proznosc

Wpisy

  • wtorek, 20 września 2011
    • Okrropna reklama Burberry Body

      Pojawila sie reklama nowego zapachu Burberry, Body. W zalozeniu mamy byc tutaj zaskoczeni wyrafinowanym layeringiem znaczen, bo nazwa zapachu, "cialo", pozwala odkryc kolejne "cialo", tym razem nalezace do Rosie Huntington-Whiteley.

      Burberry body

      Pomijajace caly ten pseudo-intelektualizm, czy tylko ja widze na zdjeciu nieapetyczna modelke w pozie, ktora odbiega od wyobrazenia wdzieku czy klasy (tutaj, podobno, sugerowanej trenczem Burberry), a kojarzy mi sie z magazynami dla panow? I czy tylko mnie nie podoba sie sprowadzenie kobiety do nagiego, oczekujacego (i wychudzonego...) ciala? Ciala ktore poza cialem nie ma juz innej tozsamosci? Zwroccie uwage na wzgorek lonowy - czy naprawde wyglada on apetycznie? I czy ja chce byc epatowana podbrzuszami innych kobiet w seksualnych pozach?

      Drogie Burberry, naprawde, mozna to bylo rozwiazac w bardziej subtelny sposob. Taka Helen Mirren na przyklad. Albo Monica Belluci, nawet w czarnym golfie nadal bylaby chodzaca definicja cielesnosci, a przy okazji pozwolilaby utozsamic sie z perfumami roznym grupom wiekowym. Ktore to grupy, a przynajmniej ta jednoosobowa, do ktorej naleze ja sama, mowia zdecydowane nie produktom, ktore cofaja nas do lat 60tych i seksownych Szwedek w co drugiej reklamie. Wstyd, zeby cos takiego wypuszczac w XXI wieku...

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Okrropna reklama Burberry Body”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 września 2011 09:57
  • poniedziałek, 19 września 2011
    • Cien Sensitive Body Lotion (Lidl)

      Jak bardzo, bardzo lubie kosmetyki z Aldiego, tak tym z Lidla mowie zdecydowane nie.

      Najwiekszym rozczarowaniem byl dla mnie Lidlowy balsam do ciala Cien Sensitive Body Lotion. Podobno z mocznikiem, podobno dla osob z egzemami i dla diabetykow. No ja nie wiem, z moja zasadniczo normalna skora sobie  nie poradzil, i to przez dwa opakowania, bo w szale radosci, ze oto tani, supermarketowy balsam i BEZ ZAPACHU, kupilam dwie butle, a pozniej przez miesiace nie moglam ich wykonczyc.

      Lidl, Cien Sensitive Body Lotion balsam do cialaBrak perfum jest jedyna dobra rzecza, ktora mozna o tym produkcie powiedziec. Najgorsze jest to, ze poza brakiem nawilzenia, balsam nie dawal o sobie zapomniec, bo mimo lejacej konsystencji mleczka, wchlanial sie godzinami a jeszcze dluzej - lepil. Nigdy wiecej.

      sklad z mojego punktu widzenia laika nie jest zly - nie ma parabenow, ma bardzo wysoko mocznik, a jednak, coz, jak wyzej:

      aqua, urea, glycerin, caprylic/capric trigliceryde, dicaprylyl ether, dicaprylyl carbonate, arginine, cetearyl alcohol, potassium cetyl phosphate, lactic acid, cetearyl glucoside, glyceryl stearate, phenoxyethanol, panthenol, xanthan gum, methylparaben, dimethicone, sodium anisate, sodium levulinate, sodium cetearyl sulfate, benzoic acid, dehydroacetic acid, sodium hydroxide, tocopherol.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Cien Sensitive Body Lotion (Lidl)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 września 2011 13:29
  • sobota, 17 września 2011
  • piątek, 16 września 2011
    • Essence colour&shine eyeshadow, 09 Trip to venus

      Jeszcze przed banem zakupowym przyuwazylam w IciParis, oczywiscie w koszyku wyprzedazowym, jasno rozowy, pojedynczy cien Lancome, w towarzystwie drugiego, bardzo ciemnego fioletu. Stwierdzilam, ze ich nie kupie – w koncu testowalam wlasne mozliwosci a-zakupowe, ale wiedziona jakas dziwna potrzeba na szybko machnelam oba na oczy (z testerow i palcami). Mimo metody aplikacji, przez caly dzien nie moglam sie na siebie napatrzec. Cienie mialy idealny kolor, dzieki ktoremu moja nijaka teczowka zyskala jakies 80% nasycenia kolorem. Przy najblizszej okazji, pare dni pozniej, kurcgalopkiem wpadlam do Ici, tylko po to, by dowiedziec sie, ze jasny cien zostal sprzedany. Po zmuszeniu pani do przegrzebania stoiska i zaplecza*, zrezygnowana kupilam sam fiolet (jak widac, odwyk jest mi naprawde potrzebny) po czym rozpoczelam zakrojone na szeroka skale poszukiwania jasnego rozu o odpowiedniej temperaturze. Jak zawsze, skonczylo sie na szafie Essence, ale niestety, pod wzgledem efektu kolorystycznego do Lancome jest jej daleko.

      Catrice cien do powiekKupilam dwa cienie, dzis bedzie o wypiekanym, Essence colour&shine eyeshadow, 09 Trip to venus. Cien bardo atrakcyjnie wyglada w opakowaniu, problem z mozaikami polega jednak na tym, ze ostateczny wyglad na oku jest nieprzewidywalny przed zakupem. Takie troche jajko z niespodzianka, bo wymieszanie az tylu kolorow jest zasadniczo loteria  a wiadomo, przeciagniecie palcem po testerze nijak ma sie do tego, jak cien bedzie wygladal po obrobce pedzlem i naniesieniu na powieke. Tak tez bylo I w tym wypadku: cien jest duzo bledszy niz wskazywalby na to kolor w opalkowaniu, do tego jest tez malo nasycony. Jest dosc lotny I lekki, co nie ulatwia nakladania, niemniej, przez brak nasycenia nie jest tez strasznym problemem, bo niespecjalnie go widac. Sama jeszcze nie wiem, co o nim do konca myslec, poza tym, ze nie jest to to, czego szukalam i nie za bardzo wiem, do czego go uzywac – na baze jest za jasny, na rozswietlacz za ciemny I za transparentny.

      W pewnym sensie widac tu dlaczego wole kupowac w perfumeriach niz w sieciowych drogeriach: dwa cienie Essence to jakies 4 euro, czyli polowe mniej, niz wyprzedazowe Lancome. Lancome jednak moge w perfumerii spokojnie nalozyc na oczy (zdezynfekowanym pedzlem czy jednorazowym aplikatorem), przy duzym, oswietlonym lustrze, gdzie nikt mnie nie nie puka w plecy przechodzac waskimi alejkami sklepu. Dzieki temu nie kupuje kota w worku, jak ma to miejsce w wypadku Essence, gdzie dorwanie sie do testera oznacza walke wrecz z 13latkami non stop okupujacymi szafe, do tego sklep nie ma pedzli ani luster. Teoretycznie zaoszczedzilam kilka euro, ale tak naprawde to ani nie mam wydanych pieniedzy, ani wymarzonego koloru. Ot, refleksja "sprzed odwykowa".



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 16 września 2011 11:02
  • czwartek, 15 września 2011
    • The Body Shop, Honey Moisturising Shampoo

      Różne są szkoły mycia głowy: ja akurat jestem wyznawcą opcji "bez SLS" (ale broń Boże nie w wariancie szamponu dla dzieci). Co prawda, bez SLSową pielęgnację dla dorosłych znaleźć jest trudno, ale prawie każda drogeria ma coś w ofercie - ku mojemu zaskoczeniu nawet The Body Shop, pod postacią Honey Moisturising Shampoo dla włosów suchych, uszkodzonych i traktowanych chemią. Moje akurat nie pasują do żadnej z tych kategorii (niefarbowane, tłuste i nawet nie traktowane stylingiem), niemniej z tym szamponem polubiły się bardzo. Tak bardzo, że koniec 400ml butli powitałam bez charakterystycznego dla wykańczania opakowań poczucia ulgi.

      The Body Shop szamponSzampon nie podrażnia skóry głowy, to po pierwsze i dla mnie najważniejsze. Nie powoduje też nadmiernego przetłuszczania (plus drugi), choc nie jest zupelnie obojetny, jak Yes! To carrots. Dość dobrze kondycjonuje włosy, nie aż tak, jak powinien wg producenta, ale na stosunkowo dobrym poziomie - w koncu to szampon, nie odzywka, ma jednak w skladzie dosc wysoko gliceryne i miod, a dalej oliwe z oliwek i inne oleje. Zasadniczo jest to lagodny, niedrazniacy szampon, i wolalabym, by jako taki byl sprzedawany, bo jako posiadaczka tlustej skory glowy dosc dlugo i niepotrzebnie sie lamalam przed kupieniem go.

       Sklad ze strony TBS, jak widac, producent odrobil prace domowa za mnie, rozpisujac calosc skladnikow (swoja droga, chwalebna praktyka i mam nadzieje, choc niewielka, ze inni producenci za nim podaza...)

       

      Edit: porducent odrobił, ale nie do końca, bo sklad z mojej butelki jednak się różni od tego z amerykańskiej strony... poniżej wersja mojobutelkowa.

       

      Skład: Aqua (Water) (Solvent/Diluent), Sodium Cocoyl Isethionate (Surfactant), Stearic Acid (Emulsifier), Mel (Honey (Mel) (Natural Additive), Lauryl Betaine, Glycerin (Humectant), Cocamide DEA, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Coconut Acid, Acrylates Copolymer (Viscosity Increasing Agent), Sodium  Isethionate (Surfactant), Phenoxyethanol (Preservative), Bertholletia excelsa (Brazil Nut Oil) (Emollient), Cetearyl Alcohol (Emulsifier), Olea europaea (Olive Oil) (Emollient), Panthenol, Benzyl Alcohol (Preservative), Parfum (Fragrance), Tocopheryl Acetate, Phenyl Trimethicone, Methylparaben (Preservative), Hydrolysed Wheat Protein PG-Propyl Silanetriol, Coumarin, Polyquaternium-7 (Hair Conditioner), Butylphenyl Methylpropional (Fragrance Ingredient), Linalool (fragance ingredient), Wheat Amino Acids (Hair Conditioning Agent),  Tocopherol (Antioxidant), Linalool (Fragrance), Disodium EDTA (Chelating Agent), Butylparaben (Preservative),  Isobutylparaben (Preservative), Citric Acid, Sodium Chloride, Potasium Sorbate, barwniki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „The Body Shop, Honey Moisturising Shampoo”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 września 2011 08:09
  • wtorek, 13 września 2011
  • poniedziałek, 12 września 2011
    • Obagi, CLENZIderm M.D. Pore Therapy

      Kolejny kosmetyk z serii "zza wielkiej wody", choć zasadniczo można by go nazwać lekiem, bo skład ma podany w stylu leków właśnie, z wyszczególnioną substancją aktywną i resztą alfabetycznie. Ale do rzeczy: Obagi, CLENZIderm M.D. Pore Therapy, znaczy się tonik do cer trądzikowych z 2% kwasem salicylowym. 

      obagi tonik z kwasem salicylowymPoducent twierdzi, że roztwór oczyszcza skórę z bakterii powodujących trądzik, i nie można się z nim nie zgodzić. Tonik to właściwie sam alkohol (tak go pryznajmniej odczuwałam), a ten, jak powszchnie wiadomo, zabija na śmierć. Do tego całkiem miłe stężenie kwasu salicylowego, i jest git. Nie za bardzo wiem, po co w tymże produkcie wielkie - przynajmniej w odczuciu - ilości chłodzącego mentolu, może po to, żeby człowiek nie czuł pieczenia alkoholowo/kwasowego, a jedynie ten upiorny chłodek. To powiedziawszy, tonik działał b. dobrze, w ciąży był właściwie jedynym, co pomagało mi na szalejącą miejscami cerę (stosowany na niewielkich obszarach, nie codziennie i po konsultacji z lekarzem). Jednak nie wrócę do niego, bo a) żrący był jak Domestos b) naprawdę można sobie coś podobnego, a dużo łagodniejszego dla skóry, ukręcić bez większego wysiłku.

       

      Ps A Paula go wręcz zjechała, o tutaj.

       

      Skład:

      Substancja aktywna: Salicylic Acid (2%),

      Reszta: Benzalkonium Chloride, Benzyl Alcohol, Ethoxydiglycol, Fragrance, Glycerin, Menthol, Menthyl Lactate, Menthoxypropanediol, SD Alcohol 40-B (Alcohol Denat.), Ext. Violet 2, Water

       

      (sklad wyglada dziwnie, bo, jako ze producentowi udalo sie toto zarejestrowac jako lek, nie musi podawac INCI)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Obagi, CLENZIderm M.D. Pore Therapy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 września 2011 12:22
  • piątek, 09 września 2011
    • Catrice Deffining Duo Blush

      Nie wiem, jak to się stało, że nie dołożyłam tu jeszcze mojego absolutnego hitu tej wiosny i lata: różu Catrice Deffining Duo Blush, w kolorach Pink Grapefruit Shake i Peach Sorbet. catrice roz

      Zgoda, roz jest słabo napigmentowany, ale dzięki temu nie robi też krzywdy, bo matrioszka to ostatni efekt, jaki da się nim uzyskać . Ma naprawdę swietne kolory - bardzo twarzowe, dodające tego czegoś, ale nie wyskakujące na plan pierwszy. Nie ma w nim niczego z buraczka, cegly ani pomaranczy, dzieki czemu nadaje sie do neutralnych i zimnych karnacji, choc jego kolory nie sa chlodne. Nakłada się jak marzenie, jest pół-transparentny, ale można go machnąć i mocniej. No i ta cena... Jestem zachwycona, i sięgam po niego dużo częściej, niż po kupionego w tym samym czasie Chanel i Lancome - Catrice wygląda po prostu naturalniej, lepiej.

      

       

      catrice roz

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Catrice Deffining Duo Blush”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 09 września 2011 10:07
  • czwartek, 08 września 2011
    • Sur Plus Hemp Bodyprotector Body Butter

      Jak wiadomo, Holandia Marysią stoi. Kosmetyki z marihuaną można kupić w każdym szanującym się sklepie dla turtystów, ale nie spodziewałam się ich znaleźć w Etosie, tutejszej nieco ekskluzywniejszej wersji Rosmanna, zaopatrującej naród lokalny w mazidła wszelkiego rodzaju. I oto w letni dzień na półce naprzeciwko mnie zakwitło toto: Sur Plus Hemp Bodyprotector Body Butter. Jako, że kosztowało 2.5 euro, a także przez dawny sentyment do substancji aktywnej, zakupiłam. I tak: balsam z The Body Shop z serii marysią to to nie jest. Nie pachnie jak mokre, podwędKosnetyki z marihuaną zone szuwary, ale i tak dobrze nie odżywia. Tzn jak na balsam do ciała b. nieźle, ale jak na kosmetyk ze słynną z właściwości odżywczych marihuaną - średnio. Ma słodkawy, zielonkawy zapach, przypomianający bardziej landrynki niż jointa. Zużyłam, nie wrócę. Można go kupić jako suvenir z Holandii, bo kosmetyki z konopiami są swoistą atrakcją w pewnych kręgach, ale dla prawdziwych "koneserów" jednak polecałabym bardziej serię z TBS.

      Skład: Aqua, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Canabis Sativa Oil, Ceteareth-20, Dimethicone, Cocos Nucifera, Pantheonol, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Pogosternin Cablin, Diazolidinyl Urea, Parfu, Gluyceryl Oleate, Citiric Acid, Glyceryl Stearate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnamal, Linalool.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Sur Plus Hemp Bodyprotector Body Butter”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 września 2011 11:37
  • środa, 07 września 2011
    • Peeling do ciala Kruidvat (NL)

      Mamy tutaj w NL odpowiednik Rossmana - Kruidvat, polaczenie drogerii, chemicznego i do pewnego stopnia apteki, w ktorym mozna tez kupic rzucane co tydzien cuda i wianki, od t-shirtow po krasnale ogrodowe.

      peeling na bazie soliOw Kruidvat, podobnie jak Rossman, ma swoja wlasna linie kosmetykow. I ta linia jest calkiem calkiem, do tego stopnia, ze produkt o ktorym za chwile zdazylo mi sie wiezc na wyrazne i nieznoszace sprzeciu zadanie do Polski ;) Mowa o peelingu do ciala na bazie soli. Ja wiem, ze mozna sobie kupic sol grubomielona i mieszac ja z olejkami eterycznymi (albo zelem pod prysznic z wit E, to juz bylaby 100% podrobka tegoz), ale uwierzcie mi, przy tych cenach tutaj takich gourmet produktow, jak sol z Wieliczki, 350g peelingu za niecale 2 euro wychodzi naprawde taniej (i nie trzeba sie nalatac po eko sklepach).

      Peling ma bardzo mocne dzialanie, jak dawniejszy peeling Loreala w sloiczku. Pieknie pachnie, jest wydajny, skora jest po nim bajecznie gladka. Ma tez bardzo krotki sklad, co nie powinno dziwic - w koncu to sol, ale zdazylo mi sie widziec duzo bardziej skomplikowane peelingi na bazie tejze (i bynajmniej nie dzialajace lepiej):

      Sklad: Sea Salt (Maris Salt), Aqua, Sodium laureth Sulfate, Sodium Lactate, Citric Acid, Parfum, Tocopherol, Limonene, Cl (...).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 07 września 2011 20:09
    • ROK-BEZ-ZAKUPOW

      W ramach nagrody za dzisiejszy zawodowy, maly sukces (yeah yeah yeah) postanowilam wykorzystac darmowa siec w pociagu wyjatkowo nie do pracy, ale na blogowanie. A wiec - lecimy:

       

      Zwykle w ramach marchewki za roznorodne osiagniecia pozwalam sobie na zakupy kosmetyczne. Tym razem nie, albowiem przystapilam do programu, uwaga uwaga, ROK-BEZ-ZAKUPOW. Od paru tygodni przymierzalam sie do niekupowania kosmetykow, z dosc duzym jak na mnie sukcesem - udalo mi sie nie wykupic wyprzedazowego kosza Essence i Catrice - kosmetyki za mniej niz euro to zdecydowanie moja specjalnosc, spokojnie mozecie  mi mowic garbage shopper. Niemniej, udalo mi sie powstrzymac, wiec uznalam, ze, skoro moge panowac nad najwieksza slaboscia, moze warto sprobowac. Sczegolnie, ze na watki projektu denko patrzylam z wielka zazdroscia juz od dawna, wychodzac z zalozenia, ze nie ma co zaczynac, bo pewnie i tak mi sie nie uda.

       

      Zasady sa proste: przez rok mozna kupowac jedzenie i rzeczy pierwszej potrzeby, czyli jak zedre ostatnia pare antygwaltow, trudno, kupie nowe. Zalozenie jest jednak takie, zeby sie bez jakichkolwiek zakupow poza-jedzeniowych obejsc. Oczywiscie, nie bylabym soba, gdybym nie wprowadzila wyjatkow: ksiazki mozna (w koncu na czyms musze pracowac), mozna tez kosmetyki na wyjazdach zagranicznych (aczkolwiek w granicach rozsadku - pozostaje pytanie, jak zdefiniowac rozsadek). Program nie jest dla masochistow, jezeli stwierdze, ze sie dusze czy nie mam kremu z filtrem - bede pertraktowac sama ze soba. I z malzonkiem, bo w ramach nagrody za rok ciezkiej pracy mamy sie wybrac na wakacje w - uwaga uwaga - wybrane przeze mnie miejsce.  Jak na standardy naszej rodziny jest to wielki przywilej ;)

      Na szczescie, moje zapasy kosmetyczne sa tak wielkie, ze spokojnie moge nadal prowadzic bloga, mam tez z 50 niedodanych notek. I pewnie bede tez pisac o samym No Shopping. Trzymajcie kciuki!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „ROK-BEZ-ZAKUPOW”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 07 września 2011 19:12
  • sobota, 03 września 2011
    • Przerwa wakacyjno/powakacyjna

      Mam tyle ostatnio na głowie, że po prostu nie wiem, w co wsadzić ręce. Chciałabym powiedzieć, że nie wstawiam notek na bloga z bólem serca, ale tak naprawdę nie mam nawet czasu się tym martwić. Lato dobiega jednak końca, z nim wszystkie pracowe wyjazdy i szkolenia, i mam nadzieję, że za parę tygodni, jak się odkuję z bieżącą robotą (która oczywiście,

      mimo zawodowego charakteru wyjazdów, jakoś się podejrzanie piętrzy), będę mogła wrócić do blogowania.

      Co zaskakujące, moja cera, narażona ostatnio na stresy typu mycie mydłem w kostce (zapomniałam spakować płynu do demakijażu na jeden z wyjazdów) czy też nietraktowana wieczorem kremem (jak wyżej) przeżywa okres swojej świetności. Albo służy jej restauracyjne jedzenie, albo wszystkie te teorie o ograniczeniu pielęgnacji do minimum są jednak słuszne (bo chroniczny brak snu raczej nie powinien dobrze wpływać na kondycję skóry).  Za to, w ramach pocieszenia, włosy mam w stanie opłakanym - mycie przypadkowymi szamponami, zarzucenie olejowania i innych odżywek zdecydowanie nie jest dla nich.

      A póki co muszę zaplanować następne 3 wyjazdy...

       

      (fot: wujek gogol)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Przerwa wakacyjno/powakacyjna”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 03 września 2011 13:57

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com