proznosc

Wpisy

  • poniedziałek, 24 września 2007
    • Perfumowane balsamy do ciała

      Perfumowane balsamy do ciała są wynalazkiem, co do którego wciąż nie jestem przekonana. Jasne, fajnie jest burżujsko dokupić sobie za jedyną 100-kę (lub 100-kę z +) mazidło, ale czy na pewno zdziała ono cuda? Balsamy z linii zapachowych zwykle nie mają wielu składników aktywnych - ale czy mają je zwykłe balsamy do ciała, reklamujące się jako cudowne? Głównym celem stosowania balsamów jest, wbrew temu, co próbują nam wmówić producenci, uszczelnienie warstwy lipidowej naskórka, a przez to zapobieganie ucieczce wody ze skóry. I to perfumowane robią równie dobrze, jak każde inne... Pozostaje jednak we mnie pewien niedosyt i poczucie (choć wiem, że bzdurne), że być moze jednak nie czynią tego aż tak dobrze, jak zwykłe balsamy.
      Nie wiem, jak cała reszta, ja perfumowce przechowuję najczęściej do przeterminowania - oszczędzam je na specjalne okazje, wieczorne wyjścia, kolacje i inne takie. Tym razem miałam na stanie trzy:

      Roma Laura Biagiotti - rany, jak one mocno pachną! I jak przyjemnie są ciężkie. Ogólnie na plus. Choć zapach dawno wycofany, i teoretycznie powinnam opakowanie wyrzucić, po ostrożnym teście okazały się dobre. Zostawione w mieszkaniu przez któregoś z gości, byłą dziewczynę PanMęża* lub szwagierkę. Nikt się nie przyznał, w końcu przejęłam je ja.

       

      Roma laura Biagiotti

      *w porównaniu z anonimową parą damskich stringów, przechowywaną przez PanMęża w szufladzie z gatkami, nie jest to straszliwa tragedia.

      Elizabeth Arden Green Tea - dostane w prezencie. Nienawidzę trawiastych, świeżych, zielonych zapachów, zatrzymałam go ze zwykłego skąpstwa, oraz wiedziona płonną nadzieją, że lekkie zapachy nie będą kolidować z alergią na perfumy PanMęża. Kolidowały, a jakże. Z czego wniosek, że albo Ardenka nie jest taka lekka, albo alergia jest całkowita na wszelkie perfumy. Albo oba. W każdym razie, apeluję: nie kupujcie swoim przyjaciółkom wyprzedażowych balsamów do ciała i żeli pod prysznic o nutach skrajnie odmiennych od preferowanych, szczególnie, jeżeli na ich opakowaniu stopi "not for individual sale". I jeżeli zamierzacie im opowiedzieć, że trafiliście na targowisku na pana sprzedającego spady z ciężarówek i wyprzedażowe kosmetyki za jedyne 2 euro sztuka. Ja się poczułam zlekceważona. Aha, zapomniałabym: jeżeli ktoś lubi te perfumy (można je ostatnimi czasy kupić za grosze), balsam jest świetny na lato, bo bardzo szybko się wchłania i nie lepi - jeden z lżejszych mi znanych.

       

      Perfumowane balsamy do ciała są wynalazkiem, co do którego wciąż nie jestem przekonana. Jasne, fajnie jest burżujsko dokupić sobie za jedyną 100-kę (lub 100-kę z +) mazidło, ale czy na pewno zdziała ono cuda? Balsamy z linii zapachowych zwykle nie mają wielu składników aktywnych - ale czy mają je zwykłe balsamy do ciała, reklamujące się jako cudowne? Głównym celem stosowania balsamów jest, wbrew temu, co próbują nam wmówić producenci, uszczelnienie warstwy lipidowej naskórka, a przez to zapobieganie ucieczce wody ze skóry. I to perfumowane robią równie dobrze, jak każde inne... Pozostaje jednak we mnie pewien niedosyt i poczucie (choć wiem, że bzdurne), że być moze jednak nie czynią tego aż tak dobrze, jak zwykłe balsamy. Nie wiem, jak cała reszta, ja perfumowce przechowuję najczęściej do przeterminowania - oszczędzam je na specjalne okazje, wieczorne wyjścia, kolacje i inne takie. Tym razem miałam na stanie trzy:  Roma Laura Biagiotti - rany, jak one mocno pachną! I jak przyjemnie są ciężkie. Ogólnie na plus. Zostawione w mieszkaniu przez któregoś z gości, byłą dziewczynę PanMęża* lub szwagierkę. Nikt się nie przyznał, w końcu przejęłam je ja.  *w porównaniu z anonimową parą damskich stringów, przechowywaną przez PanMęża w szufladzie z gatkami, nie jest to straszliwa tragedia.  Elizabeth Arden Green Tea - dostane w prezencie. Nienawidzę trawiastych, świeżych, zielonych zapachów, zatrzymałam go ze zwykłego skąpstwa, oraz wiedziona płonną nadzieją, że lekkie zapachy nie będą kolidować z alergią na perfumy PanMęża. Kolidowały, a jakże. Z czego wniosek, że albo Ardenka nie jest taka lekka, albo alergia jest całkowita na wszelkie perfumy. Albo oba. W każdym razie, apeluję: nie kupujcie swoim przyjaciółkom wyprzedażowych balsamów do ciała i żeli pod prysznic o nutach skrajnie odmiennych od preferowanych, szczególnie, jeżeli na ich opakowaniu stopi "not for individual sale". I jeżeli zamierzacie im opowiedzieć, że trafiliście na targowisku na pana sprzedającego spady z ciężarówek i wyprzedażowe kosmetyki za jedyne 2 euro sztuka. Ja się poczułam zlekceważona. Aha, zapomniałabym: jeżeli ktoś lubi te perfumy (można je ostatnimi czasy kupić za grosze), balsam jest świetny na lato, bo bardzo szybko się wchłania i nie lepi - jeden z lżejszych mi znanych.     Elizabeth Arden Green Tea

       

      Burberry Perfume by Burberry - faworyt, mocny zapach, dobrze odżywianie, wydajny. Ciekawa propozycja pielęgnacyjna, nie tylko zapachowa. W składzie ma mnóstwo parafiny, nic dziwnego. Ulubiony zpach byłego, więc na pewno już do niego nie wrócimy, szczególnie, że zapasy perfum się właśnie upłynniły. Kupiony w zestawie z wodą - w NL większość zapachów można kupić w kofretach, i często w niższej cenie, niż bez (promocje, oferty itp).  

      Burberry Perfume by Burberry, 6.6 oz Perfumed Body Lotion, women 	 Burberry Perfume by Burberry, Perfumed Body Lotion

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Perfumowane balsamy do ciała”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 września 2007 18:35

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com