proznosc

Wpisy

  • wtorek, 13 września 2011
  • poniedziałek, 12 września 2011
    • Obagi, CLENZIderm M.D. Pore Therapy

      Kolejny kosmetyk z serii "zza wielkiej wody", choć zasadniczo można by go nazwać lekiem, bo skład ma podany w stylu leków właśnie, z wyszczególnioną substancją aktywną i resztą alfabetycznie. Ale do rzeczy: Obagi, CLENZIderm M.D. Pore Therapy, znaczy się tonik do cer trądzikowych z 2% kwasem salicylowym. 

      obagi tonik z kwasem salicylowymPoducent twierdzi, że roztwór oczyszcza skórę z bakterii powodujących trądzik, i nie można się z nim nie zgodzić. Tonik to właściwie sam alkohol (tak go pryznajmniej odczuwałam), a ten, jak powszchnie wiadomo, zabija na śmierć. Do tego całkiem miłe stężenie kwasu salicylowego, i jest git. Nie za bardzo wiem, po co w tymże produkcie wielkie - przynajmniej w odczuciu - ilości chłodzącego mentolu, może po to, żeby człowiek nie czuł pieczenia alkoholowo/kwasowego, a jedynie ten upiorny chłodek. To powiedziawszy, tonik działał b. dobrze, w ciąży był właściwie jedynym, co pomagało mi na szalejącą miejscami cerę (stosowany na niewielkich obszarach, nie codziennie i po konsultacji z lekarzem). Jednak nie wrócę do niego, bo a) żrący był jak Domestos b) naprawdę można sobie coś podobnego, a dużo łagodniejszego dla skóry, ukręcić bez większego wysiłku.

       

      Ps A Paula go wręcz zjechała, o tutaj.

       

      Skład:

      Substancja aktywna: Salicylic Acid (2%),

      Reszta: Benzalkonium Chloride, Benzyl Alcohol, Ethoxydiglycol, Fragrance, Glycerin, Menthol, Menthyl Lactate, Menthoxypropanediol, SD Alcohol 40-B (Alcohol Denat.), Ext. Violet 2, Water

       

      (sklad wyglada dziwnie, bo, jako ze producentowi udalo sie toto zarejestrowac jako lek, nie musi podawac INCI)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Obagi, CLENZIderm M.D. Pore Therapy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 września 2011 12:22
  • piątek, 09 września 2011
    • Catrice Deffining Duo Blush

      Nie wiem, jak to się stało, że nie dołożyłam tu jeszcze mojego absolutnego hitu tej wiosny i lata: różu Catrice Deffining Duo Blush, w kolorach Pink Grapefruit Shake i Peach Sorbet. catrice roz

      Zgoda, roz jest słabo napigmentowany, ale dzięki temu nie robi też krzywdy, bo matrioszka to ostatni efekt, jaki da się nim uzyskać . Ma naprawdę swietne kolory - bardzo twarzowe, dodające tego czegoś, ale nie wyskakujące na plan pierwszy. Nie ma w nim niczego z buraczka, cegly ani pomaranczy, dzieki czemu nadaje sie do neutralnych i zimnych karnacji, choc jego kolory nie sa chlodne. Nakłada się jak marzenie, jest pół-transparentny, ale można go machnąć i mocniej. No i ta cena... Jestem zachwycona, i sięgam po niego dużo częściej, niż po kupionego w tym samym czasie Chanel i Lancome - Catrice wygląda po prostu naturalniej, lepiej.

      

       

      catrice roz

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Catrice Deffining Duo Blush”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 09 września 2011 10:07
  • czwartek, 08 września 2011
    • Sur Plus Hemp Bodyprotector Body Butter

      Jak wiadomo, Holandia Marysią stoi. Kosmetyki z marihuaną można kupić w każdym szanującym się sklepie dla turtystów, ale nie spodziewałam się ich znaleźć w Etosie, tutejszej nieco ekskluzywniejszej wersji Rosmanna, zaopatrującej naród lokalny w mazidła wszelkiego rodzaju. I oto w letni dzień na półce naprzeciwko mnie zakwitło toto: Sur Plus Hemp Bodyprotector Body Butter. Jako, że kosztowało 2.5 euro, a także przez dawny sentyment do substancji aktywnej, zakupiłam. I tak: balsam z The Body Shop z serii marysią to to nie jest. Nie pachnie jak mokre, podwędKosnetyki z marihuaną zone szuwary, ale i tak dobrze nie odżywia. Tzn jak na balsam do ciała b. nieźle, ale jak na kosmetyk ze słynną z właściwości odżywczych marihuaną - średnio. Ma słodkawy, zielonkawy zapach, przypomianający bardziej landrynki niż jointa. Zużyłam, nie wrócę. Można go kupić jako suvenir z Holandii, bo kosmetyki z konopiami są swoistą atrakcją w pewnych kręgach, ale dla prawdziwych "koneserów" jednak polecałabym bardziej serię z TBS.

      Skład: Aqua, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Canabis Sativa Oil, Ceteareth-20, Dimethicone, Cocos Nucifera, Pantheonol, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Pogosternin Cablin, Diazolidinyl Urea, Parfu, Gluyceryl Oleate, Citiric Acid, Glyceryl Stearate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnamal, Linalool.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Sur Plus Hemp Bodyprotector Body Butter”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 września 2011 11:37
  • środa, 07 września 2011
    • Peeling do ciala Kruidvat (NL)

      Mamy tutaj w NL odpowiednik Rossmana - Kruidvat, polaczenie drogerii, chemicznego i do pewnego stopnia apteki, w ktorym mozna tez kupic rzucane co tydzien cuda i wianki, od t-shirtow po krasnale ogrodowe.

      peeling na bazie soliOw Kruidvat, podobnie jak Rossman, ma swoja wlasna linie kosmetykow. I ta linia jest calkiem calkiem, do tego stopnia, ze produkt o ktorym za chwile zdazylo mi sie wiezc na wyrazne i nieznoszace sprzeciu zadanie do Polski ;) Mowa o peelingu do ciala na bazie soli. Ja wiem, ze mozna sobie kupic sol grubomielona i mieszac ja z olejkami eterycznymi (albo zelem pod prysznic z wit E, to juz bylaby 100% podrobka tegoz), ale uwierzcie mi, przy tych cenach tutaj takich gourmet produktow, jak sol z Wieliczki, 350g peelingu za niecale 2 euro wychodzi naprawde taniej (i nie trzeba sie nalatac po eko sklepach).

      Peling ma bardzo mocne dzialanie, jak dawniejszy peeling Loreala w sloiczku. Pieknie pachnie, jest wydajny, skora jest po nim bajecznie gladka. Ma tez bardzo krotki sklad, co nie powinno dziwic - w koncu to sol, ale zdazylo mi sie widziec duzo bardziej skomplikowane peelingi na bazie tejze (i bynajmniej nie dzialajace lepiej):

      Sklad: Sea Salt (Maris Salt), Aqua, Sodium laureth Sulfate, Sodium Lactate, Citric Acid, Parfum, Tocopherol, Limonene, Cl (...).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 07 września 2011 20:09
    • ROK-BEZ-ZAKUPOW

      W ramach nagrody za dzisiejszy zawodowy, maly sukces (yeah yeah yeah) postanowilam wykorzystac darmowa siec w pociagu wyjatkowo nie do pracy, ale na blogowanie. A wiec - lecimy:

       

      Zwykle w ramach marchewki za roznorodne osiagniecia pozwalam sobie na zakupy kosmetyczne. Tym razem nie, albowiem przystapilam do programu, uwaga uwaga, ROK-BEZ-ZAKUPOW. Od paru tygodni przymierzalam sie do niekupowania kosmetykow, z dosc duzym jak na mnie sukcesem - udalo mi sie nie wykupic wyprzedazowego kosza Essence i Catrice - kosmetyki za mniej niz euro to zdecydowanie moja specjalnosc, spokojnie mozecie  mi mowic garbage shopper. Niemniej, udalo mi sie powstrzymac, wiec uznalam, ze, skoro moge panowac nad najwieksza slaboscia, moze warto sprobowac. Sczegolnie, ze na watki projektu denko patrzylam z wielka zazdroscia juz od dawna, wychodzac z zalozenia, ze nie ma co zaczynac, bo pewnie i tak mi sie nie uda.

       

      Zasady sa proste: przez rok mozna kupowac jedzenie i rzeczy pierwszej potrzeby, czyli jak zedre ostatnia pare antygwaltow, trudno, kupie nowe. Zalozenie jest jednak takie, zeby sie bez jakichkolwiek zakupow poza-jedzeniowych obejsc. Oczywiscie, nie bylabym soba, gdybym nie wprowadzila wyjatkow: ksiazki mozna (w koncu na czyms musze pracowac), mozna tez kosmetyki na wyjazdach zagranicznych (aczkolwiek w granicach rozsadku - pozostaje pytanie, jak zdefiniowac rozsadek). Program nie jest dla masochistow, jezeli stwierdze, ze sie dusze czy nie mam kremu z filtrem - bede pertraktowac sama ze soba. I z malzonkiem, bo w ramach nagrody za rok ciezkiej pracy mamy sie wybrac na wakacje w - uwaga uwaga - wybrane przeze mnie miejsce.  Jak na standardy naszej rodziny jest to wielki przywilej ;)

      Na szczescie, moje zapasy kosmetyczne sa tak wielkie, ze spokojnie moge nadal prowadzic bloga, mam tez z 50 niedodanych notek. I pewnie bede tez pisac o samym No Shopping. Trzymajcie kciuki!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „ROK-BEZ-ZAKUPOW”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 07 września 2011 19:12
  • sobota, 03 września 2011
    • Przerwa wakacyjno/powakacyjna

      Mam tyle ostatnio na głowie, że po prostu nie wiem, w co wsadzić ręce. Chciałabym powiedzieć, że nie wstawiam notek na bloga z bólem serca, ale tak naprawdę nie mam nawet czasu się tym martwić. Lato dobiega jednak końca, z nim wszystkie pracowe wyjazdy i szkolenia, i mam nadzieję, że za parę tygodni, jak się odkuję z bieżącą robotą (która oczywiście,

      mimo zawodowego charakteru wyjazdów, jakoś się podejrzanie piętrzy), będę mogła wrócić do blogowania.

      Co zaskakujące, moja cera, narażona ostatnio na stresy typu mycie mydłem w kostce (zapomniałam spakować płynu do demakijażu na jeden z wyjazdów) czy też nietraktowana wieczorem kremem (jak wyżej) przeżywa okres swojej świetności. Albo służy jej restauracyjne jedzenie, albo wszystkie te teorie o ograniczeniu pielęgnacji do minimum są jednak słuszne (bo chroniczny brak snu raczej nie powinien dobrze wpływać na kondycję skóry).  Za to, w ramach pocieszenia, włosy mam w stanie opłakanym - mycie przypadkowymi szamponami, zarzucenie olejowania i innych odżywek zdecydowanie nie jest dla nich.

      A póki co muszę zaplanować następne 3 wyjazdy...

       

      (fot: wujek gogol)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Przerwa wakacyjno/powakacyjna”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 03 września 2011 13:57
  • poniedziałek, 25 lipca 2011
  • sobota, 23 lipca 2011
    • Pantene Pro-V Restoratives, Odżywka

      Nie wiem, czy ktoś ją jeszcze pamięta: jedna z pierwszych, jak nie pierwsza, profesjonalna reklama w polskiej TV. Nawet dziś mogę przywołać tamte wrażenia, i to, że biegnę do mojej matki, powiedzieć jej, że jakaś bardzo piękna pani w TV mówiła o produkcie, który w końcu pomoże jej na włosy (moja mama całe życie narzeka na własną fryzurę). Reklama wryła się w moją konsumencką świadomość jak rzadko co. Przez dłuższy czas stosowałam tylko Pantene, by później zupełnie je zarzucić, już nawet nie pamiętam, dlaczego.

      pantene restoratives odzywkaPrawdę mówiąc, nie spodziewałam się wiele po tej odżywce (u mnie z serii Time Renewal, w Polsce Program Odnowy); kupiłam ją, bo jako gratis do dwóch produktów było wejście do zoo, a akurat mieliśmy w planach weekendowy wypad ze znajomymi. Dwa Pantene były tańsze niż bilet, nie zastanawiałam się więc długo.

      I, ku mojemu zaskoczeniu, to bardzo dobra odżywka. Robi wszystko to, co odżywka powinna robić, do tego nie obciąża włosów. Rzeczywiście odżywia, nie aż tak, jak maski, i nie na tyle, by przy długich włosach odstawić preparaty do końcówek, ale całkiem wystarczająco jak na odżywkę. Jest bardzo gęsta, dzięki czemu nie spływa z włosów, i mogę ją nakładać bezpośrednio pod prysznicem, bez zabawy z odciskaniem w ręcznik. Ma bardzo delikatny zapach, który szybko się ulatnia - znaczenie tego zrozumieją alergicy albo ichni współspacze. Ze względu na tę cechę mój romans z Pantene ma szanse na wznowienie, a przynajmniej na kolejne randki.

       

      Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Dimethicone, Behentrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Isopropyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Parfum, Disodium EDTA, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Sodium Hydroxide, Citronellol, Magnesium Nitrate, CI 42090, CI 17200, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, Methylisothiazolinone.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 23 lipca 2011 09:11
  • piątek, 22 lipca 2011
    • Domowy IPL w Douglasie

      Holenderski Douglas (stacjonarna perfumeria) spamuje info o letniej wyprzedaży. Jeżeli któraś z Was zastanawiała się nad kupieniem urządzenia do domowej depilacji IPL, może warto rozpatrzyć tę ofertę:

       

      domowy IPL

       

      bo Talikę można tu ustrzelić za 125 euro, a Silk'n za 99 euro, czyli w całkiem przyzwoitych cenach. Zapewne Douglas będzie teraz sprzedawał tylko Pihilipsa, na którego mają wyłączność.

       

      Gdyby nie to, że parę miesięcy temu skusiłam się na Remingtona, zdecydowałabym się na bank na jeden z powyższych. Szczególnie, że Remington zdaje się działać :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 22 lipca 2011 11:40
  • czwartek, 21 lipca 2011
    • Wyprzedaż w Bravissimo!

      Od kilku dni (no dobra, od tygodnia) co najmniej dwa razy dziennie wchodzę z drżeniem serca na stronę Bravissimo, aktualnie w linii odziezowej przemianowanego na Pepperberry, i wypatruję, co też nowego dodali do wyprzedaży. Albo czy ten malutki sweterek "dołożył" się w końcu w moim rozmiarze. Zamówienie złożone parę dni temu (miałam wielkie szczęście trafić na sam początek wyprzedaży), ale nic to, hormony szaleją, ręce drżą, a może jeszcze ta sukienka? Na moje szczęście, Pepperberry ma bardzo miły customer service, którego panie wykazują się anielską cierpliwością do klientek takich jak ja (halo halo? właśnie składałam zamówienie, i zanim doszłam do płacenia, zniknął mi z koszyka ten różowy płaszczyk? jak to wyprzedany w momencie zamawiania? A na pewno pani nie ma jeszcze jednej sztuki? A będzie pani miała? Jak to, nic pani nie może zrobić? Ale ja już go miałam w koszyku!!! - dołożyli go na szczęście dwa dni później).

      ubrania bravissimo

      Jakość tych ubrań nie jest powalająca. Ani wzronictwo. Ale na figurach takich, jak moja, wyglądają naprawdę dobrze - albo po prostu dadzą się nałożyć i zapiąć, co już jest wielkim osiągnięciem. A ceny wyprzedażowe robią się całkiem znośne - na przykład 25 euro za kurtkę jest zupełnie, ale to zupełnie do przyjęcia.

      Jeżeli macie w otoczeniu jakieś jeszcze nie-Lobbowe koleżanki czy rodzinę o rozbudowanych gornych gabarytach, gorąco zachęcam do zakupów na Pepperberry. Kto (zakładając, że ma rozmiar biustu powyżej F) raz założy dopinającą się w biuscie koszulę, która przylega też na brzuchu i plecach, już nigdy nie przymierzy takowej w sieciówce... Szczególnie, jeżeli będzie to koszula w wyprzedażowej cenie 12 euro ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wyprzedaż w Bravissimo!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lipca 2011 07:45
  • środa, 20 lipca 2011
    • Zmartwieni panowie z reklam

      Mont Blanc Legend

      Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, dlaczego mili panowie, uprzymilający przeglądanie magazynów dla próżnych bab, są ostatnio coś zatroskani? Nie wiem, czy dał się im we znaki kryzys, tak jak potencjalnym oglądaczom reklam, którzy widząc zmarszczone czoła owych Adonisów mogą się z nimi szybciej identyfikować? Coś w rodzaju tak, ja też wziąłem kredyt we frankach, stary, wiem co czujesz?


      Czy też w modzie są teraz mężczyźni zmartwieni, jako ci, którzy mogą zapewnić rodzinie lepszy byt w ciężkich czasach, a przez to lepiej oddziaływać na kobiety, złaknione samców alfa, już nie rozdzierających ponętnym getsem szat w dyskotece, ale u boku owych samic martwiacy się o wspólne jutro, global warming, ceny mieszkań na rynku wtórnym i to coś, co puka pod lewym tylnym kołem?

       

       

      Jude Law Dior

      Ogólnie nie jestem na nie, zastanawiam się tylko, co pomyślą o tych reklamach badacze za lat 50t?

      Armani Sport Code

      (foto-internet, w realu natrafiłam na nie w czerwcowo/lipcowych magazynach dla kobiet)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zmartwieni panowie z reklam”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 20 lipca 2011 14:34
  • wtorek, 19 lipca 2011
    • Essence, 50

      Pojawiła się już u nas nowa limitowanka Essence, 50's Girls Reloaded. Zdecydowałam się na puder (wyprzedanyEssence 50's Girls Reloaded puder w niektórych sklepach u mnie już pierwszego dnia) i pędzel.

       

      Pierwsze wrażenia nie są najlepsze. Puder ma świetne opakowanie, z przegródkami, solidnym zamknięciem itp, ale nie powalił mnie jego działanie, bo nadaje twarzy płaski, postarzający mat, do tego bieli nawet takiego bladziaka, jak ja. Jego skład jest nie do znalezienia poza drogerią: z tego, co pamiętam, był bardzo krótki, a na pierwszych dwóch pozycjach miał talk i mikę. Jeszcze jedna uwaga: opakowanie pudru jest maleńkie, jego średnica to może 5cm, nie więcej (zawartość 8.5g). Jest tylko odrobinę większe od opakowań cieni Essence.

       

      Pędzelek natomiast w cieńszej części ma za rzadkie i za długie włosie, przez co trudno o precyzyjną aplikację cienia, który poza powieką trafia też na policzki i nos. Grubsza część jest za to świetnym blenderem, i tej zdecydowanie będę używać. Do zalet należy zaliczyć typowe dla Essence, super miękkie i delikatne, syntetyczne włosie, które jest jednak zbyt giętkie, by nabrać niektóre cienie.

       Essence 50's Girls Reloaded pędzel

      To są, oczywiście, jedynie pierwsze wrażenia, aczkolwiek po dzisiejszej zabawie z oczyszczaniem połowy twarzy z naprószonego przez te za długie włoski ciemnofioletowego cienia z drobinkami, na razie nie przewiduję dalszych testów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lipca 2011 12:32
  • poniedziałek, 18 lipca 2011
    • Boots, Soltan, Face Anti-ageing Sun Defence Cream

      Jeden z moich najulbieńszych filtrów to Boots, Soltan, Face Anti-ageing Sun Defence Cream SPF 50+ / *****UVA. Jak widać na focie, zużyty do ostatniego grama ;)

      Soltan filtrJak na filtr jest bardzo przyjazny: choć nie ma konsystencji lekkich fluidów na alkoholu, wchłania się całkiem całkiem. Skóra świeci się po nim tylko odrobinę bardziej niż saute, co jest naprawdę zaskakujące, biorąc pod uwagę, jak jest gęsty. Nie bieli, ma delikatne zabarwienie. Ma zapach, ale nieszkodliwy. Odżywia (pewnie przez gliceryne wysoko w składzie, a może też pozostałe emolienty), chroni, nie straszy wyglądem. I nie ma parabenów ;) I daje ochronę przed UVA - czego chcieć więcej? Będę go kupować, dopóki Boots będzie go produkował.

      Skład: Aqua, C12-15 alkyl benzoate, Glycerin, Octocrylene, Butyl methoxydibenzoylmethane, Isotridecyl salicyate, Isononyl isononanoate, C18-36 acid glycol ester, Polyglyceryl-3 methyglucose distearate, Polysilicone-15, Methylene bis-benzotriazolyl tetramethylbutylphenol, Bis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine, Butyrospermum parkii butter, Dimethicone, Titanium dioxide, Diethylhexyl butamido triazine, Sorbitan stearate, Phenoxyethanol, Cetyl alcohol, Polysorbate 20, Mica, Decyl glucoside, Tocopherol acetate, Parfum, Xanthan gum, Acrylates/vinyl isodecanoate crosspolymer, Sodium ascorbyl phosphate, Vitis vinifera, Sucrose cocoate, Dimethyl oxazolidine, Potassium hydroxide, Tetrasodium EDTA, Butylene glycol, Propylene glycol, Panax ginseng, Manganese dioxide, Aminomethyl propanol, CI 77891. 

       

      Ps Panie wybaczą "artystyczną" fotkę, po rozcięciu tubki przypomiało mi się, że jej nie obfociłam.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Boots, Soltan, Face Anti-ageing Sun Defence Cream”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 lipca 2011 12:54
  • niedziela, 17 lipca 2011
    • Dermalogica Daily Microfoliant

      Wpis na zamówienie ;) Dawno miałam go już dodać, ale sidział w szkicach i nie mógł się doczekać, głównie dlatego, że jestem prawie pewna, że zachowałam opakowanie, żeby mu zrobić zdjęcie, ale nie mogę go znaleźć. Tyle o bałaganiarzach, teraz przechodzimy do właściwej części bloga, czyli Dermalogica Daily Microfoliant. Zasadniczo jest to produkt z gatunku "poza ceną nie da się na niego złego słowa powiedzieć". Najdelikatniejszy peeling, jaki miałam w życiu, bardzo łatwy w obsłudze i do tego skuteczny.

       

      Z opakowania wysypujemy proszek (przypominał mi peeling z bromelainą, tak na oko mniej niż pół łyżeczki, w samo zagłębienie dłoni. Tenże proszek mieszamy z wodą, i na paszczę. Alternatywnie moczyłam twarz przed, i nakładałam mokrymi dłońmi, ewentualnie dodając wody w trakcie. Powstała pasta jest bardzo delikatna, grudki są ledwo wyczuwalne pod palcami - trochę, jak masowanie się mąką. Po minucie masażu koniec, z tym, że doradzono mi zostawianie go na twarzy jak najdłużej (czyli w moim wykonaniu cały przysznic), aby umożliwić działanie enzymom - peeling ma w składzie papainę (warto też zwrócić uwagę na kwas salicylowy).

       

      peeling dermalogicaA efekty... Mmmm. Skóra jest wyraźnie wygładzona, ale przy tym nie podrażniona. Normalnie nie poznawałam własnej gęby, była tak gładka, ale bez tej gładkości z gatunku odarcia się z naskórka, która, choć efektywna, powoduje też wysuszenie, łuszczenie i podrażnienie. Przypuszczam, że nawet delikatne cery mogą z nim współpracować, jest tak łagodny. Owszem, w składzie ma głównie celulozę i talk, niemniej, wydaje mi się, że tu akurat te dodatkowe dopalacze, choć jest ich mało, bardzo dobrze wpływają na jego działanie. Mam też nieodparte wrażenie, że osoba obcykana z własnorecznym kręceniem w domu, spokojnie wykona podróbkę tegoż, która w efekcie może nawet przerosnąć oryginał. Nie mówiąc o tym, że - zakładam - regularne stosowanie bromelainy/papiny powinno przynieść bardzo podobny rezultat.

       

      Skład: Microcrystalline Cellulose, Talc, Sodium Cocoyl Isethionate, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Sodium Lauroyl Glutamate, Colloidal Oatmeal, Oryza Sativa (Rice) Bran, Oryza Sativa (Rice) Starch, PCA, Allyl Methacrylates Crosspolymer, Hydrolyzed Wheat Protein, Limonene, Methylparaben, Titanium Dioxide (CI 77891), Allantoin, Salicylic Acid, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Papain, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Cyclodextrin, tea tree leaf oil.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Dermalogica Daily Microfoliant”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 lipca 2011 12:10
  • piątek, 15 lipca 2011
    • Home Skin Lab Dr. Pastorek Institut, Effective Wrink

      Dawno temu odstałam w Sepohorze próbkę serum nieznanej mi firmy, której nazwa bardzo mnie rozbawiła: Home Skin Lab Dr. Pastorek Institut, Effective Wrink'less Serum. Ostatnimi dniami, jako że próbuję wykończyć zapasy (już nawet mój ultra cierpliwy mąż zaczął się skarżyć, bo one (kosmetyki) są w całym domu - fakt, w nocy mają brzydki zwyczaj rozłażenia się po mieszkaniu), dałam dr Pastorkowi (chirurg plastyk z NY) szansę. I aż nie mogłam uwierzyć w efekty: po tygodniu (serum jest pieruńsko wydajne) paszcza rozjaśniona, ujędrniona i widocznie gęściejsza. Myslałam, że może to rolka nagle zaczęła działać, jednak dwa tygodnie po odstawieniu serum, sytuacja wróciła do normy.

      serum Home Skin Lab dr PastorekSerum ma bardzo rozbudowany skład:

      Aqua, Glycerin, Alcohol Denat., Dimethicone, Cyclohexasiloxane, Propylene Glycol , Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Acetyl Dipeptide-1 Cetyl Ester, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Angelica Archangelica Root Extract, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Benzophenone-4, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Bht, Butylene Glycol, Butylphenyl Methylpropional, C12-15 Alkyl Benzoate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Cellulose Gum, Ceramide 2, Chitosan, Citric Acid, Citronellol, Coffea Arabica (Coffee) Extract, Cyclopentasiloxane, Geraniol, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycolic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hexapeptide-11, Hexyl Cinnamal, Hydrolyzed Soy Protein, Hydroxyethylcellulose, Laureth-3, Lecithin, Limonene, Linalool, Melissa Officinalis (Balm Mint) Leaf Extract, Mica, Papaver Rhoeas Extract, Passiflora Incarnata Flower Extract, Peg-10 Rapeseed Sterol, Peg-8, Polysorbate 20, Pongamia Pinnata Seed Extract, Retinol, Silica, Sodium Hyaluronate, Sorbitan Oleate, Tetrasodium Edta, Tocopherol, Tribehenin, Xanthan Gum, Butylparaben, Ethylparaben, Isobutylparaben, Methylparaben, Phenoxyethanol, Propylparaben, Parfum/Fragrance, Titanium Dioxide (CI 77891).


      a w nim, podobno, opatentowany kompleks DermXtechnology, zawierający okapsułowany (?) retinol, kwas hialuronowy i "triadę peptydową", które mają wspomóc, już w 28 dni, produkcję elastyny i kolagenu, oraz poprawić nawilżenie. Dodatkowo kompleks roślinny uderza w zmarszczki. Ja tam nie wiem, na pewno jako pierwszy uderza denat (3 miejsce), co nie jest miłe, ale i nie przeszkadzało. Serum ma też cały wachlarz konserwantów, oraz mnóstwo składników zapachowych na wysokim miejscu (czy potrzebnie?). Na samej górze kompleks peptydowy, i sporo wit C, dalej złuszczacze, peptydy, retinol, kwas hialuronowy, wit. E i małe ilości antyoksydantów. Jak na jeden kosmetyk, jest tego sporo, pytanie, w jakich ilościach. Co by jednak nie mówić, serum bardzo ładnie zadziałało na mojej skórze. Biorąc pod uwagę zaporową cenę 60 dolców, raczej nie widzę szans na kontynuację znajomości, niemniej, produkt wart zauważenia, nie tylko przez wzgląd na nazwisko ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Home Skin Lab Dr. Pastorek Institut, Effective Wrink”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lipca 2011 14:13
  • czwartek, 14 lipca 2011
    • Guerlain Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow

      Rzuciłam ostatnio okiem na pierwsze kremowe cienie Guerlaina z letniej kolekcji Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow. Od czasu spędzenia miesiąca w Peru mam wielki sentyment do Inków, Guerlain miał więc spore szanse zarobienia na mnie. (Nie)stety, tak się nie stało: interesował mnie puder (okazał się niesamowicie świecący) i właśnie owe cienie, które nie przypadły mi do gustu tak bardzo, że nie zamierzam powtórzyć testów.

      Guerlain cienie w kremie
      Cienie występują w 3 kolorach: Bahia (jasny róż), Havana (brązowy) i Maya (miedź). Zgrzyt nr jeden: 2 z 3 oferowanych kolorów są, a przynamniej na mojej powiece, praktycznie takie same. Różni je odcień drobinek: jedne mają miedziany, drugie złoty kolor, jednak są one na tyle niewidoczne, że przez moment myślałam, że przez pomyłkę wzięłam dwa te same testery.

      Cienie są bardzo kremowe, i trzeba ich sporo nałożyć, by były widoczne. Na mojej tłustej powiece powoduje to niezłą ślizagwicę, choć widzę w internetowych opiniach, że ta cecha akurat jest chwalona, bo ponoć pozwala na precyzyjniejszy makijaż (ma to być powodowane tym, że cień nie zasycha zaraz po aplikacji). Cienie dają bardzo delikatne wykończenie, i naprawdę musiałam się namachać, by były widoczne - dają delikatne do pół-transparentnego krycie, co też mi nie odpowiada, bo wolę mieć możliwość stopniowania i dodania więcej koloru.

      Guerlain cienie w kremie Guerlain twierdzi, że cienie przetrzymają na oku pływanie i plażę. Z mojej powieki zeszły w ciągu kilku godzin (nie byłam na plaży i nie pływałam). Według internautek trzymają się świetnie na bazie, ale Bogiem a prawdą, na dobrej bazie trzymają się też cienie z ryneczku za 2.5 pln.

      Ogólnie, za tę cenę - porażka.

       

       

      ps przepraszam za pierwsze zdjęcie z wytrzeszczem, bardzo się starałam podnieść opadające powieki, żeby cokolwiek było widać. Traf chciał, że jest to też najjaśniejsze zdjęcie. Na drugim za to bardziej widać ten efekt drobinek. Przepraszam też za wielkość zdjęć, bardzo mądrze zapisałam je zaraz po zmniejszeniu bez zapasowej kopii, i dopiero po załapałam, że są za małe.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Guerlain Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 lipca 2011 12:03
  • środa, 13 lipca 2011
    • Dlaczego nie kupuję na eBayu ani w internecie

      Poza maseczką Kanebo, w ciągu paru miesięcy udało mi sie kupić kilka innych przeterminowanych albo o bardzo krótkiej dacie ważności kosmetyków. Wszystkie w licencjonowanych drogeriach, takich jak Sephora czy Ici Paris, wszystkie w centrum miasta. I dlatego nie wyobrażam sobie kupienia czegokolwiek przez internet. Przede wszystkim, naczytałam się opinii o truskawie, w których zmawiające skarżyły się na daty produkcji rozkodowane z opakowań kosmetyków. Teoretycznie, można się pewnie ze sklepem wykłócić i taki produkt zwrócić. Jednak dzięki licznym komputerowym zakupom do pracy mojego męża, wiem, ile trzeba się nabiegać, żeby odesłać do USA czy innego Hongkongu taką na przykład pamięć do komputera (no, bo kto w ostateczności biega i je oddaje, no kto?). Oraz ile taka przesyłka kosztuje.

       

      Kupowanie na eBay jest dla mnie zupełnie nie do wyobrażenia, bo, poza przeterminowanymi kosmetykami, panicznie boję się też podróbek, z których eBay niestety słynie. Ja wiem, że są te wszystkie strony, tutoriale i opisy analizujące wygląd opakowań, ja jednak boję się, że trafię na fejka nierozpoznawalnego na zdjęciu. Z jakiegoś powodu L'oreal pozwał dwa lata temu eBay, własnie o podróbki...

       

      cienie diora paletaCzy nie zdarzyło mi się kupić czegokolwiek przez internet? Owszem, lata temu szampon z Wella professional, przez wizażowy bazar. I do tej pory zastanawiam się, czy faktycznie miałam Wellę, czy przelany do opakowania szampon innej marki, bo przyszło toto do mnie bez zabezpieczeń, a przelanie do opakowania jakiegokolwiek innego produktu, cóż, pewnie nie należy do rzeczy zbyt trudnych.

       

      Zaleta kupowania w perfumeriach jest jedna: jeżeli stwierdzę w domu, że kosmetyk jest przeterminowany, albo data ważności mija mu za 3 miesiące (kupiłam z taką ważnością puder Kanebo), mogę nawet w tym samym dniu iść i go oddać. Co prawda bez pocałowania w rękę, ale wszystkie kosmetyki zwróciłam bez większych problemów, nawet te już użyte (a pani w Sephorze szczerze się przejęła zapachem mojego nowego błyszczyku YSL, który waniał jak stara, mokra, plastelinowa skarpeta). Zakupy w sieci niewątpliwie są tańsze, i zapewne gros klientek jest zadowolony. Ja jednak jestem za wielkim cykorem (i pewnie paranoikiem, jak widać po tej welli), żeby ryzykować :)

      (zdjęcie - fejkowe Diory, z zapewne podspisem sprzedawcy - zapożyczone z podróbkowa wielkiego, rewelacyjnego bloga o zbyt dosłownych podróbkach).

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Dlaczego nie kupuję na eBayu ani w internecie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 13 lipca 2011 12:16
  • wtorek, 12 lipca 2011
    • Aldi krem do rąk z wiesiołkiem

      Jak ja lubię kosmetyki Aldiego ;) ten krem, kupiony za szaloną kwotę niecałych dwóch euro, to mój aktualnie najlepszy przyjaciel. Ma ekocert (BDIH, czyli ten, któremu - ja przynajmniej - ufam, oraz NaTrue) więc nie boję się go używać przy dziecku. Nie ma sztucznych składników zapachowych, mogę go więc nosić przy mężu. Nie ma też silikonów, parafiny i innych pochodnych ropy, kolorantów i konserwantów.

      ALDI KREM DO RĄKŚwietnie odżywia i nawilża, nie pozostawiając tłustej warstwy, więc mogę z nim pracować (nie cierpię utłuszczonej klawiatury). Zmienia stan moich rąk już po kilku użyciach, i zdecydowanie czuję rano, kiedy o nim zapomnę wieczorem. Jak to z eko kosmetykami bywa, krem ma w składzie alkohol. Alkoholu tego jest dość sporo, bo wylądował na trzeciej pozycji składu. Jednak - znów, jak to z naturalnymi produktami - w tej formule jest on praktycznie niewczuwalny, nie wysusza i nie podrażnia rąk. Tym razem w składzie na zielono zaznaczyłam olejki roslinne.

      W zasadzie naprawdę nie mogę powiedzieć o nim złego słowa: świetny skład, produkt ekologiczny, rewelacyjne działanie i prawie za darmo. Jak tylko Aldi znów je rzuci, zrobię zapas, o ile znów nie będą wykupione na pniu.

       

      Skład: aqua, glycine soya oil, alcohol, glycerin, glyceryl stearate se, cera alba, persea gratissima oil, simmondsia chinensis seed oil, glyceryl laurate, oenothera biennis oil, lanolin alcohol, parfum, sucrose distearate, xanthan gum, citric acid, sodium citratem linalool, tocopherol, limonene, helianthus annuus seed oil, geraniol, citronellol.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Aldi krem do rąk z wiesiołkiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lipca 2011 14:16
  • poniedziałek, 11 lipca 2011
    • Gosh On Stage błyszczyk

      Najbardziej znienawidzony przeze mnie błyszczyk roku: Gosh On Stage, Cool lip jam, kolor 107. Moja wina, moja bardzo wielka wina, że nie wczytałam się w etykietę: jak ktoś nie lubi chłodzących smarowideł do ust, cóż, nie powinien ich kupować. Nie za bardzo mam jak winić producenta, bo napisał przecież jak wół cool, które w zalślepieniu zakupowym wzięłam za ale nam się cool produkt udał, yeah. I w zasadzie nie mogę się też czepiać temu, że błyszczyk lepił się jak nie wiem co, wszak producent nie napisał nigdzie, że to błyszczyk czy inny balsam, ale właśnie jam, więc i nie dziwota, że jak dżem się zachowuje, a raczej zachowywał, bo po kilku miesiącach zaczęło mu straszliwie z paszczy śmierdzieć, a na to od jakiegoś czasu jestem prawdziwie uczulona. Znaczy się dokonał żywota, i po obfoceniu zwłok wylądował w miejscu, gdzie wszystkie moje kolejne zakupy typu cool/chłodzący/orzeźwiający za nim podążą, amen.

      

      Gosh blyszczyk

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Gosh On Stage błyszczyk ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2011 12:41

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com