proznosc

Wpisy

  • poniedziałek, 25 lipca 2011
  • sobota, 23 lipca 2011
    • Pantene Pro-V Restoratives, Odżywka

      Nie wiem, czy ktoś ją jeszcze pamięta: jedna z pierwszych, jak nie pierwsza, profesjonalna reklama w polskiej TV. Nawet dziś mogę przywołać tamte wrażenia, i to, że biegnę do mojej matki, powiedzieć jej, że jakaś bardzo piękna pani w TV mówiła o produkcie, który w końcu pomoże jej na włosy (moja mama całe życie narzeka na własną fryzurę). Reklama wryła się w moją konsumencką świadomość jak rzadko co. Przez dłuższy czas stosowałam tylko Pantene, by później zupełnie je zarzucić, już nawet nie pamiętam, dlaczego.

      pantene restoratives odzywkaPrawdę mówiąc, nie spodziewałam się wiele po tej odżywce (u mnie z serii Time Renewal, w Polsce Program Odnowy); kupiłam ją, bo jako gratis do dwóch produktów było wejście do zoo, a akurat mieliśmy w planach weekendowy wypad ze znajomymi. Dwa Pantene były tańsze niż bilet, nie zastanawiałam się więc długo.

      I, ku mojemu zaskoczeniu, to bardzo dobra odżywka. Robi wszystko to, co odżywka powinna robić, do tego nie obciąża włosów. Rzeczywiście odżywia, nie aż tak, jak maski, i nie na tyle, by przy długich włosach odstawić preparaty do końcówek, ale całkiem wystarczająco jak na odżywkę. Jest bardzo gęsta, dzięki czemu nie spływa z włosów, i mogę ją nakładać bezpośrednio pod prysznicem, bez zabawy z odciskaniem w ręcznik. Ma bardzo delikatny zapach, który szybko się ulatnia - znaczenie tego zrozumieją alergicy albo ichni współspacze. Ze względu na tę cechę mój romans z Pantene ma szanse na wznowienie, a przynajmniej na kolejne randki.

       

      Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Dimethicone, Behentrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Isopropyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Parfum, Disodium EDTA, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Sodium Hydroxide, Citronellol, Magnesium Nitrate, CI 42090, CI 17200, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, Methylisothiazolinone.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 23 lipca 2011 09:11
  • piątek, 22 lipca 2011
    • Domowy IPL w Douglasie

      Holenderski Douglas (stacjonarna perfumeria) spamuje info o letniej wyprzedaży. Jeżeli któraś z Was zastanawiała się nad kupieniem urządzenia do domowej depilacji IPL, może warto rozpatrzyć tę ofertę:

       

      domowy IPL

       

      bo Talikę można tu ustrzelić za 125 euro, a Silk'n za 99 euro, czyli w całkiem przyzwoitych cenach. Zapewne Douglas będzie teraz sprzedawał tylko Pihilipsa, na którego mają wyłączność.

       

      Gdyby nie to, że parę miesięcy temu skusiłam się na Remingtona, zdecydowałabym się na bank na jeden z powyższych. Szczególnie, że Remington zdaje się działać :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 22 lipca 2011 11:40
  • czwartek, 21 lipca 2011
    • Wyprzedaż w Bravissimo!

      Od kilku dni (no dobra, od tygodnia) co najmniej dwa razy dziennie wchodzę z drżeniem serca na stronę Bravissimo, aktualnie w linii odziezowej przemianowanego na Pepperberry, i wypatruję, co też nowego dodali do wyprzedaży. Albo czy ten malutki sweterek "dołożył" się w końcu w moim rozmiarze. Zamówienie złożone parę dni temu (miałam wielkie szczęście trafić na sam początek wyprzedaży), ale nic to, hormony szaleją, ręce drżą, a może jeszcze ta sukienka? Na moje szczęście, Pepperberry ma bardzo miły customer service, którego panie wykazują się anielską cierpliwością do klientek takich jak ja (halo halo? właśnie składałam zamówienie, i zanim doszłam do płacenia, zniknął mi z koszyka ten różowy płaszczyk? jak to wyprzedany w momencie zamawiania? A na pewno pani nie ma jeszcze jednej sztuki? A będzie pani miała? Jak to, nic pani nie może zrobić? Ale ja już go miałam w koszyku!!! - dołożyli go na szczęście dwa dni później).

      ubrania bravissimo

      Jakość tych ubrań nie jest powalająca. Ani wzronictwo. Ale na figurach takich, jak moja, wyglądają naprawdę dobrze - albo po prostu dadzą się nałożyć i zapiąć, co już jest wielkim osiągnięciem. A ceny wyprzedażowe robią się całkiem znośne - na przykład 25 euro za kurtkę jest zupełnie, ale to zupełnie do przyjęcia.

      Jeżeli macie w otoczeniu jakieś jeszcze nie-Lobbowe koleżanki czy rodzinę o rozbudowanych gornych gabarytach, gorąco zachęcam do zakupów na Pepperberry. Kto (zakładając, że ma rozmiar biustu powyżej F) raz założy dopinającą się w biuscie koszulę, która przylega też na brzuchu i plecach, już nigdy nie przymierzy takowej w sieciówce... Szczególnie, jeżeli będzie to koszula w wyprzedażowej cenie 12 euro ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wyprzedaż w Bravissimo!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lipca 2011 07:45
  • środa, 20 lipca 2011
    • Zmartwieni panowie z reklam

      Mont Blanc Legend

      Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, dlaczego mili panowie, uprzymilający przeglądanie magazynów dla próżnych bab, są ostatnio coś zatroskani? Nie wiem, czy dał się im we znaki kryzys, tak jak potencjalnym oglądaczom reklam, którzy widząc zmarszczone czoła owych Adonisów mogą się z nimi szybciej identyfikować? Coś w rodzaju tak, ja też wziąłem kredyt we frankach, stary, wiem co czujesz?


      Czy też w modzie są teraz mężczyźni zmartwieni, jako ci, którzy mogą zapewnić rodzinie lepszy byt w ciężkich czasach, a przez to lepiej oddziaływać na kobiety, złaknione samców alfa, już nie rozdzierających ponętnym getsem szat w dyskotece, ale u boku owych samic martwiacy się o wspólne jutro, global warming, ceny mieszkań na rynku wtórnym i to coś, co puka pod lewym tylnym kołem?

       

       

      Jude Law Dior

      Ogólnie nie jestem na nie, zastanawiam się tylko, co pomyślą o tych reklamach badacze za lat 50t?

      Armani Sport Code

      (foto-internet, w realu natrafiłam na nie w czerwcowo/lipcowych magazynach dla kobiet)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zmartwieni panowie z reklam”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 20 lipca 2011 14:34
  • wtorek, 19 lipca 2011
    • Essence, 50

      Pojawiła się już u nas nowa limitowanka Essence, 50's Girls Reloaded. Zdecydowałam się na puder (wyprzedanyEssence 50's Girls Reloaded puder w niektórych sklepach u mnie już pierwszego dnia) i pędzel.

       

      Pierwsze wrażenia nie są najlepsze. Puder ma świetne opakowanie, z przegródkami, solidnym zamknięciem itp, ale nie powalił mnie jego działanie, bo nadaje twarzy płaski, postarzający mat, do tego bieli nawet takiego bladziaka, jak ja. Jego skład jest nie do znalezienia poza drogerią: z tego, co pamiętam, był bardzo krótki, a na pierwszych dwóch pozycjach miał talk i mikę. Jeszcze jedna uwaga: opakowanie pudru jest maleńkie, jego średnica to może 5cm, nie więcej (zawartość 8.5g). Jest tylko odrobinę większe od opakowań cieni Essence.

       

      Pędzelek natomiast w cieńszej części ma za rzadkie i za długie włosie, przez co trudno o precyzyjną aplikację cienia, który poza powieką trafia też na policzki i nos. Grubsza część jest za to świetnym blenderem, i tej zdecydowanie będę używać. Do zalet należy zaliczyć typowe dla Essence, super miękkie i delikatne, syntetyczne włosie, które jest jednak zbyt giętkie, by nabrać niektóre cienie.

       Essence 50's Girls Reloaded pędzel

      To są, oczywiście, jedynie pierwsze wrażenia, aczkolwiek po dzisiejszej zabawie z oczyszczaniem połowy twarzy z naprószonego przez te za długie włoski ciemnofioletowego cienia z drobinkami, na razie nie przewiduję dalszych testów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lipca 2011 12:32
  • poniedziałek, 18 lipca 2011
    • Boots, Soltan, Face Anti-ageing Sun Defence Cream

      Jeden z moich najulbieńszych filtrów to Boots, Soltan, Face Anti-ageing Sun Defence Cream SPF 50+ / *****UVA. Jak widać na focie, zużyty do ostatniego grama ;)

      Soltan filtrJak na filtr jest bardzo przyjazny: choć nie ma konsystencji lekkich fluidów na alkoholu, wchłania się całkiem całkiem. Skóra świeci się po nim tylko odrobinę bardziej niż saute, co jest naprawdę zaskakujące, biorąc pod uwagę, jak jest gęsty. Nie bieli, ma delikatne zabarwienie. Ma zapach, ale nieszkodliwy. Odżywia (pewnie przez gliceryne wysoko w składzie, a może też pozostałe emolienty), chroni, nie straszy wyglądem. I nie ma parabenów ;) I daje ochronę przed UVA - czego chcieć więcej? Będę go kupować, dopóki Boots będzie go produkował.

      Skład: Aqua, C12-15 alkyl benzoate, Glycerin, Octocrylene, Butyl methoxydibenzoylmethane, Isotridecyl salicyate, Isononyl isononanoate, C18-36 acid glycol ester, Polyglyceryl-3 methyglucose distearate, Polysilicone-15, Methylene bis-benzotriazolyl tetramethylbutylphenol, Bis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine, Butyrospermum parkii butter, Dimethicone, Titanium dioxide, Diethylhexyl butamido triazine, Sorbitan stearate, Phenoxyethanol, Cetyl alcohol, Polysorbate 20, Mica, Decyl glucoside, Tocopherol acetate, Parfum, Xanthan gum, Acrylates/vinyl isodecanoate crosspolymer, Sodium ascorbyl phosphate, Vitis vinifera, Sucrose cocoate, Dimethyl oxazolidine, Potassium hydroxide, Tetrasodium EDTA, Butylene glycol, Propylene glycol, Panax ginseng, Manganese dioxide, Aminomethyl propanol, CI 77891. 

       

      Ps Panie wybaczą "artystyczną" fotkę, po rozcięciu tubki przypomiało mi się, że jej nie obfociłam.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Boots, Soltan, Face Anti-ageing Sun Defence Cream”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 lipca 2011 12:54
  • niedziela, 17 lipca 2011
    • Dermalogica Daily Microfoliant

      Wpis na zamówienie ;) Dawno miałam go już dodać, ale sidział w szkicach i nie mógł się doczekać, głównie dlatego, że jestem prawie pewna, że zachowałam opakowanie, żeby mu zrobić zdjęcie, ale nie mogę go znaleźć. Tyle o bałaganiarzach, teraz przechodzimy do właściwej części bloga, czyli Dermalogica Daily Microfoliant. Zasadniczo jest to produkt z gatunku "poza ceną nie da się na niego złego słowa powiedzieć". Najdelikatniejszy peeling, jaki miałam w życiu, bardzo łatwy w obsłudze i do tego skuteczny.

       

      Z opakowania wysypujemy proszek (przypominał mi peeling z bromelainą, tak na oko mniej niż pół łyżeczki, w samo zagłębienie dłoni. Tenże proszek mieszamy z wodą, i na paszczę. Alternatywnie moczyłam twarz przed, i nakładałam mokrymi dłońmi, ewentualnie dodając wody w trakcie. Powstała pasta jest bardzo delikatna, grudki są ledwo wyczuwalne pod palcami - trochę, jak masowanie się mąką. Po minucie masażu koniec, z tym, że doradzono mi zostawianie go na twarzy jak najdłużej (czyli w moim wykonaniu cały przysznic), aby umożliwić działanie enzymom - peeling ma w składzie papainę (warto też zwrócić uwagę na kwas salicylowy).

       

      peeling dermalogicaA efekty... Mmmm. Skóra jest wyraźnie wygładzona, ale przy tym nie podrażniona. Normalnie nie poznawałam własnej gęby, była tak gładka, ale bez tej gładkości z gatunku odarcia się z naskórka, która, choć efektywna, powoduje też wysuszenie, łuszczenie i podrażnienie. Przypuszczam, że nawet delikatne cery mogą z nim współpracować, jest tak łagodny. Owszem, w składzie ma głównie celulozę i talk, niemniej, wydaje mi się, że tu akurat te dodatkowe dopalacze, choć jest ich mało, bardzo dobrze wpływają na jego działanie. Mam też nieodparte wrażenie, że osoba obcykana z własnorecznym kręceniem w domu, spokojnie wykona podróbkę tegoż, która w efekcie może nawet przerosnąć oryginał. Nie mówiąc o tym, że - zakładam - regularne stosowanie bromelainy/papiny powinno przynieść bardzo podobny rezultat.

       

      Skład: Microcrystalline Cellulose, Talc, Sodium Cocoyl Isethionate, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Sodium Lauroyl Glutamate, Colloidal Oatmeal, Oryza Sativa (Rice) Bran, Oryza Sativa (Rice) Starch, PCA, Allyl Methacrylates Crosspolymer, Hydrolyzed Wheat Protein, Limonene, Methylparaben, Titanium Dioxide (CI 77891), Allantoin, Salicylic Acid, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Papain, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Cyclodextrin, tea tree leaf oil.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Dermalogica Daily Microfoliant”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 lipca 2011 12:10
  • piątek, 15 lipca 2011
    • Home Skin Lab Dr. Pastorek Institut, Effective Wrink

      Dawno temu odstałam w Sepohorze próbkę serum nieznanej mi firmy, której nazwa bardzo mnie rozbawiła: Home Skin Lab Dr. Pastorek Institut, Effective Wrink'less Serum. Ostatnimi dniami, jako że próbuję wykończyć zapasy (już nawet mój ultra cierpliwy mąż zaczął się skarżyć, bo one (kosmetyki) są w całym domu - fakt, w nocy mają brzydki zwyczaj rozłażenia się po mieszkaniu), dałam dr Pastorkowi (chirurg plastyk z NY) szansę. I aż nie mogłam uwierzyć w efekty: po tygodniu (serum jest pieruńsko wydajne) paszcza rozjaśniona, ujędrniona i widocznie gęściejsza. Myslałam, że może to rolka nagle zaczęła działać, jednak dwa tygodnie po odstawieniu serum, sytuacja wróciła do normy.

      serum Home Skin Lab dr PastorekSerum ma bardzo rozbudowany skład:

      Aqua, Glycerin, Alcohol Denat., Dimethicone, Cyclohexasiloxane, Propylene Glycol , Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Acetyl Dipeptide-1 Cetyl Ester, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Angelica Archangelica Root Extract, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Benzophenone-4, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Bht, Butylene Glycol, Butylphenyl Methylpropional, C12-15 Alkyl Benzoate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Cellulose Gum, Ceramide 2, Chitosan, Citric Acid, Citronellol, Coffea Arabica (Coffee) Extract, Cyclopentasiloxane, Geraniol, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycolic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hexapeptide-11, Hexyl Cinnamal, Hydrolyzed Soy Protein, Hydroxyethylcellulose, Laureth-3, Lecithin, Limonene, Linalool, Melissa Officinalis (Balm Mint) Leaf Extract, Mica, Papaver Rhoeas Extract, Passiflora Incarnata Flower Extract, Peg-10 Rapeseed Sterol, Peg-8, Polysorbate 20, Pongamia Pinnata Seed Extract, Retinol, Silica, Sodium Hyaluronate, Sorbitan Oleate, Tetrasodium Edta, Tocopherol, Tribehenin, Xanthan Gum, Butylparaben, Ethylparaben, Isobutylparaben, Methylparaben, Phenoxyethanol, Propylparaben, Parfum/Fragrance, Titanium Dioxide (CI 77891).


      a w nim, podobno, opatentowany kompleks DermXtechnology, zawierający okapsułowany (?) retinol, kwas hialuronowy i "triadę peptydową", które mają wspomóc, już w 28 dni, produkcję elastyny i kolagenu, oraz poprawić nawilżenie. Dodatkowo kompleks roślinny uderza w zmarszczki. Ja tam nie wiem, na pewno jako pierwszy uderza denat (3 miejsce), co nie jest miłe, ale i nie przeszkadzało. Serum ma też cały wachlarz konserwantów, oraz mnóstwo składników zapachowych na wysokim miejscu (czy potrzebnie?). Na samej górze kompleks peptydowy, i sporo wit C, dalej złuszczacze, peptydy, retinol, kwas hialuronowy, wit. E i małe ilości antyoksydantów. Jak na jeden kosmetyk, jest tego sporo, pytanie, w jakich ilościach. Co by jednak nie mówić, serum bardzo ładnie zadziałało na mojej skórze. Biorąc pod uwagę zaporową cenę 60 dolców, raczej nie widzę szans na kontynuację znajomości, niemniej, produkt wart zauważenia, nie tylko przez wzgląd na nazwisko ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Home Skin Lab Dr. Pastorek Institut, Effective Wrink”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lipca 2011 14:13
  • czwartek, 14 lipca 2011
    • Guerlain Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow

      Rzuciłam ostatnio okiem na pierwsze kremowe cienie Guerlaina z letniej kolekcji Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow. Od czasu spędzenia miesiąca w Peru mam wielki sentyment do Inków, Guerlain miał więc spore szanse zarobienia na mnie. (Nie)stety, tak się nie stało: interesował mnie puder (okazał się niesamowicie świecący) i właśnie owe cienie, które nie przypadły mi do gustu tak bardzo, że nie zamierzam powtórzyć testów.

      Guerlain cienie w kremie
      Cienie występują w 3 kolorach: Bahia (jasny róż), Havana (brązowy) i Maya (miedź). Zgrzyt nr jeden: 2 z 3 oferowanych kolorów są, a przynamniej na mojej powiece, praktycznie takie same. Różni je odcień drobinek: jedne mają miedziany, drugie złoty kolor, jednak są one na tyle niewidoczne, że przez moment myślałam, że przez pomyłkę wzięłam dwa te same testery.

      Cienie są bardzo kremowe, i trzeba ich sporo nałożyć, by były widoczne. Na mojej tłustej powiece powoduje to niezłą ślizagwicę, choć widzę w internetowych opiniach, że ta cecha akurat jest chwalona, bo ponoć pozwala na precyzyjniejszy makijaż (ma to być powodowane tym, że cień nie zasycha zaraz po aplikacji). Cienie dają bardzo delikatne wykończenie, i naprawdę musiałam się namachać, by były widoczne - dają delikatne do pół-transparentnego krycie, co też mi nie odpowiada, bo wolę mieć możliwość stopniowania i dodania więcej koloru.

      Guerlain cienie w kremie Guerlain twierdzi, że cienie przetrzymają na oku pływanie i plażę. Z mojej powieki zeszły w ciągu kilku godzin (nie byłam na plaży i nie pływałam). Według internautek trzymają się świetnie na bazie, ale Bogiem a prawdą, na dobrej bazie trzymają się też cienie z ryneczku za 2.5 pln.

      Ogólnie, za tę cenę - porażka.

       

       

      ps przepraszam za pierwsze zdjęcie z wytrzeszczem, bardzo się starałam podnieść opadające powieki, żeby cokolwiek było widać. Traf chciał, że jest to też najjaśniejsze zdjęcie. Na drugim za to bardziej widać ten efekt drobinek. Przepraszam też za wielkość zdjęć, bardzo mądrze zapisałam je zaraz po zmniejszeniu bez zapasowej kopii, i dopiero po załapałam, że są za małe.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Guerlain Terra Inca Ombre Fusion Cream Eyeshadow”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 lipca 2011 12:03
  • środa, 13 lipca 2011
    • Dlaczego nie kupuję na eBayu ani w internecie

      Poza maseczką Kanebo, w ciągu paru miesięcy udało mi sie kupić kilka innych przeterminowanych albo o bardzo krótkiej dacie ważności kosmetyków. Wszystkie w licencjonowanych drogeriach, takich jak Sephora czy Ici Paris, wszystkie w centrum miasta. I dlatego nie wyobrażam sobie kupienia czegokolwiek przez internet. Przede wszystkim, naczytałam się opinii o truskawie, w których zmawiające skarżyły się na daty produkcji rozkodowane z opakowań kosmetyków. Teoretycznie, można się pewnie ze sklepem wykłócić i taki produkt zwrócić. Jednak dzięki licznym komputerowym zakupom do pracy mojego męża, wiem, ile trzeba się nabiegać, żeby odesłać do USA czy innego Hongkongu taką na przykład pamięć do komputera (no, bo kto w ostateczności biega i je oddaje, no kto?). Oraz ile taka przesyłka kosztuje.

       

      Kupowanie na eBay jest dla mnie zupełnie nie do wyobrażenia, bo, poza przeterminowanymi kosmetykami, panicznie boję się też podróbek, z których eBay niestety słynie. Ja wiem, że są te wszystkie strony, tutoriale i opisy analizujące wygląd opakowań, ja jednak boję się, że trafię na fejka nierozpoznawalnego na zdjęciu. Z jakiegoś powodu L'oreal pozwał dwa lata temu eBay, własnie o podróbki...

       

      cienie diora paletaCzy nie zdarzyło mi się kupić czegokolwiek przez internet? Owszem, lata temu szampon z Wella professional, przez wizażowy bazar. I do tej pory zastanawiam się, czy faktycznie miałam Wellę, czy przelany do opakowania szampon innej marki, bo przyszło toto do mnie bez zabezpieczeń, a przelanie do opakowania jakiegokolwiek innego produktu, cóż, pewnie nie należy do rzeczy zbyt trudnych.

       

      Zaleta kupowania w perfumeriach jest jedna: jeżeli stwierdzę w domu, że kosmetyk jest przeterminowany, albo data ważności mija mu za 3 miesiące (kupiłam z taką ważnością puder Kanebo), mogę nawet w tym samym dniu iść i go oddać. Co prawda bez pocałowania w rękę, ale wszystkie kosmetyki zwróciłam bez większych problemów, nawet te już użyte (a pani w Sephorze szczerze się przejęła zapachem mojego nowego błyszczyku YSL, który waniał jak stara, mokra, plastelinowa skarpeta). Zakupy w sieci niewątpliwie są tańsze, i zapewne gros klientek jest zadowolony. Ja jednak jestem za wielkim cykorem (i pewnie paranoikiem, jak widać po tej welli), żeby ryzykować :)

      (zdjęcie - fejkowe Diory, z zapewne podspisem sprzedawcy - zapożyczone z podróbkowa wielkiego, rewelacyjnego bloga o zbyt dosłownych podróbkach).

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Dlaczego nie kupuję na eBayu ani w internecie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 13 lipca 2011 12:16
  • wtorek, 12 lipca 2011
    • Aldi krem do rąk z wiesiołkiem

      Jak ja lubię kosmetyki Aldiego ;) ten krem, kupiony za szaloną kwotę niecałych dwóch euro, to mój aktualnie najlepszy przyjaciel. Ma ekocert (BDIH, czyli ten, któremu - ja przynajmniej - ufam, oraz NaTrue) więc nie boję się go używać przy dziecku. Nie ma sztucznych składników zapachowych, mogę go więc nosić przy mężu. Nie ma też silikonów, parafiny i innych pochodnych ropy, kolorantów i konserwantów.

      ALDI KREM DO RĄKŚwietnie odżywia i nawilża, nie pozostawiając tłustej warstwy, więc mogę z nim pracować (nie cierpię utłuszczonej klawiatury). Zmienia stan moich rąk już po kilku użyciach, i zdecydowanie czuję rano, kiedy o nim zapomnę wieczorem. Jak to z eko kosmetykami bywa, krem ma w składzie alkohol. Alkoholu tego jest dość sporo, bo wylądował na trzeciej pozycji składu. Jednak - znów, jak to z naturalnymi produktami - w tej formule jest on praktycznie niewczuwalny, nie wysusza i nie podrażnia rąk. Tym razem w składzie na zielono zaznaczyłam olejki roslinne.

      W zasadzie naprawdę nie mogę powiedzieć o nim złego słowa: świetny skład, produkt ekologiczny, rewelacyjne działanie i prawie za darmo. Jak tylko Aldi znów je rzuci, zrobię zapas, o ile znów nie będą wykupione na pniu.

       

      Skład: aqua, glycine soya oil, alcohol, glycerin, glyceryl stearate se, cera alba, persea gratissima oil, simmondsia chinensis seed oil, glyceryl laurate, oenothera biennis oil, lanolin alcohol, parfum, sucrose distearate, xanthan gum, citric acid, sodium citratem linalool, tocopherol, limonene, helianthus annuus seed oil, geraniol, citronellol.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Aldi krem do rąk z wiesiołkiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lipca 2011 14:16
  • poniedziałek, 11 lipca 2011
    • Gosh On Stage błyszczyk

      Najbardziej znienawidzony przeze mnie błyszczyk roku: Gosh On Stage, Cool lip jam, kolor 107. Moja wina, moja bardzo wielka wina, że nie wczytałam się w etykietę: jak ktoś nie lubi chłodzących smarowideł do ust, cóż, nie powinien ich kupować. Nie za bardzo mam jak winić producenta, bo napisał przecież jak wół cool, które w zalślepieniu zakupowym wzięłam za ale nam się cool produkt udał, yeah. I w zasadzie nie mogę się też czepiać temu, że błyszczyk lepił się jak nie wiem co, wszak producent nie napisał nigdzie, że to błyszczyk czy inny balsam, ale właśnie jam, więc i nie dziwota, że jak dżem się zachowuje, a raczej zachowywał, bo po kilku miesiącach zaczęło mu straszliwie z paszczy śmierdzieć, a na to od jakiegoś czasu jestem prawdziwie uczulona. Znaczy się dokonał żywota, i po obfoceniu zwłok wylądował w miejscu, gdzie wszystkie moje kolejne zakupy typu cool/chłodzący/orzeźwiający za nim podążą, amen.

      

      Gosh blyszczyk

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Gosh On Stage błyszczyk ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2011 12:41
  • piątek, 08 lipca 2011
    • Kto jest stylista Dody?

      Wczesna Doda Dior

      Jako, ze nie mam polskiej TV, rodzimy szolbiz obserwuje wylacznie na ekranie komputera, glownie za posrednictwem Pudelka ;) I zlapalam sie na tym, ze, na podstawie zdjec, jakos tak mi sie utrwalila Doda jako inteligentna kobieta z poczuciem humoru. A uswiadomilam to sobie, widzac klip, na ktorym owa Doda z wlasciwa sobie klasa opowiada o duzych "pindolach pilkarzy". Natychmiast przypomnialy mi sie wczesne zdjecia Dody, ktorych zasaniczo nie trzeba komentowac, a ktore chyba jednak lepiej oddaja charakter "artystki" niz jej aktualny wizerunek. Tutaj na Luli mozna sobie zreszta obejrzec zmiany w stylu Dody. 

       

      Doda przeszla dluga droge od malomiasteczkowego (nikogo nie obrazam, sama pochodze z Kutna) wyobrazenia o elegancji wielkiego swiata do tego, czym jest dzis: ikony mody. Portale modowe uparcie twierdza, ze to jej wlasna ewolucja, ja jednak mam nieodparte wrazenie, ze Doda jest przykladem dzialania bardzo, bardzo zrecznego stylisty, swietnie znajacego trendy i topowe, choc czesto niszowe, marki, i, co najwazniejsze, uwzgledniajacego w swoich wyborach charakter i zyczenia kilentki (na przyklad w okresie zwiazku z Darskim wizerunek Dody wzbogacil sie o elementy pasujace scenie metalowej).

       

      Nie wierze, ze Doda az tak pilnie sledzi swiat mody i orientuje sie w nazwiskach spoza Panteonu Chanel-Dior-Louboutin, nie wierze tez, ze sama ma az takie wyczucie stylu, by odwaznie i trafnie polaczyc: skorzana sukienke od Cavalliego i turkusowe buty, a do tego dolozyc czerwona szminke, dzieki ktorej trzymane przez nia na pozostalych zdjeciach w reku Louboutiny pieknie sie z kolorem pomadki komponowaly. Stylizacje Dody sa bezbledne, aktualne i swietnie zlozone, i nawet, jezeli nie odpowiada mi jej styl, obserwuje ja z przyjemnoscia, bo maja jedna ceche: sa spojne, zarowno wizerunkowo jak i jako samodzielne kompozycje. Ktokolwiek za tym stoi, chapeau bas (bo ze nie Doda, jestem sklonna postawic dom).Doda Loboutin Cavalli

      (foto: pudelek, internet)

       

      Edit: dodaje jeszcze jedna fote, znow z Pudelka. Ktos (a dzieki Rufkowi juz wiemy, ze pewnie Martha Tarnowska) zadal sobie trud, by szminka naprawde byla w tym slynnym loubutinowym kolorze:

      Doda Louboutin Cavalli

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kto jest stylista Dody? ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 08 lipca 2011 12:39
  • czwartek, 07 lipca 2011
    • Dior J

      Jest taka reklama Diora, ktora dziala na mnie jak plachta na byka. I choc promowane nia perfumy bardzo mi sie podobaja, nigdy nie moglam sie przemoc do zakupu, wlasnie ze wzgledu na plakat reklamujacy zapach J'adore.

      Nie chodzi o sympatie (w moim wypadku jej brak) do Charlize Theron. Jak dla mnie nie do przyjecia jest gest aktorki, ktorym sciaga z siebie sztywna gore sukni. Jego przekaz godzi we mnie na tylu poziomach, ze nie wiem, od czego zaczac.

      Dior J'adore perfumyPrzede wszystkim, jak reklama Clarinsa z koturnami na kolarzowce, takze to zdjecie uwlacza inteligencji odbiorczyni (do odbiorcy zaraz przejde). Sukni takiej, jak ta Charlize, nie da sie sciagnac dolem, chyba, ze jest to specjalna wersja gorsetu dostosowana do nocnych klubow, gdzie striptizerki jednym ruchem reki wyswobodza sie z kazdej szmatki. Albo wiec jestem, jako odbiorca, za glupia, by zwrocic uwage na typ ubioru, albo tez sugeruje mi sie utozsamienie sie z tancerka gogo. Ewentualnie zapach wywoluje w Charlize taka goraczke, ze, biedna, nie baczac na sytuacje i tak probuje sie uwolnic z okowow ubrania. AAA, litosci.

      Potencjalny odbiorca bylby i moze zadowolony: kotka na goracym blaszanym dachu, samica w szczytowym momencie rui, odgrywajaca przed oczami Pana i Wladcy godowe kuszenie. Tylko, czy ja chce pachniec czyms, co ewidentnie jest adresowane do meskiego (a i mocno stereotypowego) odbiorcy, w dodatku implikujac seksualizm rodem z barow z tanim striptizem? Oczywiscie, jest szansa, ze aktorka w goraczce probuje sie rozdziac nie dla meskich oczu, ale dla mnie, widza. I ta wersja jakos tez do mnie nie trafia, bo ogladanie innych kobiet w seksualnym obledzie, malo tego, bycie jego jedynym odbiorca wywoluje we mnie zaklopotanie. Wersja trzecia? Charlze stoi na wprost lustra, i dwoi sie i troi dla samej siebie, co rownie dobrze moze uczynic utosamiajaca sie z aktorka, potencjalna klientka. Szczerze? Wpatrywanie sie we wlasne obicie z takim wyrazem twarzy to za duzo nawet na moja proznosc, nie mowiac juz o tym, ze bola mnie piersi na sama mysl o probie przecisniecia sie nad ten sztywny gorset.

      Moda i wizerunek Diora juz od jakiegos czasu traca kiczem i grubo ciosanym komunikatem (coz, z jakichs powodow wczesna Doda wygladala jak chodzaca reklama marki). Zaubila sie gdzies legenarna elegancja firmy, a moze po prostu tandeta i prymitywne instynkty sprzedaja sie lepiej...

       

      (fot-internet)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Dior J”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 lipca 2011 11:48
  • środa, 06 lipca 2011
    • Sally Hansen, 18 Hour Protective Hand Creme

      Wczorajszy (i posrednio dzisiejszy) wpis sponsoruje M jak migrena :(.

       

      W zasobach bloga znalazlam taka niedodana notke (sama nie wiem czemu niedodana, ale dobrze, bo jes jak znalazl na teraz - nie jestem w stanie za dlugo patrzec w ten swiecacy, agresywny ekran):

       

      Choc kremy do rak schodza mi w ilosciach hurtowych, nieczesto trafiam na takie, ktore by mi przypasowaly. Ten Sally Hansen to szlachetny wyjatek, bo naprawde ukoil moje stargane rece. Zawiera witaminy A, E, C (a nawet jej L-wersje), olejek z pestek winogron i masło shea., pogrubione w skladzie, oraz sporo natluszczaczy, woskow i wyciagow roslinnych.

       Sally Hansen, 18 godzinny krem ochronny

      Ma tez parabeny, ale mu to, ze wzgledu na dzialanie, wybacze. Ogolnie, choc drogi, zecydowanie godny polecenia krem.

       

      Water, Glycerin, Cetyl Alcohol, Isopropyl Palmitate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Octyldodecanol, Sorbitan Stearate,Sodium Cetearyl Sulfate, Butylene Glycol, PEG-8 Beeswax, Dimethicone, Microcrystalline Wax, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Santalum Album (Sandalwood) Extract, Phellodendron Amurense Bark Extract, Hordeum Distichon (Barley) Extract, Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Panthenol, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Fragrance, Disodium EDTA, Methylparaben, Propylparaben, DMDM Hydantoin, Diazolidinyl Urea, Propylene Glycol, Mica, Titanium Dioxide, Triethanolamine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer.


      (foto - internet)

      cena ok. 30 zł/100ml

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Sally Hansen, 18 Hour Protective Hand Creme”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 06 lipca 2011 10:45
  • poniedziałek, 04 lipca 2011
  • sobota, 02 lipca 2011
  • piątek, 01 lipca 2011
    • Olow (i inne ciekawe) w kosmetkach

      Przeczytalam wlasnie, ze kanadyjska organizacja skierowala na badania ilosci metali ciezkich prawie 50 kosmetykow, wskazanych przez przypadkowe konsumentki z roznych czesci kraju jako codziennie uzywane. Badania, zlecone niezaleznemu laboratorium, wykazaly, ze 96% produktow zawieralo... olow. W 20% znaleziono arszenik. Zadna z trucizn nie figurowala w listach skladnikow.

      olow Firmy kosmetyczne bronia sie tym, ze tak niewielkie ilosci, jak znalezione, nie moga miec wplywu na organizm, i ze mogly byc zawarte np w wodzie, uzytej do produkcji. Jednak najwyzsze stezenia znaleziono w blyszczykach do ust, a wiec tym, co regularnie zlizujemy, czy zjadamy: arszenik (70 czasteczek na million), kadm (3 ppm), i olow (110 ppm). Osobiscie nie wiem, czy przekroczono tu dopuszczalne ilosci, ale na chlopski rozum, jezeli nawet jakas trucizna jest dozwolona w kosmetykach, czyli zaklada sie, ze nie przenika przez skore,  jej ciagle zlizywanie z ust nie wyglada juz tak bezpiecznie. Nie mowiac juz o tym, ze najnowsze badania stwierdzaja, ze nie ma bezpiecznego dolnego limitu dla olowiu, bo, poza tym, ze jest bardzo grozny dla zdrowia, ma on te nieciekawa ceche, ze odklada sie w naszym organizmie. Zreszta, nie trzeba sie tu specjalnie zastanawiac: najwiekszy zwyciezca badan, Benefit Benetint Pocket Pal clear lip gloss, zawieral ponad dziesieciokrotnie (!!!) wieksza niz najwyzsza dozwolona dawke olowiu. I tak sobie mysle, ze Benefit trafia tym samym na moja osobista liste no-no.

      Tutaj link do artykulu, ktory jako pierwszy ujawnil wyniki badan (w sieci jest mnostwo przedrukow). Warto sie z nim zapoznac, i byc moze warto czesciej siegac do info ze stron tego typu:  http://safecosmetics.org/article.php?list=type&type=33

       

      (zdjecie: Wikipedia)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Olow (i inne ciekawe) w kosmetkach”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 01 lipca 2011 22:30

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com