proznosc

Wpisy

  • poniedziałek, 17 października 2011
    • MD Formulations

      Zapewne rozne sa metody prowadzenia bloga - moja polega na wrzucaniu pustych kartonikow do wielkiego pudla, i raz na jakis czas losowaniu wybranego produktu do recenzji. Nie musze dodawac, ze metoda jest idiotyczna i pozbawiona jakichkolwiek zalet, ma natomiast sporo wad. Na przyklad ostatnio wyciagnelam z pudla trzy kartoniki po MD Formulations, z ktorych o jednym z tych produktow, Calming Gel, zupelnie zapomnialam, ze go mialam...

       

      Poniewaz jednak firma jest nieznana w Polsce, a ma dosc dobre opinie na swiecie, warto moze jednak tych kilka produktow zaprezentowac.

       

      MD Formulations to amerykanski producent, znany glownie ze swoich produktow z kwasami AHA, ktore sprzedaje od 1983, czyli prawie od 30tu lat, na duzo wczesniej, zanim AHA podbilo rynek kosmetyczny jako przeciwstarzeniowy cud. AHA w MD Formulations to glycolic acid i ammonium glycolate, czesto w polaczeniu z retinolem, co podobno robi bardzo dobrze obu skladnikom. Paula jest takze bardzo entuzjastyczna jezeli chodzi o antyoksydanty MD Formulations. Dla mnie najwazniejsze jest, ze ich produkty sa zupelnie pozbawione jakichkolwiek skladnikow zapachowych.

       

      Zaczniemy od

      MD Formulations, Critical Care, Calming Gel

      Calms Redness, suitable for skin with rosacea

      Faktycznie, zel lagodzil dosc dobrze, choc dla mnie wazniejsze byly tutaj te wszystkie antyoksydanty - zel to wlasciwie prawie same wyciagi roslinne. Wyjatkowo wkurzalo mnie opakowanie (link do sklepu i zdjecia) - miekka tubka z dozownkiem, tubka, w ktorej zostaje rekordowa ilosc produktu po teoretycznym skonczeniu opakowania (a przekladanie tych wszyMd Formulations zel lagodzacystkich antyoksydantow do sloika jakos wydawalo mi sie malo sensowne). Troche niefajna jest taka ilosc parabenow, jak na produkt stosowany po peelingach itp, kiedy skora dosc mocno absorbuje wszystkie skladniki, ale pewnie nie mozna miec wszystkiego, no, i zasadniczo jest to produkt do cery wrazliwej, a nie sztucznie uwrazliwionej. Paula pisze, ze nadaje sie jako lekki nawilzacz, moim zdaniem nie, trzeba go traktowac jako serum pod krem. Na mojej cerze bylo ono nieco lepkie. Zaplacilam za 30ml 60 euro, co jest zdzierstwem nie z tej ziemi, szczegolnie, ze wlasnie widze na brytyjskiej stronie cene 27 funtow... Szczegolnie, ze olejki z wyciagami z nasion roznych jagodek i truskawek do kupienia w sklepach biochemicznych (ja moje mialam z mazidel) sa jednak duzo tansze (serum ma wyciag z aloesu oraz wielu jagod).

      

      Ingredients: Purified Water (Aqua), Glycerin, Camellia Oleifera (Japanese Green Tea Leaf Extract), Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Vaccinium Myrtillus (Bilberry) Extract, Rubus Villosus (Blackberry) Fruit Extract, Vitis Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry)Fruit Extract, Vinifera (Grape)Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Arginine, Propylene Glycol (and) Diazolidinyl Urea (and) Methylparaben (and) Propylparaben.

       

      W nastepnym odcinku: seria VitaAPlus

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 października 2011 12:09
  • niedziela, 16 października 2011
    • XSmall i XLarge Any Size Any Time Douglas dwufaza do demakijazu

      Gdzies tutaj juz pisalam o najnowszej serii wlasnej Douglasa, Xsmall i Xlarge. Zakupilam z niej m.in. dwufaze do demakijazu oczu (a w zasadzie dostalam ja gratis do zakupow), i z przyjemnoscia oznajmiam, ze jest to produkt godny uwagi. Z zaznaczeniem, ze z dwufazami nie mialam za duzo do czynienia, bo, zanim wyczytalam na Femineusie (i zDouglas plyn do demakijazuobaczylam u Lisy Elridge) jak powinien wygladac demakijaz oka, nie za bardzo sie przejmowalam zaleceniami NIE TRZEC. Teraz jednak sie przejmuje, zaczelam wiec szukac jak najskuteczniejszych srodkow rozpuszczajacych makeup przez samo dolozenie wacika do slepia. Moze takie zboczenie to kwestia wieku i jego coraz widocznych imprintow, ehhh....

       

      Ad rem: uzywanie tego Douglasowego plynu bylo czysta przyjemnoscia: nie podraznial nic a nic, dawal sie nalozyc na platek kosmetyczny w duzej ilosci, nastepnie nie sciekal z owego platka i nie wyparowywal, zanim go do oka nie przetransportowalam, a do tego sciagal makijaz w stopniu wysoce zadowalajacym. Czyli wszystko to, co robil i czego nie robil jego poprzednik, plyn do demakijazu z YvesRocher, nad ktorym sie wyzyje blogowo, jak tylko przejdzie mi trauma wynikajaca z jego uzywania...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 października 2011 16:39
  • sobota, 15 października 2011
    • Hermes, Kelly Caleche foto

      Zeby nie bylo, ze tylko narzekam na reklamy perfum: tak wyglada jedna z moich ukochanych reklam, Hermes i Kelly Caleche:

       

      Hermes Kelly Caleche

       

      Podoba mi sie tu wszystko: brak zseksualizowania ciala, normalny ubior (spodnie i bez szpilek!) glowna bohaterka podazajaca w wybranym przez siebie kierunku, wyprostowana, dynamiczna, pewna siebie. Perfumy, glowny bohater reklamy, wisza nonszalancko na przerzuconym przez ramie bacie i kolysza sie w rytm krokow. Meski element, ktory tak bardzo przeszkadza mi w wiekszosci reklam perfum (glownie jako niedpowiedziany odbiorca) tutaj jest nieobecny. Zawsze, gdy widze ta reklame, mysle sobie, ze taka wlasnie chce byc: niezalezna i pewna swojej drogi. Rozowy krajobraz tez nie zaszkodzi ;)

       

      Do tego perfumy maja tez obledna nazwe, nie jakies Zadory czy inne pocaluj-mnie-w-pupe, ale Kelly Caleche, zbitka powstala z polaczenia nazwy najslynniejszej torby Hermesa, Sac à dépêches, ktora pojawila sie na zdjeciu z 1956 roku w towarzystwie Grace Kelly, podobno zakrywajacej torba ciazowy brzuszek, na okladce magazynu Life. Torba stala sie bardzo popularna, a Hermes zmienil jej nazwe na obiegowo funkcjonujaca od czasu publikacji fotografii "Kelly". Calèche natomiast to typ powozu (Hermes ma w logo powoz, ale innego typu), oraz nazwa chyprowego aldehydu, stworzonego w 1961 roku przez Guy Robert. Torba, powoz, zapach. Nic dziwnego, ze perfumy maja w sobie ledwo wyczuwalna nute skory... Jednak to niewazne. W wypadku tak dobrych zdjec sam zapach schodzi na dalszy plan (w moim wypadku, wybaczcie zboczenie zawodowe, to prawdziwy komplement). 

       

       

       

      (foto - internet)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Hermes, Kelly Caleche foto”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 15 października 2011 16:17
  • piątek, 14 października 2011
    • Kruidvat Pure&Nature, Anti-Age Facial Tonic

      O tym toniku bylo kilka notek temu, teraz tylko na szybko rozwine mysl.

      Kruidvat seria naturalnaNie bede udawac, ze znam sie na skladnikach na tyle, zeby na pewno ocenic, czy taki sklad jest bardzo naturalny czy nie - nie musze zreszta, bo tonik ma BDIH, czyli najbardziej liczacy sie z naturalnych certyfikatow.

      A sam sklad wyglada tak:

      water, glycerin, fragrance**, sodium lactate, bambusa vulgaris leaf/stem extract, vanilla planifolia fruit extract, lactic acid, ginkgo biloba leaf extract, camellia sinensis leaf extract*, tannic acid.

      **from natural essential oil

      *from natural organic agriculture

       

      i jest prosty jak budowa cepa, ma prawie polowe skladnikow naturalnych, ale zupelnie niepotrzebnie na wysokiej pozycji zapach, przez ktory tonik byl dla mnie dosc sporym wyzwaniem, bo malz wyczuwal go z odleglosci paru metrow. Zapach sam w sobie ladny i oryginalny (duzo wanilii), niemniej chyba niepotrzebny. Co prawda nie wiem, co powoduje, ze jest on anti-aging (gliceryna jako nawilzacz starszych=suchszych cer, czy kwas mlekowy?). Ale poza tym, bardzo mily i lagodny produkt za smieszne pieniadze, wiec jak bedziecie sie wybierac do NL i pozadacie tanich naturalnych kosmetykow, warto o nim pamietac.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 14 października 2011 15:26
  • środa, 12 października 2011
    • Vaseline Intensive Care Hand&Nail

      Prawde mowiac, nie lubie tego kremu. Dostalam wielka butle (400ml!) od bylego szefa, ktory kupowal ja do firmy (praca na chemikaliach, przez co nasze rece byly w zlym stanie; co prawda, kremu na zakladzie nie dalo sie uzywac, bo grzebalismy w archiwalich, do ktorych trzeba miec wyszorowane lapy). Szefa nie lubilam, nie polubilam tez kremu, pewnie przez zwykle przeniesienie, bo sam w sobie nie jest zly - lekki (chyba dlatego szef-mezczyzna go lubil), dobrze sie wchlania, niemniej nie dziala na rece tak, jak powinien. I tak sobie stal i stal w lazience, az ostatnio mnie tknelo, ze choc nie ma na nim daty waznosci, nie pracuje w tej firmie od tak dawna, ze musial sie juz przeterminowac.

       Vaseline krem do rak

      Co ciekawe, wyglada na to, ze sklad sie nie zmienil (przed chwila sciagnelam go ze strony sklepu):

       

      Aqua, Stearic Acid, Dimethicone, Coco-Carylete/Caprate, Cetyl Alcohol, Triethanolamine, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Sorbitol, Di-glycerin, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Petroleum, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Glycol Stearate, Stearamick AMP, Aloe Barbadensis, Hydrolysed Milk Protein, Lactic Acid, Phospholipids, Magnesium Aluminium Silicate, Carbomer, Parfum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Methylparaben, Propylparaben, Bezyl Benzoate, Bezyl Silicylate, Butylphenyl Mthylpropional, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroisohexyl, 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, Cl 16255.
      

      sklad wyglada na dobry, i doprawdy, powinnam sie do niego bardziej przekonac w swoim czasie. Co ciekawe, producent jest dumny z dodatku AHA (Lactic Acid), i przyznam, zaskoczyl mnie on w kremie do rak z supermarketu (bardziej spodziewalabym sie AHA w jakims wypasionym kremie przeciwstarzeniowym do rak za ciezkie pieniadze). A jednak, coz, najwyzsza juz pora sie z nim pozegnac.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Vaseline Intensive Care Hand&Nail”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 12 października 2011 11:15
  • poniedziałek, 10 października 2011
    • Aldi Biocura krem do rak

      Ja wiem, ze ten blog zamienia sie powoli w kryptoreklame Aldiego, ale nie moglam sie powstrzymac: krem Biocura do rak. Tzw chodzacy ideal: lekki, nielepki, ale puchaty i tresciwy, a z rekoma robi cuda - przy moich ostatnich problemach ze skora byl niezastapiony. Do tego jest w opakowaniu z wielkim, bardzo wygodnym w uzyciu dozownikiem. ChybALDI KREM DO RĄKa dla samej przyjemnosci uzywania dozownika nakladalam go co godzine :) Kosztowal szalona kwote 1.49euro, czyli jakies 6zl, aczkolwiek jego pojemnosc to tylko 50ml.

      Niestety, jak na tak krotki sklad, imonujaca ilosc miejsca zajmuja parabeny, czego szczegolnie w kremie do rak nie lubie, bo predzej czy pozniej dotykam jedzenia (a najczesciej predzej). W tym wypadku jednak wybaczam, od dawna nic tak nie ulzylo mojej skorze rak:

      Sklad:

      Aqua, Ethylhexyl stearate, glycerin, glyceryl stearate, glyceryl stearate citrate, stearyl alcohol, butyrospermum parkii buter, panthenol, parfum, carbomer, sodium hydroxide, phenoxyethanol, methylparaben, butyl paraben, ethylparaben, propylparaben, isobutylparaben. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 października 2011 16:01
  • niedziela, 09 października 2011
    • Kruidvat, tea tree seria

      Bardzo, ale to bardzo lubie czysty olejek z drzewa herbacianego - malo co tak skutecznie i lagodnie rozprawia sie z "niespodziankiami" na mojej twarzy. W zwiazku z ta miloscia, zakupilam cala serie Tea Tree z TBS, ktora okazala sie kompletnym, i bardzo drogim, niewypalem.

      W zwiazku z powyzszym, z mocno podkopana wiara w dzialanie olejku w kosmetykach, nabylam w jakiejs promocji typu 1+1 serie z tutejszego Kruidvata. Juz nadziendobry seria wygladala lepiej, niz z TBS, bo byla (nie przesadzam) prawie 10 razy tansza (kosmetyki oscyluja w granicach 1-3 euro). I duzo lepiej, niz TBS, dzialala.

       

      Kruidvat seria z zielona herbata

      Kosmetyki sa w szklanych, ciemnych opakowaniach, co moze nie jest najwygodniejsze ani az tak w tym wypadku konieczne, jednak nie sposob nie docenic gestu producenta. Ja jednak nie doceniam, i namietnie przelewam do plastikow. Najlepiej z dozownikiem.

       

      Aktualnie wykanczam opakowanie zelu do mycia: nie podrazniajacego, nie wysuszajacego, o delikatnym zapachu, delikatnie tonujacego potencjalne problemy. Bez fajerwerkow, ale i bez narzekan. Myje nim paszcze rano, bo na wieczorny demakijaz jest za delikatny. Niemniej, nie wykluczam, ze to wlasnie on jest odpowiedzialny za acne-free stan mojej geby.

       

      Sklad: aqua, sodium laureth sulfate, PEG-120 Methyl glucsse dioleate, PEG-200 hydrogeneted glyceryl palmitate, disodium lauroamphodiacetate, melaleuca alternifolia oil, betaine, PEG-7 glyceryl cocate, phenoxyethanol, sodium chloride, propylene glycol, panthenol, citric acid, methylparaben, hydrolyzed wheat protein, hamamelis virginiana extract, isopropyl alcohol, cucumis sativus extract, faex extract, ethylparaben, butylparaben, sorbitol, 2-bromo-2-nitropropane-1,3diol, propylparaben, isobutylparaben, chamomilla recruita extract, parfum, potassium sorbate, disodium edta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 października 2011 15:51
  • sobota, 08 października 2011
    • Derma roller

      Wszyscy maja roler, mam I ja. O rolkach slyszalam na kilku forach, w koncu kupilam w zeszlym roku od mojej kosmetyczki, bardzo podekscytowanej rolkami i ich dzialaniem. Liczylam na to, co wszyscy: zmniejszenie blizn, poprawe gestosci skory, lepsza penetracje skladnikow kremow.

      derma roller 

      Moja rolka to Medik8, tytanium, 3mm (czyli rolka dla takich jak ja cieniasow i cykorow), na tyle duzo, by dac delikatny efekt, nie na tyle jednak, by uzywanie jej sprowadzilo sie do krwawej jatki. Powoli dojrzewam jednak do dluzszych igiel ;) Bo moj roler owszem, poprawia kondycje skory, jednak jest to nadal w kategorii pewnej poprawy, a nie widowiskowych rezultatow. Jednak efekty sa widoczne: skora robi sie promienna, zdrowsza, odzyskuje ladny, swiezy koloryt i te charakterystyczna “zbitosc”, ktora staruszki w moim wieku powoli zaczynaja tracic.

       

       

      Moja glowna nadzieja, czyli redukcja chomikowych obwisow I blizn nie spelnila sie w widowiskowy sposob, ale mysle, ze to glownie przez za mala czestotliwosc (teoretycznie raz/dwa w tygodniu, w praktyce, jak wpadne w wir pracy, zapominam o rolce na tygodnie), oraz zbyt krotkie igly. I byc moze tez technike: choc na bokach twarzy, gdzie mam blizny, roluje z pelna moca, dosc szybko mnie ta przygoda nudzi, I po paru minutach daje spokoj. Zasadniczo powinno to starczyc, bo producent zaleca po 10 pociagniec na miejsce, a mam wrazenie, ze robie wiecej, jednak w porownaniu z tym, co czytam na forach (godzinne rolowania) takie parominutowe przeoranie twarzy wypada dosc slabo. Wrazenia bolowe: rolka nie jest za bardzo bolesna, poza, ku mojemu zaskoczeniu, okolicami czola, gdzie musze sie przymuszac do rolowania i gdzie nie wyrabiam normy 10x. Natomiast okolice nosa czy policzki, co do ktorych mialam obawy, moge rolowac do upadlego.

      derma roller 

       

      A sama technika? W zasadzie podazam za zaleceniami producenta. Przed rolkowaniem spryskuje rolke Octaniseptem, I przecieram wacikiem z tymze samym srodkiem dokladnie umyta twarz.

      Pod rolke I po rolce daje serum Image, na wyrolowana buzie ichni krem, bo sa bez konserwantow i maja przyjazny, naturalny sklad. Do tego krem Image przechowuje w lodowce, dzieki czemu przyjemnie lagodzi podrazniona skore.

      Samo rolowanie przeprowadzam dlugimi pociagnieciami I malymi krzyzykami w roznych kierunkach, probujac sie upewnic, ze skora jest zaatakowana pod kazdym katem I na calej powierzchni. I dociskam ;), choc producent sugeruje delikatnosc.

      Po rolkowaniu myje rolke goraca woda, I znow spryskuje Octaniseptem, tak, jak zaleca producent. Nastepnie susze rolke w otwartym opakowaniu (ma taki sprytny “stojaczek”, dzieki ktoremu glowka z ilgami wisi w powietrzu). Ot, wszystko. Skora jest zaczerwieniona przez pare godzin, moze nawet nie tyle. Do rana nie ma sladu. Co prawda producent zaleca stosowanie codziennie (chyba, ze na poczatku wystepuje podraznienie, wtedy wolniejsze przyzwyczajanie skory). I pewnie przy takiej czestotliwosci rolka dzialalaby lepiej... Jednak i tak nie narzekam, czekam tylko na okazje zakupienia dluzszych igiel.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Derma roller”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 08 października 2011 13:59
  • piątek, 07 października 2011
    • Lancome, Pop N'cheeks

      Przed samym, samiutenkim banem na zakupy poplenilam w stacjonarnym Ici Paris wyprzedazowy roz Lancome, Pop N'cheeks, z ubieglorocznej limitowanki.

      Lancome Pop N'cheeks

      Roz jest przepiekny i dokladnie taki, jakiego szukalam. Poniewaz najlepiej mi w rozowych rozach, namietnie takie kupuje, jednak raz na jakis czas potrzebny jest tez bardziej neutralny kolor. Moj problem z neutralnymi rozami jest  jednak taki, ze najczesciej wpadaja nieco w cegle, a jakiekolwiek cieple odcienie dodaja mi z 10 lat. I tu idealnie wstrzela sie owo Lancome, bo jest kombinacja rozu i brzoskwinki. Pozlotka, ktora z niewiadomych przyczyn pokrywala czesc kolorow, zeszla z pierwszym pociagnieciem pedzla - na zdjeciu dla demonstracji usunieta z czesci srodkowej (ta roznica w kolorze w dolnym prawym rogu to wlasnie musniety pedzlem brokat).

       

      Niestety, i zastanawiam sie wciaz, czy go nie reklamowac, roz jest bardzo twardy i ciezko sie nabiera. I deczko kamienieje. Review w internecie opowiadaja o latwosci aplikacji, wiec sie zastanawiam, czy nie trafil mi sie ferelny egzemplarz. Mam dodatkowo wrazenie, ze czesc kolorow lapie sie na pedzel latwiej, co nie jest zle, bo dzieki temu mam bardziej neutralny dla mnie kolor, ale troche sie obawiam, co bedzie pozniej, i czy mi za jakis miesiac czy dwa nie skamienieje do reszty? W koncu roz za 50 euro powinien sie zachowywac przyzwoiciej, nawet kupiony za pol ceny... Dam mu jeszcze tydzien, i zobaczymy...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Lancome, Pop N'cheeks”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 07 października 2011 11:01
  • czwartek, 06 października 2011
    • Herome lakier do paznokci Dakar 107

      herome lakier do paznokci

       

      Nie wiem, czy ta firma jest w PL znana, ale chyba nie: Herome, holenderski potentat pielegnacji paznokci.

       

      Marka ma bardzo mily zwyczaj rozdawania lakierow: dwa razy w roku, zamiast wyprzedazy, organizuje dla posiadaczek karty Douglasa darmowy manicure z jednym lakierem do wyboru. I w ten sposob stalam sie posiadaczka pieknego fioletu Dakar 107 (mozna go zobaczyc, w towarzystwie pozostalych kolorow, tutaj).

       

      Na widok ktorego juz na moich lapach szanowny moj malzonek zapytal uprzejmie, kto mi to zrobil i czy na pewno dobrze sie czuje. Oraz wysnul teorie dotyczaca bezsensu malowania paznokci na kolory, ktore "w naturze" oznaczaja problemy zdrowotne ("no bo taki kolor na paznokciach to jest alarmujacy, a nie ladny"). Mi tam sie podoba, ten odcien fioletu ladnie wspolgra z zoltawa cera, jak moja, i jest bardzo dynamiczno-optymistyczny.

       

      Lakiery sa ze sredniej polki cenowej, na ktorej tle wypadaja dobrze: trzymaja sie na paznokciach dlugo (to moj trzeci lakier tej firmy), i zupelnie nie odpryskuja. Dla mnie najwieksza zaleta jest to, ze nakladaja

      herome lakier do paznokci

      sie bez smug, do czego mam wyjatkow szczescie. Opakowania sa male, 7ml, ale zasadniczo mi to nie przeszkadza, z zasady nie wykanczam lakierow do dna, predzej sie przeterminowywuja.

       

       

      Tak wyglada fota oddajaca lepiej kolor (jakos nie udalo mi sie zlapac dobrego swiatla majac go na pazurach):

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Herome lakier do paznokci Dakar 107”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 października 2011 10:52
  • środa, 05 października 2011
    • Kosmetyki ekologiczne

      Kosmetyki naturalne - zastanowilam sie ostatnio nad tym, co rozumiem przez ten termin. A wlasciwie bardziej, co rozumieja  przez niego producenci. Jak wiadomo (albo i nie), nie istnieja obecnie przepisy regulujace co mozna, a co nie, nazwac naturalnym/ekologicznym/organicznym kosmetykiem. Na rynku panuje wiec prawdziwa wolna amerykanka, z ktorej, jak zwykle, korzystaja producenci, zarowno mocno naginajacy fakty i nazywajacy naturalnymi kosmetyki ktore moze maja w skladzie jeden czy dwa naturalne skladniki (typu woda, hehe), oraz ci rzeczywiscie produkujacy produkty naturalne, ale bardzo czesto sprzedajacy je w wygorowanych cenach.

      Zasadniczo, z tego, co wyczytalam w sieci, kosmetyki naturalne nie musza miec w skladzie samych naturalnych substancji (aczkolwiek oczywiscie ich ilosc jest tu pewna wytyczna), natomiast nie powinny miec:

      - skladnikow pochodzacych z ropy naftowej

      - skladnikow pochodzacych z  formaliny

      - skladnikow pochodzacych z oleju silikonowego

      Nie powinny miec takze substancji odzwierzecych (poza lanolina i woskiem pszczelim, a wg innego kryterium - skladnikow pochodzacych z martwych kregowcow). Inni dodaja tez brak talku, parabenow, SLS, propylene glycol. Kosmetyki naturalne powinny tez byc GMO free, czyli bez skladnikow modyfikowanych genetycznie. Tak przynajmniej wynika z przypadkowej czesto wiedzy internetowej - ciekawa jestem, jak zapatruja sie na to prawdziwi specjalisci czy eko-maniacy?

      Pomijajac jednak specjalistyczna wiedze, mozna zalozyc, ze naturalne kosmetyki to na dzien dzisiejszy: jak najwiecej skladnikow pochodzacych z roslin i mineralow, jak najmniej syntetykow.

       

      Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana w wypadku kosmetykow organicznych, ktorych skladniki nie tylko powinny byc naturalne, ale jeszcze dodatkowo w wiekszosci powinny pochodzic z upraw ekologicznych. Czyli poza czytaniem skladu, by upewnic sie, ze kosmetyk rzeczywiscie ma malo substancji chemicznych, dochodzi jeszcze odcyfrowanie etykiety i wszystkich tych gwiazdek i odnosnikow, precyzujacych, co w skladzie pochodzi z plantacji eko, oraz ekocertyfikatu, ktory takowy produkt powinien miec na opakowaniu. I pozniej wlasna kalkulacja, czy taka to a tak ailosc ekologicznych skladnikow rzeczywiscie odpowiada naszym zdaniem kryterium eko, czy nie.

       

       

      W praktyce, szczegolnie, od kiedy robie zakupy z juniorem i nie mam mozliwosci wczytywania sie w etykiety, stosuje dwie metody:

      a) zaufane (niestety, oznacza to: drogie) firmy typu Weleda, ktora namietnie kupuje w wersji "dla dzieci";

      b) upewnienie sie, ze na opakowaniu jest znaczek certyfikatu.

      certyfikat ekologiczny

      I tu mam pewna zagwozdke, bowiem poza dwoma najbardziej znanymi certyfikatami, czyli pochodzacym z Francji ECOCERT (link odsyla do Wikipedii) i niemieckim BDIH, oraz dynamicznie sie rozwijajacym NaTrue*, zupelnie sie gubie w pozostalych, mniej popularnych oznaczeniach. Malo tego, mam nieodparte wrazenie, ze czesc firm tworzy wlasne ozdobniki,  imitujace wygladem certyfikat ekologiczny - w koncu nikt sie oficjalnie nie moze przyczepic do jakiegos tam znaku graficznego z napisem typu True to Nature. Oczywiscie, zdazaja sie tez pozytywne zaskoczenia: zakupiony za mniej niz 2 euro w tutejszym odpowiedniku Rossmana, Kruidvacie, tonik do twarzy z naturalnej serii okazal sie miec wyzej wspomniany certyfikat BDIH, gwaranta "naturalnosci".

       

       

      * kosmetyki posiadajace NaTrue z automatu maja tez miec BDIH. NaTrue dodatkowo przydziela jedna, dwie lub trzy gwiazki widoczne w logo, zaleznie od stopnia naturalnosci produktu. Opis poszczegolnych kategorii po polsku mozna znalezc tu.

       

       

      Wiecej o naturalnych kosmetykach na przyklad tutaj: 

      http://www.jaworek.net/kosmetyki/kosmetyki_naturalne.php

      strona producenta, aczkolwiek ma dobre, lopatologiczne wyjasnienia:

      http://www.phenome.pl/pl/main/baza-wiedzy-phenome/o-naturalnych-kosmetykach/co-to-znaczy-naturalny

      a tutaj mozna poczytac o certyfikatach:

      http://www.zdrowe-kosmetyki.pl/certyfikaty.php

       http://bioeco.pl/content/7-certyfikaty-ekologiczne

      http://kobieta.wp.pl/kat,26369,page,2,title,Tajemnicze-certyfikaty,wid,13564155,wiadomosc.html?ticaid=1d244

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kosmetyki ekologiczne”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 05 października 2011 12:06
  • wtorek, 04 października 2011
    • Diadermine, cotton cleaning pads

      Znow zapadam na niedoczas. Doba ma za malo godzin, z niczym nie nadazam. Nie, zebym miala poczucie pedu – najmniej wazne rzeczy, na przyklad sprawdzanie maila, po prosu sa skreslane z listy. Zostaje niezbedne minimum I spokojny czas spedzany z poduszeczki czyszczacejuniorem na dywanie. Dobrze, ze sa te momenty ;) I dobrze, ze jest ich tak duzo ;)

       

      A poki co, w ramach pakowania sie na koleny wyjazd sluzbowy, przypomnial mi sie najgenialniejszy wynalazek swiata: poduszeczki do czyszczenia paszczy. Oczywiscie, zuzylam ostatnia zanim zrobilam jej zdjecie, musicie wiec polegac na rysunku z opakowania. Idea jest prosta: flizelina wypelniona granulkami, ktore pod wplywem wody pienia sie jak szatan. Jako, ze zmywa sie buzie calym ustrojstwem, dziala toto na zasapoduszeczki czyszczacedzie jednorazowej gabki z silnym detergentem. Na codzien bym sie nie odwazyla, ale na wyjazdy jest to super rozwiazanie: zajmuje malo miejsca (nie trzeba targac mleczka I zelu do zmywania twarzy, oraz wacikow), zmywa dowolna liczbe warstw z paszczy, w tym kazdy, najbardziej tlusty filtr, I jest Ryanair proof, bo nie kwalifikuje sie do kategorii “plyny” (znaczy sie mozna je zabrac w podrecznym nie marnujac limitu na plyny). Nie nadaje sie do oczu, bo szczypie, ale tu zawsze mam przy sobie mini dwufaze, bo mleczka I tak mnie nie domywaly. To moje drugie opakowanie, I mam nadzieje, ze nigdy ich nie wycofaja ze sprzedazy. Poki co, zakupilam podobny wynalazek Cleanica, niestety, nie dorasta tym do piet (wogole sie nie pieni, wiec nie daje rady mojemu nagebnemu torcikowi pt jestem-stara-tapeciara: serum/filtr/podklad/matowacz/puder/brazer/roz).

       

      Sklad: Disodium lauryl sulfosuccinate, citric acid, sodium bicarbonate, talc, cocamidopropyl betaine, aqua, sodium chloride, silica, parfum, aloe barbadensis. 

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 października 2011 17:32
  • poniedziałek, 03 października 2011
    • Gulivere, preparat ochronny z propolisem G12

      Nie wiem, dlaczego, ale zupelnie sie nie dogadalam z tym kremem do rak (i stop i roznych innych). Moze dlatego, ze nastawilam sie na kosmetyk bezzapachowy, a on zapach a i owszem, ma?

      Gulivere preparat z propolisemKosmetyk, pardon: PREPARAT G12, pochodzi z polskiej niszowej firmy Gulivere-Polska, rozprowadzajacej swoje produkty dosc dziwnymi drogami (moja mam zakupila tenze krem i kilka innych na bodajze targach kamienii). I o ile kremy dotwarzowe sa calkiem przyjemne i maja naprawde fajne opakowania (jak kremu, ale wychodzi on z opakowania dopiero po nacisnieciu wieczka, ktore jest przytwierdzone na stale - taka hybryda dozownika), do tego sa bezzapachowe, o tyle ten do rak, mimo fajnego skladu, jakos mnie nie zachwycil. Do tego stopnia nie, ze wlasnie laduje, przeterminowany, w koszu.

      Krem, szczegolnie jak na specyfik ochronny, jest bardzo lekki. Ta wodnista konsystencja powoduje, ze sie nie lepi, ale i przez to chyba nie dziala na skore az tak, jakby mogl. NIe wyobrazam sobie na przyklad, by, jak chce producent, przeciwdzialal pekaniu naskorka na pietach (a zeby nie byc goloslowna: przetestowalam, nie dziala). Ot, lekki preparacik, ktory, gdyby nie zapach, dzialajacy mi na nerwy, i obietnice producenta, ktore nie zadzialaly na nic, odebralalabym znacznie przyjemniej: 

      Aqua, Oleyl Erucate, Dicaprylyl Ether, Octeryl Stearate, Vinis Vinifera, Cocos Butter, Glicol Stearate, Cera Alba, Propolic, Glicol Propylen, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol Petrolatum, Carbomer, Phenova, Tea, Parfum.

      Ogolnie firma gdona uwagi, bo kosmetyki nie maja za skomplikowanych skladow, zdaja sie byc bez parabenow, a do tego sa rodzime... (o tym, ze z Lodzi to juz nawet nie bede pisac). A do tego ten akurat krem to 12 zl za 125 ml. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 października 2011 17:09
  • wtorek, 20 września 2011
    • Okrropna reklama Burberry Body

      Pojawila sie reklama nowego zapachu Burberry, Body. W zalozeniu mamy byc tutaj zaskoczeni wyrafinowanym layeringiem znaczen, bo nazwa zapachu, "cialo", pozwala odkryc kolejne "cialo", tym razem nalezace do Rosie Huntington-Whiteley.

      Burberry body

      Pomijajace caly ten pseudo-intelektualizm, czy tylko ja widze na zdjeciu nieapetyczna modelke w pozie, ktora odbiega od wyobrazenia wdzieku czy klasy (tutaj, podobno, sugerowanej trenczem Burberry), a kojarzy mi sie z magazynami dla panow? I czy tylko mnie nie podoba sie sprowadzenie kobiety do nagiego, oczekujacego (i wychudzonego...) ciala? Ciala ktore poza cialem nie ma juz innej tozsamosci? Zwroccie uwage na wzgorek lonowy - czy naprawde wyglada on apetycznie? I czy ja chce byc epatowana podbrzuszami innych kobiet w seksualnych pozach?

      Drogie Burberry, naprawde, mozna to bylo rozwiazac w bardziej subtelny sposob. Taka Helen Mirren na przyklad. Albo Monica Belluci, nawet w czarnym golfie nadal bylaby chodzaca definicja cielesnosci, a przy okazji pozwolilaby utozsamic sie z perfumami roznym grupom wiekowym. Ktore to grupy, a przynajmniej ta jednoosobowa, do ktorej naleze ja sama, mowia zdecydowane nie produktom, ktore cofaja nas do lat 60tych i seksownych Szwedek w co drugiej reklamie. Wstyd, zeby cos takiego wypuszczac w XXI wieku...

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Okrropna reklama Burberry Body”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 września 2011 09:57
  • poniedziałek, 19 września 2011
    • Cien Sensitive Body Lotion (Lidl)

      Jak bardzo, bardzo lubie kosmetyki z Aldiego, tak tym z Lidla mowie zdecydowane nie.

      Najwiekszym rozczarowaniem byl dla mnie Lidlowy balsam do ciala Cien Sensitive Body Lotion. Podobno z mocznikiem, podobno dla osob z egzemami i dla diabetykow. No ja nie wiem, z moja zasadniczo normalna skora sobie  nie poradzil, i to przez dwa opakowania, bo w szale radosci, ze oto tani, supermarketowy balsam i BEZ ZAPACHU, kupilam dwie butle, a pozniej przez miesiace nie moglam ich wykonczyc.

      Lidl, Cien Sensitive Body Lotion balsam do cialaBrak perfum jest jedyna dobra rzecza, ktora mozna o tym produkcie powiedziec. Najgorsze jest to, ze poza brakiem nawilzenia, balsam nie dawal o sobie zapomniec, bo mimo lejacej konsystencji mleczka, wchlanial sie godzinami a jeszcze dluzej - lepil. Nigdy wiecej.

      sklad z mojego punktu widzenia laika nie jest zly - nie ma parabenow, ma bardzo wysoko mocznik, a jednak, coz, jak wyzej:

      aqua, urea, glycerin, caprylic/capric trigliceryde, dicaprylyl ether, dicaprylyl carbonate, arginine, cetearyl alcohol, potassium cetyl phosphate, lactic acid, cetearyl glucoside, glyceryl stearate, phenoxyethanol, panthenol, xanthan gum, methylparaben, dimethicone, sodium anisate, sodium levulinate, sodium cetearyl sulfate, benzoic acid, dehydroacetic acid, sodium hydroxide, tocopherol.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Cien Sensitive Body Lotion (Lidl)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 września 2011 13:29
  • sobota, 17 września 2011
  • piątek, 16 września 2011
    • Essence colour&shine eyeshadow, 09 Trip to venus

      Jeszcze przed banem zakupowym przyuwazylam w IciParis, oczywiscie w koszyku wyprzedazowym, jasno rozowy, pojedynczy cien Lancome, w towarzystwie drugiego, bardzo ciemnego fioletu. Stwierdzilam, ze ich nie kupie – w koncu testowalam wlasne mozliwosci a-zakupowe, ale wiedziona jakas dziwna potrzeba na szybko machnelam oba na oczy (z testerow i palcami). Mimo metody aplikacji, przez caly dzien nie moglam sie na siebie napatrzec. Cienie mialy idealny kolor, dzieki ktoremu moja nijaka teczowka zyskala jakies 80% nasycenia kolorem. Przy najblizszej okazji, pare dni pozniej, kurcgalopkiem wpadlam do Ici, tylko po to, by dowiedziec sie, ze jasny cien zostal sprzedany. Po zmuszeniu pani do przegrzebania stoiska i zaplecza*, zrezygnowana kupilam sam fiolet (jak widac, odwyk jest mi naprawde potrzebny) po czym rozpoczelam zakrojone na szeroka skale poszukiwania jasnego rozu o odpowiedniej temperaturze. Jak zawsze, skonczylo sie na szafie Essence, ale niestety, pod wzgledem efektu kolorystycznego do Lancome jest jej daleko.

      Catrice cien do powiekKupilam dwa cienie, dzis bedzie o wypiekanym, Essence colour&shine eyeshadow, 09 Trip to venus. Cien bardo atrakcyjnie wyglada w opakowaniu, problem z mozaikami polega jednak na tym, ze ostateczny wyglad na oku jest nieprzewidywalny przed zakupem. Takie troche jajko z niespodzianka, bo wymieszanie az tylu kolorow jest zasadniczo loteria  a wiadomo, przeciagniecie palcem po testerze nijak ma sie do tego, jak cien bedzie wygladal po obrobce pedzlem i naniesieniu na powieke. Tak tez bylo I w tym wypadku: cien jest duzo bledszy niz wskazywalby na to kolor w opalkowaniu, do tego jest tez malo nasycony. Jest dosc lotny I lekki, co nie ulatwia nakladania, niemniej, przez brak nasycenia nie jest tez strasznym problemem, bo niespecjalnie go widac. Sama jeszcze nie wiem, co o nim do konca myslec, poza tym, ze nie jest to to, czego szukalam i nie za bardzo wiem, do czego go uzywac – na baze jest za jasny, na rozswietlacz za ciemny I za transparentny.

      W pewnym sensie widac tu dlaczego wole kupowac w perfumeriach niz w sieciowych drogeriach: dwa cienie Essence to jakies 4 euro, czyli polowe mniej, niz wyprzedazowe Lancome. Lancome jednak moge w perfumerii spokojnie nalozyc na oczy (zdezynfekowanym pedzlem czy jednorazowym aplikatorem), przy duzym, oswietlonym lustrze, gdzie nikt mnie nie nie puka w plecy przechodzac waskimi alejkami sklepu. Dzieki temu nie kupuje kota w worku, jak ma to miejsce w wypadku Essence, gdzie dorwanie sie do testera oznacza walke wrecz z 13latkami non stop okupujacymi szafe, do tego sklep nie ma pedzli ani luster. Teoretycznie zaoszczedzilam kilka euro, ale tak naprawde to ani nie mam wydanych pieniedzy, ani wymarzonego koloru. Ot, refleksja "sprzed odwykowa".



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 16 września 2011 11:02
  • czwartek, 15 września 2011
    • The Body Shop, Honey Moisturising Shampoo

      Różne są szkoły mycia głowy: ja akurat jestem wyznawcą opcji "bez SLS" (ale broń Boże nie w wariancie szamponu dla dzieci). Co prawda, bez SLSową pielęgnację dla dorosłych znaleźć jest trudno, ale prawie każda drogeria ma coś w ofercie - ku mojemu zaskoczeniu nawet The Body Shop, pod postacią Honey Moisturising Shampoo dla włosów suchych, uszkodzonych i traktowanych chemią. Moje akurat nie pasują do żadnej z tych kategorii (niefarbowane, tłuste i nawet nie traktowane stylingiem), niemniej z tym szamponem polubiły się bardzo. Tak bardzo, że koniec 400ml butli powitałam bez charakterystycznego dla wykańczania opakowań poczucia ulgi.

      The Body Shop szamponSzampon nie podrażnia skóry głowy, to po pierwsze i dla mnie najważniejsze. Nie powoduje też nadmiernego przetłuszczania (plus drugi), choc nie jest zupelnie obojetny, jak Yes! To carrots. Dość dobrze kondycjonuje włosy, nie aż tak, jak powinien wg producenta, ale na stosunkowo dobrym poziomie - w koncu to szampon, nie odzywka, ma jednak w skladzie dosc wysoko gliceryne i miod, a dalej oliwe z oliwek i inne oleje. Zasadniczo jest to lagodny, niedrazniacy szampon, i wolalabym, by jako taki byl sprzedawany, bo jako posiadaczka tlustej skory glowy dosc dlugo i niepotrzebnie sie lamalam przed kupieniem go.

       Sklad ze strony TBS, jak widac, producent odrobil prace domowa za mnie, rozpisujac calosc skladnikow (swoja droga, chwalebna praktyka i mam nadzieje, choc niewielka, ze inni producenci za nim podaza...)

       

      Edit: porducent odrobił, ale nie do końca, bo sklad z mojej butelki jednak się różni od tego z amerykańskiej strony... poniżej wersja mojobutelkowa.

       

      Skład: Aqua (Water) (Solvent/Diluent), Sodium Cocoyl Isethionate (Surfactant), Stearic Acid (Emulsifier), Mel (Honey (Mel) (Natural Additive), Lauryl Betaine, Glycerin (Humectant), Cocamide DEA, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Coconut Acid, Acrylates Copolymer (Viscosity Increasing Agent), Sodium  Isethionate (Surfactant), Phenoxyethanol (Preservative), Bertholletia excelsa (Brazil Nut Oil) (Emollient), Cetearyl Alcohol (Emulsifier), Olea europaea (Olive Oil) (Emollient), Panthenol, Benzyl Alcohol (Preservative), Parfum (Fragrance), Tocopheryl Acetate, Phenyl Trimethicone, Methylparaben (Preservative), Hydrolysed Wheat Protein PG-Propyl Silanetriol, Coumarin, Polyquaternium-7 (Hair Conditioner), Butylphenyl Methylpropional (Fragrance Ingredient), Linalool (fragance ingredient), Wheat Amino Acids (Hair Conditioning Agent),  Tocopherol (Antioxidant), Linalool (Fragrance), Disodium EDTA (Chelating Agent), Butylparaben (Preservative),  Isobutylparaben (Preservative), Citric Acid, Sodium Chloride, Potasium Sorbate, barwniki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „The Body Shop, Honey Moisturising Shampoo”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 września 2011 08:09

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com