proznosc

Wpisy

  • środa, 26 października 2011
    • L'oreal Revitalift

      Jedno z moich najwcześniejszych świadomych wspomnień kosmetycznych dotyczy kremów z retinolem. Moja mama i ciotka rozmawiały o kremach L'oreala: do czego to podobne, jak się ich używa, to działają, a jak się odstawi, efekt znika. Ciocia, która była kosmetyczką, mówiła śmiertelnie poważnym głosem: "bo skóra się przyzwyczaja, mówię ci, przyzwyczaja się". To "przyzwyczaja się" dręczyło mnie bardzo długo. Jak to, przyzwyczaja się a później odzwyczaja? I, przede wszystkim: do czego się przyzwyczaja? Lata później odkryłam artykuły Basi Kwiatkowskiej, a później samą Basię, i dzieki niej wiedziałam, że efekt retinoidów, choć bardziej spektakularny, niż wiekszości kosmetyków, nie utrzyma się wiecznie.

       L'oreal revitalift

      Historia ta przypomniała mi się jakis czas temu, kiedy to w moim Douglasie wręczono mi miniaturowy słoiczek kremu Revitalft. L'oreale, jako produkty popularne, z założenia nie mają wysokich stężeń retinoidów, jednak już nawet to, co zawierają, może dać całkiem przyjemny efekt (na skorach, ktore nie sa przywyczajone do żadnych form wit. A ani kwasów). Tak też było i z tym kremem: ładnie stuningował mi cerę, nadając jej zdrowszy, bardziej ugładzony wygląd. Delikatnie (bardzo delikatnie), ale jednak. Mam wrażenie, że może (jak się uporam z zapasami) do niego wrócę, bo nawilżenie daje też całkiem przyzwoite. I dlatego, że dziś jestem już uzbrojona w wiedzę: tak, retinoidy (w takich stężeniach) nie przeprogramują cery na zawsze, będą działać tak długo, jak długo krem będzie w użyciu, ot, cała filozofia.

       

      Skład: aqua, cyclopentasiloxane, glycerin, paraffinum liquidum, myrisyl myristate, shorea robusta, strearic acid, palmitic acid, peg-100 strearate, cera alba, glyceryl strearate, drometrizole trisiloxane, etylhexylmethoxycinnamate, peg-20 strearate, polyacrylamide, stearyl alcohol, boron nitride, cetyl alcohol, c13-14 isiparaffin, glycine soja, ascorbyl glucoside, tocopheryl acetate, pisum sativum, acrylates copolymer, triethanolamine, laureth-7, sodium citrate, retinyl palmitate, disodium edta, polycaprolactone, methylparaben, diazolidynyl urea, butylparaben, chlorphenensin, parfum 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 26 października 2011 16:23
  • wtorek, 25 października 2011
    • Baikadent

      Jak glosi kosmetyczna madrosc ludowa, nie sztuka jest wydac duzo kasy, ale znalezc dobrze dzialajacy produkt. Jezeli jeszcze tenze produkt plasuje sie na polce <10 zl, rozbilismy kosmetykowe bingo.

      Dzieki Femineusowi trafilam na Baikadent, zel zawierajacy tarczyce bajkalska, bedaca bardzo silnym antyoksydantem. O tutaj mozna o nim poczytac na Femineusie, a tu na Laboratorium Urody. Baikadent

      W telegraficznym skrocie: zel jest co prawda przeznaczony na dziasla, ale na skore dziala rownie dobrze. Ma dzialanie lagodzace, przyspiesza gojenie, a przede wszystkim jest bomba przeciwstarzeniowa dla skory (reszta dla zainteresowanych w linkach).

      Opakowany w typowa, metalowa tubke z nakretka zel jest bursztynowy, bezzapachowy, odrobine sie lepi, nie wspolgra z kazdym filtrem (osobiscie wole go na noc, niz na dzien, bo czasami mi sie klaczyly na nim filtry - zostawia mini-film na twarzy, ktory, zaleznie od tego, co na nim, moze zlazic), ale dla poszukujacych silnych antyoksydantow takie drobiazgi nie powinny stanowic przeszkody. Wlasnie skonczylam opakowanie, i, po moim banie zakupowym, na pewno sciagne z PL kolejne, ale tym razem Baikadermu (przeznaczonego tym razem dla skory). 

      Sklad:

      • Substancja czynna
        Zespół flawonów izolowanych z korzenia Scutellaria baicalensis  0,577 g
      • Substancje pomocnicze
        Carbopol 5984, glicerol, metylu parahydroksybenzoesan, propylu parahydroksybenzoesan, glikol propylenowy, sodu wodorotlenek, sodu węglan, woda oczyszczona.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Baikadent”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 października 2011 20:18
  • poniedziałek, 24 października 2011
    • dr. brandt, Detoxygen Experience

      Weszla u nas nowa, amerykanska firma, dr. brandt. Weszla, dodam, do Sephory (jakby weszla do gabinetow kosmetycznych, od razu bylabym nia bardziej zaiteresowana, do drogeryjnych nowosci podchodze z pewnym takim dystansem).

      Dostawlam wiec probke flagowego produktu dr. brandt, Detoxygen Experience, czyli zestawu, pardon, systemu dwoch produktow, detoksyfikujacego oczyszczacza i kremu na pozniej. 

       

      dr brandt oxygen experience

       

      Poczulam sie lekko skolowana, bo glownym elementem zabawy ma tu byc tlen, ktory, jak pamietamy z lektury wielu for bichemicznych, nie jest tym, co chcemy zeby dzialalo w naszej skorze, bo robimy wszystko, zeby sie pozbyc wolnych rodnikow, ktorym tenze tlen bardzo pomaga w ich niszczycielskiej pracy. Dr. brandt z jakiegos jednak powodu uznal, ze tlen jest tu tym, czego skora potrzebuje. W praktyce mam podejrzenia, ze cala "tlenowosc" kosmetyku ogranicza sie do tego, ze nalozony na skore zaczyna blyskawicznie puchnac w malutkie banieczki, ktore nastepnie cichutko pekaja, dajac mikromasaz. I to w zasadzie na tyle w kwestii dzialania. Dochodzi jeszcze trudnosc w usunieciu, po 3 minutach, resztek preparatu z twarzy, bo pozostawia lepka, sluzowata otoczke (ble).

       

      Nalozony po nim krem jest zupelnie zwyczajny, moze poza dosc dziwnym, gorzkim zapachem, na szczescie bardzo szybko znikajacym. Przed spaniem i tak musialam sie dosmarowac czyms mocniejszym, bo skora byla jednak niewystarczajaco nawilzona. Po trzech aplikacjach (poltora tygodnia), moja cera niczym nie roznila sie od tej sprzed "kuracji"  (a wierzcie mi, moja facjata to szerojie pole do popisu dla kosmetykow - kraterowate pory, zmarszczki, tradzik, koloryt, ogolnie do koloru, do wyboru).

      Mysle, ze gydbym wydala na ten zestaw ciezkie pieniadze, bylabym bardzo, ale to bardzo niezadowolona (nawet w USA kosztuje toto 75$!!!). Jak dobrze, ze sa probki...

       

      Sklad:

      Oxygenating Facial 

      WATER (AQUA), GLYCERIN, KAOLIN, SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, COCAMIDE DEA, METHYL PERFLUOROBUTYL ETHER, METHYL PERFLUOROISOBUTYL ETHER, MAGNESIUM ALUMINUM SILICATE, XANTHAN GUM, PERFLUORODECALIN, RIBOSE, PHENOXYETHANOL, POLYHYDROXYSTEARIC ACID, PPG-26-BUTETH-26, ISONONYL ISONONANOATE, ETHYLHEXYL ISONONANOATE, PYRUS MALUS (APPLE) SACCHARIDES, SODIUM COCAMIDOPROPYL PG-DIMONIUM CHLORIDE PHOSPHATE, PEG-12 GLYCERYL DIMYRISTATE, PEG-23 GLYCERYL DISTEARATE, CAPRYLYL GLYCOL, MENTHYL LACTATE, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, HEXYLENE GLYCOL, CAMELLIA OLEIFERA LEAF EXTRACT, VITIS VINIFERA (GRAPE) SEED EXTRACT, RETINYL PALMITATE

       

      Crème Concentree 

      WATER (AQUA), BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), CETYL PALMITATE, GLYCERIN, OCTYLDODECYL STEARATE, GLYCERYL STEARATE CITRATE, LECITHIN, C12-16 ALCOHOLS, PALMITIC ACID, DIMETHICONE, POLYGLYCERYL-3 STEARATE, PHENOXYETHANOL, RIBOSE, BUTYLENE GLYCOL DICAPRYLATE/DICAPRATE, CAPRYLYL TRIMETHICONE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, TOCOPHERYL ACETATE, AMMONIUM ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE/VP COPOLYMER, MORINGA PTERYGOSPERMA SEED EXTRACT, CITRUS NOBILIS (MANDARIN ORANGE) PEEL OIL, SODIUM ACRYLATES COPOLYMER, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, TETRASODIUM EDTA, TOCOPHEROL, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) STEROLS, BUTYLENE GLYCOL, OXOTHIAZOLIDINE, CHLORPHENESIN, CAMELLIA OLEIFERA LEAF EXTRACT, SODIUM HYALURONATE, PHOSPHOLIPIDS, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, POLYGLYCERYL-10 STEARATE, SODIUM HYDROXIDE, RETINYL PALMITATE

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „dr. brandt, Detoxygen Experience”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 października 2011 12:17
  • niedziela, 23 października 2011
    • Dax Perfecta Extra Slim do biustu

      Dawno nie bylo niczego o kosmetykach doodwlokowych, a juz o nabiustnych, to hoho.

      A jednak i takowych uzywamy, a jakze (latwiej byloby mi wskazac cos, czego nie uzywam, obawiam sie). Ten krem sam w sobie jest calkiem calkie. Bardzo gesty i tresciwy, pozwala wiec na wykonanie masazu biustu (jedyne, co pomaga w pielegnacji biustu, to, poza stanikiem i sportami, masaze). Ladnie pachnie. 

      Perfecta biust

      Natomiast to, co wypisuje na opakowaniu producent, wola o pomste do nieba: mikrosiateczki, niewidzialne biustonosze i inne cuda wianki, 86% wypełnienia i ujędrnienia biustu po 6-ciu tygodniach. Jak, na Odyna, oni wyliczaja te procenty? Rozumiem, skladniki, ale jak sa w stanie przewidziec, ze u kazdej kobiety ten biust ujedrni sie o wlasnie 86%??? Pomijajac juz to, ze nie ma pewnie zadnych badan na "wypelnienie" biustu (no, moze poza wypornoscia biustu, badana przez grupe Lodz Kaliska). I ze wypelnienie biustu przez krem drogeryjny wydaje sie byc nieco, jakby to ladnie powiedziec, watpliwe (no nie wiem, silikon jakos magicznie przechodzi przez skore i sie laczy w srodku w implant, czy co?). Pala dla dzialu PR.

      A szkoda, bo krem jest naprawde fajny, i z czystym sumieniem mozna go polecic. Fajnie, ze ma ekstrakt z Kigeli, o ktorej dzialaniu mozna poczytac tutaj, na Laboratorium Urody. Choc, gdybym kupowala go ponownie, mysle, ze tym razem zdecydowalabym sie na wspomniany w tamtym watku preparat z tej samej linii, ale do posladkow, bo ma 5% kigeli (a raczej mial, nie wiem, czy nadal jest dostepny)

       

      Skład: Aqua, Caprylic/Capric Trigliceride, Isodecyl Neopentanoate, Dimethicone, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acrylmethyl Taurate Copolymer, Glyceryl Stearate, Steareth-25, Ceteth-20, Stearyl Alcohol, Glycerin, Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract, Butylene Glycol, Artemisia Abrotanum Extract, Kigelia Africana Fruit Extract, Disodium EDTA, Ethylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, BHA, Parfum.
      

       

      na focie stara wersja opakowania, nowa ma taki sam sklad (i te same obietnice).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 października 2011 09:34
  • piątek, 21 października 2011
    • Essence, 20, Big Bang

      Essence cien do powiekDrugi bohater sagi "ach, gdzie moje rozowe, wyprzedane Lancome", czyli Essence, 20, Big Bang. Jeszcze powinni dodac Theory w nazwie* ;) Cien ten jest za niebieski i za ciemny, by byc dupem mojego niedosciglego wzorca, Lancome, ale jest calkiem calkiem niezly sam w sobie. Nosze go coraz czesciej, bo pieknie wydobywa kolor zielono-niebieskich oczu (moze to ten dodatek niebieskiego pigmentu) bez efektu krolika (zaznaczam, mam typowo chlodna urode). I w zasadzie poza tuszem i kreska nie potrzebuje duzo innych dodatkow, by dac swiezy, codzienny, szybciutki makijaz.

      Naklada sie dobrze, nie osypuje, trwalosc tez zadowalajaca. Jakze mialoby byc inaczej, w koncu jest Made in Poland ;). Wiem, ze jezeli bede szukac (po banie zakupowym) kolejnych dowolnych kolorow cieni, zawsze uderze do Essence, bo sa najtansze i bardzo wysokiej jakosci. Gdyby jeszcze tylko byly bardziej przewidywalne na linii to-co-w-opakowaniu / efekt-naoczyny, ehh...

      A tak prezentuje sie w towarzystwie kolegi, ktory, podobnie jak on, mial byc moim wymarzonym, chlodnym rozem.

       

      Essence cien do powiek

       

      Musze tu zaznaczyc, ze oba cienie sa bardzo lekkie, i transparentne (a jak widac na zdjeciu, i ledwo-widoczne) - na powiece nie wyglada bynajmniej, jak w opakowaniu, ten ciemniejszy zyskuje tez dosc silny, bialawy polysk (zwany perelka, jak mniemam).

       

      Essence cien do powiek

       

      *The Big Bang Theory, moj najukochanszy serial TV ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Essence, 20, Big Bang”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 21 października 2011 16:33
  • czwartek, 20 października 2011
    • Etos goodie bag

      Jakos tak raz do roku holenderska drogeria Etos (taka lokalna Drogeria Natura) urzadza wieczor specjalny: wybrane filie sa czynne do 21szej, zamiast do 18tej, przy wejsciu klientka otrzymuje cos do picia i przegryzke, chyba po to, by lepiej zniesc kolejke do darmowej makijazystki, manikurzystki i innych konsultantek. Dodatkowo, do kazdego zakupu powyzej 15 euro dodawana jest goodie bag, czyli torba kosmetycznych gratisow.

       

      etos holandii

       

      To moj pierwszy wieczor specjalny w Etosie, i jak rany, bardzo zaluje, ze ominelam poprzednie, bo goodie bag zawierala wszystko to, co widac na focie, czyli kilka pelnowymiarowych produktow, sporo miniatur i kilka probek. W tym opakowanie nowego szamponu Andrelon, odzywki Aussie (wchodzi do NL, zdaje sie), kremu do rak Glycerony oraz witamin w formie cukierkow, co mnie bardzo cieszy, bo nie cierpie lykania tabletek. Jak widac, firmy tzw srednio- i nisko- polkowe, ktore, jak wiemy, czesto zaskakuja na  plus bardziej, niz wysoka polka.

      Nie wiem, jak firma wychodzi na swoje, wiem, ze bardzo mi sie ta oferta spodobala :) Mam nadzieje, ze w Polsce juz tez niedlugo sklepy beda sie promowac w ten sposob (a moze juz to robia, a tylko ja nic o tym nie wiem).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Etos goodie bag”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 października 2011 16:36
  • środa, 19 października 2011
    • MD Formulations, seria VitAPlus

      Zgodnie z obietnica, reszta MD Formulations, czyli dwa produkty z serii VitAPlus, z retinolem i AHA. 

      Na pierwszy ogien idzie:

      Md Formulations krem z AHA i retinolemmd formulations Vit A Plus, night recovery,
      contains alpha retinyl complex

      Nie bylam przekonana, czy retinly rzeczywiscie tutaj cokolwiek zdziala, szczegolnie, ze uzywalam kremu (preparatu? bo z kremem to on ma malo wspolnego, konsystencja jest bardzo wodnista i lekka) w czasie serii peelingow w gabinecie. Ale, że nakladany w domu apteczny retin zareagował z kwasami gabinetowymi dość krwawo dla mnie, stwierdzilam, że spróbuje tej duzo slabszej wersji, bo nic nie tracę.

      I ku mojemu zaskoczeniu, ten krem jakieś tam działanie ma - myślałam, że szczypanie przy nakładaniu na twarz bylo efektem złuszczania gabinetowego, ale na grzbiecie lewej dłoni, na którą zwykle dozuje krem z opakowania, zanim go wmasuję w skórę, pojawiła się reakcja. Na początku myślałam, że mnie coś użarło, bo swędziało niemożebnie, dopiero po paru dniach skojarzyłam z md formulations. Znaczy się krem działa, wiadomo, nie jak "prawdziwe" retinoidy, ale działa. Krem jest w opakowaniu air-tight, z dozownika wychodzi tylko tyle, ile powinno, stąd myslę udało im się zachować właściwości wit A. Produkt jest przyzwoity, i może się nadać dla opornych mam i koleżanek, dzielnie broniących lica przed aptecznymi retinoidami. Co prawda femineusowa Erato uswiadomila mi, ze to najpewniej nie retinol, ale kwas salicylowy ze skladu tak mnie podzeral, i faktycznie, krem ma 8% kwasu glikolowego i 2% salicylowego, natomiast wit. A to 1%.

      Paula, ktora dosc wysoko ocenila ten produkt, pisze, ze krem ma ph4, co prawda graniczne, ale jeszcze poprawnie dzialajace, oraz, ze choc anytoksydanty i nawilzacze nie sa reprezentowane przez szerokie spektrum, ich ilosc jest wieksza, niz w standartowym kremie.


      Wada: cena, niemożebnie nieprzystojna, jak na skalę działania. Jednak, gdybym miala polecic komus krem z wit. A i kwasami, bylby to wlasnie ten.

      Ingredients: Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Ammonium Glycolate, Glycerin, Dimethicone, Salicylic Acid, Tocopheryl Acetate, Sucrose Cocoate, Acrylates Copolymer, Cellulose, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate Cetearyl Alcohol, Retinyl Palmitate, Linoleamidopropyl PG-Dimonium Chloride Phosphate, Glycolic Acid, Hyaluronic Acid, Allantoin, Sea Whip Extract, Millet (Panicum Miliaceum) Extract, Tocopherol, Ceteareth-20, Dimethicone Copolyol, Silica, Butylene Glycol, Carboxymethyl Cellulose, Xanthan Gum, Disodium EDTA, BHT, Imidazolidiyl Urea, Methylparaben, Propylparaben.

       

      Drugi natomiast preparat to

      Md Formulations krem z AHA i retinolemVit-A-Plus

      Intensive Anti-Aging Serum

      Correct deeper lines & wrinkles

      Ten krem nie ma BHA, ma za to 20% AHA i dosc duze stezenie retinylu. W konsystencji, kolorze i zapachu jest bardzo podobny do poprzednika. Producent zaleca stosowanie go po kilku miesiacach z powyzszym serum, na juz oswojona skore. Jak dla mnie ostroznosc nieco przesadzona, serum nie robilo krzywdy, nie bylo az tak intensywne - moze to przez to, ze, jak zauwazyla Paula, jego ph nie daje idelanych warunkow na zluszczanie? Zaczelam go uzywac, po czym okazalo sie, ze musialam odstawic retinoidy na ponad dwa lata ;) takze nie do konca wiem, czy rzeczywiscie zadzialalby az o tyle silniej, niz samo serum (samo, w sensie bez "Intensive").

      Sklad: Purified Water, Ammonium Glycolate, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Retinyl Palmitate, Cetyl Ricinoleate, Sorbitan Stearate, Glycereth-7, Glycolic Acid, Glyceryl Stearate, Peg-100 Stearate, Steareth-2, Sodium Pca, Niacinamide, Inositol, Tocopherol , Xanthan Gum, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Disodium Edta, Bht, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 19 października 2011 14:12
  • wtorek, 18 października 2011
  • poniedziałek, 17 października 2011
    • MD Formulations

      Zapewne rozne sa metody prowadzenia bloga - moja polega na wrzucaniu pustych kartonikow do wielkiego pudla, i raz na jakis czas losowaniu wybranego produktu do recenzji. Nie musze dodawac, ze metoda jest idiotyczna i pozbawiona jakichkolwiek zalet, ma natomiast sporo wad. Na przyklad ostatnio wyciagnelam z pudla trzy kartoniki po MD Formulations, z ktorych o jednym z tych produktow, Calming Gel, zupelnie zapomnialam, ze go mialam...

       

      Poniewaz jednak firma jest nieznana w Polsce, a ma dosc dobre opinie na swiecie, warto moze jednak tych kilka produktow zaprezentowac.

       

      MD Formulations to amerykanski producent, znany glownie ze swoich produktow z kwasami AHA, ktore sprzedaje od 1983, czyli prawie od 30tu lat, na duzo wczesniej, zanim AHA podbilo rynek kosmetyczny jako przeciwstarzeniowy cud. AHA w MD Formulations to glycolic acid i ammonium glycolate, czesto w polaczeniu z retinolem, co podobno robi bardzo dobrze obu skladnikom. Paula jest takze bardzo entuzjastyczna jezeli chodzi o antyoksydanty MD Formulations. Dla mnie najwazniejsze jest, ze ich produkty sa zupelnie pozbawione jakichkolwiek skladnikow zapachowych.

       

      Zaczniemy od

      MD Formulations, Critical Care, Calming Gel

      Calms Redness, suitable for skin with rosacea

      Faktycznie, zel lagodzil dosc dobrze, choc dla mnie wazniejsze byly tutaj te wszystkie antyoksydanty - zel to wlasciwie prawie same wyciagi roslinne. Wyjatkowo wkurzalo mnie opakowanie (link do sklepu i zdjecia) - miekka tubka z dozownkiem, tubka, w ktorej zostaje rekordowa ilosc produktu po teoretycznym skonczeniu opakowania (a przekladanie tych wszyMd Formulations zel lagodzacystkich antyoksydantow do sloika jakos wydawalo mi sie malo sensowne). Troche niefajna jest taka ilosc parabenow, jak na produkt stosowany po peelingach itp, kiedy skora dosc mocno absorbuje wszystkie skladniki, ale pewnie nie mozna miec wszystkiego, no, i zasadniczo jest to produkt do cery wrazliwej, a nie sztucznie uwrazliwionej. Paula pisze, ze nadaje sie jako lekki nawilzacz, moim zdaniem nie, trzeba go traktowac jako serum pod krem. Na mojej cerze bylo ono nieco lepkie. Zaplacilam za 30ml 60 euro, co jest zdzierstwem nie z tej ziemi, szczegolnie, ze wlasnie widze na brytyjskiej stronie cene 27 funtow... Szczegolnie, ze olejki z wyciagami z nasion roznych jagodek i truskawek do kupienia w sklepach biochemicznych (ja moje mialam z mazidel) sa jednak duzo tansze (serum ma wyciag z aloesu oraz wielu jagod).

      

      Ingredients: Purified Water (Aqua), Glycerin, Camellia Oleifera (Japanese Green Tea Leaf Extract), Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Vaccinium Myrtillus (Bilberry) Extract, Rubus Villosus (Blackberry) Fruit Extract, Vitis Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry)Fruit Extract, Vinifera (Grape)Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Arginine, Propylene Glycol (and) Diazolidinyl Urea (and) Methylparaben (and) Propylparaben.

       

      W nastepnym odcinku: seria VitaAPlus

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 października 2011 12:09
  • niedziela, 16 października 2011
    • XSmall i XLarge Any Size Any Time Douglas dwufaza do demakijazu

      Gdzies tutaj juz pisalam o najnowszej serii wlasnej Douglasa, Xsmall i Xlarge. Zakupilam z niej m.in. dwufaze do demakijazu oczu (a w zasadzie dostalam ja gratis do zakupow), i z przyjemnoscia oznajmiam, ze jest to produkt godny uwagi. Z zaznaczeniem, ze z dwufazami nie mialam za duzo do czynienia, bo, zanim wyczytalam na Femineusie (i zDouglas plyn do demakijazuobaczylam u Lisy Elridge) jak powinien wygladac demakijaz oka, nie za bardzo sie przejmowalam zaleceniami NIE TRZEC. Teraz jednak sie przejmuje, zaczelam wiec szukac jak najskuteczniejszych srodkow rozpuszczajacych makeup przez samo dolozenie wacika do slepia. Moze takie zboczenie to kwestia wieku i jego coraz widocznych imprintow, ehhh....

       

      Ad rem: uzywanie tego Douglasowego plynu bylo czysta przyjemnoscia: nie podraznial nic a nic, dawal sie nalozyc na platek kosmetyczny w duzej ilosci, nastepnie nie sciekal z owego platka i nie wyparowywal, zanim go do oka nie przetransportowalam, a do tego sciagal makijaz w stopniu wysoce zadowalajacym. Czyli wszystko to, co robil i czego nie robil jego poprzednik, plyn do demakijazu z YvesRocher, nad ktorym sie wyzyje blogowo, jak tylko przejdzie mi trauma wynikajaca z jego uzywania...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 października 2011 16:39
  • sobota, 15 października 2011
    • Hermes, Kelly Caleche foto

      Zeby nie bylo, ze tylko narzekam na reklamy perfum: tak wyglada jedna z moich ukochanych reklam, Hermes i Kelly Caleche:

       

      Hermes Kelly Caleche

       

      Podoba mi sie tu wszystko: brak zseksualizowania ciala, normalny ubior (spodnie i bez szpilek!) glowna bohaterka podazajaca w wybranym przez siebie kierunku, wyprostowana, dynamiczna, pewna siebie. Perfumy, glowny bohater reklamy, wisza nonszalancko na przerzuconym przez ramie bacie i kolysza sie w rytm krokow. Meski element, ktory tak bardzo przeszkadza mi w wiekszosci reklam perfum (glownie jako niedpowiedziany odbiorca) tutaj jest nieobecny. Zawsze, gdy widze ta reklame, mysle sobie, ze taka wlasnie chce byc: niezalezna i pewna swojej drogi. Rozowy krajobraz tez nie zaszkodzi ;)

       

      Do tego perfumy maja tez obledna nazwe, nie jakies Zadory czy inne pocaluj-mnie-w-pupe, ale Kelly Caleche, zbitka powstala z polaczenia nazwy najslynniejszej torby Hermesa, Sac à dépêches, ktora pojawila sie na zdjeciu z 1956 roku w towarzystwie Grace Kelly, podobno zakrywajacej torba ciazowy brzuszek, na okladce magazynu Life. Torba stala sie bardzo popularna, a Hermes zmienil jej nazwe na obiegowo funkcjonujaca od czasu publikacji fotografii "Kelly". Calèche natomiast to typ powozu (Hermes ma w logo powoz, ale innego typu), oraz nazwa chyprowego aldehydu, stworzonego w 1961 roku przez Guy Robert. Torba, powoz, zapach. Nic dziwnego, ze perfumy maja w sobie ledwo wyczuwalna nute skory... Jednak to niewazne. W wypadku tak dobrych zdjec sam zapach schodzi na dalszy plan (w moim wypadku, wybaczcie zboczenie zawodowe, to prawdziwy komplement). 

       

       

       

      (foto - internet)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Hermes, Kelly Caleche foto”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 15 października 2011 16:17
  • piątek, 14 października 2011
    • Kruidvat Pure&Nature, Anti-Age Facial Tonic

      O tym toniku bylo kilka notek temu, teraz tylko na szybko rozwine mysl.

      Kruidvat seria naturalnaNie bede udawac, ze znam sie na skladnikach na tyle, zeby na pewno ocenic, czy taki sklad jest bardzo naturalny czy nie - nie musze zreszta, bo tonik ma BDIH, czyli najbardziej liczacy sie z naturalnych certyfikatow.

      A sam sklad wyglada tak:

      water, glycerin, fragrance**, sodium lactate, bambusa vulgaris leaf/stem extract, vanilla planifolia fruit extract, lactic acid, ginkgo biloba leaf extract, camellia sinensis leaf extract*, tannic acid.

      **from natural essential oil

      *from natural organic agriculture

       

      i jest prosty jak budowa cepa, ma prawie polowe skladnikow naturalnych, ale zupelnie niepotrzebnie na wysokiej pozycji zapach, przez ktory tonik byl dla mnie dosc sporym wyzwaniem, bo malz wyczuwal go z odleglosci paru metrow. Zapach sam w sobie ladny i oryginalny (duzo wanilii), niemniej chyba niepotrzebny. Co prawda nie wiem, co powoduje, ze jest on anti-aging (gliceryna jako nawilzacz starszych=suchszych cer, czy kwas mlekowy?). Ale poza tym, bardzo mily i lagodny produkt za smieszne pieniadze, wiec jak bedziecie sie wybierac do NL i pozadacie tanich naturalnych kosmetykow, warto o nim pamietac.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 14 października 2011 15:26
  • środa, 12 października 2011
    • Vaseline Intensive Care Hand&Nail

      Prawde mowiac, nie lubie tego kremu. Dostalam wielka butle (400ml!) od bylego szefa, ktory kupowal ja do firmy (praca na chemikaliach, przez co nasze rece byly w zlym stanie; co prawda, kremu na zakladzie nie dalo sie uzywac, bo grzebalismy w archiwalich, do ktorych trzeba miec wyszorowane lapy). Szefa nie lubilam, nie polubilam tez kremu, pewnie przez zwykle przeniesienie, bo sam w sobie nie jest zly - lekki (chyba dlatego szef-mezczyzna go lubil), dobrze sie wchlania, niemniej nie dziala na rece tak, jak powinien. I tak sobie stal i stal w lazience, az ostatnio mnie tknelo, ze choc nie ma na nim daty waznosci, nie pracuje w tej firmie od tak dawna, ze musial sie juz przeterminowac.

       Vaseline krem do rak

      Co ciekawe, wyglada na to, ze sklad sie nie zmienil (przed chwila sciagnelam go ze strony sklepu):

       

      Aqua, Stearic Acid, Dimethicone, Coco-Carylete/Caprate, Cetyl Alcohol, Triethanolamine, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Sorbitol, Di-glycerin, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Petroleum, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Glycol Stearate, Stearamick AMP, Aloe Barbadensis, Hydrolysed Milk Protein, Lactic Acid, Phospholipids, Magnesium Aluminium Silicate, Carbomer, Parfum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Methylparaben, Propylparaben, Bezyl Benzoate, Bezyl Silicylate, Butylphenyl Mthylpropional, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroisohexyl, 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, Cl 16255.
      

      sklad wyglada na dobry, i doprawdy, powinnam sie do niego bardziej przekonac w swoim czasie. Co ciekawe, producent jest dumny z dodatku AHA (Lactic Acid), i przyznam, zaskoczyl mnie on w kremie do rak z supermarketu (bardziej spodziewalabym sie AHA w jakims wypasionym kremie przeciwstarzeniowym do rak za ciezkie pieniadze). A jednak, coz, najwyzsza juz pora sie z nim pozegnac.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Vaseline Intensive Care Hand&Nail”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 12 października 2011 11:15
  • poniedziałek, 10 października 2011
    • Aldi Biocura krem do rak

      Ja wiem, ze ten blog zamienia sie powoli w kryptoreklame Aldiego, ale nie moglam sie powstrzymac: krem Biocura do rak. Tzw chodzacy ideal: lekki, nielepki, ale puchaty i tresciwy, a z rekoma robi cuda - przy moich ostatnich problemach ze skora byl niezastapiony. Do tego jest w opakowaniu z wielkim, bardzo wygodnym w uzyciu dozownikiem. ChybALDI KREM DO RĄKa dla samej przyjemnosci uzywania dozownika nakladalam go co godzine :) Kosztowal szalona kwote 1.49euro, czyli jakies 6zl, aczkolwiek jego pojemnosc to tylko 50ml.

      Niestety, jak na tak krotki sklad, imonujaca ilosc miejsca zajmuja parabeny, czego szczegolnie w kremie do rak nie lubie, bo predzej czy pozniej dotykam jedzenia (a najczesciej predzej). W tym wypadku jednak wybaczam, od dawna nic tak nie ulzylo mojej skorze rak:

      Sklad:

      Aqua, Ethylhexyl stearate, glycerin, glyceryl stearate, glyceryl stearate citrate, stearyl alcohol, butyrospermum parkii buter, panthenol, parfum, carbomer, sodium hydroxide, phenoxyethanol, methylparaben, butyl paraben, ethylparaben, propylparaben, isobutylparaben. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 października 2011 16:01
  • niedziela, 09 października 2011
    • Kruidvat, tea tree seria

      Bardzo, ale to bardzo lubie czysty olejek z drzewa herbacianego - malo co tak skutecznie i lagodnie rozprawia sie z "niespodziankiami" na mojej twarzy. W zwiazku z ta miloscia, zakupilam cala serie Tea Tree z TBS, ktora okazala sie kompletnym, i bardzo drogim, niewypalem.

      W zwiazku z powyzszym, z mocno podkopana wiara w dzialanie olejku w kosmetykach, nabylam w jakiejs promocji typu 1+1 serie z tutejszego Kruidvata. Juz nadziendobry seria wygladala lepiej, niz z TBS, bo byla (nie przesadzam) prawie 10 razy tansza (kosmetyki oscyluja w granicach 1-3 euro). I duzo lepiej, niz TBS, dzialala.

       

      Kruidvat seria z zielona herbata

      Kosmetyki sa w szklanych, ciemnych opakowaniach, co moze nie jest najwygodniejsze ani az tak w tym wypadku konieczne, jednak nie sposob nie docenic gestu producenta. Ja jednak nie doceniam, i namietnie przelewam do plastikow. Najlepiej z dozownikiem.

       

      Aktualnie wykanczam opakowanie zelu do mycia: nie podrazniajacego, nie wysuszajacego, o delikatnym zapachu, delikatnie tonujacego potencjalne problemy. Bez fajerwerkow, ale i bez narzekan. Myje nim paszcze rano, bo na wieczorny demakijaz jest za delikatny. Niemniej, nie wykluczam, ze to wlasnie on jest odpowiedzialny za acne-free stan mojej geby.

       

      Sklad: aqua, sodium laureth sulfate, PEG-120 Methyl glucsse dioleate, PEG-200 hydrogeneted glyceryl palmitate, disodium lauroamphodiacetate, melaleuca alternifolia oil, betaine, PEG-7 glyceryl cocate, phenoxyethanol, sodium chloride, propylene glycol, panthenol, citric acid, methylparaben, hydrolyzed wheat protein, hamamelis virginiana extract, isopropyl alcohol, cucumis sativus extract, faex extract, ethylparaben, butylparaben, sorbitol, 2-bromo-2-nitropropane-1,3diol, propylparaben, isobutylparaben, chamomilla recruita extract, parfum, potassium sorbate, disodium edta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 października 2011 15:51
  • sobota, 08 października 2011
    • Derma roller

      Wszyscy maja roler, mam I ja. O rolkach slyszalam na kilku forach, w koncu kupilam w zeszlym roku od mojej kosmetyczki, bardzo podekscytowanej rolkami i ich dzialaniem. Liczylam na to, co wszyscy: zmniejszenie blizn, poprawe gestosci skory, lepsza penetracje skladnikow kremow.

      derma roller 

      Moja rolka to Medik8, tytanium, 3mm (czyli rolka dla takich jak ja cieniasow i cykorow), na tyle duzo, by dac delikatny efekt, nie na tyle jednak, by uzywanie jej sprowadzilo sie do krwawej jatki. Powoli dojrzewam jednak do dluzszych igiel ;) Bo moj roler owszem, poprawia kondycje skory, jednak jest to nadal w kategorii pewnej poprawy, a nie widowiskowych rezultatow. Jednak efekty sa widoczne: skora robi sie promienna, zdrowsza, odzyskuje ladny, swiezy koloryt i te charakterystyczna “zbitosc”, ktora staruszki w moim wieku powoli zaczynaja tracic.

       

       

      Moja glowna nadzieja, czyli redukcja chomikowych obwisow I blizn nie spelnila sie w widowiskowy sposob, ale mysle, ze to glownie przez za mala czestotliwosc (teoretycznie raz/dwa w tygodniu, w praktyce, jak wpadne w wir pracy, zapominam o rolce na tygodnie), oraz zbyt krotkie igly. I byc moze tez technike: choc na bokach twarzy, gdzie mam blizny, roluje z pelna moca, dosc szybko mnie ta przygoda nudzi, I po paru minutach daje spokoj. Zasadniczo powinno to starczyc, bo producent zaleca po 10 pociagniec na miejsce, a mam wrazenie, ze robie wiecej, jednak w porownaniu z tym, co czytam na forach (godzinne rolowania) takie parominutowe przeoranie twarzy wypada dosc slabo. Wrazenia bolowe: rolka nie jest za bardzo bolesna, poza, ku mojemu zaskoczeniu, okolicami czola, gdzie musze sie przymuszac do rolowania i gdzie nie wyrabiam normy 10x. Natomiast okolice nosa czy policzki, co do ktorych mialam obawy, moge rolowac do upadlego.

      derma roller 

       

      A sama technika? W zasadzie podazam za zaleceniami producenta. Przed rolkowaniem spryskuje rolke Octaniseptem, I przecieram wacikiem z tymze samym srodkiem dokladnie umyta twarz.

      Pod rolke I po rolce daje serum Image, na wyrolowana buzie ichni krem, bo sa bez konserwantow i maja przyjazny, naturalny sklad. Do tego krem Image przechowuje w lodowce, dzieki czemu przyjemnie lagodzi podrazniona skore.

      Samo rolowanie przeprowadzam dlugimi pociagnieciami I malymi krzyzykami w roznych kierunkach, probujac sie upewnic, ze skora jest zaatakowana pod kazdym katem I na calej powierzchni. I dociskam ;), choc producent sugeruje delikatnosc.

      Po rolkowaniu myje rolke goraca woda, I znow spryskuje Octaniseptem, tak, jak zaleca producent. Nastepnie susze rolke w otwartym opakowaniu (ma taki sprytny “stojaczek”, dzieki ktoremu glowka z ilgami wisi w powietrzu). Ot, wszystko. Skora jest zaczerwieniona przez pare godzin, moze nawet nie tyle. Do rana nie ma sladu. Co prawda producent zaleca stosowanie codziennie (chyba, ze na poczatku wystepuje podraznienie, wtedy wolniejsze przyzwyczajanie skory). I pewnie przy takiej czestotliwosci rolka dzialalaby lepiej... Jednak i tak nie narzekam, czekam tylko na okazje zakupienia dluzszych igiel.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Derma roller”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 08 października 2011 13:59
  • piątek, 07 października 2011
    • Lancome, Pop N'cheeks

      Przed samym, samiutenkim banem na zakupy poplenilam w stacjonarnym Ici Paris wyprzedazowy roz Lancome, Pop N'cheeks, z ubieglorocznej limitowanki.

      Lancome Pop N'cheeks

      Roz jest przepiekny i dokladnie taki, jakiego szukalam. Poniewaz najlepiej mi w rozowych rozach, namietnie takie kupuje, jednak raz na jakis czas potrzebny jest tez bardziej neutralny kolor. Moj problem z neutralnymi rozami jest  jednak taki, ze najczesciej wpadaja nieco w cegle, a jakiekolwiek cieple odcienie dodaja mi z 10 lat. I tu idealnie wstrzela sie owo Lancome, bo jest kombinacja rozu i brzoskwinki. Pozlotka, ktora z niewiadomych przyczyn pokrywala czesc kolorow, zeszla z pierwszym pociagnieciem pedzla - na zdjeciu dla demonstracji usunieta z czesci srodkowej (ta roznica w kolorze w dolnym prawym rogu to wlasnie musniety pedzlem brokat).

       

      Niestety, i zastanawiam sie wciaz, czy go nie reklamowac, roz jest bardzo twardy i ciezko sie nabiera. I deczko kamienieje. Review w internecie opowiadaja o latwosci aplikacji, wiec sie zastanawiam, czy nie trafil mi sie ferelny egzemplarz. Mam dodatkowo wrazenie, ze czesc kolorow lapie sie na pedzel latwiej, co nie jest zle, bo dzieki temu mam bardziej neutralny dla mnie kolor, ale troche sie obawiam, co bedzie pozniej, i czy mi za jakis miesiac czy dwa nie skamienieje do reszty? W koncu roz za 50 euro powinien sie zachowywac przyzwoiciej, nawet kupiony za pol ceny... Dam mu jeszcze tydzien, i zobaczymy...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Lancome, Pop N'cheeks”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 07 października 2011 11:01
  • czwartek, 06 października 2011
    • Herome lakier do paznokci Dakar 107

      herome lakier do paznokci

       

      Nie wiem, czy ta firma jest w PL znana, ale chyba nie: Herome, holenderski potentat pielegnacji paznokci.

       

      Marka ma bardzo mily zwyczaj rozdawania lakierow: dwa razy w roku, zamiast wyprzedazy, organizuje dla posiadaczek karty Douglasa darmowy manicure z jednym lakierem do wyboru. I w ten sposob stalam sie posiadaczka pieknego fioletu Dakar 107 (mozna go zobaczyc, w towarzystwie pozostalych kolorow, tutaj).

       

      Na widok ktorego juz na moich lapach szanowny moj malzonek zapytal uprzejmie, kto mi to zrobil i czy na pewno dobrze sie czuje. Oraz wysnul teorie dotyczaca bezsensu malowania paznokci na kolory, ktore "w naturze" oznaczaja problemy zdrowotne ("no bo taki kolor na paznokciach to jest alarmujacy, a nie ladny"). Mi tam sie podoba, ten odcien fioletu ladnie wspolgra z zoltawa cera, jak moja, i jest bardzo dynamiczno-optymistyczny.

       

      Lakiery sa ze sredniej polki cenowej, na ktorej tle wypadaja dobrze: trzymaja sie na paznokciach dlugo (to moj trzeci lakier tej firmy), i zupelnie nie odpryskuja. Dla mnie najwieksza zaleta jest to, ze nakladaja

      herome lakier do paznokci

      sie bez smug, do czego mam wyjatkow szczescie. Opakowania sa male, 7ml, ale zasadniczo mi to nie przeszkadza, z zasady nie wykanczam lakierow do dna, predzej sie przeterminowywuja.

       

       

      Tak wyglada fota oddajaca lepiej kolor (jakos nie udalo mi sie zlapac dobrego swiatla majac go na pazurach):

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Herome lakier do paznokci Dakar 107”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 października 2011 10:52
  • środa, 05 października 2011
    • Kosmetyki ekologiczne

      Kosmetyki naturalne - zastanowilam sie ostatnio nad tym, co rozumiem przez ten termin. A wlasciwie bardziej, co rozumieja  przez niego producenci. Jak wiadomo (albo i nie), nie istnieja obecnie przepisy regulujace co mozna, a co nie, nazwac naturalnym/ekologicznym/organicznym kosmetykiem. Na rynku panuje wiec prawdziwa wolna amerykanka, z ktorej, jak zwykle, korzystaja producenci, zarowno mocno naginajacy fakty i nazywajacy naturalnymi kosmetyki ktore moze maja w skladzie jeden czy dwa naturalne skladniki (typu woda, hehe), oraz ci rzeczywiscie produkujacy produkty naturalne, ale bardzo czesto sprzedajacy je w wygorowanych cenach.

      Zasadniczo, z tego, co wyczytalam w sieci, kosmetyki naturalne nie musza miec w skladzie samych naturalnych substancji (aczkolwiek oczywiscie ich ilosc jest tu pewna wytyczna), natomiast nie powinny miec:

      - skladnikow pochodzacych z ropy naftowej

      - skladnikow pochodzacych z  formaliny

      - skladnikow pochodzacych z oleju silikonowego

      Nie powinny miec takze substancji odzwierzecych (poza lanolina i woskiem pszczelim, a wg innego kryterium - skladnikow pochodzacych z martwych kregowcow). Inni dodaja tez brak talku, parabenow, SLS, propylene glycol. Kosmetyki naturalne powinny tez byc GMO free, czyli bez skladnikow modyfikowanych genetycznie. Tak przynajmniej wynika z przypadkowej czesto wiedzy internetowej - ciekawa jestem, jak zapatruja sie na to prawdziwi specjalisci czy eko-maniacy?

      Pomijajac jednak specjalistyczna wiedze, mozna zalozyc, ze naturalne kosmetyki to na dzien dzisiejszy: jak najwiecej skladnikow pochodzacych z roslin i mineralow, jak najmniej syntetykow.

       

      Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana w wypadku kosmetykow organicznych, ktorych skladniki nie tylko powinny byc naturalne, ale jeszcze dodatkowo w wiekszosci powinny pochodzic z upraw ekologicznych. Czyli poza czytaniem skladu, by upewnic sie, ze kosmetyk rzeczywiscie ma malo substancji chemicznych, dochodzi jeszcze odcyfrowanie etykiety i wszystkich tych gwiazdek i odnosnikow, precyzujacych, co w skladzie pochodzi z plantacji eko, oraz ekocertyfikatu, ktory takowy produkt powinien miec na opakowaniu. I pozniej wlasna kalkulacja, czy taka to a tak ailosc ekologicznych skladnikow rzeczywiscie odpowiada naszym zdaniem kryterium eko, czy nie.

       

       

      W praktyce, szczegolnie, od kiedy robie zakupy z juniorem i nie mam mozliwosci wczytywania sie w etykiety, stosuje dwie metody:

      a) zaufane (niestety, oznacza to: drogie) firmy typu Weleda, ktora namietnie kupuje w wersji "dla dzieci";

      b) upewnienie sie, ze na opakowaniu jest znaczek certyfikatu.

      certyfikat ekologiczny

      I tu mam pewna zagwozdke, bowiem poza dwoma najbardziej znanymi certyfikatami, czyli pochodzacym z Francji ECOCERT (link odsyla do Wikipedii) i niemieckim BDIH, oraz dynamicznie sie rozwijajacym NaTrue*, zupelnie sie gubie w pozostalych, mniej popularnych oznaczeniach. Malo tego, mam nieodparte wrazenie, ze czesc firm tworzy wlasne ozdobniki,  imitujace wygladem certyfikat ekologiczny - w koncu nikt sie oficjalnie nie moze przyczepic do jakiegos tam znaku graficznego z napisem typu True to Nature. Oczywiscie, zdazaja sie tez pozytywne zaskoczenia: zakupiony za mniej niz 2 euro w tutejszym odpowiedniku Rossmana, Kruidvacie, tonik do twarzy z naturalnej serii okazal sie miec wyzej wspomniany certyfikat BDIH, gwaranta "naturalnosci".

       

       

      * kosmetyki posiadajace NaTrue z automatu maja tez miec BDIH. NaTrue dodatkowo przydziela jedna, dwie lub trzy gwiazki widoczne w logo, zaleznie od stopnia naturalnosci produktu. Opis poszczegolnych kategorii po polsku mozna znalezc tu.

       

       

      Wiecej o naturalnych kosmetykach na przyklad tutaj: 

      http://www.jaworek.net/kosmetyki/kosmetyki_naturalne.php

      strona producenta, aczkolwiek ma dobre, lopatologiczne wyjasnienia:

      http://www.phenome.pl/pl/main/baza-wiedzy-phenome/o-naturalnych-kosmetykach/co-to-znaczy-naturalny

      a tutaj mozna poczytac o certyfikatach:

      http://www.zdrowe-kosmetyki.pl/certyfikaty.php

       http://bioeco.pl/content/7-certyfikaty-ekologiczne

      http://kobieta.wp.pl/kat,26369,page,2,title,Tajemnicze-certyfikaty,wid,13564155,wiadomosc.html?ticaid=1d244

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kosmetyki ekologiczne”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 05 października 2011 12:06
  • wtorek, 04 października 2011
    • Diadermine, cotton cleaning pads

      Znow zapadam na niedoczas. Doba ma za malo godzin, z niczym nie nadazam. Nie, zebym miala poczucie pedu – najmniej wazne rzeczy, na przyklad sprawdzanie maila, po prosu sa skreslane z listy. Zostaje niezbedne minimum I spokojny czas spedzany z poduszeczki czyszczacejuniorem na dywanie. Dobrze, ze sa te momenty ;) I dobrze, ze jest ich tak duzo ;)

       

      A poki co, w ramach pakowania sie na koleny wyjazd sluzbowy, przypomnial mi sie najgenialniejszy wynalazek swiata: poduszeczki do czyszczenia paszczy. Oczywiscie, zuzylam ostatnia zanim zrobilam jej zdjecie, musicie wiec polegac na rysunku z opakowania. Idea jest prosta: flizelina wypelniona granulkami, ktore pod wplywem wody pienia sie jak szatan. Jako, ze zmywa sie buzie calym ustrojstwem, dziala toto na zasapoduszeczki czyszczacedzie jednorazowej gabki z silnym detergentem. Na codzien bym sie nie odwazyla, ale na wyjazdy jest to super rozwiazanie: zajmuje malo miejsca (nie trzeba targac mleczka I zelu do zmywania twarzy, oraz wacikow), zmywa dowolna liczbe warstw z paszczy, w tym kazdy, najbardziej tlusty filtr, I jest Ryanair proof, bo nie kwalifikuje sie do kategorii “plyny” (znaczy sie mozna je zabrac w podrecznym nie marnujac limitu na plyny). Nie nadaje sie do oczu, bo szczypie, ale tu zawsze mam przy sobie mini dwufaze, bo mleczka I tak mnie nie domywaly. To moje drugie opakowanie, I mam nadzieje, ze nigdy ich nie wycofaja ze sprzedazy. Poki co, zakupilam podobny wynalazek Cleanica, niestety, nie dorasta tym do piet (wogole sie nie pieni, wiec nie daje rady mojemu nagebnemu torcikowi pt jestem-stara-tapeciara: serum/filtr/podklad/matowacz/puder/brazer/roz).

       

      Sklad: Disodium lauryl sulfosuccinate, citric acid, sodium bicarbonate, talc, cocamidopropyl betaine, aqua, sodium chloride, silica, parfum, aloe barbadensis. 

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 października 2011 17:32

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com