proznosc

Wpisy

  • sobota, 28 listopada 2009
    • Pharmaceris M, Bustfirm (Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia)

      Choć od kiedy pamiętam, moja mama nie przepadała za kosmetykami Eris. Ja, dla odmiany, darzyłam je zawsze zaufaniem. Prawdopodobnie wpływ na to miała genialna promocja samej Ireny Eris, zasadzona wokół kluczy: kobieta, sukces, naukowiec, stanowisko. Siłą rozpędu, tym samy zaufaniem i szacunkiem, co panią Eris, darzyłam też markę i kosmetyki. Nic więc dziwnego, że, kiedy tylko zaszłam w ciążę, kupiłam wszystko, co Pharmaceris ma w ofercie dla przyszłych mam. na szczęście nie ma tego dużo: krem przeciw rozstępom i krem do biustu. Dziś będzie o kremie do biustu: Pharmaceris M, Bustfirm (Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia)

      Napisałam o nim bardzo entuzjastyczną recenzję, by na jej końcu, analizując skład, wpaść w niemy stupor: krem polecany do stosowania w okresie karmienia ma w składzie poliakrylamid. Nie jestem wielkim zwolennikiem palenia na kosmetycznym stosie składników uważanych za "samo zuo". Kremów z poliakrylamidem świadomie staram się nie używać, jeżeli jednak już, przypadkiem, wydam na nie pieniądze (jak na ostatniego Clarinsa), cóż, stało się, nie będę wyrzucać kremu za 200 pln do kosza. Wychodzę z założenia, że staranne ograniczenie poliakrylamidu w codziennej diecie mojej skóry jest wystarczające, bym raz na jakiś czas mogła pozwolić sobie na odstępstwo (od kiedy zauważyłam, że używałam codziennie kremu do twarzy, serum na naczynka, kremu do rąk oraz balsamu przeciw rozstępom, a każdy z nich poliakrylamid ma w składzie, wszystkie, poza kremem na rozstępy, wylądowały w koszu - krem na rozstępy był najdroższy).

      Eris BiustfirmALE krem do piersi? W okresie karmienia? Niby producent pisze, żeby przed karmieniem myć piersi. I nie nakładać kremu na spękaną i pokaleczoną skorę. Ale przecież, na zdrowy rozum, nie da się przy początkowym poharataniu brodawek uniknąć kontaktu kremu z naskórkiem - szczególnie, że tenże sam producent pisze o jego wspaniałych łagodzących właściwościach. Nie jestem też pewna, czy młoda mama chciałaby świadomie podawać nawet minimalne dawki poliakrylamdu dziecku? Biorąc pod uwagę ostrzeżenia Unii Europejskiej co do tego składnika? Krem został podobno przetestowany przez Instytut Matki i Dziecka na matkach karmiących. Hmmmm. Bardzo się ucieszyłam z rekomendacji, ale teraz poważnie zastanawia mnie: nasz Instytut ma inne wytyczne? Zawartość poliakrylamidu jest w kremie bardzo niska? Unia jak zwykle przesadza?

      Straszna szkoda, bo poza tym, krem plasuje się w mojej czołówce preparatów do biustu i własnie miałam go polecić na forum biusciastych: jest bezzapachowy (jako chyba jedyny krem do piersi), wchłania się bardzo ładnie, naprawdę pozytywnie wpływa na kondycję skóry, a wierzę, że w okresie karmienia byłby jeszcze efektywniejszy; ma świetne, wygodne opakowanie z pompką. Prawie ideał. Prawie. Erisie, czy naprawdę nie uda się usunąć ze składu tego bezsensownego zagęstnika? Wysyłam firmie maila, zobaczymy, co odpowie.

       

      Skład: Aqua, Pentylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Canola (Canola) Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Caprylyl Methicone, Panthenol, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Stearic Acid, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, CI 77820 (06.11.2009)

      Choć od kiedy pamiętam, moja mama nie przepadała za kosmetykami Eris. Ja, dla odmiany, darzyłam je zawsze zaufaniem. Prawdopodobnie wpływ na to miała genialna promocja samej Ireny Eris, zasadzona wokół kluczy: kobieta, sukces, naukowiec, stanowisko. Siłą rozpędu, tym samy zaufaniem i szacunkiem, co panią Eris, darzyłam też markę i kosmetyki. Nic więc dziwnego, że, kiedy tylko zaszłam w ciążę, kupiłam wszystko, co Pharmaceris ma w ofercie dla przyszłych mam. na szczęście nie ma tego dużo: krem przeciw rozstępom i krem do biustu. Dziś będzie o kremie do biustu. Napisałam o nim bardzo entuzjastyczną recenzję, by na jej końcu, analizując skład, wpaść w niemy stupor: krem polecany do stosowania w okresie karmienia ma w składzie poliakrylamid. Nie jestem wielkim zwolennikiem palenia na kosmetycznym stosie składników uważanych za "samo zuo". Kremów z poliakrylamidem świadomie staram się nie używać, jeżeli jednak już, przypadkiem, wydam na nie pieniądze (jak na ostatniego Clarinsa), cóż, stało się, nie będę wyrzucać kremu za 200 pln do kosza. Wychodzę z założenia, że staranne ograniczenie poliakrylamidu w codziennej diecie mojej skóry jest wystarczające, bym raz na jakiś czas mogła pozwolić sobie na odstępstwo (od kiedy zauważyłam, że używałam codziennie kremu do twarzy, serum na naczynka, kremu do rąk oraz balsamu przeciw rozstępom, a każdy z nich poliakrylamid ma w składzie, wszystkie, poza kremem na rozstępy, wylądowały w koszu - krem na rozstępy był najdroższy).

      ALE krem do piersi? W okresie karmienia? Niby producent pisze, żeby przed karmieniem myć piersi. I nie nakładać kremu na spękaną i pokaleczoną skorę. Ale przecież, na zdrowy rozum, nie da się przy początkowym poharataniu brodawek uniknąć kontaktu kremu z naskórkiem - szczególnie, że tenże sam producent pisze o jego wspaniałych łagodzących właściwościach. Nie jestem też pewna, czy młoda mama chciałaby świadomie podawać nawet minimalne dawki poliakrylamdu dziecku? Biorąc pod uwagę ostrzeżenia Unii Europejskiej co do tego składnika? Krem został podobno przetestowany przez Instytut Matki i Dziecka na matkach karmiących. Hmmmm. Bardzo się ucieszyłam z rekomendacji, ale teraz poważnie zastanawia mnie: nasz instytut ma inne wytyczne? Zawratośc poliakrylamidu jest w kremie bardzo niska? Unia jak zwykle przesadza?

      Straszna szkoda, bo poza tym, krem plasuje się w mojej czołówce preparatów do biustu i własnie miałam go polecić na forum biusciastych: jest bezzapachowy (jako chyba jedyny krem do piersi), wchłania się bardzo ładnie, naprawdę pozytywnie wpływa na kondycję skóry, a wierzę, że w okresie karmienia byłby jeszcze efektywniejszy; ma świetne, wygodne opakowanie z pompką. Prawie ideał. Prawie. Erisie, czy naprawdę nie uda się usunąć ze składu tego bezsensownego zagęstnika? Wysyłam firmie maila, zobaczymy, co odpowie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 28 listopada 2009 14:52
    • Oferta w Sephorze

      Jeżeli planujecie nabyć w ramach prezentów gwiazdkowych cokolwiek z pielęgnacji ciała czy twarzy Estee Lauder, bardzo polecam aktualną promocję w Sephorze w NL. Poza 30% zniżką NA WSZYSTKO (tak, także sephorowe pędzelki i wszelkie inne dobra), do każdego zakupionego produktu EL dodawany jest atrakcyjny gratis: kosmetyczka z nastęþującymi miniaturami:

      -Day Wear Plus SPF 15 (7ml)

      - Idealist (7ml)

      - pomadka Pure color w odcieniu 117 (Rose Tea) 3.6g

      - podwójne cienie Singature 06 Roseberry (jasny, złamany różem beż i ciemniejszy, neutralny beż, oba delikatnie skrzące)

      - Pure White Linen EDP 4ml

      Oferta jest o tyle ciekawa, że tego typu promocje najczęściej wymagają zakupu za minimum 50 euro, lub co namniej dwóch produktów. Tutaj - pełna dowolność, można kupić nawet dezodorant za 13 euro (albo tonik, choć osobiście z polecałabym najbardziej jeden z luksusowych kremożeli do mycia twarzy). Biorąc pod uwagę, że sama pomadka o minimalnie tylko większej wadze kosztuje 2dyszki, mamy, jak to mówi proroczo reklama: czysty zysk!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 28 listopada 2009 14:48
  • wtorek, 24 listopada 2009
    • Polyacrylamide (poliakrylamid)

      Miałam właśnie pisać notke o moim ulubionym kremie do biustu, kiedy, po wklepaniu entuzjastycznej recenzji, zauważyłam, że ma on w składzie Polyacrylamide (poliakrylamid). Już od dawna obiecywałam sobie dokładniejsze przyjrzenie się temu składnikowi, o którym, poza tym, że jest niebezpieczny i wyklinany na biochemicznych forach, nie wiele wiedziałam.

      Zaczynając od poczatku: Poliakrylamid otrzymywany jest przez polimeryzację akryloamidu. Akrylamid zaś jest silną neurotoksyną wchłanianą przez skórę, co do której rakotwórczości naukowcy zdają się nie mieć wątpliwości (i która, niestety, powszechnie występuje w naszym pożywieniu - tutaj link do zebranych i przetłumaczonych badań). Sam poliakrylamid jest (a raczej byłby) bezpieczny, z tym, że zwykle w jego składzie zdażają się minimalne ilości akrylamidu. Skąd o tym wiemy? Ano z raportu komisji europejskiej, zaniepokojonej tak powszechnym występowaniem poliakrylamidu w kosmetykach:

      Lifelong use of cosmetic products containing polyacrylamide may represent an unacceptable high lifetime risk of cancer due to residual acrylamide in the polyacrylamide preparations. This conclusion is based on two longtime rat studies of acrylamide and on the genotoxic properties of acrylamide. In order that the lifetime use of cosmetics containing polyacrylamide should not pose a significant cancer risk the theoretical content of residual acrylamide [calculated from the amount of polyacrylamide added to the product and the content of acrylamide in the polyacrylamide used] should be <0.1 ppm in body care leave-on products and <0.5 ppm in other cosmetic products.

      W skrócie: długotrwałe (przez całe życie) używanie kosmetyków z poliakrylamidem może powodować, ze względu na szczątkowe ilości akrylamidu w poliakrylamidzie, nieakceptowalnie wysokie ryzyko raka. Powołując się na badania na szczurach, Komisja ostrzega, by ilość akrylamidu nie przekraczała danej wartości (mniej niż 0.1 ppm w kosmetykach pozostawianych na skórze i mniej niż 0.5 ppm w całej reszcie).

      Zaraz zaraz, zapyta ktoś, czy poliakrylamid jest więc, czy nie jest niebezpieczny? W końcu ten popularny zagęstnik jest stosowany powszechnie także poza przemysłem kosmetycznym, na przykład do produkcji okładów stosowanych przy leczeniu poparzeń czy uzdatniania wody (pitnej!!!). Powszechnie stosuje się go w uprawie rolnej, zdatkując nim ziemię. Mało tego, popularny wypełniacz zmarszczek, Aquamid, to w zasadzie woda z poliakrylamidem (być może dlatego nie został dopuszczony przez amerykańską FDA na tamtejszy rynek). Na ile powinniśmy więc przejmować się ostrzeżeniami Uni?

      W końcu poliakrylamid mają w swoich składach kremy takich firm, jak Guerlain czy Clarins, oraz bardzo świadoma składow Paula Begoun, a także preparaty przeznaczone dla kobiet ciężarnych (Mustela) i w połogu, jak Bustfirm Pharmaceris'u (polecany przy karmeniu piersią).  Kiedy zaszłam w ciążę, przeprowadziłam czystki wśród moich kosmetyków, wyrzucając wszystkie, które miały poliakrylamid w składzie (między innymi krem do rąk Ziaji i bardzo przeze mnie lubiany krem do twarzy Tillia). Sprawdzałam składy produktów przeciwrozstępowych, nie decydując się na Mustellę; przeżyłam jednak drobne załamanie, kiedy okazało się, że z radością używałam przeciwrozstępowego Clarinsa i Bustfirmu.

      Unijne dyrektywy są jasne: poliakrylamid jako taki nie jest toksyczny, toksyczny jest - przypuszczalnie i w bardzo niewielkich ilościach - zawarty w nim akrylamid. Stąd podane bezpieczne minimalne ilości toksyny. Co możemy więc zrobić my, konsumenci? Ja osobiście wydedukowałam z tego, że niewielkie zastosowanie poliakrylamidu krzywdy mi nie zrobi. Czyli: jeżeli już kupiłam krem z poliakrylamidem, zużyję go do końca, będę jednak uważać, by nie kupić go ponownie. Nadal mam zamiar namiętnie czytać składy, nie licząc już na litość producenta (a w wypadku Erisu i Clarinsa naprawdę miałam nadzieję, że mogę im zaufać). Warto też pamiętać, że poliakrylamid pod koniec składu sugeruje jego mniejsza zawartość, a, co za tym idzie, większe szanse, że produkt plasuje się w widełkach unijnych wskazań. Metoda dla mnie: próbując znaleźć sensowne wyjście z sytuacji, bez popadania w panikę, należy pamiętać, że poliakrylamid może się okazać toksyczny przy długotrwałym - w przeciągu wielu lat - stosowaniu. I konsekwentnie, ale bez szaleństwa, unikać tego składnika. Do podobnych (bez paniki!) wniosków doszła doszła kiedyś Basia Kwiatowska na nieodżałowanym forum Biochemii: "Poza tym nie nalezy przesadzac, jesli znajduje sie on przy koncu skladu to prawdopodobnie jego ilosc jest mala, jesli mamy watpliwosci kontaktujemy sie z producentem, ktory jest zobowiazany udzielic nam infomacji [o ilości poliakrylamidu]".

       

      ps nastawionym scepytycznie do tego typu wiadomości polecam ten link, w którym autor, poirytowany ciągłymi nagonkami na składniki kosmetyczne, pisze, że tak naprawdę mamy dużo większe szanse na zejście z tego świata na jedną z chorób krążenia, zatrucie, czy uderzenie pioruna, niż na raka wywołanego przez konserwanty w kosmetykach (jest też o poliakrylamidzie).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Polyacrylamide (poliakrylamid)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 listopada 2009 23:53
  • niedziela, 15 listopada 2009
    • L'oreal Eleseve i trudności z ograrnięciem własnego PR

      L'oreal odżywkaL'oreal Eleseve (tutaj Elvive) Color-Vive Vitaal serum. Nie obiecywałam sobie po nim zbyt wiele, ale byłam zaciekawiona: serum i wszelkie maski do włosów są dla mnie niezbędnym elementem pielęgnacji, szczególnie, że mój domowy maruda nie lubi puszących się włosów. Zaciekawiła mnie forma koncentratu w 4 ampułkach, i to, że producent zaleca użycie preparatu w sytuacjach dla włosów stresowych, jak zmiana pór roku, po ciązy, po agresywnych zabiegach fryzjerskich itp. I co? I, jak zwykle, nic. Po 4-tygodniowej kuracji włosy: nie są bardziej wygładzone, nie są bardziej błyszczące, może zyskały na nawilżeniu, ale to w zasadzie na tyle. Preparat nie jest drogi - 4.5 euro (udało mi się ustrzelić go za 2.50), mimo wszystko, żałuję, bo dużo więcej dobrego zrobiło by moim włosom stosowanie maski, do której wracam zawsze z podkulonym ogonem - znów Elseve, tym razem Re-nutrition z royal jelly, maski, która nie ustępuje w niczym tym o dwa i trzy razy droższym.

      L'oreal odżywkaA teraz tak zwany gwózdź programu: być może brak szczególnego działania maski związany jest z tym, jak ją stosowałam. Otóż na moim opakowaniu stoi jak byk: nalożyć na podsuszone ręcznikiem włosy, po minucie spłukać. Na stronie holenderskiej zaś: nalożyć na podsuszone ręcznikiem włosy, nie spłukiwać. Wpatrywałam się w oba opisy jak sroka w gnat, próbując dojść do siebie i zrozumieć, czy ja i L'orealowi spece od PR mamy na myśli ten sam produkt. Najwyraźniej tak. Hmmm. I jeszcze jedno hmmmm. Czy L'oreal strzela sobie sam w kolano? Cóż...

       

      Water, Potato Starch Modified, Quaternium-87, Stearyl Alcohol, C11-15 pareth-7, C12-16 pareth-9, Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed wheat protein, Hydroxyisohexyl-3 cyclohexene  carboxaldehyde, behentrimonium chloride, Trideceth-12, Polysorbate 20, Chlorhexidine Dihydrochloride, Camphor benzalkonium methosulfate, candelilla cera, linalool, Amodimethicone, 2-oleamido-1-,3-octadecanediol, Methylparaben, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 listopada 2009 00:07
  • środa, 11 listopada 2009
    • Mustela 9 miesięcy Vergetures Double Action (Podwójnie działający krem przeciw rozstępom)

      Uczciwie uprzedzam, że będzie okremie z miniatury, nie o pełnowymiarowym opakowaniu, gdyż w mojej przybranej ojczyźnie w ramach obowiązku obywatelskiego do lekarzy się nie chadza (nawet w czasie ciąży), stąd nie za bardzo istnieje tu etos kosmetyków aptecznych (skrót myślowy: nie chodzę do lekarza - nie muszę odwiedzać aptek). I wszelkich Musteli itp u nas niet. Co, jak się okazało, w tym jednym jedynym wypadku bardzo mnie ucieszyło, o czym pod koniec notki.

      mustela 9 miesięcyMiniaturę dostałam w PL, robiąc zapasy erisowych kremów, z zaznaczeniem przez specjalistkę z SuperPharm, że Riastil i DaxCosmetics sprzedają się o niebo lepiej i klietnki chwalą je dużo bardziej . I bardzo pozytywnie się zaskoczyłam, szczególnie pod względem wchłanialności i lepkości - warto przyjrzeć się składowi kremu, ten dostępny obecnie ma zmienioną formułę!

      tak prezentuje się stary skład:


      Water/Aqua, Lactic Acid, Triethanolamine, Cyclomethicone, Octylpalmitate, Hydrogenated Cocoglycerides, Sodium Lactate Methylsilanol, Propylene Glycol, Isodecyl Neopentanoate, Hydrolyzed Soy Protein, Glyceryl Stearate, Arachidyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Behenyl Alcohol, Polyacrylamide, Phenoxyethanol, Sophora Japonica Extract, Arachidyl Glucoside, Beeswax (Cera Alba), C13-14 Isoparaffin, Fragrance (parfum), DEA-Cetyl Phosphate, Zinc Gluconate, Methylparaben, Butylene Glycol, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Cocoglycerides, Laureth 7, Enteromorpha Compressa Extract, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben


      a tak nowy:

      Water/Aqua, Lactic Acid, Triethanolamine, Cyclomethicone, Ethylhexyl Palmitate, Hydrogenated Cocoglycerides, Sodium Lactate Methylsilanol, Propylene Glycol, Hydrolyzed Soy Protein, Isodecyl Neopentanoate, Glyceryl Stearate, Arachidyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Behenyl Alcohol, Polyacrylamide, Sophora Japonica Extract, Arachidyl Glucoside, Beeswax (Cera Alba), C13-14 Isoparaffin, Methylparaben, Fragrance (parfum), Deacetyl Phosphate, Propylparaben, Zinc Gluconate, Butylene Glycol, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Cocoglycerides, Laureth 7, Helianthus Annuus (Sunflowe) seed oil, Enteromorpha Compressa Extract, Lupinus albus Extract.

      Wytłuszczonym drukiem zaznaczyłam składniki, które nie pokrywają się w obu składach. Jak widać, nowsza wersja ma śladowe ilości miłych dla oka, wypatrującego tęsknie naturalnych substancji, nazw. Niestety, ma też znacznie większe ilości parabenów, które przesunęły się na środek listy (zmiany na początku - Ethylhexyl Palmitate i Octylpalmitate - nie mają większego znaczenia, to ten sam składnik, humektant). Ogólne zamieszanie z ilościami poszczególnych elementów wpłynęło prawdopodobnie na moje bardzo subiektywne odczucie: krem wchłaniał się do jedwabistego matu i nie był lepki, a zapach ma na tyle delikanty, że mój naczelny domowy alergik nie zgłosil sprzeciwu.

      ALE Mustela ma w składzie jednen "drobiazg", z powodu którego na poczatku ciąży pożegnałam się z kilkoma polskimi kremami (m. in. oliwkową Ziają do rąk i przeciwzmarszczkową Tillią): Polyacrylamide. Podejrzany o rakotwórczość, został wycofany z wiekszości kosmetyków - jak widać, nie wszystkich. Jakoś smarowanie dość rozległych obszarów ciała w czasie ciąży sporym stężeniem polyacrylamidu nie przemawia do mnie, ba, nieco mnie przeraża. Znaczy się, Mustela nie dla mnie. A szkoda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 11 listopada 2009 14:18
  • wtorek, 03 listopada 2009
    • Aldi Biocura Natuurcosmetica

      Mój ukochany Aldi ma raz na jakiś czas (strzelam, że co pół roku) w ofercie kosmetyki naturalne. W przeciwieństwie do większości artykułów z aldikowej oferty, kosmetyki te znikają w przeciągu kilku dni. Przekonałam się o tym na własnej skórze, kiedy to, zachwycona, wróciłam do sklepu po tygodniu, by nabyć większą ilość szamponu i balsamu do ciała, doszczętnie już wtedy wyprzedanych.

      aldi szamponCo jest w nich tak szczególnego? Ano wygląda na to, że Biocura Natuurcosmetica to seria prawdziwie naturalna - udało jej się zdobyć certyfikat BDIH, którym mogą się poszczycić takie marki, jak Haushka czy Weleda, zachowując przy tym poziom cenowy Aldiego.

      Jedyne, na co trzeba uważać przy zakupach, to składy: nie wszystkie kosmetyki miały naturalną substancję zapachową, w części użyto syntetycznych perfum. Część miała super składy, część tylko trochę.

      Skusiłam się na szampon miodowy do włosów normalnych - w składzie nie ma SLS!!! Ani syntetycznych barwników, perfum, silikonów, parafiny i innych pochodnych ropy (tak się to tłumaczy?). Są za to zielonki z kontrolowanyh upraw biologicznych. Szampon okazał się tak dobry, jak obiecywała ulotka, albo jeszcze lepszy. Poradził sobie z moim ciągłym podrażnieniem (robi mi się od każdego szamponu z SLS). Rewelacyjnie wpłynął na przetłuszczanie włosów, mocno je minimalizując. Pięknie pachniał, nie pienił się jakoś specjalnie (przez to jest też mniej wydajny), ale to ze względu na brak wroga, czyli SLS.

      aldi szampon

       

      Zachwycił mnie też balsam do ciała, o podobnych eko właściwościach do szamponu (oba, choć mocno pachną, nie uczulają mojego domowego alergika), ale z natruralnymi olejkami morelowym i jojoby, a także ekstraktem z kwiatu pomarańczy i witaminami C i E. Balsam jest taki, jak być powinien: odżywczy dla skóry, ale nie ciężki, nadający się do użycia także latem.

      aldi balsam

      Ogólnie - brawa dla Aldiego!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Aldi Biocura Natuurcosmetica”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 listopada 2009 23:10

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com