proznosc

wyznania zakupoholiczki

  • środa, 13 lipca 2011
    • Dlaczego nie kupuję na eBayu ani w internecie

      Poza maseczką Kanebo, w ciągu paru miesięcy udało mi sie kupić kilka innych przeterminowanych albo o bardzo krótkiej dacie ważności kosmetyków. Wszystkie w licencjonowanych drogeriach, takich jak Sephora czy Ici Paris, wszystkie w centrum miasta. I dlatego nie wyobrażam sobie kupienia czegokolwiek przez internet. Przede wszystkim, naczytałam się opinii o truskawie, w których zmawiające skarżyły się na daty produkcji rozkodowane z opakowań kosmetyków. Teoretycznie, można się pewnie ze sklepem wykłócić i taki produkt zwrócić. Jednak dzięki licznym komputerowym zakupom do pracy mojego męża, wiem, ile trzeba się nabiegać, żeby odesłać do USA czy innego Hongkongu taką na przykład pamięć do komputera (no, bo kto w ostateczności biega i je oddaje, no kto?). Oraz ile taka przesyłka kosztuje.

       

      Kupowanie na eBay jest dla mnie zupełnie nie do wyobrażenia, bo, poza przeterminowanymi kosmetykami, panicznie boję się też podróbek, z których eBay niestety słynie. Ja wiem, że są te wszystkie strony, tutoriale i opisy analizujące wygląd opakowań, ja jednak boję się, że trafię na fejka nierozpoznawalnego na zdjęciu. Z jakiegoś powodu L'oreal pozwał dwa lata temu eBay, własnie o podróbki...

       

      cienie diora paletaCzy nie zdarzyło mi się kupić czegokolwiek przez internet? Owszem, lata temu szampon z Wella professional, przez wizażowy bazar. I do tej pory zastanawiam się, czy faktycznie miałam Wellę, czy przelany do opakowania szampon innej marki, bo przyszło toto do mnie bez zabezpieczeń, a przelanie do opakowania jakiegokolwiek innego produktu, cóż, pewnie nie należy do rzeczy zbyt trudnych.

       

      Zaleta kupowania w perfumeriach jest jedna: jeżeli stwierdzę w domu, że kosmetyk jest przeterminowany, albo data ważności mija mu za 3 miesiące (kupiłam z taką ważnością puder Kanebo), mogę nawet w tym samym dniu iść i go oddać. Co prawda bez pocałowania w rękę, ale wszystkie kosmetyki zwróciłam bez większych problemów, nawet te już użyte (a pani w Sephorze szczerze się przejęła zapachem mojego nowego błyszczyku YSL, który waniał jak stara, mokra, plastelinowa skarpeta). Zakupy w sieci niewątpliwie są tańsze, i zapewne gros klientek jest zadowolony. Ja jednak jestem za wielkim cykorem (i pewnie paranoikiem, jak widać po tej welli), żeby ryzykować :)

      (zdjęcie - fejkowe Diory, z zapewne podspisem sprzedawcy - zapożyczone z podróbkowa wielkiego, rewelacyjnego bloga o zbyt dosłownych podróbkach).

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Dlaczego nie kupuję na eBayu ani w internecie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 13 lipca 2011 12:16
  • sobota, 25 lipca 2009
    • Bravissimo!

      Służbowy wyjazd do Londynu jawił mi się przede wszystkim jako wyprawa do stanikowego raju. Oczyma wyobraźni widziałam samą siebie w Bravissimo, otoczoną wianuszkiem usłużnych ekspedientek, dobierających mi najlepiej na świecie pasujący biustonosz. Niestety, rzeczywistość okazała się nie dorastać mitowi do pięt.

      Bravissimo Londyn, Oxfordstreet (28 Margaret Street, W1W 8RX)

      Sklep ma charakterystyczny układ, powtórzony także w Leeds, z czego wnioskuję, że wybór architektoniczny jest celowy. Na górze, na wieszakach, ekspozycja, na dole sala dla oczekujących i przymierzalnie. Zgrzyt nr jeden: sklep jest zapchany klientkami, nikt się mną nie interesuje. Nie wiem, gdzie mam iść ani kogo zapytać o mój rozmiar; na dole, w części przymierzalniczej, jest jeszcze gorzej, dwie ekspedientki biegają w amoku, tłum klientek czeka na sofach i w przejściu. Potulnie czekam, aż ktoś wskaże mi wolną przymierzalnię i odpowie na moje pytania. W końcu zostaję skierowana do odpowiedniego pomieszczenia (teraz już wiem, że można po prostu wejść z rzeczami z wieszaka do pierwszej wolnej przymierzalni). Pobróbuję poprosić o kilka wybranych modeli w moim rozmiarze. Jak się okazuje, prawie niczego nie ma, a ekspedientki, biegnące do następnego kilenta, ograniczają się do pośpiesznego rzucenia: tego modelu nie mamy!

      Bravissimo Londyn - zdjęcie ze strony sklepu (zdjęcie ze strony sklepu)

      Kolejnym zgrzytem jest kwestia dopasowania: obojętnie, czy mierzę Panache, które ledwo dopinam, czy luźną Freyę, wg specjalistek leżą idealnie. Za małe miseczki? A proszę poluzować ramiona, widzi pani, nie jest źle (Confetti). Brak Arizy pani kwituje: proszę wziąć Elizę, to ten sam model (w Bravissimo w Leeds pani tłumaczy mi, czym się te modele różnią - różna miska, różne wykrojenie pod pachą, różny kształt biustu). Lepiej robi się przy mierzeniu ubrań, panie doradzają nie brać za małej bluzki.

      Ogólnie asortyment bardzo średni, w moim rozmiarze są, poza standardami które mam czy znam (typu Tango czy Harmony, a i to w ograniczonych kolorach) dostępne jedynie resztki kolekcji, która, bądźmy szczerzy, nie jest powalająca (taka sama, jak w papierowym katalogu). Nie mam szans na Miss Mandalay, Masquerade, kolorowe Panache.

      Ogólne wrażenie: być może, gdybym umówiła się na bra-fitting, obsługa poświęciłaby mi więcej czasu. Być może, gdybym nie była w sklepie zaraz przed wyprzedażą, asortyment byłby lepszy. Natomiast w kwestii dobrania biustonosza, londyńskie Bravissimo nie powaliło mnie na kolana. Powalający był za to brak jednocześciowych kostiumów kąpielowych w moim rozmiarze (w środku lata!!!). Niestety, panie nie pokusiły się o podanie sąsiednich rozmiarów (być może ich także brakło).

      Dużo lepiej jest w Leeds, gdzie obsługujące mnie panie mają więcej do powiedzenia na temat wybranych modeli (albo raczej: tego co im zostało w rozmiarówce). Ich rady są praktyczne: jeżeli Tango II w 30G jest dużo za małe, a w 30GG za duże, to trzeba poszukać innego modelu, bo ten jest niekompatybilny. Jeżeli full cup Harmony 30GG jest za duże, trzeba rzucić okiem na balkonetkę, bo powinna być dobra. Ariza nie jest klonem Elizy! Jeżeli stanik jest nieco za duży, a najprawdopodobniej mniejsza miska będzie dużo za mała, lepiej brać ten większy, bo lepsze minimalne luzy niż bułki (a w londyńskim mini bułeczki, wg ekspedientki, wyglądały dobrze). Zakładanie stanika: pochylamy się do przodu i wytrząsamy jabłuszka, jak to opisała Kasica. Lojalnie uprzedzam, że chcę przymierzyć wszystko, co mają w moim rozmiarze, bo zamawiam przez internet, i chcę wyrobić sobie opinię o jak największej ilości ubran i staników; ekspedientka nie robi żadnego problemu, dodając na końcu, że powinnam zamawiać 30GG, balkonetki. Jedyne, co także i tu mnie zaskoczyło, to swobodne traktowanie obwodów - paskudnie luźna freja dobra, ultra-ciasne panache - dobre.

      (zdjęcie ze strony sklepu)

      Podsumowując: obsługa w Leeds zdecydowanie lepsza, niż w Londynie.

      W Leeds trafiam też na wyprzedaż: większość staników przeceniona jest do 19 funtów, bluzek - do 9. na wyprzedażowych artykułach nie przeprowadza się brafittingu!

       

      Bravissimo, ze względu na ubrania i kwalifikacje personelu, nadal jest sklepem, który będę polecać znajomym, szczególnie tym z mniejszym doświadczeniem. Brak całej rozmiarówki na wieszakach ma swoje wady i zalety - przekonałam się o tym w Debbenhamsie, gdzie wieczność zabrało mi samodzielne przeszukanie dziesiątek standów (wrócę do tego tematu później). Jednak nie jest to sklep moich marzeń - ku mojemu zaskoczeniu, dużo lepiej zajęto się mną w poznańskim sklepie Yoshi (a wybór w moim rozmiarze był tylko trochę gorszy).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lipca 2009 00:26
  • środa, 22 lipca 2009
    • Jak Hause of Fraser uświadomił mi, że sprzedają rzeczy poniżej ich wartości

      Raz na jakiś czas czytam z rozbawieniem doniesienia o polskich gwiazdach latających na shopping do Londynu. O ile chwalenie się tym w "Fakcie" niekoniecznie należy do dobrego smaku, w jednym zgadzam się z polskimi wannabecelebrities. Uwwwwwielbiam londynskie domy towarowe. Niestety dla mnie, już samo zbliżanie się do drzwi Selfridge wywołuje u mnie równie pre-orgazmiczne reakcje, jak te świetnie pokazane w "Wyznaniach shopoholiczki". Ten świecący wystrój, pięknie eksponowane towary, nigdzie się nie spieszące sprzedawczynie, ten powalający wybór dóbr wszlakich...Niestety, jak każdy długo pieszczony - na wpół wytwór fantazji - i ten idealny obraz ma rysy.

      http://www.guardian.co.uk/business/2008/oct/16/houseoffraser-retail-iceland (Ilustracja ze strony Guardiana:

      http://www.guardian.co.uk/business/2008/oct/16/houseoffraser-retail-iceland)

      W sobotę w House of Fraser na Oxford Street (podobno flagowym sklepie sieci!!!) chciałam nabyć torebkę DKNY. Mój ukochany Esprit w czasie podróży po UK naderwał sobie ucho, i tak, potrzebuje nowej torebki zakładanej przez ramię (wiem, że wyglądają idiotycznie, ale o ile mogę jeździć rowerem w szpilkach, jednak nadal do codziennego poruszania się po mieście preferuję torebki zakładane na skos). Ponieważ była to jedyna torebka w promieniu trzech domów towarowych z gatunku "crossover" i stylu na wpół casual, ale jeszcze nie sportowym, i cenie niższej niż 1000 PLN, byłam bliska utopienia w niej gotówki. Niestety, mama wpoiła mi zasadę, od której niechętnie robię odstępstwa: torebka powinna być ze skóry. Owa DKNY nie miała żadnych oznaczeń, pognałam więc radośnie do najbliżej stojącej ekspedientki:

      - Ja nic nie wiem, ja jestem z działu portfeli, ale wie pani, mi to na oko wyglada na ceratę. Pani idzie do koleżanki, tam, przy ladzie.

      I tu zaczęły się schody. Nie wiem, czy był to mój podarty Esprit, biżuteria wykonana przez teściową, czy brudne jeansy (to był mój ostatni dzień w UK, i cóż, nie wyglądałam specjalnie zachęcająco), w każdym razie, pani ekspedientka nie kwapiła się z zauważeniem mojego radośnie uśmiechniętego pyska. W końcu rzuciła mi łaskawe spojrzenie:

      -Dzeń dobry, z czego wykonana jest ta torebka - ekspedientka bierze torbę niechętnie do ręki.

      -Ze skóry - jedno szybkie macnięcie, podaje mi torbę spowrotem.

      -Jest pani pewna?

      -Ze skóry.

      -A gdzie znajdę metkę potwierdzającą surowiec? - zapytałam nieświadoma, jaki wytrysk z krynicy wiedzy prowokuję.

      -Proszę pani, to nie są buty, torebkę kupuje się, bo się podoba, a podobać się ma niezależnie od materiału.

      -Tak, ale...

      -Proszę pani - powiedziała wyraźnie już poirytowana ekspedientka, wyrywając mi torbę z dłoni- widzi pani tę cenę? Za te pieniądze to nie może być plastik. Plastik nie byłby wart takich pieniędzy. ("It would not be worth that money").

      -Ale to DKNY... - próbowałam ostatnich argumentów, bo naprawdę chciałam tę torbę kupić.

      -Co też pani, to nie jest jakaś ekskluzywna marka.

      Cóż, dałam się przekonać, Pognałam jeszcze raz do lustra, coby podjąć ostateczną decyzję co do koloru. Wracam z przepiękną, czarną DKNY do kasy, przy ktorej stoi też inna ekspedientka. Moja nemezis stoi tam również, i najwyraźniej postanawia mi udowodnić, jakim jestem matołem, bo pyta koleżankę: te torebki są ze skóry, nie? Na co koleżanka:

      -Ależ skąd, to PCV. Wiem na pewno - w tym momencie usłyszałam w głowie owo oburzone "plastik nie byłby wart tych pieniędzy!", powiedziałam dziękuję i wyszłam.

      Cóż, runął nieco mój pracowicie wypracowany mit londynskich sklepów. Gdyby owa ekspedientka wykazała się odrobiną empatii (czy zmysłu kupieckiego), i powiedziała coś, co chciałam usłyszeć, typu "to nie skóra, ale płaci się za design i nazwisko projektanta, no, a czyż ta torebka nie jest śliczna/nie pasuje pani idealnie/to ostatni trend mody", albo, w wersji absolutnego minimum, najlepiej nie mówiła nic o cenie, bo jednak ta kwestia przypomniała mi, że może jednak nie powinnam wydać ostatnich pieniędzy na DKNY, choćby była najładniejsza na świecie...

      I w ten sposób House of Fraser uświadomił mi, że torebka, którą sprzedawali, nie była warta pieniędzy, które za nią chcieli.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 22 lipca 2009 11:06

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com