proznosc

Wpisy

  • wtorek, 30 marca 2010
    • Biotherm, Biovergetures (Żel przeciwko rozstępom)

      Nie wiem, na czym polega fenomen tego kremu, ale w większości opinii jest on bardzo skutecznym produktem przeciw rozstępom. Z tego, co widzę, zmienił się skład - od połowy zupełne przetasowanie składników, także komfort używania mógł się znacząco poprawić w porównaniu ze starą wersją. Na lepsze, mniemam, bo był to jeden z ulubionych kremów używanych przeze mnie w ostatnich miesiącach.

      Biotherm Biovergetures rozstępomBiotherm twierdzi, że krem

      a) pomaga przeciwdziałać rozstępom w okresie ciąży - dzięki nawilżaniu, olejom i algo-silikonowi. Ok, nawilżanie nawilżaniem, krem ma w składzie w przeważającej ilości stare dobre silikony. Ale już oleje to najnormalniejsze, najbardziej popularne: karite i soya, oraz - wg producenta - borage, którego ja osobiście w składzie nie widzę?

      b) redukuje istniejące zmiany, poprzez stymulację regeneracji tkanek. Tutaj poważnie zastanowiłabym się, co miało by w ten sposób zadziałać:

      Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Glycerin, Propylene Glycol, Stearoxy Dimethicone, Myreth-3 Myristate, Propylene Glycol Diethylhexanoate, Glycine Soja Oil, Phenoxyethanol, Hydroxyproline, Butyrospermum Parkii Butter, Carbomer, Hydrogenated Lecithin, Parfum, Tocopheryl Acetate, Benzyl Salicylate, Cholesterol, Methylparaben, Sodium Hydroxide, Dimethiconol, Sodium Stearoyl Glutamate, Propylparaben, Disodium EDTA, Methylsilanol Mannuronate, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Eugenol, Benzyl Benzoate, Benzyl Alcohol, Linalool, CI 77491 (Iron Oxides), CI 177492 (Iron Oxides).

      Czyli:

      Aqua (Water), Cyclopentasiloxane (silikon), Glycerin, Propylene Glycol (humektant), Stearoxy Dimethicone (silikon), Myreth-3 Myristate (emolient), Propylene Glycol Diethylhexanoate (emolient), Glycine Soja Oil, Phenoxyethanol (konserwant), Hydroxyproline (zastanawia mnie, czy to nie ów składnik ma mieć działanie przeciwrozstępowe), Butyrospermum Parkii Butter, Carbomer (zagęszczacz), Hydrogenated Lecithin, Parfum, Tocopheryl Acetate, Benzyl Salicylate, Cholesterol, Methylparaben, Sodium Hydroxide, Dimethiconol, Sodium Stearoyl Glutamate, Propylparaben, Disodium EDTA, Methylsilanol Mannuronate, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Eugenol, Benzyl Benzoate, Benzyl Alcohol, Linalool, CI 77491 (Iron Oxides), CI 177492 (Iron Oxides).

      A jednak krem oceniam bardzo wysoko. Zgadzam się i z producentem i z użytkownikami: krem ma kremową konsystencję, jednak wchłania się bardzo szybko. Nawilża i odżywia skórę wręcz rewelacyjnie, i jestem skłonna przyznać, że mogło to mieć wpływ na całokształt działania prewencyjnego. Jest bardzo komfortowy, ALE ma bardzo, bardzo, bardzo mocny zapach. Tak mocny, że mogłam go używać tylko w czasie nieobecności alergika w domu. Aromat owszem, przyjemny (lilie, konwalie), ale dlaczego aż tak instensywny? Zapewne wiele ciężarnych kobiet przyzna mi rację: Biotherm przesadził.

      Cena: 160zł / 100mlh

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 marca 2010 23:57
  • sobota, 20 marca 2010
    • Yes to carrots

      Jakowielki wielbiciel królików i marchewki nie mogłam przejść obojętnie wobec półek ze smakowicie nazwanymi kosmetykami Yes to carrots (Tak dla marchewki). Pochodząca z Izraela firma szybko podbija światowy rynek: raz, że jej kosmetyki są stosunkowo dobre i względnie tanie, dwa, trafiają w nurt "naturalnych" produktów (z tą różnicą, że są dostępne w Sephorach i innych drogeriach, oraz, co wytykają im zwolennicy prawdziwie eco kosmetyków: w wypadku kremów czasem zawierają składniki wyklęte przez prawdziwie naturalne firmy, jak pochodne formaldehydu).

      Ja jednak miałam przyjemność używania szamponu, który, mam nadzieję, żadnych wynalazkow tego typu nie ma. Nie ma też SLS, czyli wroga nr 1 mojej skóry głowy, po którym dopada mnie łupież, tragiczne swędzenie i przetłuszczanie włosów (jak mniemam, ogłupiała agresywnym detergentem skóra próbuje się na siłę zregenerować). Ani silikonów, które występują w co drugim szamponie drogeryjnym. I cóż - jak do tej pory mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z najlepszych szamponów do włosów, jakie używałam. Trzeba przyznać, na tle innych szamponów, jego skład jest wręcz imponujący: same wyciągi roślinne, woda morska, niacinamide i wit. E:

      Skład: Water (Aqua), Sodium Coceth Sulfate, Magnesium Chloride, Dead Sea Water (Maris Aqua), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Olea Europaea (Olive) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Propanediol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Daucus Carota Seed Oil, Daucus Carota Juice, Cucurbita Pepo (Pumpkin) Juice, Ipomoera Batatas (Sweet Potato) Extract, Cucumis Melo (Melon) Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Honey(Mel) Extract, Fragrance (Parfum), Algae Extracts (Rhodella, Dunaliella, Spirulina), Silt (Maris Limus), Niacinamide, Vitamin E (Tocopheryl Acetate), Ginkgo Biloba Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Punica Granatum (Pomegranate) Peel Extract.

      Po tym szamponie moje włosy są: lekkie, delikatne, nieobciążone, i, co najważniejsze, nie przetłuszczają się (ba, śmiem nawet twierdzić, że zyskuję jeden dzień więcej pomiędzy myciami). Do tego nie mam podrażnionej skóry głowy - czegóż chcieć więcej?

      Niestety, polska cena szamponu jest nie do przyjęcia: w Holandii (ta sama pojemność, pół litra) kosztuje 6 euro, ja swój kupiłam w ofercie z 50% zniżką.

      maseczka do włosów yes to carrots W tej samej serii jest też maseczka do włosów: Yes to carrots, C is for hair, Hair and Scalp Moisturizing Mud Mask. I tu muszę przyznać, że nie jest tak dobrze, jak z szamponem: tzn skład bardzo ładny, ale co z tego, skoro na włosach większych efektów nie ma, a fryzjerka nie mogła uwierzyć, że podcinałam końce dwa miesiące wcześniej - maska nie ma aż tak silnego działania na włosy, jak typowe, intensywnie regenerujące maseczki. Do tego - jak na produkt naturalny niedopuszczalne - ma w składzie silikon, fakt, niewiele, ale jednak... I, na dobitkę, ma w składzie Imidazolidinyl Urea, który ma uwalniać (powyżej 10°C) formaldehyd. Nie jest to produkt zły, jednak więcej do niego nie wrócę.

      Water (Aqua), Silt (Maris Limus), Dead Sea Water (Maris Aqua), Olea Europaea (Olive) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Macadamia Ternifolia Oil, Glycerin, Lactic Acid, Cetearyl Alcohol, Niacin, Dimethicone, Algae Extracts (Rhodella, Dunaliella, Spirulina), Ipomoera Batatas (Sweet Potato) Extract, Cucurbita Pepo (Pumpkin) Juice, Daucus Carota (Carrot) Organic Extracts, Daucus Carota (Carrot) Juice, Panthenol, Chamomila Recutita (Chamomile) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Juice, Imidazolidinyl Urea, Fragrance (Parfum), Cinnamomum Zeylanicum Oil, Apple Vinegar (Acetum), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Extract, Daucus Carota (Carrot) Seed Oil, Cetrimonium Chloride, Punica Granatum (Pomegranate) Peel Extract.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Yes to carrots”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 20 marca 2010 23:59
  • czwartek, 18 marca 2010
    • Miller Harris

      Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach pracy w korporacji i częstych wizyt w 5* hotelach, szanowny małżonek, który jeszcze nie był małżonkiem, przywiózł jako gifta zestaw kosmetyków Miller Harris. Urzekły go zapachy, co, jak na alergika, jest naprawdę osiągnięciem nielada - nie przypominam sobie go świadomie decydujacego się na zabranie do domu jakichkolwiek innych produktów ze względu na ich zapach (za to gubię się już w tych, które musieliśmy, z tych samych powodów, wyrzucić - misiowa alergia na syntetyczne zapachy nie zna litości). Naturalnie, skoro zapach podszedł misiowi, mua pozostała niespecjalnie powalona na łopatki - ot, cyrtynka z drzewnymi nutami. Do tego, szampon z zestawu citron citron straszliwie mnie podrażnił, przywołując już od dawna zapomniany łupież po-SLS'owy (agresywne szampony tak bardzo wysuszają mi naskórek, że ten, wariując, zaczyna się łuszczyć):

      aqua, sodium laureth sulfate, cocamidopropyl betaine, lauramide DEA, Sodium lauroyl oat amino acids, Sodium Chloride, DMDM Hydantoin, hydrolyzed wheat protein PG-propyl silanetriol, polyquaternium-7, parfum, panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Citric Acid, disodium EDTA, Citral, Liomonene, Linalool, Lilial.

      (wszystkie ciekawe sładniki są tutaj za parfum, czyli nie ma co liczyć na ich porządną ilość.

      I coś mnie przy ostatnich porządkach w łazience tknęło do wygooglania Miller Harris. Ludzie, toż to rozbój w biały dzień! Ja wiem i rozumiem, ale żeby 250 ml balsamu do ciała dawało po kieszeni w wysokości  49 euro (niestety, wywaliłam już opakowanie, a szkoda), a żelu pod prysznic (też 250ml) kosztowało 42 euro!!! Żelu, dodam, o następującym składzie:

      aqua, sodium laureth sulfate, cocamidopropyl betaine, disodium laureth sulfosuccinate, lauramide DEA, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Polyquaternium-7, Parfum, DMDM Hydantoin, Sodium Chloride, Algae Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Chamomilla Recutita (Matricaria) flower extract, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Citral, Liomonene, Linalool, Lilial.

      Miller Harris

      Owszem, mydełko w kostce jest fajne,

      sodium palmate, sodium palm kernalate, aqua, glycerin, parfum, sodium chloride, titanium dioxide, tetrasodium etidronate, pentasodium pentetate, citral, liomonene, Linalool, Lilial.


      ale czy jest w tym składzie coś, co tłumaczyło by jego cenę 12 euro za kostkę?

      Owszem. Jedno. Perfumy. Lyn Harris jest jedną z najsłynniejszych kreatorek zapachów na świecie - jedną z pierwszych, które oferowały, po wiekach zapomnienia, ultra-prywatny serwis: kreowanie perfum na zamówienie konkretnej osoby. I te perfumy są bardzo, bardzo drogie - Harris przyjmuje góra 6 zamówień w roku. Poza owym ekskluzywnym serwisem, ma też własne sklepy i kilka ogólnodostępnych linii zapachowych, z czego jedną jest właśnie moja citron citron. Harris szczyci się tym, że, poza kreowaniem nowych perfum, serwisuje też stałych klientów, dostarczając im balsamy, żele, szampony, świece i wszelkie inne dobra pachnące w ten jeden, jedyny, opracowany specjalnie dla nich, sposób. Czy jednak warto? O ile owe super-drogie perfumy dodawane są do produktów o składach równie zwyczajnych, jak te powyżej, moim zdaniem - nie.

       

      (zdjęcia ze strony producenta)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Miller Harris”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 marca 2010 23:53
  • środa, 17 marca 2010
    • ERIS PHARMACERIS-M FOLIACTI - KREM ZAPOBIEGAJĄCY ROZSTĘPOM

      Pierwszy krem przeciw rozstępom, którego używałam w ciąży, od samiuteńkiego poczatku 4 miesiąca. Co prawda Eris podpadł mi strasznie kremem do biustu, jednak ten balsam (o ile pominiemy opis producenta) jest zdecydowanie wart spróbowania.
      Krem ma przyjemną konsystencję: ani za rzadką, ani za gęstą. Spokojnie można się po aplikacji ubrać, bo całkiem nieźle się wchłania (przez to jednak nie można wykonać masażu - coś za coś). Jest go stosunkowo mało, ale jest bardzo wydajny, można mu więc wybaczyć pojemność. Jestem nawet w stanie uwierzyć w jego hipoalergiczność - mój małżonek tolerował jego zapach, a przynajmniej nie miał wieliej reakcji alergicznej.

      Eris Pharmaceris FoliactiNajwyraźniej, w porównaniu do wersji z 2006 roku,  firma zmieniła odrobinę skład, przesuwając na nieznacznie wyższe pozycje glicerynę i wit. E. Jak widać po składzie, krem będzie przede wszystkim działał nawilżająco (mnóstwo gliceryny i parafiny, dalej trzy ciekawe składniki roślinne):

      Skład: Aqua, Isopropyl Myristate, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Cyclomethicone, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Cotton ( Gossypium) Seed Oil, Barley (Hordeum Distichon) Extract, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tromethamine, Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Disodium EDTA, Mushroom (Fomes Officinalis) Extract, Xanthan Gum, Allantoin, Escin, PVP, BHA, Butylene Glycol, Theophylline, Caffeine, Threonine, Carbomer, Folic Acid, Atelocollagen, Polysorbate 20, Sodium Chondroitin Sulfate, Methylparaben, Chlorhexidine Digluconate, Propylparaben, Ethylparaben, Parfum.

      To, co w Foliacti bardzo mi się nie spodobało, to opis na opakowaniu. O ile jestem w stanie kupić zdanie "Wzmacnia i uelastycznia skórę, zapobiegając powstawaniu rozstępów" (no, bo w końcu ma olej bawełniany i wit. E, i sporo nawilżaczy) to już następująca sentencja:  "Aktywnie wpływa na spalanie tkanki tłuszczowej hamując gromadzenie się tłuszczu w miejscach szczególnie narażonych na powstawanie rozstępów (uda, pośladki, brzuch, biodra)"* rozłożyło mnie na łopatki. Ke? Czy bycie w ciąży oznacza, że klientka kupi każdy kretynizm? I czy, nawet, jeżeli byłaby to prawda, chcemy w ciąży stosować preparaty, które aktywnie będą nam spalać tkankę tłuszczową? Jeżeli krem przenikałby tak głęboko, śmiem twierdzić, że nie byłby wskazany w czasie ciąży.

       

        1. the angels related to the death of Christ: Angelic Pietà; angel of the Trinity.

      INTRODUCTION

      The image of Angelic Pietà presents a very simple composition: the dead body of Christ being held by a weeping angel or angels. Iconographically this motif is closely related to the image of Christ as a Man of Sorrows. With some of the images, it is even difficult to distinguish between the two groups of representations; the isolated image of Man of Sorrows overlaps with the image of angels crying over the Christ's dead body. In the literature on the subject, there is a tendency to treat the Angelic Pietà as a subgroup of representations of Man of Sorrows. This is in line with general treatment of the subject: some scholars, as for example Duffy, do not distinguish the separate images of Mass of St. Gregory, Man of Sorrows and Image of Pity, considering them a variation of the same subject1. The subject was very popular throughout Europe during the opening decades of the 15th century, especially in the small-scale works of private devotion, such as reliquaries and Books of Hours.

      THE CLASSIFICATION

      In the literature on the subject there seem not to be an agreement on the classification of the angels assisting to the body of Christ. The man of Sorrows with the angels, a description - according to Camille - seen in the inventories contemporary to the panel of Meister Francke, is, according to the same scholar, a type of an Imago Pietatis, often described in modern literature as the "Angel Pietà"2. Some scholars disagree with the general treatment of the motive: for example, according to Reau, if the body of the angelic Pietà sits at the edge of the sarcophagi or stone, than the subject is not the Pietà , but "a burial by angels".

      ORIGIN

      The Iconography of both - Man of Sorrows and Angelic Pietà - are derived from the Mass of St Gregory, with its central image of dead Christ, often supported by angels. The legendary vision of St. Gregory had its origin in the icon from Santa Croce, copied since the 14th century.

      Gertrud Schiller points out possible early origin of the angels carrying the body of Christ: "The motive of two angels displaying a symbol of Christ - and the Gregorian Man of Sorrows has to be seen as a figural symbol of Christ - belongs, however, to a tradition that dates back to Early Christian art. In the early period the angels display Christ's name, his bust or a cross in a clipeus, in the Late Carolingian period these are often replaced by the Lamb of God or sometimes by the face of Christ and in the Late Middle ages by a chalice and host", suggesting that the image is related to the "increasingly intense experience of God on earth throughout the sacrament"3.

      TYPES

      The setting in which the angels are carrying the body of Christ might be slightly different in various representations. In principle, images can be divided according to the presence - or lack of - of sarcophagi. According to Schiller, the type without the sarcophagi (or cloth) would be an Italian invention, possible to be traced to Byzantine prototypes, and popular with North Italian artists such as Tintoretto. However, we are not sure about this interpretation: there are several images of angelic Pietà from Italy, showing angels lifting the body of the dead Christ from the grave.

      Schiller also suggest that presence of the tomb is typical for a French variation of the motif. According to this scholar, French art did not have free-standing single figure of Man of Sorrows, and did not adopt the Roman type of Imago Pietatis until the second half of the 14th century, when it also reformulated it. Consequently, the Man of Sorrows in many French images does not stand freely in the tomb but is supported. An independent type arises known as the Pietà with angel and is soon followed, either in its entirety or as separate motifs, in other countries: an angel, often in liturgical garment, stands between the cross and the tomb and with hands veiled in the shroud supports the Man of Sorrow from behind. This form must had been common in France by the last quarter of 14th c., for in 1383 Philip of Burgundy bought from a painter named Jean d'Orleans a painting representing 'notre seigneur dans le sepulcre et l'ange qui le soutient'. The general conclusion of Schiller is that the image originated in France and become widespread. Scholar does not give a proof of this thesis; therefore her interpretation should perhaps be looked at as a suggestion, not a discovery. The image of Christ pasrshly lifted up from the tomb is very comon in Netherlandish interpretations of the St Gregory Vision; Christ's tomb is here commonly interpreted as an altar.

      Popularity of aforementioned images could be related to this origin and enormous indulgences which Popes bestowed on those who prayed before the image of Man of Sorrows. Another reason might be a late medieval understanding of the Passion of Christ as a main element of private devotion, with emphasis on the manifested human nature of Christ. Those Images of Pity were endlessly reproduced, from the form of cheap block-prints to be pinned up in the houses of the poor, illustration for Passion prayers and devotional poems, to small altars for private devotion4.

      INTERPRETATION:

      What is the role of angels carrying the dead body of Christ? Why did the motive enjoyed such a popularity in the 15h century? At the end, as noticed by Belting: "there is no biblical situation, in which Christ, as a corpse, is held by an angel"5.

      According to Schiller, angels in the image of Man of Sorrows evoke: "tenderness meant to awaken a sense of involvement in the spectator than assistance for the Man of Sorrows". According to her, even if there is an angel and Christ is seemingly leaning on it, he does actually not do it, practically standing by himself. This would agree with the interpretation of the Angelic Pietà by Maister Francke by Camille. Camille points out the existence of the angels as a tool for identification for the viewer within the picture. Here angel serves an incorporation of donor/viewer in the scene6. "Francke's angel only gingerly grasps the Saviour, and does so in a cloth (as celebrant holding the wafer in the mass). Christ's body becomes a host, offered to the viewer by the angels; "panel makes visible the eucharistic re-enactment of the passion in each individual beholder"7, or, in other words, the Eucharistic notion of offering of Christ's body8. . In general, scholars seam to agree that the presence of angels at the body of Christ relate to the changes in religiosity of 15th century. The image of continuously suffering, even at the ascension, Man of Sorrows takes over the Majestas Domini whose human suffering continues9.

      This is not the only example at which the angel who supports or carries the dead Man of Sorrows has been interpreted as the angelus missae (Schrade and Mersmann). Schiller suggest that this interpretation is not valid for Pisano's sculpture, but is more tenable for the French pictorial type, especially when angel lifts Christ out of the tomb. Idea is grounded in the canon of the mass: after the transformation of the elements the celebrant prays: "Command that this be taken in the hands of thy holy angel to thy heavenly altar" (possible but not certain connection: Man of Sorrows was understood as representation of the passion but also as Eucharist). But this interpretation can relate only to sacramental Christ and not to Christ carried to heaven. Angels exhibiting the Man of Sorrows in the earthly sphere are typical for Late Middle Ages (instead of symbol of victory). In this way, the angels with Christ perform the exhibition and offering of the sacrament, but not the ascension! At the same time, Schiller brings up the examples which she clearly interprets as the angels ascending Christ, for example at Hans Baldung (Grien). Here, the angels, together with clouds, the are the attributes that the painter uses to demonstrate the exaltation of the Man of Sorrows or his assumption into heaven.

      Another interpretations of the presence of the angels include a need to illustrate the divinity of the Christ who as man is dead. Sometimes the function of the angels can be described as protective: the angel raises the dead Christ in the tomb or supports him to prevent him sinking back, or even sometimes he appears to lift him out of the tomb. An interesting interpretation was given by Ringbom: auxiliary figures of the angels in such images as 'presenting the dead body of Christ to the worshiper, while at the same time by their presence acting as intermediaries in offering to God the prayers directed to the image'10.

      TO DO:

      A particularly interesting type of this image was created in the Flemish art: Angel of the Trinity, where the angel holding the dead body of Christ replaces the Holy Spirit, becoming one of the persons of the Trinity.

      1 E. Duffy, Stripping, p. 238-239.

      2Camille, 185.

      3Gertrud Schiller, Iconography of Christian Art, p. 216.

      4 E. Duffy, Stripping, p. 238-239.

      5Hans Belting, "The Image". 68-79, za: Camille, Mimetic Representation, p. 187

      6Camille, Mimetic Representation, p. 194.

      7Camille, Mimetic Representation, p. 194.

      8Hans Belting, "The Image". 68-79, za: Camille, Mimetic Representation, p. 187

      9Gertrud Schiller, Iconography of Christian Art, p. 216.

      10Ringbom, Icon to Narrative, p. 68, za: Camille, Mimetic Representation, p. 187

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 17 marca 2010 23:55
  • poniedziałek, 08 marca 2010
    • Image, Ageless Total resurfacing masque

      Image, Ageless Total resurfacing masque cieszy się zasłużoną dobrą opinią wśród internautów (to jeden z niewielu produktów Image, co do których udało mi się znaleźć jakiekolwiek informacje).

      Image ageless total resurfacing masqueMaseczka rzeczywiście robi to, co obiecuje producent: odczyszcza i odświeża cerę. Przy takim mixie AHA i BHA nie ma innego wyścia :) Do tego ma delikatne drobinki ścierne (takie same, jak peeling z serii przeciwtrądzikowej), tak, by pod koniec aplikacji, w czasie jednominutowego masażu, umożliwić pozbycie się martwego naskórka. Po uzyciu cera jest - jakimś cudem, pewnie dzięki kwasowi hialuronowemu - nieprzesuszona (nawilżona to za duże słowo, ale tak, jest z nią całkiem dobrze). Moja mama, w ramach wizyty testująca skarbczyk, uznała, że po jednym zastosowaniu jej cera wyglądała dużo lepiej.

      Jak dla mnie jeden z hitów Image, i na pewno nie raz do niej wrócę (mimo zbójeckiej ceny 35 euro za 56.7ml).

      Skład: water, alumina, glycolic acid, lactic acid, ammonium hydroxide, phytic acid, L-ascorbic acid, salicylic acid, yeast beta-blucan, sodium hyaluronate, arnica montana extract, caprylic/capric trigliceryde (and) linoleic acid (and) glycine soja (soybeans) sterols (and) phospholipids, glycerin, titanium dioxide cl 77891), peg-100, stearate, dimethicone, carica papaya fruit extract, cetyl alcohol, ammonium lauryl sulfate, zea mays (corn) starch, vitis venifera (grape) fruit extract, hypericum perforatum extract (st John's wort), hamamelis virginiana (witch hazel) extract, phenoxyethanol & caprylyl glycol & ethylhexyl glycerin & hexylene glycol, aesculus hippocastaneum (horse chestnut) extract, hedera helix (ivy) extract, anthemis nobilis flower extract, cucumic sativus (cucumber) extract, allantoin, magnesium aluminum silicate, xanthan gum, mentha viridis (spearmint) oil, eucalyptus globulus (eucalyptus) leaf oil.

      (zdjęcie własne, proszę wybaczyć stan tubki, maska tak przypadła mi do gustu, że nie zdążyłam jej zrobić pożądnych zdjęć)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 marca 2010 23:56
  • niedziela, 07 marca 2010
    • Clarins Olejek do ciała Tonic

      Clarins Huile Tonic (albo Body Treatment Oil) zbiera bardzo pochlebne opinie wśród internautów, zarówno polskich, jak i zagranicznych.

      Olejek, zalecany przez firmę szczególnie do pielęgnacji ciężarnych, ma zdecydowanie wiele zalet i jedną zasadniczą wadę: cenę. Podobnie jak wszystkie pozostałe olejki Clarinsa (dwa do ciała i trzy do twarzy),

      W mojej własnej, nieprofesjonalnej opinii, olejek nie zadziała na już istniejące rozstępy, ma natomiast szansę jako środek prewencyjny. Osobiście jestem nim zachwycona z jednego, jedynego powodu: jest to pierwszy kosmetyk, który zmusił mnie do regularnych zimnych pryszniców biustu, brzucha i ud. Ze szczególnym naciskiem na biust. Tak, wiem, że natryski są, zaraz po dobrze dobranym staniku, najlepszym, co można zrobić dla piersi; nie byłam się jednak w stanie przekonać do tej tortury, choć ciąża szybko niszczyła kondycję moich atutów (przez pierwsze miesiące nie mogłam nosić stanika, a gabarytowo skoczyłam bardzo do przodu). Aż w końcu kupiłam Clarinsa, i chyba tylko przez wyrzuty sumienia odnośnie jego ceny udało mi się przekonać do zimnych natrysków. Za każdym razem. Bez wyjątku. Do końca 7-go miesiąca (później olejek się skończył, a ja bałam się kupić nowy ze względu na lęk przed wywołaniem zimnym prysznicem skurczów). I wiem jedno: jakkolwiek bardzo bym chciała mieć tyle determinacji i silneclarins przeciw rozstępom olejekj woli, by po ciąży nadal katować się zimną wodą, coś mi mówi, że skończy się na kolejnym olejku, bo tylko wizja zmarnowanych 40 eurasów jest mnie w stanie pchnąć do przykręcenia kurka z ciepłą wodą. Sama na siebie kręcę bat...

      Pomijając wszystko inne, olejek naprawde fajnie działa na skórę (nie chcę nawet słyszeć, że to te regularne zimne prysznice z jakąkolwiek substancją oleistą), która robi się gładka i miękka. Ma fatalne opakowanie, zagrażające życiu, bo manewrowanie tą obłą, ciężką szklaną butlą pod prysznicem zaliczam do prawdziwych wyczynów. Zastanawia mnie też, dlaczego Clarins z taką lubością pakuje swoje olejki w przejrzyste szklo - zdarzyło mi się juz trafić na bardzo zjełczały tester (olejki z zasady powinny być w ciemnych butelkach).

      Oczywiście, olejek można próbować umieszać w domu. ALE pamiętam z for biochemicznych raporty, z których wynikało, że Mieszaczaki próbujące uzyskać jeden z Clarinsowych olejków do twarzy nigdy nie były zadowolone z efektów - jednak proporcje i sposób mieszania najwyraźniej mają tu znaczenie. Oczywiście, można eksperymentować, problemem jest tu jedynie cena eksperymentów: olejek ustrzelony w promocji kosztuje niecałe 30 euro za 100ml (normalna cena to 44); cena pierwszych 5 składników (czyli właściwie wszystkiego tego, co nas w tym produkcie interesuje) to około 55 zł za podobną pojemność.

      Skład: corylus avellana (orzechy laskowe), pelargonium graveolens, rosmarinus officinalis (rozmaryn), aniba rosaeodora, mentha arvensis, linalool, citronellol, geraniol, limonene, citral, benzyl benzoate.

      (corylus avellana (orzechy laskowe),  65 g 16.58zł; pelargonium raveolens,  5g 10zł; rosmarinus officinalis (rozmaryn),  10ml 12; aniba rosaeodora,  5g 7.4; mentha arvensis, 5g 7.4)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 marca 2010 23:44
  • sobota, 06 marca 2010
    • Palmer's Cocoa Butter Formula Massage Lotion for Stretch Marks

      Palmer's Cocoa Butter Formula Massage Lotion for Stretch Marks

      Nie do końca wierzyłam w Palmer'sa (tak, ta głupia wiara w markowe kosmetyki, powodująca, że - idiotycznie - niższa półka wydaje się mniej skuteczna), jednak właśnie kończę drugie opakowanie. Pomijając inne zalety, balsam ma u mnie ogromny plus za brak reakcji uczuleniowej u Sprawcy. Jego zapach jest mało przyjemny, deczko chemiczny, ale nie wywołuje najmniejszej, najtycieńszej alergi. Chwała Palmer's za to, i przypuszczam, że wiele ciężarnych kobiet z nadwrażliwością na zapachy powie to samo.

      Palmers przeciw rozstępomNie wiem, jak balsam wpływa na rozstępy - patrząc na skład, nieco wątpię w działanie na już istniejące; mam bardziej wrażenie, że po prostu bardzo mocno odżywia i nawilża skórę, przez co ewentualne niewielkie rozstępy mogą stać się mniej widoczne. Ale pod względem wpływu na ogólna kondycję skóry nie mogę mu niczego zarzucić: ciało robi się jedwabiście miękkie i gładkie. W składzie zaznaczyłam na czarno składniki, które wg producenta są tu kluczowe, i rzeczywiście, mogą wpłynąć na elasyczność skóry (a wg mojego opakowania, kliniczne badania wykazały, że elastyczna skóra jest bardziej oporna rozstępowo). Nie wpłyną natomiast, moim zdaniem, na rozstępy. Mam wrażenie, że Palmer's wyprodukował naprawdę przyzwoity balsam do ciała, a spece od PR na siłę chcą go sprzedać jako działający na rozstępy (nie: przeciwrozstępowo).

      Balsam jest bardzo wydajny, rozprowadza się na skórze z miłym poślizgiem, umożliwiającym wykonanie masażu, jednak zostawiony sam sobie wchłania się dość szybko (nie jest tłusty!). Ma bardzo wygodne opakowanie z działaącą pompką. Ogólnie nie ryzykowałabym zakupu na już istniejące rozstępy, ale w ramach działań prewencyjnych - jak najbardziej. Na wszelki wypadek w połączeniu z innym kremem (moja codzienna rutyna to dwa różne preparaty - jeden na noc, drugi na dzień, plus mazidłowe serum).

       

      Z tego, co widziałam w sieci, balsam występuje pod postacią kremu albo lotionu, choć zasadniczo nie różnią się one bardzo składem.

      Sład: Water (Aqua), Theobroma Cacao Extract (Cocoa), Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG 100 Stearate, Isopropyl Lanolate, Isopropyl Palmitate, Propylene Glycol, Dimethicone, Lanolin Alcohol (Lanolin), Stearic Acid, Bentonite, Theobroma Cacao Seed Butter (Cocoa), Mineral Oil (Paraffinum Liquidum), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Microcrystalline Wax (Cera Microcristallina), Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Diazolidinyl Urea, Disodium EDTA, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Methylparaben, Propylparaben, Limonene, Linalool, Caramel, Fragrance (Parfum)

      Pojemność 250 ml, cena 8 euro

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 06 marca 2010 23:31
  • czwartek, 04 marca 2010
    • Image, Vital C hydrating enzyme mask

      Image, Vital C hydrating enzyme mask - produkt bardzo polecany przez moją kosmetyczkę. Mnie osobiście nie zachwycił aż tak bardzo: tzn. to jest BARDZO DOBRA maseczka, o bardzo dużej sile nawilżającej, z porządną dawką (jak zwykle) przyjaznej skórze zieleniny a także kwasem hialuronowym, lewoskrętną wit. C (podobno aż 15%) i najsłabszą formą wit. A (którą zauważyłam dopiero teraz, pisząc ten post) oraz wit. E.

      Jednakże, pImage maska hydratating enzymeoza nawilżaniem, nie zauważyłam jej specjalnego działania złuszczającego, a próbowałam w każdej możliwej kombinacji, także nakładaną razem z maską Total Resurfacing (jak zaleca producent). Albo mam skórę już bardzo przyzwyczajoną do złuszczeń, albo skład tej maseczki jest jednak deczko za słaby, by wykazać zdolności enzymatyczne. Nie zmienia to jednak faktu, że stosowanie maski jest czystą przyjemnością, połączoną z dobroczynnym wpływem na skórę - moja jest po aplikacji tak nasycona wilgocią, że nie wchłania się w nią krem nawilżający, mimo, że maskę zmywa się wodą (a po maseczce z Lidla cera wręcz skrzypi o nawilżenie). Maseczka jest też bardzo wydajna - próbka wystarczyła mi na kilka zastosowań, pełnego opakowania używam od kilku miesięcy (kosmetyczka kazała nakładać bardzo cienką warstwę, i rzeczywiście, da się ;) )

       

      Skład: water, carica papaya fruit extract, ananas sativus fruit extract, glyceryl stearate & peg-100 stearate, L-ascorbic acid, sodium hyaluronate, phytic acid, retinyl palmitate, superoxide dismutase, algae extract, macrocystis pyrifera extract, sodium ascorbyl phosphate, phenoxyethanol & caprylyl glycol & ethylhexyl glycerin & hexylene glycol, vitis venifera (grape) seed extract, yeast polysaccharide, tocopheryl acetate, sodium rna, potassiun sorbate, citris aurantium dulcis (orange blossom extract) )(organic), silk amino acids, sodium dns, disodium EDTA.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 marca 2010 23:56
  • środa, 03 marca 2010
    • Eucerin Regenerujące Mleczko do ciała 10% mocznika

      Pamiętacie granatowy balsam do ciała Nivea? Taki bardzo lepki, bardzo gęsty, bardzo odżywczy preparat do ciała? Używała go moja mama, a mnie zawsze wydawał się nie do przyjęcia - lepki, tępy w nakładaniu, pozostający na skórze godzinami. Musiał nadejść czas ciąży i dramatycznego wysuszenia kończyn, bym doceniła preparaty tego typu (Eucerin i Nivea to siostrzane marki). Oczywiście, mając w rodzinie alergika, szukałam czegoś a) ekstremalnie odżywczego i b) bezzapachowego. Balsam Eucerin sprawdził się naprawdę świetnie, choć nie wiem, czy doceniłabym go także w innym, mniej obciążającym dla skóry okresie (a już na pewno nie latem). Tak, jest lepki, tak, nie wchłania się (na mojej skórze) do zera, i tak, pierwszy raz od tygodni nie miałam problemu ze swędzącymi z przesuszenia po prysznicu nogami.

      Eucerin z mocznikiemSkład, jak to w Beiersdorfie (koncern posiadający i Niveę, i Eucerin), pełen odżywczych składników, powodujących, że zwolennicy naturalych kosmetyków żegnają się z obrzydzeniem:

      water, urea, sodium lactate, paraffinum liquidum, octyldodecanol, caprylic-capric triglyceride, isopropyl palmitate, glycerin, PEG-7 hydrogenated castor oil, benzyl alcohol, methoxy PEG-22/dodecyl glycol copolymer, PEG-45/dodecyl glycol copolymer, dimethicone, magnesium sulphate, lactic acid, ozokerite, PEG-2 hydrogenated castor oil, sorbitan isostearate, hydrogenated castor oil.

      Ale cóż - działa! Zdecydowanie potwierdzam: łagodzi podrażnienia i być może nawet rzeczywiście wspomaga złuszczanie skóry. Krem nadaje się też podobno dla diabetyków (wg opisu producenta), oraz dla pacjentów cierpiących na atopowe zapalenie skóry, łuszczycę i rybią łuskę. Eucerin ma w ofercie linię z mocznikiem już od 1993 roku, można więc sądzić, że rzeczywiście, po prawie 20tu latach, firma doszła już do pewnej wprawy z tym składnikiem.

      (zdjęcie pochodzi ze strony producenta)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 03 marca 2010 23:52
  • wtorek, 02 marca 2010
    • Wpis bez tytułu

      Vital C, hydrating anti-aging serum o tak, z tym serum zdecydowanie się polubiliśmy. Ja wiem, że prawdziwa kobieta serum z wit. C miesza samodzielnie w domu; ja jednak do wit. C mam ciężką rękę, i wszelkie próby mieszania kończyły się u mnie zapchanymi porami. Tak, można też próbować z Juvitem, niemniej, raz na jakiś czas, można też skórę potraktować czymś innym. Nawet, jeżeli to inne nie będzie aż tak skuteczne, jak wspomniana "prawdziwa" wit. C.

      To serum ma, jak dla mnie, same zalety: zaczynając od opakowania (atomizer i nieprzejrzysta flaszka, dające szansę na zachowanie witamin w takiej postaci, jak my i producent byśmy sobie życzyli). Niestety (albo stety), owa wit. C w składzie to popularne jej pochodne, ascorbyl palmitate i magnesium ascorbyl phosphate, które nie nasycają skóry wit. C, jak czyni to lewoskrętna wit. C czy tetraizopalmitynian askorbylu (takie rzeczy, to tylko w mieszanych domowo serach), ale z drugiej strony, choć mniej skuteczne, są też mniej drażniące i stabilniejsze (na przykład tutaj można poczytać wyrywki z abadań nad wit. C).

      Serum ma także całą gamę ciekawych składników, dzięki czemu świetnie nadaje się na pośpieszne poranki, gdy nie mamy czasu na smarowanie się baterią różnych anyutleniaczy; jego stopień nawilżenia porównałabym do złego kremu nawilżającego, czyli bardzo, bardzo dobrze jak na serum. Jest lekie, ale delikatnie kremowe. Spokojnie można je nakładać pod filtry (moje osobiste zastosowanie). Serum ma delikatny, cytrusowy zapach, jednak nie z tych drażniących (i chwała Image za to - zastanawiam się, czy moje uwielbienie dla tej marki nie wynika częściowo z faktu nie stosowania przez nich zwykłych skladników zapachowych).

      Image wit C

      Skład: aqua, aloe barbadensis (aloe vera) leaf extract, sodium hyaluronate, imperata cylindrica root extract, cetearly olivate, sorbitan olivate, magnesium ascorbyl phosphate, ppg-12/smdi copolymer, ascorbyl palmitate, stearic one, Prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, palmitoyl oligopeptide, palmitoyl pentapeptide-4, cetyl hexapeptide-3, citrus nobilis (mandarin orange) peel oil, simmondsia chinensis (jojoba/buxus) seed oil, squalane, tocopheryl acetate, yeast polysaccharide, olea europea (olive) leaf extract, xanthan gum, vitis venifera (grape) seed extract, camellia sinensis (green tea) leaf extract, corallina officinalis extract, spiraea ulmaria flower extract, centella asiatica extract, darutoside, phyllanthus emblica fruit extract, stearyl glycyrrhizate, disodium EDTA, magnesium Aluminum Silicate, glucosamine hcl, algae extract, yeast (faex) extract, urea.

      (nie wiem, czy pochodzący z oliwy z oliwek cetearly olivate zalicza się do naturalnych składników, więc go na wszelki wypadek nie zaznaczam).

      Niestety, moja ograniczona kosmetyczna wiedza nie pozwala mi ocenić właściwie Ph produktu; pozostaje mi cieszyć się jego dobrym działaniem na cerę i mieć nadzieję, że Image i tym razem nie dało plamy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 marca 2010 23:54
  • poniedziałek, 01 marca 2010
    • Clear Cell Medicated acne scrub

      Clear Cell Medicated acne scrub

      Kolejny z bardzo przyzwoitych kosmetyków Image, tym razem jednak jego cena nie do końca pokrywa się z działaniem - gdybym miała do wyboru, zdecydowanie postawiłabym na wcześniej omówione kosmetyki z tej samej serii (zmywacz do twarzy i krem). Nie, peeling nie jest zły; nie robi jednak aż tyle dobrego, co pozostałe kosmetyki. Jego drobinki są skuteczne, choć w miarę delikatne (nie wiem, jak to opisać, bo poza tym, że wykazują dobre właściwości ścierające, zdają się być, hmmm, elastyczne?). Jak widać, w składzie, poza tradycyjną zielonką, znajduje się też dezynfekujący skórę benzoyl peroxide, co wcale nie jest głupie, biorąc pod uwagę, że peeling jest przeznaczony do cery z aktywnym trądzikiem, czyli takim, który łatwo jest rozsiać po twarzy czy innej części ciała (peeling polecany jest szczególnie na plecy i klatkę piersiową). Z mojej ograniczonej wiedzy w czytaniu składów wynika, że peeling nie wykracza zbyt poza nazwę: ot, złuszcza - fakt, skutecznie i przyjemnie - skórę.

      Osobiście wolałabym, by i w tym składzie znalazło się BHA - w końcu producent każe masować skórę przez minutę, tak samo, jak w wypadku zmywaka do twarzy, byłyby więc szanse na dokładniejsze oczyszczenie porów. Plus za (śladową) obecność allantoiny, oraz typowy brak parabenów i innych takich.

      Image Medicated Acne ScrubSkład:

      aqua, cocamidopropyl hydroxysultaine, microfoliant beads, cera alba (bees wax), benzoyl peroxide, ammonium laureth sulfate, glycerin, alloe barbadensis (aloe vera) leaf extract, melia azadirachta (neem) leaf extract, symphytum officinale (comfrey) extract, carbomer, triethanolamine, mentha viridis (spearmint) oil, maleluca alternifolia (tea tree) leaf oil, eucalyptus globulus (eucalyptus) leaf oil, camellia lksinensis (green tea) leaf extract, arnica montana (arnica) flower extract, chamomilla recutita (chamomile) flower extract, aesculus hippocastaneum (horse chestnut) extract, allantoin, disodium EDTA.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 marca 2010 23:43

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com