proznosc

Wpisy

  • sobota, 26 listopada 2011
    • Diorshow

      Pojawilo sie zadanie napisania czegos o tuszach. Problem polega na tym, ze ja nie jestem jakims specjalnym tuszowym specjalista, uzywam glownie tego, co dostaje jako gratis do zakupow, a pozniej i tak przeczesuje grzebyczkiem i czasami podkrecam lokowka, wiec oryginalnego efektu tuszu pozostaje na moim oku malo. Do tego mam oporne na tusz rzesy, bo choc sa proste, cienkie i delikatne, nie chca sie zakrecac zalotka, a i z tuszowym wywinieciem sobie dosDiorshowc dobrze radza w pare godzin.

       

      Generalnie, na no-make up makeup, czyli codzienne udawanie, ze nie jestem pomalowana, preferuje szczoteczki silikonowe, ostatnio Diora. Kiedy juz musze sie wynurzyc z nory i pokazac ludziom, aktualnie najczesciej (zeby nie powiedziec non stop) uzywam Diorowego Diorshow. Ta maskara daje moim rzesom niezlego kopa, jednak zupelnie nie nadaje sie do udawania, ze nie jestem pomalowana, bo widoczna jest z odleglosci co najmniej 3 metrow. Niemniej, jest to widocznosc z gatunku dopuszczalnych, tzn tlumacze sobie, ze powalam rzesami :) choc nie da sie ukryc, efekt jest bardzo wieczorowy. No, ale ze ja wogole lubie przesadzic z makijazem oka, jakos sie to wszystko, mam tylko nadzieje, trzyma. Diorshow ma duza szczoteczke, ktora na poczatku mnie przerazila, ale jakims cudem jest poreczna, jednak warto moze ja wczesniej przetestowac.

       

      PS Mialam nadzieje zrobic do tej notki foty oka, ale, ze od miesiaca czeka na powyzsze, daje za wygrana i idzie jak jest.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Diorshow”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 26 listopada 2011 13:50
    • Diorshow

      Pojawilo sie zadanie napisania czegos o tuszach. Problem polega na tym, ze ja nie jestem jakims specjalnym tuszowym specjalista, uzywam glownie tego, co dostaje jako gratis do zakupow, a pozniej i tak przeczesuje grzebyczkiem i czasami podkrecam lokowka, wiec oryginalnego efektu tuszu pozostaje na moim oku malo. Do tego mam oporne na tusz rzesy, bo choc sa proste, cienkie i delikatne, nie chca sie zakrecac zalotka, a i z tuszowym wywinieciem sobie dosDiorshowc dobrze radza w pare godzin.

       

      Generalnie, na no-make up makeup, czyli codzienne udawanie, ze nie jestem pomalowana, preferuje szczoteczki silikonowe, ostatnio Diora. Kiedy juz musze sie wynurzyc z nory i pokazac ludziom, ostatnio najczesciej (zeby nie powiedziec non stop) uzywam Diorowego Diorshow. Ta maskara daje moim rzesom niezlego kopa, jednak zupelnie nie nadaje sie do udawania, ze nie jestem pomalowana, bo widoczna jest z odleglosci co najmniej 3 metrow. Niemniej, jest to widocznosc z gatunku dopuszczalnych, tzn tlumacze sobie, ze powalam rzesami :) choc nie da sie ukryc, efekt jest bardzo wieczorowy. No, ale ze ja wogole lubie przesadzic z makijazem oka, jakos sie to wszystko, mam tylko nadzieje, trzyma. Diorshow ma duza szczoteczke, ktora na poczatku mnie przerazila, ale jakims cudem jest poreczna, jednak warto moze ja wczesniej przetestowac.

       

      PS Mialam nadzieje zrobic do tej notki foty oka, ale, ze od miesiaca czeka na powyzsze, daje za wygrana i idzie jak jest.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 26 listopada 2011 13:50
    • Diorshow

      Pojawilo sie zadanie napisania czegos o tuszach. Problem polega na tym, ze ja nie jestem jakims specjalnym tuszowym specjalista, uzywam glownie tego, co dostaje jako gratis do zakupow, a pozniej i tak przeczesuje grzebyczkiem i czasami podkrecam lokowka, wiec oryginalnego efektu tuszu pozostaje na moim oku malo. Do tego mam oporne na tusz rzesy, bo choc sa proste, cienkie i delikatne, nie chca sie zakrecac zalotka, a i z tuszowym wywinieciem sobie dosDiorshowc dobrze radza w pare godzin.

       

      Generalnie, na no-make up makeup, czyli codzienne udawanie, ze nie jestem pomalowana, preferuje szczoteczki silikonowe, ostatnio Diora. Kiedy juz musze sie wynurzyc z nory i pokazac ludziom, ostatnio najczesciej (zeby nie powiedziec non stop) uzywam Diorowego Diorshow. Ta maskara daje moim rzesom niezlego kopa, jednak zupelnie nie nadaje sie do udawania, ze nie jestem pomalowana, bo widoczna jest z odleglosci co najmniej 3 metrow. Niemniej, jest to widocznosc z gatunku dopuszczalnych, tzn tlumacze sobie, ze powalam rzesami :) choc nie da sie ukryc, efekt jest bardzo wieczorowy. No, ale ze ja wogole lubie przesadzic z makijazem oka, jakos sie to wszystko, mam tylko nadzieje, trzyma. Diorshow ma duza szczoteczke, ktora na poczatku mnie przerazila, ale jakims cudem jest poreczna, jednak warto moze ja wczesniej przetestowac.

       

      PS Mialam nadzieje zrobic do tej notki foty oka, ale, ze od miesiaca czeka na powyzsze, daje za wygrana i idzie jak jest.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Diorshow”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 26 listopada 2011 13:49
  • piątek, 25 listopada 2011
  • czwartek, 24 listopada 2011
    • Demakijaz mleczkiem

      Nie pamietam, kto wpadl na to pierwszy, pamietam tylko, ze juz pare lat temu pisaly o takiej metodzie dziewczyny na nieistniejacej juz Biochemii Urody (aktualnie funkcjonujacej jako sklep). Chodzi tu o zmywanie twarzy najpierw mleczkiem, a dopiero pozniej tym, czym bysmy "normalnie" sie czyscily. Czyli taki jakby podwojny demakijaz.

      Kruidvat mleczko

      Metoda jest swietna w przypadku stosowania filtrow, ktorych nie zmywa wiekszosc zeli i pianek do mycia twarzy. Mleczko rozpuszcza cale te warstwy tapety, ktore pozniej domywane sa dowolna inna metoda. Rozne sa pod-metody: mleczko zmywane woda i dopiero na to odpowiedni zmywak, mleczko zmywane wacikiem, i na  tak przygotowana skore nastepny w etapie, mleczko aplikowane palcami lub watka - w zasadzie jest to obojetne, chodzi o to, by skutecznie "rozbic" warstwe tynku na twarzy.

      Metode stosuje z powodzeniem na zmiane z olejowymi zmywakami, z ktofrych jestem rownie zadowolona. Zaleta czyszczenia mleczkiem jest niewatpliwie cena, bo, skoro owo mleczko i tak pozstaje na skorze przez bardzo krotki okres czasu i jest zmywane do cna, mozna spokojnie kupic najtansze znajtanszych, jak w tym wypadku na focie powyzej, mleczko wlasne sieci Kruidvat, tutaj akurat w wersji z wit E i olejkiem z jojoby), cena jakies 2 euro (kupione w promo za 1), ktore ma, poza kosztami, te zalete, ze jest w szklanej butli, do ktorej mozna dokrecic atomizer z dowlonego zelu do rak (jak na zdjeciu).

       

      Sklad: aqua, paraffinum liquidum, glycerin, glyceryl stearate citrate, glyceryl stearate, cetearyl alcohol, tocopheryl acetate, simmondsia chinensis seed oil, parfum, carbomer, urea, sodium pca, diglycerin, sodium hydroxide, benzyl alcohol, zea mays oil, lysine, sorbitol, hydrolyzed wheat protein, pca, allantoin, lactic acid,  lecithin, ascorbyl palmitate, tocopherol, diazolidynyl urea, methylchloroisothiazolinone, methylisothizolinone.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Demakijaz mleczkiem ”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 listopada 2011 09:26
  • środa, 23 listopada 2011
  • wtorek, 22 listopada 2011
    • Clarins, Bust Beauty Extra-Lift Gel

      Nie bede sie rozpisywac, dlaczego kupilam ten krem: kto byl w ciazy (i kto przytyl tak, jak ja...) sam wie, kto nie byl, pewnie sie domysla. Dosc powiedziec, ze moj biust bardzo potrzebuje wsparcia ;) Podobnie jak moje procesy kognitywne, nie wiem, jak moglam kupic ten produkt bez nawet pobieznego rzucenia okiem na skladniki...

      clarins zel do biustu

       

      Zel, jak sama nazwa mowi, jest zelowy. Nie wplynal na moja skore w zaden sposob, poza pewna poprawa nawilzenia. Nie moge o nim powiedziec niczego dobrego, zlego tez nie, bo byl po prostu neutralny. Skonczyl sie szybko, i szybko o nim bym zapomniala, gdyby nie  stosunek ceny do jakosci, ktory wola po prostu o pomste do nieba... Oraz bajki i opowiesci, ktore na opakowaniu umiescil producent, przekonujace mnie, ze zel "w widoczny sposob pomoze polepszyc ksztalt biustu" oraz, dzieki poludniowowietnamskiemu owocowi Vu Sua (jak ja lubie takie kwiatki w skladach...) da dlugotrwale ujedrnienie. W zasadzie mozna to pozostawic bez komentarza. Nie znam sie za bardzo na skladach, tu jednak nie trzeba byc biochemikiem: albo Clarins zlamal zasady dotyczace ilosci "Fragrance" w kosmetyku, albo wszystkie ciekawsze skladniki sa tu w ilosci minimalnej, bo wystepuja w skladzie po zapachu:

       

      Water, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Butylene Glycol, Acrylates/C-10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Maltodextrin, Cellulose Gum, Fragrance, Panthenol, Avena Sativa (Oat) Kernel) Extract, Chrysophyllum Cainito fruit extract, Sodium Dehydroacetate, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuuss (Sunflower) Seed oil, Disodium EDTA, Punica Granatum Bark Extract, Cedrelopsis Grevei Bark Extract, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Caramel, BHT.

       

      To juz nawet nie chodzi o to, ze ten krem jest drogi. Nie pojmuje, jak producent moze klamac w zywe oczy, piszac o podniesieniu biustu i poprawie jego ksztaltu, uzywajac przy tym niemajacego watpliwosci tonu: "(...) create an invisible, lightweight "natural bra" which ensures a comfortable "lift" effect, to help breast appear higher on the bust line and hold a better shape" a jednoczesnie sprzedajac kosmetyk, ktory w glownej czesci sklada sie z wody, gliceryny i oleju rycynowego oraz syntetycznego zapachu przy cenie 53 euro za 50ml...


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Clarins, Bust Beauty Extra-Lift Gel ”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 listopada 2011 12:38
  • poniedziałek, 21 listopada 2011
    • Essence, Bronzing Pearls (Brązujący puder w kulkach

      Zeby nie bylo, ze sie zawsze ostentacyjnie zachwycam Essence/Catrice: najgorszy mozliwy puder brazujacy, Essence, Bronzing Pearls (Brązujący puder w kulkach). Niestety, nie moge niczego powiedziec o jego trwalosci ani kolorze, poniewaz nie daje sie go nabrac na pedzel - kulki sa tak twarde, ze machanie pedzlem, nawet dlugotrwale, niewiele daje. Z tego, co widze na Wizazu, nie ja jedna mialam takie doswiadczenia. 

      Essence brazujace kulki

      Mnie, prawde mowiac, ten puder tak zawiodl, ze, zeby nie wtapiac wiecej kasy, podreptalam grzecznie po Terracote, a sam puder powedrowal dalej (a kysz...).

       

      Skład: Talc, Alcohol Denat., Mica, Nylon-6, Polyglyceryl Oleate, Cetyl Palmitate, Magnesium Stearate, Dimethicone, Peg-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Ci 15850, Ci 16035, Ci 19140, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499, Ci 77891. (15.11.2008)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 listopada 2011 14:04
  • niedziela, 20 listopada 2011
    • Kanebo Sensai Silk Soothing Cream

      Jak juz kiedys pisalam, dystrybutor Kanebo wyslal mi zestaw ichnich miniatur (w ramach zadoscuczynienia zakupieniu maski do wlosow przeterminowanej o jakies 3 lata).

       

      Zestaw mnie oczywiscie ucieszyl bardzo, bo watpie, zebym kiedykolwiek krem Kanebo kupila. Po tych minaiturach jestem tego nawet pewna, niemniej, fajnie bylo je przetestowac.

       

      kanebo kremy sensai silk

       

       Pierwszym z nich byl:

      Kanebo Sensai Silk Soothing Cream

      Sklad: Water, Phytosteryl Macadamiate, Squalane, Dipropylene Glycol, Glycerin, Octyldodecyl Myristate, Triisostearin, Butylene Glycol, Behenyl Alcohol, Isocetyl Myristate, Cetyl Palmitate, Isostearic Acid, Cholesterol, Hydrogenated Lecithin, Carbomer, Potassium Hydroxide, Palmitic Acid, Xanthan Gum, Niacinamide, Dipotassium Glycyrrhizate, Alcohol, Fragrance, Ethyl Glucoside, Disodium Edta, Methylserine, Hydrolyzed Silk, Pyracantha Fortuneana Fruit Extract, Hydrolyzed Lupine Protein, Salix Alba (Willow) Leaf Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Buthylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool.

       

      czyli krem lagodzacy. Nie wiem dlaczego, ale czytalam na Wizazu, ze ten krem robi wszystko, lacznie z zatrzymywaniem procesu starzenia. Jak dla mnie, brakuje mu w skladzie tego, o czym wiemy dzis, ze jest w tej walce skuteczne: antyoksydantow chociazby, o wit C czy E, a nawet kwasach czy retinoidach nie wspominajac. Krem jednak nie ma tez bardziej, ekhm, kontrowersyjnych skladnikow (pamietacie Eris i "blekitny retinol"?). Ma za to mnostwo nawilzaczy i emolientow, dwa skladniki lagodzace i squalane, ktore jednak samo w sobie nie tlumaczy ceny - 400pln za nawet nie 50ml kremu w sloiczku.

       

      Kanebo pisze na polskiej stronie, ze cala seria "Sensai Silk jest rezultatem wieloletnich, niezależnych badań naukowców Kanebo", i biorac pod uwage, ze seria ma dwa kremy, z czego jednym jest powyzszy, pojawia sie pytanie, co owi naukowcy badali przez te wszystkie lata? 

       

      Krem owszem, jest przyjemny, szczegolnie stosowany na ciezki tonik lub emulsje z tej samej serii, bardzo dobrze je uzupelnia. Nie sposob nie docenic tez jego wlasciwosci nawilzajaco-odzywczych, bo faktycznie, moja cera dawno nie miala sie pod tym wzgledem az tak dobrze. W dodatku jest prawie bezzapachowy, co tez mnie bardzo ucieszylo. lJednak 100 euro za krem, pod ktory i tak trzeba dac jakiekolwiek serum, bo sam w sobie pewnie nic az tak wielkiego dla skory nie zrobi, jest moim zdaniem spora przesada.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „ Kanebo Sensai Silk Soothing Cream”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 listopada 2011 09:30
  • sobota, 19 listopada 2011
    • R.I.P. rolka

      A tak wyglada rolka po upadku z lazienkowej szafki do umywalki. Nie byla w futerale, bo sie suszyla po myciu, ale fakt, lezala na pudelku z patyczkami, na ktorym stal pojemnik z serami, itp, itd.

      Na spokojnie i na zimno moge tylko powiedziec, ze decyzja o niekupowaniu zadnych kosmetykow i gadzetow byla jak najbardziej sluszna, przynajmniej do momentu zminimalizowania stanu posiadania.

      derma roller, rolka kosmetyczna

      Z ciekawostek, nie wiem, na ile to jest widoczne na zdjeciach, ale tak wyglada rolka od strony bebechow. Igielki sa umieszczone w pojedynczych rzedach w czyms w rodzaju plastikowej oprawki, a te oprawki wsuniete rzedami w obudowe (blokuja sie przy walku w centrum rolki). Calosc wyglada na bardzo porzadnie i bezpiecznie wykonana. A raczej - wygladala...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „R.I.P. rolka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 19 listopada 2011 10:03
  • piątek, 18 listopada 2011
    • Olejowanie wlosow

      Amsterdam, 1995. Mieszkam na squacie, moja sasiadka jest czarna Amerykanka z dredami, awangardowa artystka z dwojka dzieci. Dosc szybko sie zaprzyjazniamy, i widze ktoregos dnia, jak naklada na swoje i dzieci wlosy olej kokosowy. Sila rozpedu dostaje sie tez i mnie, i tak zaczyna sie i konczy moja pierwsza przygoda z olejowaniem, bo nie moge oleju zmyc, a wlosy po umyciu wygladaja na hiper-przetluszczone. Dochodzimy do zgodnego wniosku, ze olejowanie nie nadaje sie do "bialych" wlosow. O calej sprawie zapominam, az lata pozniej, w innym zyciu, w jakiejs rozmowie z zona zaprzyjaznionego profesora z Indii pytam o amle (kolejny hit internetu) i dowiaduje sie, ze o amli to akurat w ich stanie nikt nie slyszal, ale za to olejuja wlosy jakas inna mieszanka ziol i olejow. Dochodze do wniosku, ze, jak sie ma takie wlosy, mozna je olejowac, jasne, ja jednak lepiej bede sie trzymac od olejow z daleka.

      http://www.dreamstime.com/free-stock-image-olive-s-oil-rimagefree3276678-resi4110573 

       

       W koncu jednak przetaczajaca sie po internecie burza z olejowaniem wciaga i mnie. Pierwszy, podstawowy blad, jaki poplenilam wczesniej, wzorujac sie na nie-europejskich uzytkownikach: duzo za duzo oleju. Na forach wszyscy krzycza: nie wiecej niz lyzke stolowa na dlugie wlosy! Zaczynam wiec ponowne eksperymenty, i okazuje sie, ze ta jedna lyzka to idealna ilosc! Po opanowaniu tej zasady, reszta jest banalnie prosta:

       

      - lyzke oleju (dowolnego, od kokosowego po rzepakowy, przez nawet oliwe z oilwek) wcieramy we wlosy, zostawiamy na co najmniej godzine (a im wiecej, tym lepiej). Mozna ten olej lekko podgrzac, mozna wlosy zawinac w cieply recznik (ja nie robie nic, zwijam kok na czubku glowy i tyle).

       

      - myjemy wlosy, nakladajac jak zawsze odzywke na koniec.

       

       

      Metoda prob i bledow kazdy dobierze sobie taki olej, jaki danemu typowi wlosow przypasuje najbardziej - moje na przyklad lubia bardzo oliwe z oliwek. Juz po pierwszych razach widze roznice: wlosy odzyskuja ladniejsza fale, sa lsniace, dostaja takiego "kopa" zdrowia (mam dlugie, falowane, delikatne i puszace sie wlosy). Co ciekawe, nie kazdy olej daje taki efekt - np. Monoii z TBS nie robi na moich wlosach zupelnie nic, ale wlasnie oliwa z oliwek powoduje, ze przegladam sie w kazdym mijanym lustrze.

      http://www.dreamstime.com/stock-photography-oil-in-water-rimagefree2274306-resi4110573 

       

       Jedyne co, przy niektorych, tluszczacych olejach olejowanie moze byc bardzo droga zabawa, o ile wlosy wymkna sie z koka i opadna na - na przyklad - czarna kanape. Popelnilam ten blad na samym poczatku, jednak cena nowego pokrowca na kanape skutecznie mi teraz przypomina, zeby wlosy porzadnie zwiazac.  Poza tym drobiazgiem, olejowanie nie ma wad :)

       

      Zainteresowanym polecam blog http

       

       

       

       

      ://anwena.blogspot.com/, czytelnie i jasno klarujacy najrozniejsze wlosowe teorie. 

       

      W nastepnym odcinku: jakich olei unikac oraz moi olejowi ulubiency.

       

      (Foto: tu i tu)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Olejowanie wlosow”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 18 listopada 2011 10:44
  • czwartek, 17 listopada 2011
    • Dermolin, krem do rak

      Jest sobie u nas w NL lokalna, mala firma specjalizujaca sie w kosmetykach dla alergikow: Dermolin.

       

      Dermolin krem do rakIchnie produkty sa bez parabenow, bez substancji zapachowych, barwnikow, itp.  Powstaja we wspolpracy z dermatologami z kilku tutejszych szpitali akademickich, choc dostepne sa w kazdej drogerii.

       

      Wzielam na probe krem do rak (75ml, jakies 7 euro - na stronie internetowej sa tansze), i bardzo przyjemnie sie zaskoczylam.

       

      Najpierw tym, ze krem, choc bezzapachowy, smierdzial chemikaliami, wyslalam wiec do firmy maila, czy przypadkiem nie zakupilam, znajac swoje szczescie, przeterminowanego kremu. Dermolin odpisal blyskawicznie, odkodowujac date waznosci i zapewniajac, ze wszystko z kremem w porzadku, co tez okazalo sie byc prawda w trakcie stosowania, bo krem ma calkiem niezle dzialanie na dlonie. Na tyle niezle, ze jak go zapomne wieczorem nalozyc, rano w stanie rak widze roznice. Nie jest to najlepszy krem, jakiego uzywalam, niemniej jest calkiem, calkiem niezly. A z bezzapachowych chyba nawet nie znam lepszego.

       

      Sklad: aqua, cetearyl alcohol, glycerin, ethylhexyl ethylhexanoate, glyceryl stearate, betaine, stearic aid, palmitic aid, butyrospermum parkii, caprylyl glycol, cetearyl glucoside, allantoin, bisabolol, xanthan gum, lactic acid.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 listopada 2011 10:07
  • środa, 16 listopada 2011
    • Effaclar micel

      Effaclar micelZawsze, jak czytam, ze dziewczyny z mojego klanu (filtrujacych sie codziennie) zmywaja makijaz micelem, zastanawiam sie, jak one to robia? Mojej tapety (serum+krem+filtr+podklad+puder, miejscami roz i brazer) nie rusza micel. Albo i rusza, ale musze zuzyc na siebie pol opakowania, zeby miec poczucie czystosci na twarzy.

       

      Byc moze winowajca jest tu sam plyn micelarny - Effaclar LRP, ktory, jak wlasnie widzialam w sieci, u wielu uzytkowniczek pozostawia wrazenie lepkosci. Przyznam, ze do konca butli dotrwalam tylko i wylacznie z wrodzonej chciwosci. ALE moje wrazenia z jego stosowania byly zupelnie inne na wyjazdach, gdzie nie mialam dostepu do wody (w roznych fajnych krajach, gdzie wyjscie od lazienki = wizycie u karaluchow, albo pod namiotem), bo tu jakos lepkosc i czasochlonnosc takiego demakijazu jakos mniej mi przeszkadzaly. Pewnie przez te wizje robali i fakt, ze w takich okolicznosciach przyrody docenialam nawilzenie cery, ktore of Effaclar oferowal.

       

      Gdyby jeszcze kiedys ciagnelo mnie do miceli, juz go raczej na pewno nie kupie. Podobnie jak Bioderme - nie wiem czemu, ale tez mi nie przypadla do gustu. Za to dzieki Femi przetestowalam Bourjoisa, i okazal sie z moja cera (i kieszenia) bardziej kompatybilny.

       

      Glownym motywem kupienia tego wlasnie plynu, wbrew cenie, bylo dla mnie to, ze jest adresowany do cer tradzikowych. Faktycznie, ma w skladzie cynk, ale niestety, na mnie nie dzialal w zaden sposob anty-tradzikowo.

       

      Sklad: Aqua, Hexylene Glycol, Glycerin, Poloxamer 188, PEG-4, PEG-4 Dilaurate, PEG-4 Laurate, Zinc PCA, Sodium Chloride, Sodium Lactate, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Citric Acid, Dihydrocholeth-30, Iodopropynyl Butylcarbamate, Polyaminopropyl Biguanide (Code FIL: B7419/1)
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Effaclar micel”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 16 listopada 2011 11:55
  • wtorek, 15 listopada 2011
    • Guerlain Meteorites Pudre pour le Visage

      Raz na jakis czas warto przewietrzyc szuflady z kolorowka. Mozna wtedy, jak ja wczoraj, dokonac ponownego odkrycia Meteorytow, o ktorych od miesiecy sie zapomnialo.

      meteoryty

      To nie jest to, ze Meteoryty sa zlym produktem. Od kiedy jednak kupilam sypki puder Kanebo, wszystkie inne sa, jakby to powiedziec, zbedne. Meteoryty maja jak dla mnie rownie duzo wad, jak i zalet:

       

      - jest to puder rozswietlajacy, a wiec nie do konca nadaje sie do tlustej cery. Mozna (a nawet trzeba, gdy nie pudrujemy sie na impreze - akurat wersja ze zdjecia, Pucci, w oryginale ma brokatowe kulki), wygrzebac najbardziej swiecace elementy, i cieszyc sie satynowo-rozswietlonym efektem photoshopa. Ktory jednak na mnie przynajmniej bardzo szybko znika, bo Meteoryty, nie wiedziec czemu, bardzo zwiekszaja swiecenie mojej skory (mowie to po bodajze 4 latach uzywania i kilku roznych wersjach). Fakt, nie znam innego pudru, ktory zaraz po nalozeniu wygladalby az tak dobrze, tyle, ze to "dobrze" szybko zamienia sie w "zle" albo przynajmniej "nienajlepiej".

       

      - opakowanie, o ktorych napisano juz chyba wszystko - nie, nie i jeszcze raz nie (nowa wersja jest rzeczywiscie lepsza, ale wcale nie poreczniejsza). To, co mnie wkurza najbardziej, to juz nawet nie brak trwalosci i jarmarczne wrazenie, ale to, ze nie da sie go wyczyscic (naleze do tych zbokow, ktorzy czyszcza raz na jakis czas kosmetyki mikrofibra, zbierajac wszystkie te pylki, odciski palcow itp - wiem, nienormalna jestem). Nie dla wrazliwych, albo  wlasnie jedzacych: w wypadku kartonikow meteorytow, brzeg, gdzie przeciagam pedzlem, robi sie z czasem ciemny (od brudu albo pigmentow), i tenze ciemniejszy cien nie daje sie oczyscic, bo wgryza sie w karton.

       

      -cena, ktora jest jednak do przelkniecia, biorac pod uwage wydajnosc - choc teraz spojrzcie na zdjecie, moje najstarsze metoryty prezentuja sie po kilku latach tak (a myslalam, ze sa niezniszczalne).

      meteoryty

      

      Do tych (Guerlain by Emilio Pucci, bardzo stara limitowanka) akurat mam sentyment, bo byly pierwsze, i bo usmialam sie jak dzik, kiedy pani w perfumerii przedstawila mi swoja teorie na temat tego, kim byl (a wg niej nadal jest) Pucci. Ot, kwiatek (wybaczcie zlosliwosc, ale wczoraj ekspedientka w  tej samej sieci, Ici Paris, doprowadzila mnie do bialej goraczki odmawiajac uznania reklamacji skamienialego rozu Lancome, bo "ten pedzelek w opakowaniu jest sztywniejszy niz normalne do rozu, wiec musi sie pani nim malowac i wtedy nie bedzie problemu z twardnieniem rozu" a na moje niesmiale stwierdzenie, ze przeciez, do jasnej anielki, nie moze porownywac normalnego, profilowanego pedzla do rozu z tym plaskim mini ogryzkiem z opakowania poinformowala mnie, ze ona nigdy nie slyszala, zeby ktos sie malowal innymi akcesoriami, niz te z opakowan kosmetykow. WTF???)

       

      Sklad (wersji by Pucci, co ciekawe, poza pierwszymi skladnikami, inny niz sklad podany na stronie Beautypedii dla meteorytow)

      Talc, Nylon-12, Magnesium Myristate, Distarch Phosphate, Magnesium Carbonate, Triticum Vulgare (Wheat) Starch, Hydrated Silica, Parfum (Fragrance), Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Aplha-Isomethyl Ionone, Benzyl Benzoate, Linalool, Benzyl Alcohol, Amyl Cinnamal,  Limonene,  Butylphenyl Methylpropional, Geranoil, Cinnamyl Alcohol, Eugeniol, Coumarin, 

      May Contain: Mica, Titanium Dioxide, Chromium Hydroxide Green, Red 30 Lake, Ultramarines, iron oxides, Chromium Oxide Greens, Red 7 Lake, carmine. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Guerlain Meteorites Pudre pour le Visage ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 listopada 2011 15:36
  • poniedziałek, 14 listopada 2011
    • Image, Clear cell, Salicylic clarifying tonic,

      Z wszystkich produktow Image to chyba moj najbardziej ulubiony i taki, za ktorym bede plakac: Clear Cell, Salicylic clarifying tonic. Tonik pachnie mocno ziolowo, jest delikatny dla skory, a mimo to likwidowal mi WSZYSTKIE niespodzianki na twarzy. Ostatnie kropelki trzymalam w zapasie, w razie czego ;)

       

      Image salicylic tonic

      Jak to zwykle bywa, nie ma podanego dokladnego skladu, tzn wiadomo, ze ma i AHA i BHA, nie wiadomo za to ile, w zwiazku z czym ciezko go bedzie podrobic. Mysle, ze to jeden z niewielu kosmetykow, ktory kupie ponownie, bo te wszystkie drogeryjne tonery z kwasem salicylowym maja bardzo duzo alkoholu (tu za to multum lagodzacych wyciagow), a do tego nie czynia cudow, jak tenze.

       

      I jak to u Image: nie ma parabenow, zapachow, barwnikow, nie ma wlasciwie prawie niczego, poza substancjami aktywnymi:

       

      Sklad:

      ACTIVE INGREDIENTS:

      Salicylic Acid, Glycolic Acid

       

      INACTIVE INGREDIENTS:

      Deionized water (Aqua), Hamamelis virginiana (Witch Hazel) water, Glycerin, Mentha viridis (Spearmint) Oil, Camellia oleifera (Green Tea) leaf extract, Ammonium Hydroxide, Melaleuca alternifolia (Tea tree) leaf oil, Arnica montana flower extract, Chamomile reticutita flower (Chamomile) extract, Aesculus hippocastanum (Horse Chestnut) extract, Melia azadirachta (Neem) extract, Eucalyptus globulus (Eucalyptus) oil.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Image, Clear cell, Salicylic clarifying tonic, ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 listopada 2011 20:49
  • sobota, 12 listopada 2011
    • Estee Lauder Re-Nutriv Ultimate Ultra Eye Creme

      Notka na polecenie, czyli wspomnienie o Estee Lauder Re-Nutriv Ultimate Ultra Eye Creme. Z tego, co mnie pamiec nie myli, Douglas wysylal imienne zaproszenia do odbioru tejze miniatury, ktora stala sie dla mnie przykladem na idealny krem pod oczy (poza cena, oczywiscie).

       Estee Lauder Re-Nutriv Ultimate

      Paula sie po tym kremie dosc mocno przejechala, z tym, ze Paula wyznaje twardo zasade "nie dla kremow pod oczy". Ten krem ma wiele ciekawych skladnikow, z tym, ze, wg Pauli, sa to skladniki, ktore zadzialaja na dowolnej partii twarzy, nie tylko pod oczami, nie ma wiec sensu inwestowac w mini sloiczek, skoro krem dotwarzowy z tej samej serii ma te same dobrodziejstwa. Nie wiem, nie probowalam, ten krem dzialal bardzo dobrze, bo swietnie odzywial, byl gesty i puchaty (znow wracam do watku pt czy krem Nivea przypadkiem nie sprawdzi sie pod oczami rownie dobrze), a w wersji na cala twarz moze juz tych cech nie miec. Z jednym tylko nie sposob sie z Paula nie zgodzic: krem jest opakowany w sloiczek, a te, jak wiadomo, nie przechowuja roznych skladnikowych roznosci najlepiej. Co mnie zaciekawilo, to dlugoc skladu, bo pod tym wzgledem jest naprawde imponujacy. Nie wiem tylko, czy to dobrze dla wrazliwej skory wokol oczu (wszak dluzszy sklad = wieksze ryzyko podraznien).

       

      Moje wrazenia byly jak najbardziej pozytywne, oszczedzilam sobie jednak sprawdzenia ceny tego cuda, bo, choc swietne, na pewno nie jest warte AZ TAKICH pieniedzy (odstraszylo mnie srebrno-zlote opakowanie miniatury - bez powodu by sie tak nie szarpali).

       

      Ingredients: Water, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Polyethylene, Butylene Glycol, Cetyl Esters, Cetearyl Alcohol, Polybutene, Dimethicone, Isostearyl Neopentanoate, Methyl Glucose Sesquistearate, Laminaria Ochroleuca Extract, Inonotus Obliquus (MIngredients: Water, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Polyethylene, Butylene Glycol, Cetyl Esters, Cetearyl Alcohol, Polybutene, Dimethicone, Isostearyl Neopentanoate, Methyl Glucose Sesquistearate, Laminaria Ochroleuca Extract, Inonotus Obliquus (Mushroom) Extract, Tourmaline, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Pearl Powder, Bixa Orellana Seed Extract, Gold, Asparagopsis Armata Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Arabidopsis Thaliana Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Laminaria Digitata Extract, Phormidium Persicinum Extract, Euphrasia Officinalis (Euphrasia) Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Boswellia Serrata Extract, Algae Extract, Cordyceps Sinensis Extract, Polygonum Cuspidatum Root Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Artemia Extract, Cholesterol, Pinanediol, Glycine Soja (Soybean) Protein, Camphanediol, Hydrogenated Lecithin, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Acetyl Hexapeptide-8, Trehalose, Acetyl Glucosamine, Sorbitol, Caffeine, Linoleic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ergothioneine, 1,2-Hexanediol, Trisodium Resveratrol Triphosphate, Cyclodextrin, Pentylene Glycol, Isohexadecane, Sodium Hyaluronate, Decarboxy Carnosine Hcl, Isoniacinamide, Chamomilla Recutita (Matricaria), Citric Acid, Cellulose, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Xanthan Gum, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Ethylbisiminomethylguaiacol Manganese Chloride, Caprylyl Glycol, Polysorbate 80, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Caramel, Titanium Dioxide, Micaushroom) Extract, Tourmaline, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Pearl Powder, Bixa Orellana Seed Extract, Gold, Asparagopsis Armata Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Arabidopsis Thaliana Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Laminaria Digitata Extract, Phormidium Persicinum Extract, Euphrasia Officinalis (Euphrasia) Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Boswellia Serrata Extract, Algae Extract, Cordyceps Sinensis Extract, Polygonum Cuspidatum Root Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Artemia Extract, Cholesterol, Pinanediol, Glycine Soja (Soybean) Protein, Camphanediol, Hydrogenated Lecithin, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Acetyl Hexapeptide-8, Trehalose, Acetyl Glucosamine, Sorbitol, Caffeine, Linoleic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ergothioneine, 1,2-Hexanediol, Trisodium Resveratrol Triphosphate, Cyclodextrin, Pentylene Glycol, Isohexadecane, Sodium Hyaluronate, Decarboxy Carnosine Hcl, Isoniacinamide, Chamomilla Recutita (Matricaria), Citric Acid, Cellulose, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Xanthan Gum, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Ethylbisiminomethylguaiacol Manganese Chloride, Caprylyl Glycol, Polysorbate 80, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Caramel, Titanium Dioxide, Mica

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Estee Lauder Re-Nutriv Ultimate Ultra Eye Creme”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 12 listopada 2011 13:10
  • piątek, 11 listopada 2011
    • Catrice, Mineral, Soft Powder Rouge

      Na fali szlaenstwa na roze koralowe, ktore jakis czas temu przetoczylo sie po internecie (przefiltrowanego na moj uzytek przez niezastapionego Femineusa), zapragnelam koralowy roz. Przetestowalam kilka, w tym kultowego Coraliste, i we wszystkich wycatrice rozgladalam jak matrioszka, bo te cieple krale koszmarnie sie gryzly z moja ziemista, zielonkawa cera. W koraliscie dodatkowo jak matrioszka-prostytutka, nawet usluzna pani w Sephorze, ktora mnie owym Coralista malowala, powiedziala cos w rodzaju "a nie, wie pani...", choc biorac pod uwage wyraz jej twarzy, nie musiala nic mowic.

       

      Bliska daniu za wygrana (w koncu, wbrew zapewnieniom, nie kazdemu musi pasowac koralowy roz), "na szybko", bez testowania, kupilam w koncu Catrice Mineral Soft Powder Rouge, 110 Coral Sand. Kupilam, sprobowalam, wrzucilam na dno kuferka i zapomnialam o nim, wygrzebalam go dopiero teraz, szukajac ofiar do rozdan. Wygrzebalam, i... uzywam teraz codziennie do no-makeup-makeup, bo roz wyglada super naturalnie, dodatkowo nie musze juz na niego klasc brazera. Bardzo to dziwne, rozo-brazer, ktory ozywia cere, konturuje i pozostaje niewidoczny na twarzy - nie wiedzialam, ze uda mi sie takie cudo dobrac, a tu prosze. 

       

      Roz naklada sie bardzo komfortowo, trudno nalozyc go ciezka lapa, jest pod tym wzgledem duzo delikatniejszy niz Burzuje nawet; kontur mu sie sam z siebie jakos tak ladnie rozmywa, ze nie trzeba sie bardzo napracowac. Kolor, choc cieply, nie robi krzywdy, tzn nie krzyczy "Haloooo, tu koooraaaaal", wiec jestem szczerze zadowolona.

      catrice roz

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 11 listopada 2011 11:32
  • czwartek, 10 listopada 2011
    • Kapiel parafinowa do stop Oillan Oceanica

      Oillan kapiel do stopPrzywiozlam sobie z Polski takie oto cudo: Kapiel parafinowa do stop Oillan Oceanica. Kapiel miala miec same zalety: bezzapachowa, z bardzo duza iloscia parafiny, itp, itd. Miala, bo jak sie okazalo juz na miejscu, w NL, po otwarciu kartonika, jakis cholerny zlodziej sklepowy uznal, ze bardziej niz osoba, ktora produkt kupi, potrzebuje instrukcji obslugi, i, jak mniemam, jakichs skarpetek czy innego ustrojstwa (kapiel do rak ma bodajze rekawiczki w zestawie).

       

      Nie mialam jak jej reklamowac, napisalam wiec do Oceanica uprzejmego maila z pytaniem o stosowanie tejze kapieli (poporcje, zawijanie, cokolwiek). Co zrobil Oceanic? Nic. Nie wiem, czy ja jestem juz zupelnie zepsutym zgnilym zachodnim kapitalizmem klientem, czy tez Oceanic jeszcze do pewnych standardow nie dorosl, dosc powiedziec, ze musialam uzywac kapieli na czuja. Zasadniczo nie bylo to niewykonalne zadanie (mleczny plyn na oko do goracej wody), niemniej za kazdym razem zastanawialam sie, dlaczego dzial informacji Oceanica nie pokusil sie o wyslanie odpowiedzi...

       

      A sama kapiel - nie jest zla, rzeczywiscie pomaga suchym stopom, nie jakos bardzo mocno, niemniej odczuwalnie. Dla osob, ktore, jak ja, przykuwaja sie do biurka (i pisania) nogami w misce z woda*, zmiekczenie tejze wody Oillanem robi pewna roznice.

       

       

      Sklad: paraffinum liquidum, isopropyl myristate, C12-13 pareth-3, PEG-40 Sorbitan Peroleate, PEG-9 Laurate.

       

      *nie, nie spodziewam sie, zeby bylo nas az tak duzo wiecej :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 listopada 2011 13:48
  • środa, 09 listopada 2011
    • Zestaw clinique

      Wpis z gatunku samousprawiedliwiajacego, czyli dlaczego czasami warto inwestowac w tzw wysoka polke. Na focie zestaw gadzetow, otrzymany przy zakupie blyszczyka do ust Clinique i Clinique Happy (blyszczyk po to, by przekroczyc 55 euro, od ktorych urzedowo przyznawane byly gratisy).

       

      zestaw clinique

       

       

      Niby nic, ale taka ilosc minaitur kremow  przekracza normalne, sprzedazowe opakowanie, powodujac, ze, w przeliczeniu na ml, nagle ta wysoka polka robi sie co najmniej srednia. Do tego maskara, pomadka, scrub, i kosmetyczka, yes yes yes. A, ze na Clinique czesto jestem skazana (brak zapachu), coz, zakupy tego typu nagle robia sie duzo bardziej sensowne. Szczegolnie, ze ofert tego typu nie trzeba nawet sledzic, wszystkie wieksze perfumerie co pare tygodni informuja nas milym mailem, co maja w promocji.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zestaw clinique”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 09 listopada 2011 10:27
  • wtorek, 08 listopada 2011
    • Kremy podoczne oraz Chanel i Advanced Night Repair

      Zwykle polegam na tzw guru pielegnacji, ale w jednym wypadku gloszone przez nie teorie sie na mnie zupelnie nie sprawdzily: zarzucenie kremow pod oczy na rzecz "normalnych", dotwarzowych. Byc moze przy cerze suchej, ktorej posiadaczki z checia siegaja po kremy odzywcze, rezygnacja ze specyfikow podocznych ma sens. Ja jednak mam cere ultra-tlusta, wybieram wiec chetniej lzejsze kremy. I bez osobnych kremow pod oczy robi mi sie sucho i trzeszczaco. Pewnie przy odrobinie dyscypliny mozna by ten problem obejsc, np przez wklepywanie normalnych kremow w okolice podoczne w wiekszej ilosci (nie wiem, jak Wy, ale ja pakuje pod i nad oczyma mniej wiecej tyle, ile na reszte twarzy). Mimo to, chyba sila przyzwyczajenia, jednak wole miec jakis krem pod oczy na stanie. Najlepiej gesty, tresciwy, odzywczy, bo jak takowego nie uzywam przez czas jakis, zmarszczki robia mi sie duzo bardziej widoczne, i non stop nieswiadomie tre powieki. Cos mi w zwiazku z tym mowi, ze krem Nivea tez by sie u mnie wysmienicie sprawdzil, jednak, zanim nie zuzyje tego, co mam, nie bede eksperymentowac (osoby ciekawe dzialania Nivejki zapraszam w okolicach przyszlego lata, bo moj ban zakupowy skonczy sie we wrzesniu, a do tego czasu pewnie wykoncze zapasy, choc kto wie...). 

       

      Ostatnio, w ramach domowej mini akcji denko, dalam rade wykonczyc spore miniatury Estee Lauder Advanced Night Repair Eye Synchronized Complex oraz Chanelowemu Ultra Correction Lift Total Eye Lift. Kremy potwierdzily powyzsza teorie, bo o ile znane mi juz wczesniej Night Repair to jeden z moich ulubionych preparatow podocznych (bardzo dobrze odzywia, ma tez mnostwo silikonow, co akurat moje oczy lubia), to Chanel i jej ultra-lekka, wrecz sciagajaca konsystencja deczko mi szkodzila. Ja wiem i rozumiem, producent pisze "Lift", klientka powinna odczytac "sciagniecie skory", jednak w wypadku okolic okoloocznych jest to raczej niemile uczucie.  Wiekszosc tych dni, kiedy pakowalam na oczy Chanel (a niestety, byla baaardzo wydajna i starczyla mi na kilka tygodni) musialam wracac do lazienki po porcje czegos tresciwszego. Teraz do tego wyczytalam u Pauli, ze krem nie ma w skladzie niczego specjalnego, niczego, co uzasadnialo by jego stosowanie w okolicach oczu, i zaczynam zalowac, ze dotrwalam do dna opakowania.

       

       

      Chanel Ultra Correction Lift Total Eye Lift

      Sklad: Water, Glycerin, Butylene Glycol, Ethylene/Acrylic Acid Copolymer, Cyclopentasiloxane, Cetearyl Alcohol, Isostearylneopentanoate, Pentylene Glycol, Shea Butter, Polyglyceryl-3 Beeswax, Squalane, Jojoba Esters, Dimethicone, Cyclohexasiloxane, Glyceryl Stearate, Peg-100 Stearate, Cetearyl Glucoside, Polysilicone-11, Tocopheryl Acetate, Octyldodecyl Neopentanoate, Tromethamine, Caprylyl Glycol, Propylparaben, Phospholipids, Carbomer, Acrylate/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Escin, Methylparaben, Disodium Edta, Beta Sitostearol, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Sodium Hyaluronate, Canarium Luzonicum Gum Nonvolatiles, Sodium Polyacrylate, Chlorphenesin, Silica, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Decarboxy Carnosine Hcl, Acetyl Tetrapeptide-5, Ethylparaben, Tocopherol, Palmitoyl Oligopeptide, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Sodium Methylparaben, Citric Acid, Titanium Dioxide, Mica

      wg Pauli, krem ten ma stymulowac wytwarzanie jednej  z protein skory, tensin (wikipedia, a zatem i ja, nie wie, jak sie toto tlumaczy na pl), jednak nie stoja za nim zadne badania, dowodzace przydatnosci tejze. Dodatkowo, krem nie dziala na pozostale czynniki wywolujace starzenie skory, czego moja na niego reakcja jest dobrym przykladem - ani nie pomogl na istniejace zmarszczki (ba! byly bardziej widoczne przez przesusz), ani nie zapobiegl nowym, ani nie dal komfortu.

       

      Estee Lauder Advanced Night Repair Eye Synchronized Complex

      Sklad: Water, Methyl Trimethicone, Bifida Ferment Lysate, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Isopentyldiol, Petrolatum, Sucrose, Glycine Soja (Soybean) Seed Extract, Morus Nigra (Mulberry) Root Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Hordeum Vulgare (Barley) Extract, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract, Caffeine, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, Algae Extract, Betula Alba (Birch) Extract, Poria Cocos Sclerotium Extract, Arabidopsis Thaliana Extract, Lactobacillus Ferment, Anthemis Nobilis (Chamomile), Yeast Extract, Polysorbate 40, Sodium Hyaluronate, Trehalose, Jojoba Alcohol, Isopropyl Jojobate, Isohexadecane, Jojoba Esters, Peg/Ppg-18/18 Dimethicone, Cholesterol, Butylene Glycol, Polysorbate 80, Ethylhexylglycerin, Tocopheryl Acetate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Linoleic Acid, Sodium RNA, Tromethamine, Squalane, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Hydrogenated Lecithin, Phytosphingosine, Potassium Sulfate, Tripeptide-32, Phenoxyethanol, Bht, Iron Oxides

      tutaj zas Paula przyznaje, ze krem owszem, ma sporo dobroczynnych substancji, ktore jednak nie lubia sie ze sloiczkami, wiec cala zabawa traci nieco sens. Ja jednak nadal krem lubie, glownie dlatego, ze widze roznice w czasie stosowania.

       

      (fot - internet)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kremy podoczne oraz Chanel i Advanced Night Repair”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 listopada 2011 23:43

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com