proznosc

Wpisy

  • sobota, 25 lutego 2012
    • Inside Synactive 30+ - rewitalizujący krem ujędrniający na noc

      Dzis, dla odmiany, kosmetyk z Polski - w zwiazku z zawirowaniami mieszkaniowymi (peknieta rura sasiadow-ewakuacja-mieszkam w hotelu) nie mam dostepu do zdjec, musze sie wiec posilkowac zapasami.

       

      O tej firmie nie slyszalam ani slowa, dopoki nieoceniona Sylwiasta nie wsyslala mi dwoch probek kremu Inside Synactive 30+ - rewitalizujący krem ujędrniający na noc (link do strony producenta). Bardzo sie ucieszylam, bo krem jest bezzapachowy, a jak sie pozniej okazalo, takze bezparabenowy. A do tego bardzo, ale to bardzo porzadnie nawilzal. Podeszlam do niego zupelnie obiektywnie, bo ani nie jest u mnie dostepny, ani nigdzie w reklamie mi nie mignal - to chyba pierwszy taki przypadek od bardzo dawna. 

      Synactive Inside krem

      Jak wyczytalam na stronie, producentem jest Adamed, grupa o podobno calkowicie polskim kapitale - WOW! Porzadne kosmetyki apteczne polskiego pochodzenia!

       

      Producent, jak to zwykle bywa, pisze peany pochwalne na temat opatentowanych i nieczytelnych skompleksow czynnych: Syn®-Ake, Pepha®- Tight, Syn®-Coll (pozostaje miec nadzieje, ze sa to peptydy ze skladu), ale krem ma tez bardziej znane skladniki, jak olej Macadamia i olej arganowy. Osobiscie wyczuwalam w nim silikony, co jednak mi zupelnie nie przeszkadzalo, bo w kombinacji z olejami dzialaly calkiem przyzwoicie.

       

      Skład: caprylic/capric triglyceride, cetearyl alkohol, macadamia integrifolia seed oil, argan kernel oil, dicaprylyl carbonate, algae extract, pullulan, dipeptide diaminobutyroyl benzylamide diacetate, palmitoyl tripeptide-3, hydroxyethyl urea, tapioca starch, cetearyl glucoside, ceteareth-20, sodium PCA, cyclomethicone, cyclohexasiloxane, glycerin, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin 

      Synactive Inside krem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Inside Synactive 30+ - rewitalizujący krem ujędrniający na noc”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lutego 2012 14:37
  • piątek, 24 lutego 2012
  • środa, 22 lutego 2012
    • Retinoidy i panowie ;)

      Po dzisiejszej sesji masazu moj pan masazysta mowi do mnie tak:

      - to cos, co mialas na plecach, masz teraz we wlosach.

      - ???

      - no, takie biale skorki?

      - a, bo wiesz, ja mam taki nowy lek na tradzik... - zalapalam, a on na to:

      - znaczy sie, retinoidy, taaaak? patrz, ja te zuzywam  - pokazuje mi dumny niewidocznego pora na swojej twarzy; facet ma po 50tce i gladka cere, pytam wiec z niedowierzaniem:

      - ale Auge, po co Ci to? - a na to Auge

      - no wiesz, retinoidy sa tez przeciwzmarszkowe. Twoj tez jest w takiej duzej tubce? Tez masz go od lekarza?

      - tak, od dermatologa.

      - a, a ja od lekarza medycyny estetycznej. I mam tam jeszcze, w tej tubce, hydroquinone, bo wiesz, ono jest dobre na przebarwienia.

       

      Umarlam. W Holandii nieosiagalne jest zdobycie lekow na lewo, bo maja system centralny i lekarze i apteki widza, co gdzie i jak sie bierze. Do tego pacjent moze brac leki na recepte tylko z jednej apteki, w ktorej jest zarejestrowany. A tu sie okazuje, ze system ma jakies luki :)

      Porozmawialismy jeszcze o filtrach, i o przenikaniu UVA przez szyby - ow lekarz specjalizujacy sie w kosmetyce kazal Auge uzywac filtrow w domu tez, bo ma duze okna - ale to juz temat na inna notke.

      Czasami wydaje mi sie, ze filtrowo-retinoidowa wariacja to wirus niektorych tylko for internetowych z PL, a tu prosze, dowod na to, ze jest to wiedza duzo bardziej powazana, niz mi sie wydawalo :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Retinoidy i panowie ;)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 22 lutego 2012 17:12
    • Herome, 24 hours protective creme

      No prosze, jak nam sie ladnie cykl holenderski rozwija... Tak sie rozpedzilam, ze przypomnialo mi sie o w sumie jednej z fajniejszych rzeczy tutaj, kremie do rak - jak zwykle - Herome, 24 hours protective creme. Krem jest taki, jak krem do rak byc powinien, a najczesciej nie jest (a przynajmniej ja kupuje notorycznie te, ktore nie sa): gesty i odzywczy, ale bez lepienia.

      Herome krem do rak

      Przynosil zdecydowana ulge dloniom, co ostatnio liczy sie dla mnie coraz bardziej. Byl bardzo, ale to bardzo wydajny. I dawal widoczne rezultaty. Tylko tyle i az tyle...

       

      Do tego oblednie pachnial, dlatego mialam dosc ograniczone mozliwosci stosowania go, niemniej, na pewno do tego flagowego produktu Herome wroce, takze ze wzgledu na filtry. Co prawda 15 to nie zaden cud, jednak tak niewiele kremow do rak je ma, ze niechze im bedzie :)

       

      Krem wystepuje w pojemnosciach 20 i 80 ml, i kosztuje 10 euro za duza tube. Fakt, duzo, ale od tamtej pory kupilam juz multum kremow, ktore zwyczajnie nie dzialaly, i w sumie kosztowaly duzo wiecej. Mala kosztowala jakies grosze, i byla idealna do torebki.

       

      (Wywalilam opakowanie, zanim skopiowalam sklad).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 22 lutego 2012 15:03
  • wtorek, 21 lutego 2012
    • Fuente, Herbal Shampoo Bath

      Zupelnie zapomnialam o jeszcze jednej, bardzo ciekawej holenderskiej firmie, Fuente. Fuente specjalizuje sie w kosmetykach do wlosow, reklamowanych haslem glamorous by nature. Firma nie skupia sie jednak na kreowaniu wizerunku naturalnej (choc dosc natretnie przypomina w opisach o "pochodzeniu z natury" i innych takich), ale bardziej na budowaniu "ekskluzywnosci" marki - ceny sa zabojcze, maska do wlosow to 40 euro...

       

      fuente szampon

       

      Fuente rozprowadzane sa przez (bardzo niewielka) siec salonow fryzjerskich, mozna je tez zamawiac on-line. Ich slaba dostepnosc spowodowala, ze, poza szamponem Fuente, Herbal Shampoo Bath, nie mialam z nimi stycznosci. Sam szampon zas byl calkiem calkiem - co prawda mocno pachnial mieta, ale byl wyjatkowo laskawy dla skory glowy i wlosow. Choc, jak widac po skladzie, firmy nie mozna nazwac naturalna, rzeczywiscie zaskakujaca jest ilosc naturalnych ekstraktow.

      Szampon  polecila mi przyjaciolka, ktorej polecila inna osoba - Fuente zdaje sie nie istniec nigdzie w przestrzeni publicznej. Ale za to zdaja sie byc dostepne w Polsce - na stronie maja beznadziejne tlumaczenia na nasz jezyk, ale i tak to juz cos. Do tego na opakowaniu widnieje info po polsku.

      Podsumowujac:  odwiedzajac Holandie, warto zwrocic na te kosmetyki uwage. Jezeli nawet nic innego nie zwroci naszej uwago, to przynajmnie wiadomo, ze kosmetyki na pewno nie byly testowane na zwierzetach (Holandia jest jednym z dwoch czy trzech krajow UE, ktore testow zakazaly w zupelnosci).

       

      Sklad: Aqua, Sodium Trideceth Sulfate, Sodium Lauroamphocetate, Cocamide MEA, PEG-120 Methyl Glucose Dicleate, Cooc-Glucoside, Sodium Chloride, Polyquaternium-7, Propylene Glycol, Sorbitol, PEG-6 Isolauryl Thioether, Hamamelis Virginiana Extract, Tussilago Frafana Leaf Extract, Viscus album Leaf Extract, Arnica Montana Extract, Cinchona Succinrubra Extract, Triticum Vulgare Bran Extract, Equisetum Arvense Extrac, Chamomilla Recutita Extract, Utricca Dicica Extract, Betula Alba Leaf Extract, Symphylum Officinale Leaf Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Glucoldistearate, Glycerin, Phenoxyethanol, Piroctone Chamine, Benzoic Acid, Ethylhexykglycerin, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum, Cl 19140, Cl 42090.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 lutego 2012 15:26
  • poniedziałek, 20 lutego 2012
    • Odchudzona sztuka

      O, a tu taki fajny link do pani, ktora (artystycznie) odchudza wielkie dziela sztuki, by pokazac, jak bardzo sie zmienily kanony urody. Sztuka latwa, lekka i przyjemna, a jednak jest w niej cos uroczego. I bardzo, ekhm ekhm, podnoszacego na duchu. Ja wiem, nie mozna tak subiektywnie, nieintelektualnie, ale co na to poradze, ze bardzo mi poprawil humor ten Ingres (nie musze dodawac, ze wygladam toczka w toczke jak oryginal dziela...).

       

      odchudzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Odchudzona sztuka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2012 14:40
    • Kruidvat tea tree tonik

      Ta notka miala wygladac tak: jest taki super tonik w Kruidvacie z serii, o ktorej juz pisalam, tea tree. Tonik jest bardzo delikatny, wogole nie wysusza buzi, jest tez super skuteczny na rozne takie. Tak napisalam, po czym przepisuajc sklad, nie moglam uwierzyc oczom: ten tonik nie ma prawa byc tak przyjazny skorze! Woda i alkohol w strasznych ilosciach. W sumie, mozna by go potraktowac jak kosmetyki naturalne, gdzie tez zawsze jest tego alkoholu mnostwo, jednak, jak widac, usunelam poprzedni, bardzo entuzjastyczny wpis. Teraz powinnam napisac tak: jezeli nie boicie sie denata w duzych ilosciach, ten tonik jest idealny. Jezeli jednak chcecie chrocnic swoj kolagen, coz, moze warto rozpatrzec inne opcje. Do tego, niestety, zestaw parabenow... Aleuzywalo sie go naprawde bardzo przyjemnie. Ha.

       

       

      Sklad: Aqua, Alkohol Denat., Polysorbate 20, Propylene Glycol, Panthenol, Melaleuca Alternifolia Oil, Hamamelis Virginiana Extract, Citric Acid, Isporopyl Alcohol, Cucumis Sativus Extract, Chamomilla Recutita Extract, Faex Extract, Sorbitol, Limonene, Phenoxyethanol, Methylparaben, Potassium Sorbate, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2012 11:33
  • niedziela, 19 lutego 2012
    • Zenner

      Holenderki, jak wiekszosc przedstawicieli ludow Polnocy, maja cienkie, delikatne wlosy. I jakis holenderski geniusz wpadl na to, ze do takich wlosow nie nadaja sie spinki i klamry produkowane w Chinach, bo przewidziana przez producenta objetosc wlosow jest niewspolmiernie duza w stosunku do stanu zastanego. Czyli: klamry sa za duze, spinki sie zsuwaja, nic sie na dluzsza mete nie trzyma wlosow. Ow holenderski geniusz musial pracowac dla firmy Zenner, bo to wlasnie Zenner wyszedl na przeciw oczekiwaniom klientek, wypuszczajac, obok "zwyklej" kolekcji, takze linie Stay in Hair.

       

      zenner spinki do wlosow

       

      Zasada dzialania jest tu bardzo prosta i jednoczesnie skuteczna: spinki maja jedna z czesci pokryta silikonem, w splot gumek takze wpleciono silikonowa nic, klamry sa pokryte takimz silikonem (tzn jak dla mnie to silikon). Dzieki temu wszystko trzyma sie wlosow jak szatan, jednoczesnie ich nie lamiac i nie niszczac. Cenowo Zenner jest jak najbardziej przystepny, sprzedaja go zwykle, sieciowe drogerie. Jak dla mnie jest to hit na miare kosmetycznego nobla.

       

       zenner gumki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Zenner”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 lutego 2012 12:44
  • sobota, 18 lutego 2012
    • Therme, Scrub Salt Thalasso

      Przypomniala mi sie jeszcze jedna, bardzo popularna w Holandii firma - Therme.  Therme specjalizuje sie - znowu - w produktach pielegnacyjnych do ciala.

       

      Therme peeling

       

      Mialam stycznosc z ich peelingiem Scrub Salt Thalasso, i o ile jakosc samego produktu byla bez zarzutu, to opakowanie wolalo o pomste do nieba. Jakis gniusz zdecydowal o zapakowaniu peelingu do ciala, sila rzeczy uzywanego pod prysznicem/w wannie, w papierowy pojemnik o metalowej obreczy przy denku. W efekcie, po drugim uzyciu opakowanie, a co za tym idzie i peeling, bylo mokre, a na metalu pojawila sie rdza.

       

      Szkoda, bo sam peeling byl swietny - dosc ostry, ale, ze wzgledu na zawartosc soli, szybko sie sam "zmywajacy", co mi osobiscie bardzo odpowiada. Do tego pieknie pachnial... Coz. Przy cenie kilku euro za 500g mozna sie pobawic w przesypywanie, jednak na rynku jest tak duzo innych produktow...

       

      Sklad: Sodium Chloride, Parfum, Peg-40, Hydrogenated Castor Oil, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexen, carboxaldehyde, hydroxycitronella.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 18 lutego 2012 22:36
  • piątek, 17 lutego 2012
    • Herome Wonderpen

      Kontynuujac mysl przewodnia wpisu o holenderskich kosmetykach, dzis bedzie o chyba najlepszej i najciekawszej firmie lokalnej, Herome.  Ichnie lakiery mozna juz gdzies na blogu obejrzec; firma ma takze, a moze przede wszystkim, w ofercie preparaty pielegnacyjne.

       

      Herome wonderpenMoim ulubionym jest Wonderpen, olejek pielegnujacy skorki w formie pedzelka ze sprytnym systemem "klikania" produktu. Zasadniczo ma same zalety: dzieki pedzelkowi, bardzo latwo sie go naklada, nie ma tez problemu z za duza iloscia. Nie zatluszcza wszystkiego dookola, moge go spokojnie aplikowac w pracy. Rzeczywiscie, po tygodniu regularnego stosowania widze roznice w wygladzie skorek, a naprawde mam co korygowac, bo mam strasznie suche i grube jak u slonia skorzyska, ktore do tego twardnieja i zadzieraja sie na potege. Oczywiscie, pen nie jest cudotworca, i nie robi rak jak z reklamy, niemniej efekt jest widoczny. Wg pan w Douglasie, duzo lepszy jest tu Koh, ale o ile jestem sklonna wydac na pena 10 euro z jakims kawalkiem, o tyle kwoty 30t-o eurowe to juz gruba przesada.

       

      Do tego firma ujela mnie bardzo podejsciem do klienta: moj pierwszy pen oblazil z farby, ktora nadrukowano napisy. Wyslalam im maila ze skarga, na co bardzo uprzejmie odpisali, ze rzeczywiscie, byla partia z wadliwym nadrukiem, ale ze wszystkie nowe juz tego problemu nie maja, i bardzo chetnie wysla mi nowy produkt, zebym sie przekonala na wlasne oczy. Ladnie, prawda?

       

      Pen ma tylko jedna wade: jak wszystkie kosmetyki w pedzlu, zaczyna po jakims czasie uzywania (dosc krotkim) zmieniac zapach. Mam tak z wszystkim, co w pedzelku z dozownikiem, takze nie mozna sie tu przyczepic do firmy. Nie wiem, musze zaczac odkazac te pedzle w alkoholu czy cos...

       

      Aha, Herome bardzo czesto jest w jakiejs ofercie, od 20% ceny w dol po 1+1 gratis, warto wiec sprawdzic, gdzie sie je kupuje (dostepne sa wlasciwie wszedzie, od wysokopolkowego Douglasa po taniutki Kruidvat).

       

      Sklad: buxus chinensis, bis-diglyceryl polyacyladipate, butyrospermum parkii, prunus dulcis, aloe barbadensis, sesamum indicum, tocopheryl acetate, ethyl linoleate, isopropyl myristate, tritucum vulgare, cethearyl ethyl hexanoate, retinyl palmitate, propylene glycol, dicaprylate, dicaprate, parfum, stearalkonium hectorite, propylene carbonate, bisabolol, mica, titanium dioxide, cl 77019, cl 177891, parfum, benzyl benzoate, citronellol, coumarin, geraniol, linalool, euganol, hexyl cinnamic, aldehyde, hydroxycitronellal, hydrosymethylpentylcyclohexene, carboxaldehyde, isoeugenol, lillal, methyltrimethylcyclohexenl, butone, oakmoss.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 17 lutego 2012 12:53
  • środa, 15 lutego 2012
    • Kosmetyki w Holandii

      Zaczynamy cykl: co kosmetycznego warto kupic w NL (moim, ograniczonym, zdaniem).

       

      Holandia nie ma takiego az wyboru najrozniejszych firm, jak Polska; widoczne jest to szczegolnie w kolorowce, z ktorej nie przypominam sobie typowo “lokalnych” marek (poza Rituals, o czym nizej) dostepnych w drogeriach (Kruidvat, Etos I czasami Trekpleister). Kroluje tu L'oreal I Rimmel, oraz pozostale z najpopularniejszych, swiatowych firm. W ekskluzywnych drogeriach (Ici Paris, Douglas I Sephora) to samo – Dior, Chanel & spolka.

       

       

       

      Troche lepiej wyglada tu rynek pod wzgledem kosmetyki pielegnacyjnej: istnieje tu na przyklad siec sklepow Rituals sprzedajacych wlasne kosmetyki, ktore mozna znalezc w kazdym wiekszym miescie. Rituals oferuja intensywnie pachnace produkty do pielegnacji ciala, a od jakiegos czasu takze do makijazu. Rituals sa uznawane w Holandii za dobra, w miare luksusowa marke, choc osobiscie nie powalily mnie na kolana. Maja  w ofercie dosc interesujace produkty, np. puder ze sproszkowanym ametystem, jednakze, z tego, co pamietam, ametystow bylo w nim bardzo malo, duzo natomiast wsystkich innych, typowych pudrowych wypekniaczy (poczatek skladu bodajze mika i squalane).

       

      Druga z firm, z ktorymi mialam mala stycznosc to Green Land, producent snobujacy sie na ekologicznego, jednak tylko niektore z jego produktow mozna do takowych zaliczyc – jakis czas temu przetoczyla sie przez Femi dyskusja na ten temat. To, co ma rzeczywiscie eko, ma niezle, natomiast te kosmetyki, ktore nie sa naturane, zdaja sie byc, coz, najzwyklejsze. Do tego nie odpowiadaja na maile... Green Land sa na pewno dostepne w Etosie, coc w dosc ograniczonym wyborze, oraz przez strone internetowa.

       

       

       

      Stosunkowo ciekawie prezentuje sie holenderska oferta sklepow sieci De Tuinen. O ile w prawdziwych sklepach Eko wybor kosemtykow jest dosc mocno ograniczony (kroluje Hauschka, Weleda i Annemarie Borlind), w De Tuinen jest tych firm zatrzesienie. Trzeba jednakze uwaznie czytac etykiety, bo wiekszosc produktow w tym sklepie nie ma certyfikatow ekologicznych. Siec sprzedaje na przyklad holenderska firme Zarqa, ktora mnie osobiscie nie powalila na lopatki – szampony dla dzieci z agresynymi detergentami itp, choc ich krem do rak nie byl zly.  

       

      Podobnie jak Neutral, linia kosmetykow i produkow do czyszczenia, prania itp, przeznaczona dla alergikow, czyli zupelnie bezzapachowa. Z ta firma, niestety, zapoznalam sie dosc dobrze, jednak nic nie powalilo mnie na kolana - kupuje, bo musze. Duzo lepszy jest Dermolin, rowniez bezzapachowy (skad tyle tych bezzapachowych holenderskich firm???), ale ich kosmetykow uzywam z przyjemnoscia (np kremu do rak).

       

      W sieciowkach z lokalnych producentow najpopularniejszy jest chyba Dr Van Der Hoogh, kolejna z prawie-dobrych firm, tzn dobra na codzien, ale niewarta przywozenia z Holandii. Maja calkiem niezle maseczki do twarzy typu jednorazowego. Postaram sie wrzucic na dniach opis ich kremu do mycia twarzy, ktory mecze i mecze.

       

      Dwie firmy, ktore moge natomiast polecic uwadze to: Herome specjalizujace sie w produktach do rak (gdzies na blogu jets o ich lakierach; lakiery jak lakiery, wiadomo, firma ma natomiast rewelacyjna pielegnacje do rak) oraz Koh, ktorego osobiscie nie uzywalam, ale slyszalam duzo dobrego o nich.

      

      Natomiast produkty, bez ktorych nie mozna wyjezdzac z Holandii to.. spinki i gumki Zenner, absolutny must-have. Dodam o nich notke jak najszybciej!

      

      Nie zapominajmy tez o perfumach: z Holandii wywodzi sie slynny modowy  duet Viktor& Rolf. Przypuszczam, ze ich zapachy sa dostepne na calym swiecie, warto moze jednak zaopatrzyc sie w nie u zrodla (choc uprzedzam, ich glagowe Flower bomb jest dokladnie takie, jak nazwa: duszaca, przerazliwie skodka bomba zapachowa).

       

      Groetjes!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Kosmetyki w Holandii”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 15 lutego 2012 13:18
  • sobota, 04 lutego 2012
    • Cien Lancome 605 Strass Amethyst

      A tak wyglada kupiony bez czytania recenzji i bez polecenia, po prostu dlatego, ze mnie zachwycil w sklepie, cien Lancome 605 Strass Amethyst. Mialam akurat tyle czasu, zeby przeleciec palcem po powiece, i padlam - cien rewelacyjnie wydobyl kolor teczowki. No, a ze akurat byl w 50% promocji...

       

      cienie lancome

       

      Mam problematyczny do makijazu kolor oczu, bo sa niebieskie z duza iloscia zoltego w centrum, przez co daja wrazenie zielonkawych (a wg jednego z magikow od zen*, makrozywnosci itp, taka struktura oka oznacza, ze wpieprzam** slodycze na potege - zolte plamki to podobno zasluga wielkiej milosci do cukru - ot, ciekawostka). Wracajac do tematu, zasadniczo oznacza to, ze cienie dedykowane niebieskim oczom nie wyciagaja mi niczego z teczowki, podobnie jak te "dla zielonych". A Lancome robi mi efekt wow, i to wielki. Zaczynam wierzyc w to, ze spece w Lancome (czy L'oreal, gwoli scislosci) sa naprawde b dobrzy w kwestii cienii do powiek - kultowa Erika F, ktora mam od Sylwi, to moj drugi najukochanszy, najlepiej na mnie wygladajacy cien.

       

      cienie lancome

      cienie lancome

       

      A sam kolor...  W opakowaniu wyglada na prawie czarny fiolet. Na swatchach jak brunatny braz, na oku zas wychodzi z niego to, co najlepsze: brazowawy, brudny fiolet, na tyle jednak malofioletowy, ze nie wysuwa sie na plan pierwszy. Innymi slowy, nie wygladam jak blachara z oczojebliwym fioletem pod brew, bo - a przynajmniej wole tak myslec - na pierwszy plan wysuwa sie kolor teczowki, bardzo dla mnie nowe doswiadczenie.

       

       

      Jedno, do czego trzeba sie tu przyczepic, to brokat, ktorego w cieniu jest duzo, i ktory migruje na potege, i po 20tu minutach mam go na policzkach, bez roznicy, w aplikacji z baza czy bez. Gdyby nie ten kolor, nie meczylabym sie z nim, jednak w moim wypadku naprawde warto.

       

       

       

      *uprzejmie prosze sie ze mnie nie smiac, tak, regularnie uczeszczam do uzdrowicieli.

       

      ** Panstwo wybacza, nie chce obrazac osob, ktore po prostu slodycze jedza czy palaszuja. Ja naprawde zaliczam sie do kategorii krancowego uzaleznienia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Cien Lancome 605 Strass Amethyst”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 04 lutego 2012 20:59
  • czwartek, 02 lutego 2012
    • Sephora Matifying Compact Foundation D10

      Nie lubie zdjec uzywanych kosmetykow, tu jednak, w ramach celebrowania, robie wyjatek: oto moje pierwsze od bardzo dawna denko! Niekupowanie kosmetykow zaczyna przynosic rezultaty! Co prawda nadal mam nieprzyzwoita iloc pudrow, jednak Rubikon zostal przekroczony :)

       

      Sephora puderW pudrach Sephorowych wlasciwie jedyne, do czego moge sie przyczepic, to nazwy - sa dla mnie nieczytelne, nie lapie, co jest podklad w pudrze, a co puder. W zwiazku z tym, w ramach zapoznawania sie z oferta firmy, wzielam wszystko, co bylo wtedy dostepne w ilosci sztuk bodajze 4. Ten tu to pierwszy zakonczony ;)

       

      Moj Matifying Compact Foundation (po fhancusku fond de teint compact poudre) mial kolor D10, podobno cieply, aczkolwiek moim zdaniem bardzo neutralny, jasniutki kolor. Nakladal sie przyjemnie, byl niewidoczny, matowal tak, jak powinien. Nie ustepowal w niczym wysokopokowym pudrom, ba, nawet od czesci byl duzo lepszy. Jezeli bede kiedys na szybko szukac pudru, prawdopodobnie wroce do tego wlasnie, bo naprawde nie ma sie do niego o co przyczepic.

       

      Tym razem nie bedzie skladu, w dzikiej radosci poslalam opakowanie do kosza, a zdjecie ze skladem wyszlo nieostre (jedyne, co odcyfrowuje to talk na pierwszym miejscu).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 lutego 2012 22:56
  • środa, 01 lutego 2012
    • Yves Rocher Soft Eye Makeup Remover with Chamomile.

      Jak juz wiedza czytelniczki tego bloga, cierpie na przypadlosc, nazywana "niemoznoscia obojetnego przejscia wobec kosmetycznej okazji". Konsekwencje tegoz zespolu chorobowego bywaja straszne, jak wtedy, gdy kupilam zapas malutkich buteleczek plynu do demakijazu oczu Yves Rocher, Soft Eye Makeup Remover with Chamomile.

       Yves rocher plyn do demakijazu

      Plyn nadaje sie, byc moze, do czegos, owo cos nie jest jednak demakijazem oka*. Zaskakujace, jak produkt dedykowany usuwaniu maskary robil wszystko, by owa maskare rozmazac dookola i malowniczo wprowadzic na stale w skore. Zmiany wacika i nasaczanie dodatkowa iloscia plynu nie robilo zadnej roznicy - to, co udalo sie rozprowadzic w pierwszym rzucie, po prostu zostawalo na oku, az do momentu, w ktorym wpadalam w skrajna desperacje, i zaczynalam pocierac (brrr). 

       

      A wszystko to przy bardzo ladnym skladzie, z wyciagiem roslinnym zaraz za woda, bez parabenow, bez zapachu...

       

      W "normalnej" wersji opakowania ten plyn wystepuje w niebieskiej butelce. Zaklad, ze nie zmienili mu skladu?

       

      Sklad:

      aqua, anthemis nobilis flower extract, polysorbate 20, peg-8 glyceryl stearate, polyaminopropyl biguanide, tetrasodium edta.

       

       

      *bynajmniej nie jest to figura retoryczna - moj poprzedni plyn z YR, dwufaza, okazal sie bezkonkurencyjny w usuwaniu sladow po farbie olejnej z rak, podlogi, scian itp. Maz tez nie chcial mi wierzyc, dpoki nie zobaczyl efektow :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 01 lutego 2012 23:27

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com