proznosc

Biust do przodu!

  • czwartek, 21 lipca 2011
    • Wyprzedaż w Bravissimo!

      Od kilku dni (no dobra, od tygodnia) co najmniej dwa razy dziennie wchodzę z drżeniem serca na stronę Bravissimo, aktualnie w linii odziezowej przemianowanego na Pepperberry, i wypatruję, co też nowego dodali do wyprzedaży. Albo czy ten malutki sweterek "dołożył" się w końcu w moim rozmiarze. Zamówienie złożone parę dni temu (miałam wielkie szczęście trafić na sam początek wyprzedaży), ale nic to, hormony szaleją, ręce drżą, a może jeszcze ta sukienka? Na moje szczęście, Pepperberry ma bardzo miły customer service, którego panie wykazują się anielską cierpliwością do klientek takich jak ja (halo halo? właśnie składałam zamówienie, i zanim doszłam do płacenia, zniknął mi z koszyka ten różowy płaszczyk? jak to wyprzedany w momencie zamawiania? A na pewno pani nie ma jeszcze jednej sztuki? A będzie pani miała? Jak to, nic pani nie może zrobić? Ale ja już go miałam w koszyku!!! - dołożyli go na szczęście dwa dni później).

      ubrania bravissimo

      Jakość tych ubrań nie jest powalająca. Ani wzronictwo. Ale na figurach takich, jak moja, wyglądają naprawdę dobrze - albo po prostu dadzą się nałożyć i zapiąć, co już jest wielkim osiągnięciem. A ceny wyprzedażowe robią się całkiem znośne - na przykład 25 euro za kurtkę jest zupełnie, ale to zupełnie do przyjęcia.

      Jeżeli macie w otoczeniu jakieś jeszcze nie-Lobbowe koleżanki czy rodzinę o rozbudowanych gornych gabarytach, gorąco zachęcam do zakupów na Pepperberry. Kto (zakładając, że ma rozmiar biustu powyżej F) raz założy dopinającą się w biuscie koszulę, która przylega też na brzuchu i plecach, już nigdy nie przymierzy takowej w sieciówce... Szczególnie, jeżeli będzie to koszula w wyprzedażowej cenie 12 euro ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wyprzedaż w Bravissimo!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lipca 2011 07:45
  • sobota, 28 listopada 2009
    • Pharmaceris M, Bustfirm (Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia)

      Choć od kiedy pamiętam, moja mama nie przepadała za kosmetykami Eris. Ja, dla odmiany, darzyłam je zawsze zaufaniem. Prawdopodobnie wpływ na to miała genialna promocja samej Ireny Eris, zasadzona wokół kluczy: kobieta, sukces, naukowiec, stanowisko. Siłą rozpędu, tym samy zaufaniem i szacunkiem, co panią Eris, darzyłam też markę i kosmetyki. Nic więc dziwnego, że, kiedy tylko zaszłam w ciążę, kupiłam wszystko, co Pharmaceris ma w ofercie dla przyszłych mam. na szczęście nie ma tego dużo: krem przeciw rozstępom i krem do biustu. Dziś będzie o kremie do biustu: Pharmaceris M, Bustfirm (Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia)

      Napisałam o nim bardzo entuzjastyczną recenzję, by na jej końcu, analizując skład, wpaść w niemy stupor: krem polecany do stosowania w okresie karmienia ma w składzie poliakrylamid. Nie jestem wielkim zwolennikiem palenia na kosmetycznym stosie składników uważanych za "samo zuo". Kremów z poliakrylamidem świadomie staram się nie używać, jeżeli jednak już, przypadkiem, wydam na nie pieniądze (jak na ostatniego Clarinsa), cóż, stało się, nie będę wyrzucać kremu za 200 pln do kosza. Wychodzę z założenia, że staranne ograniczenie poliakrylamidu w codziennej diecie mojej skóry jest wystarczające, bym raz na jakiś czas mogła pozwolić sobie na odstępstwo (od kiedy zauważyłam, że używałam codziennie kremu do twarzy, serum na naczynka, kremu do rąk oraz balsamu przeciw rozstępom, a każdy z nich poliakrylamid ma w składzie, wszystkie, poza kremem na rozstępy, wylądowały w koszu - krem na rozstępy był najdroższy).

      Eris BiustfirmALE krem do piersi? W okresie karmienia? Niby producent pisze, żeby przed karmieniem myć piersi. I nie nakładać kremu na spękaną i pokaleczoną skorę. Ale przecież, na zdrowy rozum, nie da się przy początkowym poharataniu brodawek uniknąć kontaktu kremu z naskórkiem - szczególnie, że tenże sam producent pisze o jego wspaniałych łagodzących właściwościach. Nie jestem też pewna, czy młoda mama chciałaby świadomie podawać nawet minimalne dawki poliakrylamdu dziecku? Biorąc pod uwagę ostrzeżenia Unii Europejskiej co do tego składnika? Krem został podobno przetestowany przez Instytut Matki i Dziecka na matkach karmiących. Hmmmm. Bardzo się ucieszyłam z rekomendacji, ale teraz poważnie zastanawia mnie: nasz Instytut ma inne wytyczne? Zawartość poliakrylamidu jest w kremie bardzo niska? Unia jak zwykle przesadza?

      Straszna szkoda, bo poza tym, krem plasuje się w mojej czołówce preparatów do biustu i własnie miałam go polecić na forum biusciastych: jest bezzapachowy (jako chyba jedyny krem do piersi), wchłania się bardzo ładnie, naprawdę pozytywnie wpływa na kondycję skóry, a wierzę, że w okresie karmienia byłby jeszcze efektywniejszy; ma świetne, wygodne opakowanie z pompką. Prawie ideał. Prawie. Erisie, czy naprawdę nie uda się usunąć ze składu tego bezsensownego zagęstnika? Wysyłam firmie maila, zobaczymy, co odpowie.

       

      Skład: Aqua, Pentylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Canola (Canola) Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Caprylyl Methicone, Panthenol, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Stearic Acid, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, CI 77820 (06.11.2009)

      Choć od kiedy pamiętam, moja mama nie przepadała za kosmetykami Eris. Ja, dla odmiany, darzyłam je zawsze zaufaniem. Prawdopodobnie wpływ na to miała genialna promocja samej Ireny Eris, zasadzona wokół kluczy: kobieta, sukces, naukowiec, stanowisko. Siłą rozpędu, tym samy zaufaniem i szacunkiem, co panią Eris, darzyłam też markę i kosmetyki. Nic więc dziwnego, że, kiedy tylko zaszłam w ciążę, kupiłam wszystko, co Pharmaceris ma w ofercie dla przyszłych mam. na szczęście nie ma tego dużo: krem przeciw rozstępom i krem do biustu. Dziś będzie o kremie do biustu. Napisałam o nim bardzo entuzjastyczną recenzję, by na jej końcu, analizując skład, wpaść w niemy stupor: krem polecany do stosowania w okresie karmienia ma w składzie poliakrylamid. Nie jestem wielkim zwolennikiem palenia na kosmetycznym stosie składników uważanych za "samo zuo". Kremów z poliakrylamidem świadomie staram się nie używać, jeżeli jednak już, przypadkiem, wydam na nie pieniądze (jak na ostatniego Clarinsa), cóż, stało się, nie będę wyrzucać kremu za 200 pln do kosza. Wychodzę z założenia, że staranne ograniczenie poliakrylamidu w codziennej diecie mojej skóry jest wystarczające, bym raz na jakiś czas mogła pozwolić sobie na odstępstwo (od kiedy zauważyłam, że używałam codziennie kremu do twarzy, serum na naczynka, kremu do rąk oraz balsamu przeciw rozstępom, a każdy z nich poliakrylamid ma w składzie, wszystkie, poza kremem na rozstępy, wylądowały w koszu - krem na rozstępy był najdroższy).

      ALE krem do piersi? W okresie karmienia? Niby producent pisze, żeby przed karmieniem myć piersi. I nie nakładać kremu na spękaną i pokaleczoną skorę. Ale przecież, na zdrowy rozum, nie da się przy początkowym poharataniu brodawek uniknąć kontaktu kremu z naskórkiem - szczególnie, że tenże sam producent pisze o jego wspaniałych łagodzących właściwościach. Nie jestem też pewna, czy młoda mama chciałaby świadomie podawać nawet minimalne dawki poliakrylamdu dziecku? Biorąc pod uwagę ostrzeżenia Unii Europejskiej co do tego składnika? Krem został podobno przetestowany przez Instytut Matki i Dziecka na matkach karmiących. Hmmmm. Bardzo się ucieszyłam z rekomendacji, ale teraz poważnie zastanawia mnie: nasz instytut ma inne wytyczne? Zawratośc poliakrylamidu jest w kremie bardzo niska? Unia jak zwykle przesadza?

      Straszna szkoda, bo poza tym, krem plasuje się w mojej czołówce preparatów do biustu i własnie miałam go polecić na forum biusciastych: jest bezzapachowy (jako chyba jedyny krem do piersi), wchłania się bardzo ładnie, naprawdę pozytywnie wpływa na kondycję skóry, a wierzę, że w okresie karmienia byłby jeszcze efektywniejszy; ma świetne, wygodne opakowanie z pompką. Prawie ideał. Prawie. Erisie, czy naprawdę nie uda się usunąć ze składu tego bezsensownego zagęstnika? Wysyłam firmie maila, zobaczymy, co odpowie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 28 listopada 2009 14:52
  • środa, 29 lipca 2009
    • Eveline, Slim Extreme 3D Spa!, Serum ujędrniająco-modelujące do biustu

      Eveline, Slim Extreme 3D Spa!, Serum ujędrniająco-modelujące do biustu

      Nie jest to mój ulubiony krem, ale najwyraźniej cieszy się sporym powodzeniem: produkowany jest od co najmniej 2005 roku, i nadal można go znaleźć w drogeriach. Niech nie zmyli Was zielona wersja: choć nazwa jest podobna (Eveline, Slim Extreme 3D Professional, Aktywne serum do biustu - kuracja powiększajaca i modelująca), nie jest to jego następca, skład obu kosmetyków jest zupełnie różny.

      krem do biustu

      Po pobieżnym przejrzeniu sieci, widzę, że opinie internautek są zbliżone do mojej: niby dobry, niby nawilża, ale jednak nie jest to aksamitny krem Bielendy. Właściwie nie mam mu nic poważnego do zarzucenia, tym niemniej pod koniec opakowania dość mocno się męczyłam.

      Krem ma gęstą konsystencję i mocny, nieco różany zapach (zbyt wyrazisty!). Dobrze się rozprowadza, pozwalając wykonać masaż piersi. Niestety, do masażu też zmusza: wchłania się nie najlepiej, i po prostu trzeba go wpracować w skórę. Pozostawia delikatną, lepką warstewkę, powodującą, że jednak go już nie kupię. Drugim z powodów jest to, że choć powinien nawilżać, mam wrażenie, że niczego ze skórą nie robi. Działanie na rozstępy ma żadne. Ot, krem. Dziwne jest to o tyle, że na ś.p. biochemii urody Basia - bichemiczne guru - pochwaliła kiedyś jego skład, zaznaczając, że może z niego skorzystać nie tylko biust. Krem ma dość duże stężenie centella asiatica, jednego z najpopularniejszych składników kremów przeci rozstępom; do teo kolagen i elastynę, a także kilka ciekawych wyciągów.

      Nie najgorszy, nie najlepszy. Jego niewątpliwą zaletą jest niska cena (przy ciekawym składzie), i stąd pewnie wynika jego popularność.

      Skład: Purfied Water, Glycerin, Centella Asiatica, Hydrolysed Collagen, Hydrolysed Elastin, Cetyl Alcohol, Hedera Helix (lvy) Extract, Panax Ginseng Root Extract, Glycine Soja Oil, Laminaria Hyperborea, Caffeine, Propylene Glycol, Sodium Polyacrylate, Glyceryl Stearate SE, Dimethicone, Phenoxyethanol / Methylparaben / Butylparaben / Ethylparaben / Propylparaben, Ginkgo Biloba Extract, Mari Sal, Glycerin / Propylene Glycol / Lecithine / Ubiquinone, DMDM Hydantoin, fragrance, Linalool, Lilial / lysmeral / BMHCA.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 29 lipca 2009 12:20
  • wtorek, 28 lipca 2009
    • Bielenda Sexy Look, Serum Perfekcyjny biust

      Moim hitem nr jeden wśród balsamów do pielęgnacji piersi jest nasza polska Bielenda, krem o wdzięcznej, tfu, nazwie: Bielenda Sexy Look, Serum Perfekcyjny biust. Omijałam opalowanie na półce drogerii przez dłuższy czas, czując się upokorzona tym, co graficy Bielendy myślą o kobietach i w jak niskie pobudki uderzają. Skusiłam się dopiero po podsłuchaniu ekspedientki Super Pharm, mówiącej, że krem  - jako jedyny z tego asortymentu - jest rewelacyjny i schodzi im bardzo szybko. Nadal nie mogąc patrzeć na opakowanie, zaniosłam krem do domu, i bardzo przyjemnie się zaskoczyłam.

      Bielenda sexy look biustu

      Krem jest gęsty, ale bardzo dobrze się rozprowadza. Ma upajający, wykwintny (i ciężki!) zapach, znacznie wpływający na jakość stosowania. Bardzo dobrze nawilża biust, i w tym, jak mniemam, leży jego sukces (nawilżona skóra siłą rzeczy wygląda lepiej). Jest bardzo komfortowy w użyciu, producent nazywa go "aksamitnym", i jestem skłonna się w tym wypadku z nim zgodzić, choć wbrew pozostałym obietnicom serum nie zmienia rozmiaru biustu, nie regeneruje zmasakrowanych karmieniem piersi, i nie podnosi ich do góry (jak, na Boga, miałby to zrobić? Biust trzymają więzadła, a tam nie ma prawa dotrzeć) ale rzeczywiście świetnie pomaga w codziennej pielęgnacji.

      Bardzo mnie ubawiło na opakowaniu istnienie dwóch typów biustu: miseczki A i B (małych) oraz C i D (dużych). Jako GG pewnie nie istnieję dla producenta (to taka polska cecha producentów produktów do biustu...). I to w zasadzie koniec śmiesznostek, bo te nagie piersi są dla mnie przerażające - niestety, bardzo widać tu męską rękę w prowadzeniu projektu graficznego (podobnie jak w postałych z tej serii).

      Bielendo! To jest kosmetyk dla kobiet! Ja nie chcę oglądać nagich cyckow, i nie chcę być na siłe seksi, ja chcę tylko zadbać o moje atrybuty!!! Pewnie w założeniu kobiety miały dążyć do uzyskania takich samych balonów - cóż, nie tędy droga, obawiam się. Najwyraźniej jednak albo klientkom opakowanie nie przeszkadzało aż tak bardzo, albo krem jest tak dobry, jak mi się wydaje - kosmetyk ma na wizażowym KWC rekordową, jak na preparat do biustu, liczbę wpisów. A co Wy myślicie o takiej szacie graficznej?

       

      Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Kigelia Africana Extract, Butylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco-Caprylate/Caprate, Cetyl Palmitate, Sodium Polystyrene Sulfonate, Propylene Glycol, Cimicifuga Racemosa (Black Cohosh) Root Extract, Ethoxydiglycol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Caviar Extract, Glyceryl Polymethacrylate, Rahnella/Soy Protein Ferment, Glycerin, PEG-8, Palmitoyl Oligopeptide, Hydrolyzed Elastin, Hydrolyzed Collagen, Gold, PEG-75 Stearate, Ceteth-20, Steareth-20, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Polysilicone-11, Laureth-12, Sodium Acrylates Copolymer, Disodium EDTA, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Geraniol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexane Carboxyaldehyde, Linalool

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Bielenda Sexy Look, Serum Perfekcyjny biust”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lipca 2009 22:41
  • poniedziałek, 06 sierpnia 2007
    • Biust w wersji Clarinsa

      Kremy do biustu. Do tej pory nie wiem, czy jest sens je używać. Na chłopski rozum, zupełnie powinien wystarczyć jakiś retinoid i ewentualnie zwykły krem do twarzy czy balsam. Oraz masaże, bo to one mają tu kluczową rolę. I naprzemienny ciepło-zimny prysznic - podobno cudotwórczy.

      Tyle rozsądku. Lęk przed totalnym zwisem, wprost proporcjonalny do krzyżyków na karku, włącza mi w drogerii automatycznego pilota na kremy do biustu. Nie, żeby ten sam lęk zmusił mnie w końcu do stosowania zimnych natrysków, co to, to nie. Eh, niekonsekwencji...

      Do rzeczy: Clarins Body Firming Cream

       

      clarins bory firming cream biust

      http://int.clarins.com/main.cfm?prodID=60

      Nie chce mi się tu przepisywać ulotki, na której stoi elegia na temat ujędrniania itp; m. in. krem (a właściwie silicum) ma stymulować produkcję kolagenu i elastyny, nie tylko biustu, ale też wszelkich innych cześci ciała, które mogą wymagać "wsparcia". Clarins generalnie nie jest moim faworytem: te wszystkie 6% ekstrakty z roślin tak naprawdę nie są w składach w jakichś straszliwych ilosciach (z pewnymi wyjątkami). Ten krem też jest niestety taki sobie. Rzeczywiście, szybko się wchłania, ładnie pachnie, i to by było na tyle. Otworzyłam, użyłam, zużyłam. Wpływu na biust nie odnotowałam. Ogólnie - spokojnie można kupić tańszy. Clarins ma też podobno dwa preparaty specjalnie na biust (u mnie ich nie mieli), ale ja już się chyba nie skuszę...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 sierpnia 2007 12:01

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com