 zł za podobną pojemność.

      Skład: corylus avellana (orzechy laskowe), pelargonium graveolens, rosmarinus officinalis (rozmaryn), aniba rosaeodora, mentha arvensis, linalool, citronellol, geraniol, limonene, citral, benzyl benzoate.

      (corylus avellana (orzechy laskowe),  65 g 16.58zł; pelargonium raveolens,  5g 10zł; rosmarinus officinalis (rozmaryn),  10ml 12; aniba rosaeodora,  5g 7.4; mentha arvensis, 5g 7.4)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 marca 2010 23:44
  • sobota, 06 marca 2010
    • Palmer's Cocoa Butter Formula Massage Lotion for Stretch Marks

      Palmer's Cocoa Butter Formula Massage Lotion for Stretch Marks

      Nie do końca wierzyłam w Palmer'sa (tak, ta głupia wiara w markowe kosmetyki, powodująca, że - idiotycznie - niższa półka wydaje się mniej skuteczna), jednak właśnie kończę drugie opakowanie. Pomijając inne zalety, balsam ma u mnie ogromny plus za brak reakcji uczuleniowej u Sprawcy. Jego zapach jest mało przyjemny, deczko chemiczny, ale nie wywołuje najmniejszej, najtycieńszej alergi. Chwała Palmer's za to, i przypuszczam, że wiele ciężarnych kobiet z nadwrażliwością na zapachy powie to samo.

      Palmers przeciw rozstępomNie wiem, jak balsam wpływa na rozstępy - patrząc na skład, nieco wątpię w działanie na już istniejące; mam bardziej wrażenie, że po prostu bardzo mocno odżywia i nawilża skórę, przez co ewentualne niewielkie rozstępy mogą stać się mniej widoczne. Ale pod względem wpływu na ogólna kondycję skóry nie mogę mu niczego zarzucić: ciało robi się jedwabiście miękkie i gładkie. W składzie zaznaczyłam na czarno składniki, które wg producenta są tu kluczowe, i rzeczywiście, mogą wpłynąć na elasyczność skóry (a wg mojego opakowania, kliniczne badania wykazały, że elastyczna skóra jest bardziej oporna rozstępowo). Nie wpłyną natomiast, moim zdaniem, na rozstępy. Mam wrażenie, że Palmer's wyprodukował naprawdę przyzwoity balsam do ciała, a spece od PR na siłę chcą go sprzedać jako działający na rozstępy (nie: przeciwrozstępowo).

      Balsam jest bardzo wydajny, rozprowadza się na skórze z miłym poślizgiem, umożliwiającym wykonanie masażu, jednak zostawiony sam sobie wchłania się dość szybko (nie jest tłusty!). Ma bardzo wygodne opakowanie z działaącą pompką. Ogólnie nie ryzykowałabym zakupu na już istniejące rozstępy, ale w ramach działań prewencyjnych - jak najbardziej. Na wszelki wypadek w połączeniu z innym kremem (moja codzienna rutyna to dwa różne preparaty - jeden na noc, drugi na dzień, plus mazidłowe serum).

       

      Z tego, co widziałam w sieci, balsam występuje pod postacią kremu albo lotionu, choć zasadniczo nie różnią się one bardzo składem.

      Sład: Water (Aqua), Theobroma Cacao Extract (Cocoa), Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG 100 Stearate, Isopropyl Lanolate, Isopropyl Palmitate, Propylene Glycol, Dimethicone, Lanolin Alcohol (Lanolin), Stearic Acid, Bentonite, Theobroma Cacao Seed Butter (Cocoa), Mineral Oil (Paraffinum Liquidum), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Microcrystalline Wax (Cera Microcristallina), Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Diazolidinyl Urea, Disodium EDTA, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Methylparaben, Propylparaben, Limonene, Linalool, Caramel, Fragrance (Parfum)

      Pojemność 250 ml, cena 8 euro

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 06 marca 2010 23:31
  • wtorek, 16 lutego 2010
    • Weleda, Olejek do pielęgnacji ciała dla kobiet w ciąży

      Jeżeli będę jeszcze kiedyś w ciąży, na pewno będzie to jeden z tych kosmetyków, do których z przyjemnością wrócę.  Weleda, Olejek do pielęgnacji ciała dla kobiet w ciąży. Jest w używaniu produktów ekologicznych jakaś dziwna przyjemność: z jednej strony, podświadomie nie do końca wierzę w ich skutecznośc (w porównaniu z super-hiper-diper kremami), z drugiej wiem (zupełnie świadomie), że nie podtruwam własnego organizmu. W tym wypadku własnego i małego człowieczka, z którym dzielę kilka organów ;), co nastraja mnie bardzo pro kosmetykom naturalnym.

      weleda olejek dla ciężarnych Weleda z dumą ogłasza na stronie, że w testach niemieckiego Öko-Test (10/2007) olejek otrzymał ocenę "bardzo dobrą". Jego skład jest bardzo prosty:

      Skład: Prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, triticum vulgare (wheat) germ oil, fragrance, arnica montana (arnica) flower extract, limonene, linalool, citronellol, geraniol, citral, eugenol, farnesol

      czyli, wg tłumaczenia samego producenta:

      olej migdałowy, olej jojoba, olej ze skiełkowanych ziaren pszenicy, wyciąg olejowy (na bazie oleju migdałowego) z kwiatów arniki, mieszanina naturalnych olejków eterycznych.

      gdzie na zielono jak zwykle zaznaczyłam składniki "zielone"; pozostałe, wg opakowania, pochodzić mają z naturalnych olejków eterycznych.

      Olejek nie ma szans zadziałać na istniejące rozstępy, natomiast rzeczywiście bardzo dobrze przygotowuje skórę do tego, co może je spowodować: rozciągania i napinania.

      Jest komfortowy w użyciu; ma konsystencję typową dla gęstych olejków, ale wchłania się dobrze; na upartego kilka(naście) minut po aplikacji można się nawet ubrać, choć ja stosowałam go na noc. Opakowany jest w ciężką, apteczną, szklaną butelkę, niewątpliwie dobrą dla samych olejków, niemniej nieco kłopotliwą w użyciu, szczególnie przy ciążowo poluzowanych więzadłach, gdzie utrzymanie śliskiej, szklanej butli w dłoniach nie zawsze może się dobrze skończyć (udało mi się jakimś cudem wytrwać do końca opakowania). Olejek jest średnio (albo i mało) wydajny: przez to, że jest gęsty, trzeba go nałożyć dość sporo, choć sam producent przed tym przestrzega.

      Ma dość intensywny, ziołowy zapach, nie jestem tylko pewna owego "fragrance", bo mój domowy detektor chemicznych dodatków wykazywał pewną reakcję (osobiście wolałabym, by Weleda powstrzymała się przed dodatkami tego typu, szczególnie, że, skoro reaguje nań mój małżonek, ciężarne o delikatnym powonieniu też mogą).

      A tak wygląda masaż proponowany w ulotce dołączonej do olejku (ma być przeprowadzany łagodnymi, okrężnymi ruchami):

      weleda olejek dla ciężarnych

      weleda olejek dla ciężarnych

      (źródło: ulotka dołączona do produktu)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 lutego 2010 19:14
  • sobota, 06 lutego 2010
    • Yves Rocher krem przeciw rozstępom

      Kolejny z cyklu "panikuję przed rozstępami" krem. Jako osoba nie do końca zrównoważona, dałam się uwieść kolejnej z ofert Yves Rocher (tym razem, przed świętami, do zakupu dawali zestaw biżuterii z prawdziwych  - no dobra, słodkowodnych - pereł i krem Ovalessence - czy ja już gdzieś pisałam, że kocham kryzys?).

      Zamówiłam więc krem na rozstępy, dziwnym trafem niedostępny w stacjonarnych salonach YR. I bardzo pozytywnie się zaskoczyłam - krem jest całkiem dobry. Wypuszczony na rynek w wakacje 2009, nie doczekał się jeszcze zbyt wielu opinii w internecie; moim skromnym zdaniem, warto go jednak wypróbować, szczególnie w cenie z 50% zniżką (cena wyjściowa to 28 euro za 150ml).

      krem przeciw rozstępom

      Krem jest bardzo gęsty, konsystencją przypomina prawie krem Nivea. Daje się nim wykonać szybki masaż przy aplikacji - szybki, bo kto miałby czas dwa razy dziennie na podszczypywanie i ugnaitanie - po czym krem szybko wchłania się prawie do zera (prawie, bo zostawia na skórze delikatną, ale nie lepką, warstwę ochronną), co zdecydowanie podniosło mu punkty - poranne wklepywanie balsamów zabiera mi już wystarczająco dużo czasu, więc czekanie z porannym ubieraniem nie wchodzi w grę. Okropnie, ale to okropnie śmierdzi, co w zasadzie bardzo mnie cieszyło, bo oznaczało, że producent nie napakował go maskującymi chemiczne zapachy perfumami, na które, jako ciężarna, reaguję różnie. Dość powiedzieć, że mój domowy alergik nie zgłaszał żadnych skarg (!!!).

      Jedyne, co doprowadzało mnie do szału, to opakowanie: odchodząca na brzegach folia i ścierające się dekoracje - pod koniec tubka nie była specjalnie reprezentacyjna, szczególnie, że trzeba ją ostro pozginać, by wycisnąć krem (a na końcu rozciąć - mnóstwo perparatu zostaje w środku).

      krem przeciw rozstępom

      Spece od promocji z YR twierdzą, że krem u 100% testowanych kobiet wykazał odżywienie skóry, a w 89% wygładzenie rozstępów. I, ku mojemu totalnemu zaskoczeniu, tak się rzeczywiście dzieje. Być może wygładzenie (a nawet, śmiem twierdzić, redukcja) moich starych rozstępów jest wynikiem regularnego, choćbym padała na twarz, stosowania 2x dziennie preparatów p/rozstępowych i ich skumulowanego działania - jednak dopiero po zakończeniu opakowania YR zauważyłam, że duża część wrogów jest niewidoczna, a na biodrach zostały po dwie smętne niteczki. Nowych rozstępów (odpukać) nie mam. I choć byłam święcie przekonana, że kremy nie mogą mieć wpływu na istniejące rozstępy, a cały ten cyrk odstawiam, by nie zyskać nowych - cóż, jednak stosowanie ich z żelazną konsekwencją najwyraźniej ma pewien wpływ na rozstępową prezencję.  Sam krem nie ma niczego nadzwyczajnego w składzie: sporo naturalnych składników (zanaczonych na zielono), sporo składników odżywczych, jak shea butter, dzięki którym skóra jest faktycznie odżywiona. Zastanawia mnie, czy jego zaobserwowane na własnym odwłoku działanie może wynikać z acer saccharum extract, czyli wyciągu z klonu cukrowego, który, o ile wiem, stosuje się do wytwarzania kwasów AHA.

      krem przeciw rozstępom

      Skład: aqua, centaurea cyanus water, glycerin, coco-caprylate/caprate, sodium mannuronate methylsinalol, sorbitol, paraffinum liquidum, cetyl palmitate, vitis vinifera seed oil, methyl glucose sesquistearate, elaeis guineensis oil, myristyl myristate, methylpropanediol, peg-100 stearate, dimetgicone, candelilla cera, hydrogenated palm kernel oil, hydrogenated coconut oil, parbutyrospermum parkii butter, cera microcrystallina, glyceryl stearate, xanthan gum, shorea stenoptera butter, sclerotium gum, parfum, panthenol, brassica campestris (rapeseed) sterols, paraffin, acer saccharum extract, lecithin, sorbic acid, methylparaben, ethyl linoleare, tocopherol, allantoin, hydrolyzed wheat protein, sodium hyaluronate, ethylparaben, propylparaben, BHT, tetrasodium edta.

      Wg maila, jakiego otrzymałam od producenta, krem jest bezpieczny w stosowaniu dla kobiet w ciąży.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 06 lutego 2010 15:38
  • niedziela, 10 stycznia 2010
    • Clarins, Stretch Mark Control (krem przeciw rozstępom)

      Clarins, Stretch Mark Control (krem przeciw rozstępom)

      Ekspedientka w drogerii przekonywała mnie, żeby nie brać tego kremu, bo to nowość i nie mają jeszcze feedbacku konsumentek (odwrotnie niż w w przypadku kremu Biothermu, który podobno cieszy się wielkim powodzeniem). Ja, jak to ja, krem kupiłam (mieli taką świetna promocję z torbą i miniaturami...), i, po rozpoczęciu opakowania, myślałam, że padnę trupem - krem ma na bardzo wysokiej pozycji mój ulubiony składnik: poliakrylamid.

      clarins przeciw rozstępom Krem, owszem, ma zalety, np. odpowiednią dla tego typu produktu konsystencję: jest gęsty i treściwy, co nie wpływa jednak negatywnie na absorbcję - bardzo szybko się wchłania, idealnie więc nadaje się do użycia rano, przed wyjściem z domu, bo praktycznie nie trzeba czekać z ubieraniem. Jest pozbawiony dodatków zapachowych i koloryzujących, co, chciałabym móc powiedzieć z ulgą, wykazuje dbanie producenta o ciężarne (na których podobno był testowany). Chciałabym, bo poliakrylamid jednak nie pozwala mi na tak daleko posunięte wnioski. Choć pozbawiony "parfum", krem ma bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny, przyjemny zapach - nie jak niektóre produkty Clinique, uderzające chemicznym "aromatem". Być może pochodzi on od tych niewielkich ilości naturalnych wyciągów, jakie w nim zawarto. Konsystencja ma jedną wadę, przez co krem może być trudny w użyciu latem: przy nałożeniu większej ilości, zdaża mu się "wałkować", zostawia też rolującą się warstewkę na dłoniach.

      Po zużyciu opakowania, mogę pochwalić stan skóry - jest nawilżona, nie sprawia problemów (typowe dla ciężarnych swędzenie), nie pojawiły się (albo: jeszcze się nie pojawiły, 7mc) rozstępy. Pytanie, czy, patrząc na skład, tak samo nie zachowywała by się po użyciu pierwszego lepszego odżywczego balsamu:

      Water, Cyclomethicone, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Isononyl Isononanoate, Alcohol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Glycerin, Cetearyl Glucoside, Potassium Cetyl Phosphate, Asiaticoside, Polyacrylamide, Dimethicone, Carbomer, Octyldodeceth-25, C13-14 Isoparaffin, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Lauryl Sulfate, Empetrum Nigrum Fruit Juice, Sigesbeckia Orientalis Extract, Butylene Glycol, Laureth-7, Dimethiconol, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Methylsilanol Mannuronate, Biosaccharide Gum-1, Phenoxyethanol, Sorbic Acid, Potassium Sorbate.

      (Co ciekawe, skład podany na stronie amerykańskiej Sephory i widniejący na moim pudełku różnią się od siebie: w sephorowym widnieje Squalane, i doprawdy, nie pogniewałabym się, gdyby i w moim kremie się znalazło...)

      Mój główny problem z preparatem Clarinsa związany jest z ilościową zawartością składników. Co więc ma w składzie ten krem? Ano nie za dużo, tak wygląda początek listy:

      Cyclomethicone - popularny silikon

      Caprylic/Capric Triglyceride - emolient

      Cetearyl Alcohol - emulgator i emolient

      Isononyl Isononanoate - emolient

      Alcohol,

      Hydrogenated Coco-Glycerides - emolient i zagęszczacz

      Glycerin,

      Cetearyl Glucoside - emulgator

      Potassium Cetyl Phosphate - zagęszczacz

      Asiaticoside - czyli wyciąg z centella asiatica, pierwszy ciekawy składnik na liście i pierwszy, który choć odrobinę mógłby wyjaśnić cenę). Jak udowodniono w wielu badaniach, ma wpływ na leczenie ran i powstawanie blizn, dzięki swojemu wielotorowemu działaniu, polegającemu np. na stymulacji produkcji kolagenu typu I*.

      Polyacrylamide, czyli potencjalnie rakotwórczy składnik, którego stężenie nie może przekraczać w kosmetykach określonej dawki (ze względu na zawartość w poliakrylamidzie akrylamidu, którego nie może być więcej, niż 0,1 ppm).

      Jak widać z tej pobieżnej analizy, początek składu kremu nie zachwyca - powszechnie używane w przemyśle kosmetycznym skladniki, zdecydowanie nie tłumaczące ceny kremu. Jedyna ciekawe substancja, czyli wyciąg z centella asiatica, pojawia się blisko poliakrylamidu. Pozostałe składniki, jakimi chwali się Clarins, jak  bażyna (crowberry,  Empetrum Nigrum Fruit Juice, czy sigesbeckia, występują po poliakrylamidzie, czyli jest ich mniej niż w/w. Wyjścia są dwa, oba nienajlepiej świadczące o kremie: albo rzeczywiście stężenie naturalnych substancji jest w nim duże - i wtedy nie powinna się nim smarować żadna kobieta, ciężarna czy nie, bo oznaczało by to też wysokie stężenie poliakrylamidu, albo - i ku tej wersji się przychylam - ciekawe wyciągi użyte są w ilościach śladowych, a lepsze efekty można osiągnąć smarując się jakąś bio-oliwką, i dokupując osobno krem z przyzwoitym stężeniem centella asiatica. Póki co, czekam na odpowiedź od Clarinsa co do stężenia polakrylamidu.

      W podsumowaniu: wyrzucone pieniądze. Prawdopodobnie pierwszy supermarketowy krem przeciw rostepom będzie miał zbliżony początek składu, a są szanse, że nawet trafi się w nim kilka aktywnych składników w większym stężeniu.

      -----------------------------------------------------------------

      *np tutaj:

      1. Atiyeh BS (2007). "Nonsurgical management of hypertrophic scars: evidence-based therapies, standard practices, and emerging methods". Aesthetic Plastic Surgery 31 (5): 468–92; discussion 493–4. doi:10.1007/s00266-006-0253-y. PMID 17576505.
      2. Brinkhaus B, Lindner M, Schuppan D, Hahn EG (October 2000). "Chemical, pharmacological and clinical profile of the East Asian medical plant Centella asiatica". Phytomedicine 7 (5): 427–48. PMID 11081995.
      3. Widgerow AD, Chait LA, Stals R, Stals PJ (2000). "New innovations in scar management". Aesthetic Plastic Surgery 24 (3): 227–34. PMID 10890953.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Clarins, Stretch Mark Control (krem przeciw rozstępom)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 stycznia 2010 17:12
  • środa, 11 listopada 2009
    • Mustela 9 miesięcy Vergetures Double Action (Podwójnie działający krem przeciw rozstępom)

      Uczciwie uprzedzam, że będzie okremie z miniatury, nie o pełnowymiarowym opakowaniu, gdyż w mojej przybranej ojczyźnie w ramach obowiązku obywatelskiego do lekarzy się nie chadza (nawet w czasie ciąży), stąd nie za bardzo istnieje tu etos kosmetyków aptecznych (skrót myślowy: nie chodzę do lekarza - nie muszę odwiedzać aptek). I wszelkich Musteli itp u nas niet. Co, jak się okazało, w tym jednym jedynym wypadku bardzo mnie ucieszyło, o czym pod koniec notki.

      mustela 9 miesięcyMiniaturę dostałam w PL, robiąc zapasy erisowych kremów, z zaznaczeniem przez specjalistkę z SuperPharm, że Riastil i DaxCosmetics sprzedają się o niebo lepiej i klietnki chwalą je dużo bardziej . I bardzo pozytywnie się zaskoczyłam, szczególnie pod względem wchłanialności i lepkości - warto przyjrzeć się składowi kremu, ten dostępny obecnie ma zmienioną formułę!

      tak prezentuje się stary skład:


      Water/Aqua, Lactic Acid, Triethanolamine, Cyclomethicone, Octylpalmitate, Hydrogenated Cocoglycerides, Sodium Lactate Methylsilanol, Propylene Glycol, Isodecyl Neopentanoate, Hydrolyzed Soy Protein, Glyceryl Stearate, Arachidyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Behenyl Alcohol, Polyacrylamide, Phenoxyethanol, Sophora Japonica Extract, Arachidyl Glucoside, Beeswax (Cera Alba), C13-14 Isoparaffin, Fragrance (parfum), DEA-Cetyl Phosphate, Zinc Gluconate, Methylparaben, Butylene Glycol, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Cocoglycerides, Laureth 7, Enteromorpha Compressa Extract, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben


      a tak nowy:

      Water/Aqua, Lactic Acid, Triethanolamine, Cyclomethicone, Ethylhexyl Palmitate, Hydrogenated Cocoglycerides, Sodium Lactate Methylsilanol, Propylene Glycol, Hydrolyzed Soy Protein, Isodecyl Neopentanoate, Glyceryl Stearate, Arachidyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Behenyl Alcohol, Polyacrylamide, Sophora Japonica Extract, Arachidyl Glucoside, Beeswax (Cera Alba), C13-14 Isoparaffin, Methylparaben, Fragrance (parfum), Deacetyl Phosphate, Propylparaben, Zinc Gluconate, Butylene Glycol, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Cocoglycerides, Laureth 7, Helianthus Annuus (Sunflowe) seed oil, Enteromorpha Compressa Extract, Lupinus albus Extract.

      Wytłuszczonym drukiem zaznaczyłam składniki, które nie pokrywają się w obu składach. Jak widać, nowsza wersja ma śladowe ilości miłych dla oka, wypatrującego tęsknie naturalnych substancji, nazw. Niestety, ma też znacznie większe ilości parabenów, które przesunęły się na środek listy (zmiany na początku - Ethylhexyl Palmitate i Octylpalmitate - nie mają większego znaczenia, to ten sam składnik, humektant). Ogólne zamieszanie z ilościami poszczególnych elementów wpłynęło prawdopodobnie na moje bardzo subiektywne odczucie: krem wchłaniał się do jedwabistego matu i nie był lepki, a zapach ma na tyle delikanty, że mój naczelny domowy alergik nie zgłosil sprzeciwu.

      ALE Mustela ma w składzie jednen "drobiazg", z powodu którego na poczatku ciąży pożegnałam się z kilkoma polskimi kremami (m. in. oliwkową Ziają do rąk i przeciwzmarszczkową Tillią): Polyacrylamide. Podejrzany o rakotwórczość, został wycofany z wiekszości kosmetyków - jak widać, nie wszystkich. Jakoś smarowanie dość rozległych obszarów ciała w czasie ciąży sporym stężeniem polyacrylamidu nie przemawia do mnie, ba, nieco mnie przeraża. Znaczy się, Mustela nie dla mnie. A szkoda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 11 listopada 2009 14:18
  • niedziela, 11 października 2009
    • VSM Puur Mama BBBB-crème

      Padło i na mnie: zamiast komentować ostatnie osiągnięcia w wypełnianiu zmarszczek i nawilżaniu,  przez najbliższe miesiące dominującym tematem będą kosmetyki dozwolone w ciąży (albo: czym na Boga zastąpić kwasy i Retinoidy???) oraz profilaktyka (i na profilaktyce, mam nadzieję, się zakończy) przeciwrozstępowa. Nie, nie żebym przestała być sobą: na pocieszenie - no, bo w końcu rozstałam się z wieloma ulubionymi kosmetykami) mam walizkę kremów-dla-przyszłych-mam.

      Na pierwszy ogień idzie lokalna tutejsza produkcja:

      VSM Puur Mama BBBB-crème

      €12,95 (250 ml)

      Skład: Aqua, Persea gratissima (avocado) oil, alcohol, glycerin, ceteraryl alcohol, Aesculus hippocastanum, Arnica montana, ceteareth-20, citric acid, sodium hydroxide, tocopherol, caprylic-capric trigliceride, ascorbyl palmitate, ascorbic acid.


      Tak, w składzie nie ma perfum!!! niestety, odbywa się to kosztem wydzielanego przez krem minimalnie chemicznego zapachu.

      Cóż oznacza owo BBBB? W niderlandzkim borsten, buik, billen en benen, bo krem ma dbać o skórę piersi, brzucha, pośladków i nóg. Producent obiecuje dokładnie to samo, co każdy inny producent kremów przeciw rozstępom dla ciężarnych: krem ma zapobiegać przed utratą wilgoći, uelastyczniać skórę, a także wspomagać krążenie, przez co - i tu stosunkowa nowość, albo też inni producenci poprostu jeszcze nie wpadli na umieszczenie na ulotce takowej informacji - ma wspierać w pielęgnacji zmęczonych nóg i żył. Sprytne, prawda? Przeraża nieco ilość alkoholu, niemniej, wiele kosmetyków naturalnych uszczęśliwia nas taką jego ilością -przy naturalnych formułach wysoka zwartośc alkoholu wydaje się być uzasadniona.

      Jak dalej twierdzi ulotka, nie mamy tu do czynienia z kremem, ale z naturalnym środkiem leczniczym! Cóż, zawiera 10 g (na 100 g produktu) Arnica montana, czyli arniki i 5 g Aesculus hippocastanum, czyli kasztanowca zwyczajnego domieszanego do kremu z witaminą E. Miło, ża zawartość składników naturalnych jest aż tak wysoka, niemniej w użytkowaniu krem zachowuje się - cóż, jak zwykły krem. Wchłania się normalnie, nie pozostawia naskórze lepkiej warstwy (choć nie znika do zera).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 października 2009 21:12

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com