proznosc

fryzjer

  • czwartek, 29 marca 2007
    • Fryzjerzy

      Przez lata kosmetycznej manii jedynym z głównych elementów omijanych przeze mnie szerokim łukiem były zakłady fryzjerskie. Traumatyczne doświadczenia miały źródło we wczesnym dzieciństwie, kiedy to, jak większość koleżanek, postanowiłam obciąć włosy po pierwszej komunii. Pamiętacie ten szał? Nie wiem, czy to tylko moje pokolenie, w każdym razie, w modzie było dać się ostrzyc zaraz po wielkim dniu. Naiwnie uznałam, że co prawda fryzury na chłopaka nie będę sobie strzelać, ale mocno skrócić warto by było. Ponieważ moi rodzice byli bardzo lajtowi, uznali, że obcinanie dziecku włosów nie jest czynnością wymagającą specjalisty. Jedno stanęło z jednej, drugie z drugiej strony, i do dzieła. Płakałam przez tydzień. Włosy zostały wystrzyżone ponad kark (jakoś trzeba było w końcu wyrównać), z przecinką tu i tam.

      Drugie podejście miałam parę lat później. Osiedlowa fryzjerka, do której chadzała Mama, strzeliła mi identyczną fryzurę, jak jej. Już wtedy miałam obsesję długch włosów (efekt pokomunijnej traumy), ze skrócenia końcówek wyszło uciachanie ponad połowy długości. Pewnie nawet dałabym się przekonać, że tak jest ładniej, ale dodany do końcowego efektu bolesny tapir (kto tapiruje 11-letnie dziewczynki???) i nieprawdopodobnie śmierdzący lakier, którego obłok, zamiast wprawić mnie w błogi nastrój, raczej podtruł wywołały płacz i konsekwentne unikanie fryzjerów. Sytuacja zmieniła się dopiero na studiach, także z przygodami, a jakże :)

      ps lakieru do włosów nie używam do tej pory ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 marca 2007 16:31

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com