proznosc

Wpisy

  • poniedziałek, 24 listopada 2008
  • niedziela, 23 listopada 2008
    • Peeeeeeelingi

      Geomar Thalasso Scrub. Dostałam go, kiedy jeszcze siedziałam w branży kosmetycznej. Nie wydawał mi się szczególnie atrakcyjny, więc wylądował w kartonie z kosmetykami-na-później. Takimi, które nie były na tyle ciekawe, by je zużyć od ręki, ale i nie na tyle nieinteresujące, by je wydać dalej.

      Na karton nadziałam przypadkiem, się robiąc małe pod-szykowanie przed przeprowadzką do Niewiadomego-Miejsca-Ale-O-Na-pewno-Mniejszym-Metrażu.

      Wyciągnęłam peeling, postawiłam na półeczce pod przysznicem. Naprawdę, ktokolwiek projektuje ich szatę graficzną, zasługuje na tortyury i przymusowe, stałe oglądanie własnych dzieł. Peeling stał i stał - wydawało mi się, że jako coś nieznanej firmy i do tego takie brzydkie, nie ma sobie co zawracać głowy.

       Geomar Thalasso Scrub

      Aż w końcu nadszedł jego czas, i okazało się, że pod tą straszną czcionką kryje się prawdziwy cud ;) Peeling jest rewelacyjny, gęsty, pachnacy, skuteczny i cokolwiek człowiek by nie chciał od peelingu. Zabójczo dobry ;) Ma też kilka ciekawostek w składzie: a trzecim miejscu stoi woda morska, na piątym śliwka, tyle, że za substancją zapachową. A pachnie ładnie, nie sposób nie przyznać. Drugie kompletne zaskoczenie  zaliczyłam, kiedy kilka minut temu wrzuciłam go w googla. Kilkadziesiąt zeta? Za peeling? No dobra, jest świetny, ale nie przesadzajmy. L'Oreal jest równie dobry, a tańszy, nasze też nie ustępują...

      na trzecim miejscu - woda morska, na piątym śliwka, tyle, że za substancją zapachową. A pachnie ładnie, nie sposób nie przyznać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 listopada 2008 00:33
  • sobota, 22 listopada 2008
    • Alessandro Hands up!

      O Alessandro wszyscy (wszystkie) użytkownicy kosmetyków słyszeli, wszysycy pożądają, ale mało kto kupuje, bo drogie są pierońsko.

      Vendi, vidi, vici. Firma wycofywała się (czy też ją wycofywano) z holenderskiej sieci IciParis, dzięki czemu można było kupić wszystko za bezcen. I o ile olejek do skórek i peeling do dłoni okazały się być odpowiednio fajne i bardzo fajne, o tyle kremy do rąk mają, panie dzieju, badziewne jak rzadko co.

      alessandro

      Wiedziona na pokuszenie drugim z głównych grzechów zakupiłam aż trzy kremy (zawsze mogę sobie powiedzieć, że to na potrzeby bloga).

      Alessandro ma trzy linie: jedną normalną i dwie przeciwzmarszczkowe. Niebieska przeznaczona jest dla cery młodej i wrażliwej, różowa do starzejącej się, biała do hmm, dojrzałej (zastanawiam się, jak by to ładnie powiedzieć, żeby ująć ideę, a nikogo nie obrazić; po ostatniej akcji gazety wyborczej czuję się nieco przerażona wrażliwością temat wieku). Biała linia ma już w składzie wybielacze i inne składniki tego typu (zwalczające na przykład plamy wątrobowe).

      Chciałam mieć mocno regnerujący krem i coś na dzien, na wybielacze jeszcze czas przyjdzie. Jako, że gipsowania ścian i inne atrakcje ostatnich miesięcy od początku zapowiadały się na killerów dla dłoni, kremu z różowej serii wzięłam dwa opakowania (Hands up! Nice Day). Cóż, tak lekkiego kremu do rąk nie miałam dawno. Owszem, wchłania się ładnie, nawilża, ale turbo to on nie jest. Na zmasakrowane dłonie duuużo lepsza jest Neutrogena czy zwykła gliceryna, której od remontu jestem fanką, ale nie Alessandro. I o ile krem różowy jeszcze coś tam robił (powiedzmy, 10% z tego, co obiecywał), o tyle biała linia jest makabrycznie wręcz niedostosowana do potrzeb skóry dłoni. Gdybym miała 4-letnią córkę, krem byłby jak znalazł, bo najwyraźniej w słowniku producenta "young skin" to taka, która nie potrzebuje kremu w innych celach niż psychologiczne, oraz akceptuje zapach gumy do żucia. Czy wspomniałam już, że mała tubka Hands Up! 24 Hours sprytnie otworzyła mi się w torebce, i oczywiście w połowie emigrowała na WSZYSTKO, co w niej miałam? Nie powiem, żeby te wszystkie wyciągi z pereł łatwo się dały usunąć. Zatęskniłam do polskich kremów z kiosku ruchu.

      Ogólnie, jeżeli traficie na nie na wyprzedażach: pielęgnacja dłoni i paznokci jak najbardziej na tak, kremy - zdecydowane nie.  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 22 listopada 2008 16:49

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com