proznosc

Wpisy

  • sobota, 26 marca 2011
    • Lancome pudry brązujące

      Wiem, miało być o reszcie Renergie, ale nie mogłam się powstrzymać. Kiedy weszłam dziś rano na stronę Lancome, moim oczom ukazało się następujące cudo:

      Lancome brązer bronzer

       

      nie ma to jak atak kosmitów do porannej kawy. Frytka czy wczesna Doda to przy tej wersji Darii Werbowy bladolice świete. Czego dotyczy owo kuriozum? Wbrew pozorom nie jest to ostrzeżenie przed nadużywaniem solarium, ale reklama brązerów:

      Lancome brązer bronzer

      A przecież można i tak:

      Daria Werbowy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 26 marca 2011 12:59
    • Lancome Renergie

      Jestem właśnie po zakończeniu testów Lancomowej serii Morpholift. Używałam jej sumiennie przez tygodnie, głównie dlatego, że byłam ciekawa, jak zachowają się kosmetyki TAKIEJ CENY. Oczywiście, zachowały się odwrotnie proporcjonalnie do kosztów: ot, dobre kremy, ale po prawie 4 tygodniach moja cera, owszem, była nawilżona, ale zmarszczki nie zniknęły, pory się nie zmniejszyły, nie pojawiła się też poświata otaczająca taką, dajmy na to, Julię Roberts, co przy cenie 100 euro za 25ml serum wcale nie było AŻ TAKĄ mżonką.

      W ogóle cała ta seria powala wręcz na kolana cenami:

      Rénergie Lift Volumetry to jedyne 95 euro/50ml

      RÉNERGIE MORPHOLIFT R.A.R.E.™ zaś 90 euro/50ml.

      Czy jednak ceny te przekładają się na jakość czy działanie kremów? Ha, ha, ha. Konia z rzędem temu, kto wytłumaczy mi, jak poniższa składnikowo krewna kremu Nivea może tyle kosztować??? Początek składu to to samo, co we wszystkich innych kremach (do ciała, do rąk, itd), plus filtr UVB. Gdzieś koło połowy poczciwa Limaria, a gdzie cała reszta? Gdzie antyoksydanty, gdzie składniki przecizmarszczkowe, gdzie filtr UVA? Nie będę udawać, że mogę odczytać cały skład od ręki, jednak większość z jego składników to tak zjechane i popularne nazwy, że każda kosmetykomaniaczka, czytająca składy podczas codziennego mycia zębów, rozpozna większość typowej składowej wyliczanki: gilceryna, silikony, oleje mineralne...

       

      Renergie Morpholift RARE Repositioning Cream SPF 15:

      Water, Ethylhexyl Methoxzcinnamate, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Paraffinum Liquidum/Mineral Oil, Silica, Myristyl Myristate, Dimethicone, Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid, Stearic Acid, Triethanolamine, Palmitic Acid, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Titanium Dioxide, Stearyl Alcohol, Peg-100 Sterate, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Jojoba Oil, Ci 15985/Yellow 6, Ci 14700/Red 4, Ci19140/Yellow 5, Mica, Hydrated Silica, Hydrolyzed Rice Protein, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Adenosine, Acetyl Tetrapeptide-9, Peg, Stearate, Dimethiconol, Laminaria Ochroleuca Extract, Limonene, Xanthan Gum, Methoxypropanediol, Linalool, Propylene Glycol, Alpha Isomethyl Ionone, Paraffin, Disodium Edta, Cetyl Alcohol, Utylphenyl Methylpropional, Citronellol, Alumina, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Glycine Soja/ Glycine Soja Soybean Protein, Diazolidinyl Urea, Sodium Dhydroacetate, Phenocyethanol, Ethylparaben, Chlorphenesin, Methylparaben, Fragrance.

      Naprawdę, lepiej już kupić Ziaję...

      Natomiast skład drugiego kremu jest dużo przyzwoitszy: lepsze filtry, antyoksydanty, adenozyna. Nadal jednak nic, co tłumaczyło by cenę:

       

      Renergie Lift Volumetry Volumetric Lifting And Shaping Cream SPF15

      Water, Octocrylene, Glycerin, Dimethicone, Ethylhexyl Salicylate, Hydrogenated Polyisobutene, Cera Alba (Beeswax), Sucrose Stearate, Poly C10-30 Alkyl Acrylate, Ci 17200/Red 33, Ci 19140/Yellow 5, Sodium Polyacrylate, Sodium Cocoyl Glutamate, Hydrolyzed Linseed Extract, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Stearic Acid, Faex Extract/Yeast Extract, Adenosine, Acetyl Tetrapeptide-9, Argania Spinosa Kernel Extract, Vigna Aconitifolia Seed Extract, Ethylparaben, Silica, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethiconol, Limonene, Benzyl Alcohol, Linalool, Caprylyl Glycol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Geraniol, Disodium Stearoyl Glutamate, Disodium Edta, Methylparaben, Octadecenedioic Acid, Citronellol, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Coumarin, Fragrance, Sodium Benzoate Butyl Methoxydibenzoylmethane.


      Obydwa kremy zachowują się podobnie a tłustej cerze, i prawdę mówiąc, nie zauważyłam większych różnic, zanim nie sięgnęłam po składy. Oba są gęste i puchate, i pięknie pachną różami. Obydwa dobrze nawilżają. I to w zasadzie tyle dobrego można o nich powiedzieć.

      W następnym odcinku: serum i krem pod oczy.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Lancome Renergie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 26 marca 2011 12:26
  • niedziela, 20 marca 2011
    • Essence Metallics

      Przyznam bez bicia: kupiłam te paletki tylko i wyłącznie ze względu na eyelinery żelowe, których wielką fanką stałam się dzieki Femineusowi. Mam już kilka cieni od Essence, i choć nie są złe, nie powaliły mnie też jakością na tyle, by wyglądać limitowanek. Tu jednak sytuacja jest nieco inna: o ile same eyelinery nie są złe, nie zachwyciły mnie jednak tak samo, jak słoiczkowe Essence. Za to cienie okazały się być strzałem w dziesiątkę. Zgodnie z oczekiwaniami zaprezentował się też pędzelek: największa perełka z całej kolekcji, dzięki któremu zrobienie idealnej, wtartej w rzęsy i wywiniętej do góry kreski staje się banalnie prostą, 30 sekundową czynnością (tyle mniej więcej zabiera przeraczkowanie od lustra do schodów - sprawdzone kilkukrotnie).

      Essence metallics zelowy eyeliner paletki

      Same eyelinery nie są tak trwałe, jak wspomnana wersja w słoiczku. Nałożone bez bazy, na gołą powiekę, znikają w ciągu kilku godzin. Za to na cieniach Essence trzymają się minimum 8 godzin, z czego w moim wypadku co najmniej godzinę przemieszczania się po mieście rowerem (w opcji z juniorem dochodzi do tego pot zalewający czoło). Ich niewątpliwą zaletą jest łatwość aplikacji i piękne, stonowane kolory: neutralny, ciemny grafit (prawie czerń), oraz dwa ciemne brązy, w chłodnej i cieplejszej tonacji (choć przy tym natężeniu koloru nie jest to aż tak widoczne). O ile ktoś lubi efekt eyelinera na niepomalowanej powiece - moim zdaniem w codziennym makijażu sama gruba, wywinięta, kocia kreska wystarcza - ucieszy się na wieść, że dwie z paletek mają idealne do uzyskania takiego luku cienie: najjaśniejsze kolory w Nothing Else Metals i Copper Rulez dają bardzo naturalny efekt, szczególnie, że nie są matowe ani perłowe, ale delikatnie satynowe (Nan! coś dla Ciebie). Copper rulez, które kupiłam jako ostatnie, bo byłam przekonana, że miedziane odcienie nie będą pasowały do mojego chłodnego typu urody, ma jedne z najbardziej poszukiwanych przeze mnie od czasu cienia Foxy Clinique (pierwszego i jak dotąd jedynego wykończonego do zera cienia w mojej karierze) kolory: przepiękne szaro-brązowe taupe o bardzo neutralnej temperaturze.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 marca 2011 11:42
  • niedziela, 13 marca 2011
    • Inglot podbija świat!

      Pewnego pochmunego ranka (zupełnie, jakbyśmy nadal byli w Holandii) w Istanbule wybraliśmy się na kawę z dobrym przyjacielem mojego męża i jego nowo poślubioną żoną, Pinar, którą widziałam tylko raz, na ich ślubie. Ślub był to wyjątkowy, bo przyjęcie odbywało się na statku dostojnie sunącym po Bosforze, co dla mnie, małego misia z PL, wydawało się być krzyżówką Dynastii i bajek z Tysiąca i Jednej Nocy.

      Inglot w TurcjiPanowie zagłębili się w tematy dnia (w ich wydaniu: a ta edycja tego oprogramowania...), my zaś odkryłyśmy, że mamy wspólną pasję: kosmetyki. Pinar zna te same kanały na youtube i jest wielką miłośniczką truskawy oraz makeupvalley, regularnie dokonuje wymian przez ocean i dostaje paczki z całego świata. Czyli norma ;) Nie muszę chyba dodawać, że ku pewnemu zaskoczeniu męskiej części towarzystwa (wliczając bezszelestnych i uprzedzająco grzecznych kelnerów) zgodnie wywaliłyśmy nasze kosmetyczki na stół. I tu moje wielkie zaskoczenie: czego jak czego, ale Inglota się tutaj znaleźć nie spodziewałam! Otóż okazuje się, że Inglot osiągnął w krótkim czasie w Turcji silną pozycję, porównywaną z Mac'em. Inglotowe kosmetyki są prawie w cenach Maca - z tego, co pamiętam, Mac to jakieś 32 liry, a Inglot 28. Najlepsze jest to, że uznawane są za równorzędne pod względem jakości! Inglot ma w Istanbule swój własny sklep, i naprawdę mam nadzieję, że podbój tureckiego rynku będzie się nadal tak dobrze rozwijał!

       

      na zdjęciu Pinar z podobno ulubionym błyszczykiem made in Inglot!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 marca 2011 11:57
  • niedziela, 06 marca 2011
    • Kod Młodości

      Długo zastanawiałam się, co napisać w tej notce. No bo tak: koncerny, które mają w swojej stajni firmy wysokopółkowe i te z półki popularnej często dublują produkty. Celuje w tym grupa L'oreal, która najczęściej po jednym sezonie wypuszcza tenże sam super-hiper-diper patent pod inną nazwą, w innym kremie. Najczęściej dzieje się to na linii Lancome-L'oreal. I, od kiedy L'oreal wprowadził na rynek odpowiednik Lancomowego Genifique, czyli serię Kod Młodości, byłam przekonana, że napiszę prześmiewczą notkę na temat płacenia x razy więcej za ten sam produkt w innym opakowaniu i z innym logo. A jednak...

      O Genifique, które mnie całkiem miło rozczarowało, pisałam tu. Niestety, Kod Młodości w moim odczuciu nie dorasta Genifique do pięt. Stosowałam przez ponad miesiąc i serum, i krem, (dostałam 12 podwójnych próbek - zalety zostawiania w drogeriach średniej krajowej na pieluchy), co według ulotki powinno wystarczyć, by moja cera stała się o 61-79 procent młodsza itp, i mogę powiedzieć, że: krem nie nawilża, przynajmniej nie tak, jak powinien. Musiałam go dosmarowywać mocniejszym nawilżaczem, co, przy takiej ilości wosków i silikonów, mijało się z celem - trochę tak, jakbym próbowala dotrzeć do skóry zawiniętej w folię spożywczą. Działanie obiecane przez producenta - brak, ot, krem jak krem (co ciekawe, znalazłam w sieci bardzo podobne opinie). Serum: w konsystencji zupełnie, ale to zupełnie różne od Genifique, które jest wodniste i lekkie, natomiast Kod Młodości silikonowy i ciężki. Zasadniczo jest to cnotą, silikony pod kremy z filtrem na dzień jak znalazł. Niestety, w tym wypadku równie dobrze można by się smarować serum do końcówek, bo Kod Młodości wogóle, ale to wogóle nie działa. Ostatnią próbkę powitałĸam wręcz z entuzjazmem. Co ma w tym serum działać,  to - tak samo, jak w wypadku Genifique - bifida ferment lysate (ciekawie opisane właśnie w tej serii np tutaj). Niestety, pomijając już skuteczność tegoż, umieszczone w składzie daleko dalej, niż w Genifigue (a w wersji na rynek amerykański, nie wiedzieć czemu, na drugiej pozycji):

      Krem:

      kod mlodosciIngredients: water, glycerin, isohexadecane, cyclohexasiloxane, dimethicone, alcohol denat, dipropylene glycol, synthetic wax, peg-10 dimethicone, dimethicone/peg-10/15 crosspolymer, dimethicone/polyglycerin-3 crosspolymer, caffeine, sodium acrylates, copolymer, sodium hydroxide, bifida ferment lysate, adenosine, ascorbyl glucoside, nylon-12, limonene, disodium edta, propylene carbonate, hydroxyethylpiperazine ethane sulfonic acid, caprylic/capric triglyceride, disteardimonium hectorite, ethylhexylglycerin, polysilicone-8, tocopheryl acetate, methylparaben, phenoxyethanol, fragrance, sodium benzoate.

       

       

        kod mlodosciSerum:

      Ingredients: water, cyclohexasiloxane, glycerin, butyrospermium parkii butter, propylene glycol, stearic acid, stearyl alcohol, cetyl alcohol, palmitic acid, cera alba, peg-100 stearate, glyceryl stearate, pentaerythrityl tetraethylhexanoate, peg-20 stearate, vaccinum myrtillus fruit extract, ryscus aculeatus root extract, hordeum vulgare/malt extract, caffeine, isohexadecane, methyl methacrylate crosspolymer, sodium chondroitin sulfate, sodium hydroxide, bifida ferment lysate, silica, dimethyl silylate, arelocollagen, aluminium starch octenylsucinate, adenosine, nylon-66, limonene, hydrolized rice protein, hydrolized soy protein, hydroxypropyl tetrahydropyranitol, pentaerythrityl tetraisostearate, pseudoalteromonas ferment extract, polysilicone-8, polysorbate 80, acrylamide/sodium acryloyldimethyltaurate copolymer, tocopherol, methylparaben, phenoxyethanol, chlorhexidine digluconate, ethylparaben, sodium benzoate, fragrance.

       

      Zakładam, że nie ja jedna mam taką opinię o tej serii: kilka dni temu pojawiła się u mnie jej nowa wersja, z serum w szklanym opakowaniu z pipetką. Nie widziałam jeszcze składów, ale mam nadzieję, że firma tym razem bardziej dokładnie skopiowała Genifique!


      (foto: internet)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kod Młodości”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 marca 2011 11:42

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com