proznosc

Wpisy

  • poniedziałek, 30 maja 2011
    • Byzance de Chanel

      Jako wielka fanka Istanbulu, zpaałałam szaloną miłością do najnowszej kolekcji makijażu Chanel, Collection Byzance de Chanel. Kolekcja ma być inspirowana utraconą kulturą Bizancjum, w odwołaniach widać bazylikę San Vitale z Ravenny (kopie mozaik przewijały się przez pokaz kreacji Chanel o tym samym tytule), towarzysząca biżuteria natomiast odwołuje się do bizantyjskie kolekcji samej mademoiselle Chanel z lat dwudziestych. 

      Najbardziej oczywiście spodobał mi się wielofunkcyjny rozświetlacz Lumieres Byzantines de Chanel Palette Highlighters, rzeczywiście wyglądjący jak biżu cesarzowej Teodory, w którego to wypadku miłość pozostanie platoniczną, bo kosztuje prawie 300 euro (nie mówiąc już o tym, że jest to produkt limitowany  do 1500 sztuk, i każda z nich jest numerowana = nie do dostania dla zwykłych śmiertelników). W linku powyżej - bardzo dobre zdjęcia szczęśliwej posiadazki tegoż cuda.

      Na szczęście, Chanel pomyślało też o zwykłych klientach, bo w kolekcji znajdziemy też bardziej "przyziemne" cenowo produkty: chanel Byzance de Chanel najnowsza kolekcja

      mamy tu na przykład dwa róże, Or (czyli zołto, co bardzo odpowiada mozaikom, które zainspirowały linię) i Rouge; pomadkę Rouge Allure in Rouge Byzantine oraz paletę cieni. I owa paleta wprawiła mnie w niemy stupor: otóż internet nie jest zgodny co do tego, czy to owa paletka czy ów limitowany highliter nazywa się Topkapi. Którekolwiek by to nie było, Topkapi pojawia się w opisach makijaży wykonanych na pokazach mody Chanel (link na początku notki). I teraz tak: Topkapi owszem, jest w istanbule. Owszem, bardzo blisko ikony Bizancjum, jaką jestkościół Hagia Sophia. Owszem, Topkapi ma pewne związki z kulturą bizantyjską, jednak związki te raczej nie nadają się do nazwania jakiegokolwiek makijażu odwołującego się do Bizancjum: pałac Topkapi został zbudowany przez sułtana, który podbił Konstantynopol, zaczynając nową kartę w historii miasta jako Istanbulu. I kończąc czas Bizancjum jako taki. Ktoś w Chanel nie odrobił pracy domowej? Nie chce mi sie wierzyć,ale z drugiej strony, nie takie wpadki PR już widzieliśmy...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 maja 2011 12:35
  • piątek, 27 maja 2011
    • Nowosci Diora

      Spokojnie mogłabym żyć bez wiekszości kosmetyków wysokopółkowych. Kremy prawie nigdy nie są tak dobre, jak te za mniej niż połowa ceny, kolorówce zdarza się często mieć tańsze, równie dobre, zastępniki, perfum nie mogę używać (alergia).

      Ale jest jeden kosmetyk, przez który jednak w pierwszym zdaniu napisałam "większość", a nie "wszystkich". 5-ki Diora, cienie kultowe i uwielbiane. Jasne, niektóre cienie są prawie tak dobre, jak one (jak dla mnie paletki essence, na przykład). Jednak tylko z 5kami mam to jakże miłe wrażenie luksusu, i to do 5tek wracam na kolanach. 

      Tak wygląda najnowsza kolekcja, najprawdopodobniej limitowanka 534 Rosy Nude, u mnie ta właśnie paleta została wyprzedana w niektórych sklepach w ciągu kilku dni (musiałam się nieco nabiegać). Paleta uniwersalna, letnia, delikatna, pasuje i blondynkom, i brunetkom, i ciepłym, i chłodnym typom: 

       cienie diora paleta

      cienie diora paleta

       cienie diora paleta

      druga z palet z tej kolekcji, Rosy tan, jest nieco ciemniejsza i ma więcej drobinek niż Rosy Nude, którra nadaje się do codziennego, stonowanego makijazu. Kolory, choć cielaki, są mocno nasycone i mają piękne, satynowe wykończenie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Nowosci Diora”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 27 maja 2011 11:59
  • poniedziałek, 23 maja 2011
    • Vichy Normaderm

      Niderlandzkie Vichy przyjęło godną pochwały taktykę marketingową: otóż przy ostatniej zmianie składu Normadermu, wysyłało pocztą zestaw 7miu próbek kremu. Siedmiu, bo teoretycznie na siedem dni, w praktyce każdy, kto miał z tym kremem do czynienia wie, że nie da się go nałożyć w ilości 1.5ml na raz (próbowałam). 

      Ponieważ miałam jeszcze kilka próbek starej wersji, używałam całości przez kilka tygodni. I tak: choć skład faktycznie się zmienił, podobnie jak nazwa (teraz to jest Normaderm triactive), kremy są bardzo zbliżone w działaniu, konsystencji i zapachu. Zaletą obu jest brak parabenów, wadą starszej wersji był poliakrylamid, ale i wyciąg (słownie: jeden) roślinny; w nowej nie ma poliakrylamidu, ale i zielonego Eperua falcata (cokoliwke by to nie była za roślina).I tak dla mnie największą atrakcją było dostanie pocztą próbek ;)

      Vichy krem Normaderm

      Stara wersja:

      Skład: Aqua/Water, Alcohol Denat., Polyethylene, Glycerin, C12-13 Alkyl Lactate, Phenyl Trimethicone, Nylon-66, C13-14 Isoparaffin, Totarol, Zinc Pca, Glycyrrhetinic Acid, Sodium Hydroxide, Salicylic Acid, Poloxamer 338, Nylon-12, Disodium EDTA, Capryloyl Salicylic Acid, Tetrasodium EDTA, Laureth-7, Eperua Falcata/Eperua Falcata Bark Extract, Dextrin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Acrylates/Stearyl Acrylate/Dimethicone Methacrylate Copolymer, Polyacrylamide, Mica, CI 77891/Titanium Dioxide, CI 42090/Blue 1, Parfum/Fragrance 

      Nowa wersja:

      Aqua, Glycerin, Alcohol Denat., Aluminium Starch Octenylsuccinate, Phenyl Trimethicone, Isononyl Isonanoate, Nylon-66, Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Isopropyl Lauroyl Sarcosinate, Ammonium Polyacryldimethyltauramide, Sodium Hydroxide, Glycolic Acid, Silica, Salicylic Acid, Perlite, C12-13 Pareth-23, C12-13 Pareth-3, Cl 42090, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Isohexadecane, Divinyldimethicone/Dimethicone Copolymer, Sodium Polyacrylate, Poloxamer 338, Disodium EDTA, Capryloyl Salicylic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Polysorbate 80, Parfum

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 maja 2011 23:56
  • niedziela, 22 maja 2011
    • Sroczy blog

      Nie za często zaglądam na blogi kosmetyczne: za dużo na nich, jak dla mnie, samozachwytów i blablabla. O, a to sobie kupiłam, jakie śliczniutkie, a tamto mam z wymianki, dziękuję kochana. są jak dla mnie za mało merytoryczne, żeby zawracać sobie głowę czytaniem. 

      Ale, zupełnie przypadkiem, trafiłam na bloga Sroki, i wsiąkłam. Sroka nie blabla, a nawet jeżeli, robi to z dużą dozą uroku. Nie bawi się w czytanie składów, za to pisze o wielu nowościach. Zamieszcza dużo ciekawych porównań i recenzji ze sporą ilością zaskakująco dobrych zdjęć. Nie kreuje się na supermodelkę-piszącą-bloga-o-swojej-wielkiej-urodzie, jest naturalna i normalna. I oby taka pozostała ;)

      http://cosrocewokowpadnie.blogspot.com/

      cosrocewokowpadnie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Sroczy blog”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 maja 2011 14:49
  • piątek, 13 maja 2011
    • olay lagodna emulsja do demakijazu oczu

      Największe guru makeupu, czyli Lisa Elridge, poleca zmywać makijaż oka przykładając na tak długo, jak to tylko możliwe, płatek nasączony płynem do powieki. Zalecenie takie świadczy o tym, że Lisa nie miała przyjemności z płynem do demakijażu ócz Olaya, który to płyn w końcu wylądował, jako pierwszy od paru lat kosmetyk, w moim korszu.

      olay lagodna emulsja do demakijazu oczuSpece z Olaya wykoncypowali sobie, że, skoro wszyscy wypuszczają na rynek płyny o konsystencji wody, Olay powinien pobić konkurencję gęstym, kremowym mleczkiem. Niestety, nikomu nie wpadło do głowy, że widocznie płynne płyny nie są tylko odzwierciedleniem trendów, ale i najzwyczajniej w świecie wygody stosowania. Oryginalność tegoż mleczka polega jednak nie tylko na konsystencji: jest to jedyny znany mi produkt do wrażliwych oczu, który w kilka sekund podrażnia do zalślepiania i łzawienia. Nawet takie spojówki, jak moje, opisane kiedyś przez okulistkę jako odwrotnie proporcjonalne do oczu wrażliwych (udało mi się, choć teraz wstyd się przyznać - przechodzić miesięczne soczewki o parę miesięcy bez uszczerbku na wizji i zdrowiu oka). Czy muszę dodawać, że mleczko nie usuwa nawet dziennego makeupu, bo krem włazi między rzęsy, ale nie rozpuszcza dokładnie tuszu, i dodatkowo przykładanie czystych wacików (czy już pisałam o konsystencji?) mija się z celem, zmuszając do ofiarnego tarcia i naciągania skóry?

      Doszłam do wniosku, że to jednak nie na moje nerwy, a wyrzucenie połowy tubki i tak jest tańsze, niż późniejsze inwestowanie w reenerację skóry oczu. Wstyd, Olay, wstyd!

       

      Skład: aqua, decty oleate, isopropyl palmitate, propylene glycol, glyceryl stearate, PEG-4 laurate, glycerin, palmitic acid, stearic acid, laureth 23, triethanoalamine, diethanolamine, carbomer, imidazolidinyl urea, methylparaben, propylparaben, edta.

       

      fot internet

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „olay lagodna emulsja do demakijazu oczu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 13 maja 2011 23:47
  • wtorek, 10 maja 2011
    • Clarins Radiance plus self tanning cream gel

      Dzieje się tak czasami, że - choć zabrzmi to jak herezja - kosmetykomaniak odstawia wszystkie kawsy i retinoidy. Poza oczywistym pogorszeniem stanu cery, sytuacja ta ma jedną, jedyną zaletę: można w końcu poużywać samoopalacza.

      samoopalacz Clarins Właśnie skończyłam opakowanko Clarinsa Radiance-Plus Golden Glow Cream-Gel, i jestem całkiem na tak (oczywiście, poza skandaliczną ceną): krem jest bardzo lekki, i zmienia kolor skóry baaardzo powoli, co, przy takich białych ścianach jak ja, jest zdecydowaną zaletą. Po około tygodniu nieregularnego* stosowania wyglądam jak osobnik o normalnym kolorze skóry, czyli, w moim wypadku, jak najjaśniejsze podkłady niespecjalnie znanych z jasnych odcieni sieciówek (aktualnie wstrzeliłam się w najjaśniejsze Toleriane, 11 Light beige). Fajne jest to, że, zamiast straszyć otoczenie nagle strzaskanym na heban pyskiem, można owo otoczenie powolutku przyzwyczajać do zmian. Tak powolne opalanie minimalizuje też pojawianie się nierównych plam, do czego osoby tak manualnie zdolne jak ja mają dużą tendencję. Natomiast przy cerach naturalnie ciemniejszych krem może okazać się zbyt słaby, szczególnie o tej porze roku.

      Dodatkową zaletą (albo ja przyzwyczajona jestem do samoopalaczy sprzed dekady) jest to, że biel tkanin pozostaje biała, o czym przekonałam się rano, uświadomiwszy sobie, że piękna, nowa, adamaszkowa pościel jest nadal biała jak śnieg, mimo, że poszlam spać zaraz po posmarowaniu się kremem.

      Clarins twierdzi, że krem jest też nawilżający, co jednak nie do końca jest prawdą, bo nawet tak tłusta cera jak moja i nawet teraz, prawie już latem, wymaga dosmarowania czymś mocniejszym.

      *krem jest dość mocno perfumowany, pachnie trochę jak oliwki do opalania (poza, naturalnie, bardzo lekkim zapachem samoopalacza), programując mnie w ten sposób na ten wypoczęty, wakacyjny look, jednocześnie jednak nie jest możliwe używanie go w okolicy Naczelnego Alergika - zapach utrzymuje się na skórze dość długo.

      Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Phenyl Trimethicone, Glyceryl Stearatese, Dihydroxyacetone, Isononyl Isononanoate, Butylene Glycol, Glycerin, Polycarylamide, Cetyl Alcohol, Erythrulose, Parfum (Fragrance), C13-14 Isoparaffin, Sodium Metabisulfite, Phenoxyethanol, Laureth-7, Sorbic Acid, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Pantithenol, Disodium EDTA, Retinyl Palmitate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Larrea Divaricata Extract, Actinida Chinensis (Kiwi) Fruit Extract, Calcium Gloconate, Zinc Gluconate, Ascorbic Acid, Potassium Sorbate, BHT.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Clarins Radiance plus self tanning cream gel”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 maja 2011 12:09

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com