proznosc

Wpisy

  • sobota, 24 lipca 2010
    • Yves Rocher koszmarny salon

      W dawnych, dobrych amsterdamskich czasach koleżanka żaliła się nad lampką wina, że holenderscy fryzjerzy nie za bardzo się certolą z balejażem - rach ciach, w 45 minut klientka gotowa, a to, że np. włosy od spodu, uniesione do koka,  strasza naturalnym, mysim blondem, to już problem owej klientki. Cenę pomińmy litościwym milczeniem. Pół żartem wyliczałyśmy cenę usługi wraz z przelotem do Grecji - Agata właśnie z Grecji wróciła, i z zachwytem pokazywała nową fryzurę, której wyczarowanie zabrało parę niezłych godzin, umilanych kawka i ploteczkami z fryzjerką (uroki kładzenia balejażu na niezwykle gęstych włosach do pasa).

      Owa rozmowa przypomniała mi się w sobotę. Jako, że moja kosmetyczka, przepraszam, skin therapist, programowo nie przeprowadza czyszczenia, musiałam wybrać inne miejsce. Zdecydowałam się na Yves Rocher, który tutaj ma salony na tyłach każdego sklepu - w Amsterdamie wpadałam do nich na woskowanie nóg, i zwykle byłam zadowolona. Nie tym razem jednak. Kosmetyczka poprowadziła mnie obskurnym korytarzem z łuszczącą się farbą do pokoiku, który ostatni remont widział w czasach mojej szkoły podstawowej. Brudne ściany, białe, zniszczone meble kuchenne z najtańszego MDF'u, rzucone byle jak na ścianę kafelki i zero wystroju wnętrza. Sam zabieg wyglądał tak (nie bójcie się, będzie to wyjątkowo krótki opis): milcząca kosmetyczka przeprowadza oczyszczenie twarzy mleczkiem (tym samym, które mam w domu, seria rumiankowa YR), 10 minut parówki, ekspresowe oczyszczanie, przetarcie twarzy alkoholem (!), maska (jedyna ciekawa część, bo nie wiem, jakiego produktu użyto), dziękujemydowidzenia. Na moje zaskoczone ? pani poinformowała, że zabieg trwa 45 minut, czeka już następna klientka, jak chcę kontynuować czyszczenie (a stan moich zaskórników zdecydowanie na to wskazywał), to mam się umówić na następną wizytę. Szczęka mi opadała, zdołałam tylko poprosić o nałożenie kremu z filtrem, na co pani cofła się na sklep i przytargała tester. Znaczy się, klient płaci nie za usługę, ale za roboczogodzinę, bo chyba inaczej się tego nie da nazwać. Cóż, powinnam może sprawdzić ceny tanich lotów do Grecji (do Polski ode mnie ryanairy nie latają).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Yves Rocher koszmarny salon”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 24 lipca 2010 14:10

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com