proznosc

Wpisy

  • niedziela, 29 stycznia 2012
    • Skin Food Facial Water Vita C (Cream)

      Jak wiedza Czytelnickzi tego bloga, nie przepadam za azjatyckimi kposmetykami, glownie dlatego, ze nie lubie kosmetycznych zakupow przez internet, a od niedawna takze ze wzgledu na kontrowersje dotyczace testowania naziwerzetach. Nie znam wiec za bardzo tego rynku, co nie zmienia faktu, ze jestem go ciekawa.

       

      Dzieki Elsie mialam mozliwosc przetestowania jednego z azjatyckich kremow, SkinFood - Facial Water Vita C (Cream). Krem przewija sie na blogach, podobnie jak sama firma.

       

      Skin Food Facial Water Vita CKrem byl bardzo przyjemny: lekki i dobrze sie wchlaniajacy, rzeklabym nawet az za dobrze, bo teraz, w sezonie grzewczym i po serii peelingow gabinetowych oraz wtracanym sporadycznie RetinieA moja skora jest dosc mocno odsuszona. I kazdorazowe nalozenie tego kremu konczylo sie tak, ze szlam sie dosmarowac czyms dodatkowym. Poza porannymi - bo krem ten idealnie nadaje sie jako baza pod filtry. Idealnie, bo zasadniczo jest to jeden wielki silikon, jezeli wziac pod uwage wrazenia przy nakladaniu - krem zachowuje sie nieco jak silikonowe bazy pod makijaz. Jako, ze ma tez sporo fajnych ekstraktow roslinnych, moim zdaniem warto po niego siegnac wlasnie rano i "pod". Mnie niestety silikony nie odzywiaja, stad musze nalozyc cos tresciwszego.

       

      Co mi sie natomiast w nim nie podobalo, to to, ze krem ktory ma w nazwie wit. C tak naprawde samej wit. C. nie zawiera. Toeretycznie, bogate w wit. C sa zastosowane tu wyciagi roslinne. Wit. C, jednak, poza tym, ze jest jedna z nabardziej dobroczynnych substancji dla naszej skory, jest tez bardzo nietrwala i szybko ulega rozpadowi. Do tego dochodzi podzial na lewo i prawo skretna wit C (akywna i nie-aktywna w skorze). Jezeli wiec zalezy nam na wit C, najlepiej moim zdaniem zaopatrzyc sie  w proszek witaminowy w ktoryms ze sklepow ze skladnikami (lub krem, albo raczej serum, ktore na pewno owa wit. C posiada).

       

      O samym skladzie mozecie poczytac tutaj, u Siulki.

       

      Skład: Water, Cyclopentasiloxane, Butylene Glycol, Glycerin, Euterpe oleracea Fruit Extract, Fragaria chloensis (Strawberry) Fruit Extract, Rubus idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Vaccinum macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Octyldodecyl Myristate, Dimethiconol, Phytosteryl/Behenyl/Octyldodecyl Lauroyl Glutamate, Acrylates/C10-20 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanoloamine, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Carbomer, Tetrasodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Methylparaben, Phenoxyethanol, CI 19140, CI 17200, Parfum.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 stycznia 2012 14:08
  • sobota, 28 stycznia 2012
    • Ocean Spa z algami i malachitem

      Uprzejmi nasi pracodawcy co prawda nie daja nam 13tki, ale dostajemy na swieta "male co nieco" . I w jednej z paczek pt "Wellness" znalezlismy taki oto zel pod prysznic Ocean Spa z algami i malachitem (?). Caly prezent byl pod kontem relaksu, eko i bio, ze zdziwieniem wiec obwachalam tenze zel, bo raz, ze nie bylo na nim zadnego certyfkatu ekologicznosci, dwa, ze jego sklad to:

       

      eko zel pod prysznic

      Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Sodium Lactate, Parfum, Sodium Benzoate, Polysorbate-20, Potassium Sorbate, Algae extract, Citronellol Propylene Glycol, Alpha-Isomethyl Ionone.


      Jak widac, algi za parfum, duzo wiec ich tam nie ma.

       

      A poza tym to bida z nedza. Producent zachwyca sie, ze zel nie ma parabenow! Nie ma kolorantow! Nie ma niczego z PEG! Nie byl testowany na zwierzetach (co nie jest zaskakujace, bo holenderskie prawo zabrania testowania kosmetykow na tychze). Przypuszczam, ze panie z HR robiace zamowienia na gwiazdkowe prezenty dla calego zakladu (pare tysiecy pracownikow) daly sie nabrac na owe ochy i achy ku uciesze producenta.

       

      W zelu nie ma niczego specjalnego. Nie udalo mi sie znalezc w skladzie malachitu, nie wiem, ktory skladnik moglby go zawierac, stawiam jednak na to, ze zaden. Do tego smierdzi toto w wyjatkowo przykry sposob, przypominajac mi won rozkladajacego sie ciala (taki slodki, mdlacy zapaszor). Z przyjemnoscia wywalam opakowanie do kosza. Szkoda, ze instytucje wydajace certyfikaty eko nie maja na tyle duzo srodkow, by promowac wlasne logo i kosmetyki z tymze, bo tak naprawde zyskuja na tym nie do konca uczciwi producenci, a traca, jak zwykle, ostatni w lancuchu pokarmowym, czyli my, klienci...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 28 stycznia 2012 13:22
  • środa, 25 stycznia 2012
    • Yves Rocher, Cure Solutions, Flash Mask

      Ta maseczka z YR byla jednym z ostatnich produktow, kupionych przed moim banem - 1 euro za sztuke (15ML), druga gratis, strach nie brac. Swoja droga, oferty tego typu zdaja sie pokazywac, jaka jest rzeczywista cena produkcji kosmetykow - jezeli YR oplaca sie sprzedawac 15ml za 1 euro, to dlaczego 50ml kosztuje 20 euro (w najlepszym razie, w promocji 50%, 10 euro? skoro 45ml mozna miec za 3 euro...).

      Yves Rocher Cure Solutions, Flash Mask Przechodzac do samej maski: sama nie wiem, co napisac. Maseczka bardzo mi sie spodobala - nawilza, jest delikatna, mialam wrazenie, ze skora wrecz ja spija, i ze mozna by stosowac ja jako krem ma noc, choc jest lekko lepka.

      A jednak sklad nie rzuca na kolana, ba, alkohol na tak wysokim miejscu trochu straszy:

      AQUA, GLYCERIN, ALOEBARBADENSIS LEAF JUICE, METHYLPROPANEDIOL, ALCOHOL, SODIUM POLYACRYLATE, PROPYLENE GLYCOL, SESAMUM INDICUM SEED OIL, MANGIFERIN, PARFUM/FREGRANCE, PHENOXYETHANOL, CINNAMOSMA FRAGRANS LEAF OIL, CAMELLIA SINESIS LEAF EXTRACT, BUTYLENE GLYCOL, MORINGA PTERYGOSPERMA SEED EXTRACT, LINALOOL, LIMONENE, METHYLPARABEN, CI 15985 (YELLOW), CI 16035 (RED 40)

      zwroccie tez uwage na pozycje parfum i wiekszosci wyciagow roslinnych, ktore dobrze sprzedaja produkt (Peptydy z drzewa Moringa!) tutaj jednak sa za zapachem, wiec tak troche, jakby ich nie bylo. W efekcie maske mozna porownac do smarowania sie alkoholowym roztworem aloesu z nawilzaczami.

      Ciekawa jestem, jak oceniaja ja inni?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Yves Rocher, Cure Solutions, Flash Mask”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 25 stycznia 2012 21:03
  • wtorek, 24 stycznia 2012
    • L'Oreal Solar Expertise Aktywny Fluid Przeciwzmarszczkowy do Opalania SPF 50+

      Nie wiem, czy toto jest jeszcze w PL dostepne (u mnie jak najbardziej): L'Oreal Solar Expertise Aktywny Fluid Przeciwzmarszczkowy do Opalania SPF 50+. Filtr stary, ale tak bardzo przypadl mi do gustu, ze przebrnelam przez co najmniej 3 zestawy - zestawy, bo kupowalam go w wersji bezbarwnej (czyli bialej) i barwionej (czyli mulatkowej) i mieszalam przed nalozeniem w zaglebieniu dloni. 

      L'oreal aktywny fluid przeciwzmarszczkowy

      Filtr mial zasadniczo duzo zalet: wchlanial sie calkiem niezle, nie migrowal (zanadto), nie przetluszczal w jakis zstraszajacy sposob. Do tego dawal sie latwo przymatowac skrobia w mieszance z roznymi pudrami. To wszystko nie na tyle, by obwolac go filtrem idealnym, jednak na calkiem niezlym poziomie. Niefajny (a zapewne dajacy te wlasnie latwosc uzytkowania) jest alkohol na naprawde wysokiej pozycji skladu, na szczescie niewyczuwalny. Od kiedy przesiadlam sie na Euceriny, nie planuje powrotu do Solar Expertise, aczkolwiek reszte opakowania dokonczylam z przyjemnoscia.

       

      Sklad:

      Wersja barwiona:

      Aqua, Cyclohexasiloxane, Octocrylene, Alcohol Denat., Dicaprylyl Carbonate, Isononyl Isononanoate, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Glycerin, Nylon-12, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Dimethicone, Propylene Glycol, PEG-30 Dipolyhydrostearate, Silica, Drometrizole Trisiloxane, Ethylhexyl Triazone, CI 77492, CI 77499, CI 77491 / Iron Oxides, CI 77891 / Titanium Dioxide, Disteardimonium Hectorite, Phenoxyethanol, Bis-Ethylhexylphenol Methoxyphenyl Triazine, Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid, Lauryl PEG/PPG-18/18 Methicone, Triethanolamine, Methylparaben, Diphenyl Dimethicone, Glycine Soja, Tocopherol, Pentasodium Ethylenediamine Tetramethylene Phosphonate, Vitreoscilla Ferment, poloxamer 407, Ethylparaben, Dodecene, Propylparaben, Limonene, Isobutylparaben, Butylparaben, Calcium Pantetheine Sulfonate, Linalool, Parfum.

      L'oreal aktywny fluid przeciwzmarszczkowy

      

      Wersja bezbarwna:

      Aqua, Cyclohexasiloxane, Octocrylene, Alcohol Denat., Dicaprylyl Carbonate, Isononyl Isononanoate, Titanium Dioxide, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Nylon-12, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Dimethicone, Silica, Propylene Glycol, PEG-30 Dipolyhydrostearate, Drometrizole Trisiloxane, Ethylhexyl Triazone, Phenoxyethanol, Bis-Ethylhexylphenol Methoxyphenyl Triazine, Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid, Lauryl PEG/PPG-18/18 Methicone, Triethanolamine, Methylparaben, Diphenyl Dimethicone, Disteardimonium Hectorite, Tocopherol, Pentasodium Ethylenediamine Tetramethylene Phosphonate,  Poloxamer 407, Vitreoscilla Ferment, Ethylparaben, Dodecene, Propylparaben, Limonene, Isobutylparaben, Butylparaben, Calcium Pantetheine Sulfonate, Linalool, Parfum.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „L'Oreal Solar Expertise Aktywny Fluid Przeciwzmarszczkowy do Opalania SPF 50+”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 stycznia 2012 21:13
  • poniedziałek, 23 stycznia 2012
    • Wybielanie z lampa

      Kilka dni temu udalam sie na wybielanie zebow. Metoda "lampowa", o ktorej wiedzialam, ze nie dziala (podobno badania udowodnily, ze samo swiatlo lampy to pic na wode), ale mialam do wyboru albo wybielanie domowe, albo gabinetowe, a gabinetowe wlasnie z lampa. Zalezalo mi na tym, zeby z problemem rozprawic sie raz a dobrze (domowe wybielanie trwa dluzej), a przy okazji nie chcialam sie juz sama bawic z szynami i zelem - jakos nie ufam wlasnym talentom dentystycznym. Z poprzedniego "profesjonalnego" wybielania nie mialam najlepszych wspomnien - lekaz owszem, wzial wycisk i przygotowal szyne, ale sam zel nakladalam w domu. Bolaly mnie dziasla i zeby, a efekty byly, coz, prawie zadne.

       

      Podobnie zreszta jak te po lampie. Co prawda prowadzacy zabieg uprzedzil mnie, ze przy zazolceniu zebow tetracyklinami szanse na wybielenie sa male, ja jednak uznalam, ze nie mam nic do stracenia. W efekcie moje zeby sa nieco "odkurzone", jednak ich podstawowy kolor nie ulegl zmianie - dzieki licowkom, ktore bede niedlugo wymieniac na nowe, mam bardzo dobry odnosnik kolorystyczny, bo zeby nadal sa, toczka w toczke, w kolorze licowek...

       

      W podsumowaniu:

      - dwoch prowadzacych mnie dentystow mialo na temat wybielania zupelnie odmienna opinie. Jeden (wybielanie u ktorego to 400 euro) bardzo mi zabieg odradzil, "bo to nie na pani zeby". Drugi (niecale 200) stwierdzil, ze nie widzi przeciwwskazan.

      - wybielanie zebow traktowanych latami antybiotykami (pozdrawiam mojego dermatologa!) mija sie jednak z celem, nawet, jezeli uzyty zostaje najmocniejszy mozliwy zel (w moim wypadku VIP) i na maxymalnym czasie ekspozycji.

      - zel, ktory kapnie na usta, wypala dziure w sluzowce, ktora zachowuje sie, jak przy oparzeniu (babel)

      - fotel i pozycja, oraz zakaz drgniecia (lampa przystawiona do tego chomata, ktore czlowiek ma w paszczy) nie sa najfajniejsze przy 3x20 min sesjach

      - najgorsza jest jednak biala dieta - mija wlasnie 48godzin bez kawy, a ja mam prawdziwe problemy z utrzymaniem sie w pozycji pionowej.

       

      Nie wiem, czy to kwestia holenderska, ale tutaj w tych zabiegach lampowych zel nakladany jest tylko na to, co wystaje z paszczy przy usmiechu, czyli do dolnego kla (3) i do gornej 5ki. W sumie mnie to ucieszylo, reszta zebow jest i tak niewidoczna, a jakos czuje sie bezpieczniej, wiedzac, ze nie dostalo sie moim co wrazliwyszym na prochnice trzonowcom.

       

      To natomiast, co mi sie nie podoba, to fakt pozostawienia trzonu klow (3jek) zazolconym. Pan Wybielacz kajal sie, ze wszyscy mamy zolciejsze kly od reszty, ja jednak mam wrazenie, ze po prostu w tym wlasnie miejscu za wysoko nalozyl ochronny zel. Kiedys moze powalcze z tym wybielajacym penem, aczkolwiek po uszczupleniu portfela o kwote wybielania z lampa i zerowym rezultacie tegoz raczej nie widze siebie samej podejmujacej kolejne proby. Szczegolnie, ze aktualny dentysta jest nastawiony bardzo na nie.

      Tym razem zadnych zdjec nie bedzie. Wlasnym usmiechem nie moge sie pochwalic (a co wrazliwsze osoby moga taki widok nawet odchorowac), a sciagania z sieci bialozebych geb do tekstu opisujacego moja wybieleniowa, juz druga, porazke jakos nie widze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wybielanie z lampa”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 stycznia 2012 11:42
  • sobota, 21 stycznia 2012
    • Clinique,Turnaround Body Smoothing Cream

      To bedzie krotka recenzja: nie wiem dlaczego, spodziewalam sie, ze jak sie balsam nazywa "Turneround", to bedzie dzialal tak, jak Turneround dotwarzowy, czyli stuninguje to, co wymaga tuningu, rozprawi sie ze stwardnieniami na lokciach, wrastajacymi wlosami i mini krostkami, itp, itd. Ha, ha, ha. 

      Clinique turneroundTurneround doodwlokowy JEST bardzo dobrym, puszystym, odzywczym i przy okazji lekkim balsamem (mrrauuu, uwielbiam takie puchate kosmetyki), ALE za te cene (35.55 euro za 150ml - sto piecdziesiat!!!) spodziewalam sie, ze znaczaco wplynie na moja skore. Wplynal o tyle, ze ja odzywil (juz cos). Tyle, ze to jedyne cos z dlugiej listy moich oczekiwan.

      Balsam sklada sie w glownej mierze z mocznika (drugie miejsce w skladzie), silikonow i maselka shea. Ma troche fajnych wyciagow roslinnych, oraz kwas salicylowy, ktory podobno w takiej kombinacji skladnikow nie moze byc efektywny. Po, niestety blyskawicznym, zuzyciu opakowania niestety potwierdzam. Skora byla przyjemnie odzywiona, ale to wszystko. Ciesze sie tylko, ze kupilam go w promo i z kuponem do ICI PARIS (w sumie zaplacilam 12.77), bo przy wyjsciowej cenie robi sie dosc nieciekawie.

       

      Sklad: Water, Urea, Isononyl Isononanoate, Polysilicone-11, Butylene Glycol, Glyceryl Stearate Se, Dimethicone, Squalane, Shea Butter, Cetearyl Alcohol, Mulberry Root Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Trametes Versicolor Extract, Salicylic Acid, Behenyl Alcohol, Acetyl Glucosamine, Sea Whip Extract, Tocopheryl Acetate, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Sodium Hyaluronate, Phospholipids, Arginine, Zeolite, Laureth-23, Caprylyl Glycol, Laureth-12, Sorbitan Stearate, Polysorbate 80, Hexylene Glycol, Tromethamine, Isohexadecane, Carbomer, Potassium Stearate, Sodium Sulfite, Sodium Metabisulfite, Disodium Edta, Phenoxyethanol

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Clinique,Turnaround Body Smoothing Cream”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 21 stycznia 2012 20:09
  • piątek, 13 stycznia 2012
    • Alessandro Nail Spa Manicure Smooth Cuticle Remover Gel

      Rozne sa szkoly dbania o paznokcie. Dla mnie kluczowe jest olejowanie i odpychanie skorek. Po latach walki z zadrami i przesuszem, o ile jestem zdyscyplinowana, udaje mi sie je trzymac pod kontrola.

      Raz/dwa razy w tygodniu usuwam skorki specjalnym preparatem, dowolnej firmy. Bardzo dlugo bylo to Alessandro, NailSpa Manicure Smooth Cuticle Remover Gel, horrendalnie wydajny - Alessandro juz dawno jest u mnie niedostepne, a ten zel, mimo 15 ml objetosci, trwal i trwal.

      zel do skorek

      Zasada dzialania jest bardzo prosta i bezkrwawa - nakladamy na skorki, czekamy pare minut, oduswamy patyczkiem (w zestawie Alessandro podobno z drzewa rozanego - nie wiem, co mialo to dac, zuzyl sie dokladnie tak samo, jak te ze "zwyklej" sosny) to, co narastalo na paznokiec. Ja jeszcze docinam to, co akurat zdecydowalo sie wystawac, choc musze przyznac, przy regularnym olejowaniu takich "odstawek" mam mniej.

      Ten akurat produkt Alessandro mial jedna wade: gdzies tak kolo polowy opakowania, aplikator wypadal z zakretki butelki. Najczesciej wtedy, kiedy nakladalam go na paznokcie pracujac, nad jakimis oficjalnymi papierami. Z zalet - zel mial bardzo ladny, choc intensywny, zapach (przypuszczam, ze mial on za zadanie stlumic aromaty chemikaliow, niezbednych w tego typu preparatach).

       

      Sklad: aqua, glycerin, parfum, linalool, limonene, carbomer, sodium hydroxide, triticum vulgare starch, aloe barbadensis, chlorphenesin, phenoxyethanol, sodium styrene/acry- lates/divinylbenzene copolymer, ammonium nonoxy- nol-4 sulfate, methylparaben, butylparaben, ethylparaben, isobutylparaben, propylparaben, cl 19140, cl 61570.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 13 stycznia 2012 13:16
  • wtorek, 10 stycznia 2012
    • The Body Shop Coconut Body Butter

      Nie jestem wielka fanka The Body Shop - nie lubie byc nabijana w konsumencka butelke, a wokol TBS uroslo za wiele kontrowersji, by choc czesc z nich nie byla prawdziwa.

       

      Jednak jedno musze im oddac: w kategorii maslo do ciala stworzyli zloty standard. Nie, zeby nie bylo innych, rownie dobrych a czesto tanszych produktow. Mimo to, maselka z TBS, jako pionierzy na rynku, nadal wysoko trzymaja poprzeczke. Przyszlo mi to do glowy ostatnio, kiedy wykanczalam opakowanie Coconut Body Butter.

       

      Masla do ciala TBS

       

      Maslo bylo takie, jak byc powinno: geste i tresciwe, latwe w aplikacji, bardzo dobrze odzywiajace, a jednoczesnie nie oblepialo i pozwalalo sie ubrac. Skora byla po nim rozkosznie miekka (zdarzalo sie Wam gladzic sie po wlasnej nodze?). Nie przepadam za kokosem, tutaj jednak byl bardzo, ale to bardzo smakowity.

       

      W skladzie zwraca uwage wysoka pozycja naturalnych natluszczaczy. W kombinacji z silikonami, ale zakladam, ze za czyms ten komfort stosowania musial sie kryc :)

       

      Sklad: Water, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Cyclomethicone, Glycerin, Theobroma Cacao (Cocoa) Butter, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Bertholletia Excelsa (Brazil) Nut Oil, Dimethicone, Lanolin Alcohol, Trihydroxystearin, Myristamidopropyl PG-Dimonium Chloride Phosphate, Fragrance, p-Anisic Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Benzyl Benzoate, Coumarin, Butylphenyl Methylpropional, Caramel.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „The Body Shop Coconut Body Butter”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 stycznia 2012 14:35
  • wtorek, 03 stycznia 2012
    • Wpisywacz skladow kosmetykow

      Zaniedbalam bloga strasznie. O tym, ze nie mam czasu na nic, nie ma sensu pisac; grudzien byl miesiacem hardcorowym, z tabunami permanentnych gosci, wyjazdem do Pl i rodzinnym maratonem, spietrzeniem pracy, oraz miesiacem, od ktorego moge oficjalnie uzywac tytulu doktorowa.

       

      Ale grudzien mial tez jeden blogowo wazny moment - w prezencie gwiazdkowym od blisko spokrewnionego, bardzo zdolnego mlodego informatyka (no co, rodzina :) ), dostalam, uwaga uwaga, dlugo wyczekany wpisywacz skladow kosmetykow:


      http://listaskladnikow.pl/

       

      Brakuje mu jeszcze paru funkcji i bajerow (np linku do bloga), ale juz samo to, co jest, cieszy, i to jak!

       

      Rola wpisywacza jest usprawnienie recznego wpisywania skladow kosmetykow. Zamiast, literka po literce, katorzniczo przekopiowywac caly sklad, mozna kliknac na nazwe danego skladnika i dodac ja do okienka, w ktorym znajduje sie nasz sklad. I tak po kolei, jeden po drugim.

       

       

       

       

      Jak dokladnie dziala wpisywacz?

      Dajmy na to, Twoj sklad zaczyna sie od slowa aqua. Strona dziala w ten sposob, ze w gornej liscie alfabetu wyszukujesz pierwsza litere wyrazu, w tym wypadku literke A.

       

      Jezeli na wybrana litere rozpoczyna sie duzo slow, mozna z drugiej listy alfabetycznej, tej polozonej nizej i napisanej mniejsza czcionka, wybrac druga litere slowa, np Q. Funkcja ta zapobiega otworzeniu listy 400 skladnikow ozpoczynajacych sie na litere A,  bo w ten sposob zobaczymy tylko skladniki rozpoczynajace sie od Aq.


      Na prawo od okna pojawiaja sie skladniki, ulozone alfabetycznie. Znajdujesz aqua. Zaznaczasz w kwadraciku, ze to ten skladnik chcesz miec w oknie z Twoim skladem, klikasz na "dodaj", po czym idziesz na najwyzszej liscie alfabetycznej do nastepnej litery kolejnego skladnika z Twojego skladu, i tak az do konca. Uwaga! Strona nie zapamieta wpisanego skladu, po przepisaniu go trzeba calosc skopiowac i zapisac na swoim blogu, forum czy innej stronie.

       

       

      Strona jest zupelnym prototypem, dlatego wszelkie komentarze, szczegolnie krytyczne, sa bardzo mile widziane!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Wpisywacz skladow kosmetykow”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 stycznia 2012 16:08
  • sobota, 26 listopada 2011
    • Diorshow

      Pojawilo sie zadanie napisania czegos o tuszach. Problem polega na tym, ze ja nie jestem jakims specjalnym tuszowym specjalista, uzywam glownie tego, co dostaje jako gratis do zakupow, a pozniej i tak przeczesuje grzebyczkiem i czasami podkrecam lokowka, wiec oryginalnego efektu tuszu pozostaje na moim oku malo. Do tego mam oporne na tusz rzesy, bo choc sa proste, cienkie i delikatne, nie chca sie zakrecac zalotka, a i z tuszowym wywinieciem sobie dosDiorshowc dobrze radza w pare godzin.

       

      Generalnie, na no-make up makeup, czyli codzienne udawanie, ze nie jestem pomalowana, preferuje szczoteczki silikonowe, ostatnio Diora. Kiedy juz musze sie wynurzyc z nory i pokazac ludziom, aktualnie najczesciej (zeby nie powiedziec non stop) uzywam Diorowego Diorshow. Ta maskara daje moim rzesom niezlego kopa, jednak zupelnie nie nadaje sie do udawania, ze nie jestem pomalowana, bo widoczna jest z odleglosci co najmniej 3 metrow. Niemniej, jest to widocznosc z gatunku dopuszczalnych, tzn tlumacze sobie, ze powalam rzesami :) choc nie da sie ukryc, efekt jest bardzo wieczorowy. No, ale ze ja wogole lubie przesadzic z makijazem oka, jakos sie to wszystko, mam tylko nadzieje, trzyma. Diorshow ma duza szczoteczke, ktora na poczatku mnie przerazila, ale jakims cudem jest poreczna, jednak warto moze ja wczesniej przetestowac.

       

      PS Mialam nadzieje zrobic do tej notki foty oka, ale, ze od miesiaca czeka na powyzsze, daje za wygrana i idzie jak jest.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Diorshow”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 26 listopada 2011 13:50
    • Diorshow

      Pojawilo sie zadanie napisania czegos o tuszach. Problem polega na tym, ze ja nie jestem jakims specjalnym tuszowym specjalista, uzywam glownie tego, co dostaje jako gratis do zakupow, a pozniej i tak przeczesuje grzebyczkiem i czasami podkrecam lokowka, wiec oryginalnego efektu tuszu pozostaje na moim oku malo. Do tego mam oporne na tusz rzesy, bo choc sa proste, cienkie i delikatne, nie chca sie zakrecac zalotka, a i z tuszowym wywinieciem sobie dosDiorshowc dobrze radza w pare godzin.

       

      Generalnie, na no-make up makeup, czyli codzienne udawanie, ze nie jestem pomalowana, preferuje szczoteczki silikonowe, ostatnio Diora. Kiedy juz musze sie wynurzyc z nory i pokazac ludziom, ostatnio najczesciej (zeby nie powiedziec non stop) uzywam Diorowego Diorshow. Ta maskara daje moim rzesom niezlego kopa, jednak zupelnie nie nadaje sie do udawania, ze nie jestem pomalowana, bo widoczna jest z odleglosci co najmniej 3 metrow. Niemniej, jest to widocznosc z gatunku dopuszczalnych, tzn tlumacze sobie, ze powalam rzesami :) choc nie da sie ukryc, efekt jest bardzo wieczorowy. No, ale ze ja wogole lubie przesadzic z makijazem oka, jakos sie to wszystko, mam tylko nadzieje, trzyma. Diorshow ma duza szczoteczke, ktora na poczatku mnie przerazila, ale jakims cudem jest poreczna, jednak warto moze ja wczesniej przetestowac.

       

      PS Mialam nadzieje zrobic do tej notki foty oka, ale, ze od miesiaca czeka na powyzsze, daje za wygrana i idzie jak jest.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 26 listopada 2011 13:50
    • Diorshow

      Pojawilo sie zadanie napisania czegos o tuszach. Problem polega na tym, ze ja nie jestem jakims specjalnym tuszowym specjalista, uzywam glownie tego, co dostaje jako gratis do zakupow, a pozniej i tak przeczesuje grzebyczkiem i czasami podkrecam lokowka, wiec oryginalnego efektu tuszu pozostaje na moim oku malo. Do tego mam oporne na tusz rzesy, bo choc sa proste, cienkie i delikatne, nie chca sie zakrecac zalotka, a i z tuszowym wywinieciem sobie dosDiorshowc dobrze radza w pare godzin.

       

      Generalnie, na no-make up makeup, czyli codzienne udawanie, ze nie jestem pomalowana, preferuje szczoteczki silikonowe, ostatnio Diora. Kiedy juz musze sie wynurzyc z nory i pokazac ludziom, ostatnio najczesciej (zeby nie powiedziec non stop) uzywam Diorowego Diorshow. Ta maskara daje moim rzesom niezlego kopa, jednak zupelnie nie nadaje sie do udawania, ze nie jestem pomalowana, bo widoczna jest z odleglosci co najmniej 3 metrow. Niemniej, jest to widocznosc z gatunku dopuszczalnych, tzn tlumacze sobie, ze powalam rzesami :) choc nie da sie ukryc, efekt jest bardzo wieczorowy. No, ale ze ja wogole lubie przesadzic z makijazem oka, jakos sie to wszystko, mam tylko nadzieje, trzyma. Diorshow ma duza szczoteczke, ktora na poczatku mnie przerazila, ale jakims cudem jest poreczna, jednak warto moze ja wczesniej przetestowac.

       

      PS Mialam nadzieje zrobic do tej notki foty oka, ale, ze od miesiaca czeka na powyzsze, daje za wygrana i idzie jak jest.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Diorshow”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 26 listopada 2011 13:49
  • piątek, 25 listopada 2011
  • czwartek, 24 listopada 2011
    • Demakijaz mleczkiem

      Nie pamietam, kto wpadl na to pierwszy, pamietam tylko, ze juz pare lat temu pisaly o takiej metodzie dziewczyny na nieistniejacej juz Biochemii Urody (aktualnie funkcjonujacej jako sklep). Chodzi tu o zmywanie twarzy najpierw mleczkiem, a dopiero pozniej tym, czym bysmy "normalnie" sie czyscily. Czyli taki jakby podwojny demakijaz.

      Kruidvat mleczko

      Metoda jest swietna w przypadku stosowania filtrow, ktorych nie zmywa wiekszosc zeli i pianek do mycia twarzy. Mleczko rozpuszcza cale te warstwy tapety, ktore pozniej domywane sa dowolna inna metoda. Rozne sa pod-metody: mleczko zmywane woda i dopiero na to odpowiedni zmywak, mleczko zmywane wacikiem, i na  tak przygotowana skore nastepny w etapie, mleczko aplikowane palcami lub watka - w zasadzie jest to obojetne, chodzi o to, by skutecznie "rozbic" warstwe tynku na twarzy.

      Metode stosuje z powodzeniem na zmiane z olejowymi zmywakami, z ktofrych jestem rownie zadowolona. Zaleta czyszczenia mleczkiem jest niewatpliwie cena, bo, skoro owo mleczko i tak pozstaje na skorze przez bardzo krotki okres czasu i jest zmywane do cna, mozna spokojnie kupic najtansze znajtanszych, jak w tym wypadku na focie powyzej, mleczko wlasne sieci Kruidvat, tutaj akurat w wersji z wit E i olejkiem z jojoby), cena jakies 2 euro (kupione w promo za 1), ktore ma, poza kosztami, te zalete, ze jest w szklanej butli, do ktorej mozna dokrecic atomizer z dowlonego zelu do rak (jak na zdjeciu).

       

      Sklad: aqua, paraffinum liquidum, glycerin, glyceryl stearate citrate, glyceryl stearate, cetearyl alcohol, tocopheryl acetate, simmondsia chinensis seed oil, parfum, carbomer, urea, sodium pca, diglycerin, sodium hydroxide, benzyl alcohol, zea mays oil, lysine, sorbitol, hydrolyzed wheat protein, pca, allantoin, lactic acid,  lecithin, ascorbyl palmitate, tocopherol, diazolidynyl urea, methylchloroisothiazolinone, methylisothizolinone.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Demakijaz mleczkiem ”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 listopada 2011 09:26
  • środa, 23 listopada 2011
  • wtorek, 22 listopada 2011
    • Clarins, Bust Beauty Extra-Lift Gel

      Nie bede sie rozpisywac, dlaczego kupilam ten krem: kto byl w ciazy (i kto przytyl tak, jak ja...) sam wie, kto nie byl, pewnie sie domysla. Dosc powiedziec, ze moj biust bardzo potrzebuje wsparcia ;) Podobnie jak moje procesy kognitywne, nie wiem, jak moglam kupic ten produkt bez nawet pobieznego rzucenia okiem na skladniki...

      clarins zel do biustu

       

      Zel, jak sama nazwa mowi, jest zelowy. Nie wplynal na moja skore w zaden sposob, poza pewna poprawa nawilzenia. Nie moge o nim powiedziec niczego dobrego, zlego tez nie, bo byl po prostu neutralny. Skonczyl sie szybko, i szybko o nim bym zapomniala, gdyby nie  stosunek ceny do jakosci, ktory wola po prostu o pomste do nieba... Oraz bajki i opowiesci, ktore na opakowaniu umiescil producent, przekonujace mnie, ze zel "w widoczny sposob pomoze polepszyc ksztalt biustu" oraz, dzieki poludniowowietnamskiemu owocowi Vu Sua (jak ja lubie takie kwiatki w skladach...) da dlugotrwale ujedrnienie. W zasadzie mozna to pozostawic bez komentarza. Nie znam sie za bardzo na skladach, tu jednak nie trzeba byc biochemikiem: albo Clarins zlamal zasady dotyczace ilosci "Fragrance" w kosmetyku, albo wszystkie ciekawsze skladniki sa tu w ilosci minimalnej, bo wystepuja w skladzie po zapachu:

       

      Water, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Butylene Glycol, Acrylates/C-10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Maltodextrin, Cellulose Gum, Fragrance, Panthenol, Avena Sativa (Oat) Kernel) Extract, Chrysophyllum Cainito fruit extract, Sodium Dehydroacetate, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuuss (Sunflower) Seed oil, Disodium EDTA, Punica Granatum Bark Extract, Cedrelopsis Grevei Bark Extract, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Caramel, BHT.

       

      To juz nawet nie chodzi o to, ze ten krem jest drogi. Nie pojmuje, jak producent moze klamac w zywe oczy, piszac o podniesieniu biustu i poprawie jego ksztaltu, uzywajac przy tym niemajacego watpliwosci tonu: "(...) create an invisible, lightweight "natural bra" which ensures a comfortable "lift" effect, to help breast appear higher on the bust line and hold a better shape" a jednoczesnie sprzedajac kosmetyk, ktory w glownej czesci sklada sie z wody, gliceryny i oleju rycynowego oraz syntetycznego zapachu przy cenie 53 euro za 50ml...


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Clarins, Bust Beauty Extra-Lift Gel ”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 listopada 2011 12:38
  • poniedziałek, 21 listopada 2011
    • Essence, Bronzing Pearls (Brązujący puder w kulkach

      Zeby nie bylo, ze sie zawsze ostentacyjnie zachwycam Essence/Catrice: najgorszy mozliwy puder brazujacy, Essence, Bronzing Pearls (Brązujący puder w kulkach). Niestety, nie moge niczego powiedziec o jego trwalosci ani kolorze, poniewaz nie daje sie go nabrac na pedzel - kulki sa tak twarde, ze machanie pedzlem, nawet dlugotrwale, niewiele daje. Z tego, co widze na Wizazu, nie ja jedna mialam takie doswiadczenia. 

      Essence brazujace kulki

      Mnie, prawde mowiac, ten puder tak zawiodl, ze, zeby nie wtapiac wiecej kasy, podreptalam grzecznie po Terracote, a sam puder powedrowal dalej (a kysz...).

       

      Skład: Talc, Alcohol Denat., Mica, Nylon-6, Polyglyceryl Oleate, Cetyl Palmitate, Magnesium Stearate, Dimethicone, Peg-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Ci 15850, Ci 16035, Ci 19140, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499, Ci 77891. (15.11.2008)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 listopada 2011 14:04
  • niedziela, 20 listopada 2011
    • Kanebo Sensai Silk Soothing Cream

      Jak juz kiedys pisalam, dystrybutor Kanebo wyslal mi zestaw ichnich miniatur (w ramach zadoscuczynienia zakupieniu maski do wlosow przeterminowanej o jakies 3 lata).

       

      Zestaw mnie oczywiscie ucieszyl bardzo, bo watpie, zebym kiedykolwiek krem Kanebo kupila. Po tych minaiturach jestem tego nawet pewna, niemniej, fajnie bylo je przetestowac.

       

      kanebo kremy sensai silk

       

       Pierwszym z nich byl:

      Kanebo Sensai Silk Soothing Cream

      Sklad: Water, Phytosteryl Macadamiate, Squalane, Dipropylene Glycol, Glycerin, Octyldodecyl Myristate, Triisostearin, Butylene Glycol, Behenyl Alcohol, Isocetyl Myristate, Cetyl Palmitate, Isostearic Acid, Cholesterol, Hydrogenated Lecithin, Carbomer, Potassium Hydroxide, Palmitic Acid, Xanthan Gum, Niacinamide, Dipotassium Glycyrrhizate, Alcohol, Fragrance, Ethyl Glucoside, Disodium Edta, Methylserine, Hydrolyzed Silk, Pyracantha Fortuneana Fruit Extract, Hydrolyzed Lupine Protein, Salix Alba (Willow) Leaf Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Buthylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool.

       

      czyli krem lagodzacy. Nie wiem dlaczego, ale czytalam na Wizazu, ze ten krem robi wszystko, lacznie z zatrzymywaniem procesu starzenia. Jak dla mnie, brakuje mu w skladzie tego, o czym wiemy dzis, ze jest w tej walce skuteczne: antyoksydantow chociazby, o wit C czy E, a nawet kwasach czy retinoidach nie wspominajac. Krem jednak nie ma tez bardziej, ekhm, kontrowersyjnych skladnikow (pamietacie Eris i "blekitny retinol"?). Ma za to mnostwo nawilzaczy i emolientow, dwa skladniki lagodzace i squalane, ktore jednak samo w sobie nie tlumaczy ceny - 400pln za nawet nie 50ml kremu w sloiczku.

       

      Kanebo pisze na polskiej stronie, ze cala seria "Sensai Silk jest rezultatem wieloletnich, niezależnych badań naukowców Kanebo", i biorac pod uwage, ze seria ma dwa kremy, z czego jednym jest powyzszy, pojawia sie pytanie, co owi naukowcy badali przez te wszystkie lata? 

       

      Krem owszem, jest przyjemny, szczegolnie stosowany na ciezki tonik lub emulsje z tej samej serii, bardzo dobrze je uzupelnia. Nie sposob nie docenic tez jego wlasciwosci nawilzajaco-odzywczych, bo faktycznie, moja cera dawno nie miala sie pod tym wzgledem az tak dobrze. W dodatku jest prawie bezzapachowy, co tez mnie bardzo ucieszylo. lJednak 100 euro za krem, pod ktory i tak trzeba dac jakiekolwiek serum, bo sam w sobie pewnie nic az tak wielkiego dla skory nie zrobi, jest moim zdaniem spora przesada.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „ Kanebo Sensai Silk Soothing Cream”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 listopada 2011 09:30
  • sobota, 19 listopada 2011
    • R.I.P. rolka

      A tak wyglada rolka po upadku z lazienkowej szafki do umywalki. Nie byla w futerale, bo sie suszyla po myciu, ale fakt, lezala na pudelku z patyczkami, na ktorym stal pojemnik z serami, itp, itd.

      Na spokojnie i na zimno moge tylko powiedziec, ze decyzja o niekupowaniu zadnych kosmetykow i gadzetow byla jak najbardziej sluszna, przynajmniej do momentu zminimalizowania stanu posiadania.

      derma roller, rolka kosmetyczna

      Z ciekawostek, nie wiem, na ile to jest widoczne na zdjeciach, ale tak wyglada rolka od strony bebechow. Igielki sa umieszczone w pojedynczych rzedach w czyms w rodzaju plastikowej oprawki, a te oprawki wsuniete rzedami w obudowe (blokuja sie przy walku w centrum rolki). Calosc wyglada na bardzo porzadnie i bezpiecznie wykonana. A raczej - wygladala...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „R.I.P. rolka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 19 listopada 2011 10:03
  • piątek, 18 listopada 2011
    • Olejowanie wlosow

      Amsterdam, 1995. Mieszkam na squacie, moja sasiadka jest czarna Amerykanka z dredami, awangardowa artystka z dwojka dzieci. Dosc szybko sie zaprzyjazniamy, i widze ktoregos dnia, jak naklada na swoje i dzieci wlosy olej kokosowy. Sila rozpedu dostaje sie tez i mnie, i tak zaczyna sie i konczy moja pierwsza przygoda z olejowaniem, bo nie moge oleju zmyc, a wlosy po umyciu wygladaja na hiper-przetluszczone. Dochodzimy do zgodnego wniosku, ze olejowanie nie nadaje sie do "bialych" wlosow. O calej sprawie zapominam, az lata pozniej, w innym zyciu, w jakiejs rozmowie z zona zaprzyjaznionego profesora z Indii pytam o amle (kolejny hit internetu) i dowiaduje sie, ze o amli to akurat w ich stanie nikt nie slyszal, ale za to olejuja wlosy jakas inna mieszanka ziol i olejow. Dochodze do wniosku, ze, jak sie ma takie wlosy, mozna je olejowac, jasne, ja jednak lepiej bede sie trzymac od olejow z daleka.

      http://www.dreamstime.com/free-stock-image-olive-s-oil-rimagefree3276678-resi4110573 

       

       W koncu jednak przetaczajaca sie po internecie burza z olejowaniem wciaga i mnie. Pierwszy, podstawowy blad, jaki poplenilam wczesniej, wzorujac sie na nie-europejskich uzytkownikach: duzo za duzo oleju. Na forach wszyscy krzycza: nie wiecej niz lyzke stolowa na dlugie wlosy! Zaczynam wiec ponowne eksperymenty, i okazuje sie, ze ta jedna lyzka to idealna ilosc! Po opanowaniu tej zasady, reszta jest banalnie prosta:

       

      - lyzke oleju (dowolnego, od kokosowego po rzepakowy, przez nawet oliwe z oilwek) wcieramy we wlosy, zostawiamy na co najmniej godzine (a im wiecej, tym lepiej). Mozna ten olej lekko podgrzac, mozna wlosy zawinac w cieply recznik (ja nie robie nic, zwijam kok na czubku glowy i tyle).

       

      - myjemy wlosy, nakladajac jak zawsze odzywke na koniec.

       

       

      Metoda prob i bledow kazdy dobierze sobie taki olej, jaki danemu typowi wlosow przypasuje najbardziej - moje na przyklad lubia bardzo oliwe z oliwek. Juz po pierwszych razach widze roznice: wlosy odzyskuja ladniejsza fale, sa lsniace, dostaja takiego "kopa" zdrowia (mam dlugie, falowane, delikatne i puszace sie wlosy). Co ciekawe, nie kazdy olej daje taki efekt - np. Monoii z TBS nie robi na moich wlosach zupelnie nic, ale wlasnie oliwa z oliwek powoduje, ze przegladam sie w kazdym mijanym lustrze.

      http://www.dreamstime.com/stock-photography-oil-in-water-rimagefree2274306-resi4110573 

       

       Jedyne co, przy niektorych, tluszczacych olejach olejowanie moze byc bardzo droga zabawa, o ile wlosy wymkna sie z koka i opadna na - na przyklad - czarna kanape. Popelnilam ten blad na samym poczatku, jednak cena nowego pokrowca na kanape skutecznie mi teraz przypomina, zeby wlosy porzadnie zwiazac.  Poza tym drobiazgiem, olejowanie nie ma wad :)

       

      Zainteresowanym polecam blog http

       

       

       

       

      ://anwena.blogspot.com/, czytelnie i jasno klarujacy najrozniejsze wlosowe teorie. 

       

      W nastepnym odcinku: jakich olei unikac oraz moi olejowi ulubiency.

       

      (Foto: tu i tu)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Olejowanie wlosow”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 18 listopada 2011 10:44

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com