proznosc

Wpisy

  • sobota, 27 lutego 2010
    • Mleczko Anthelios dermo-pediatrics 50+

      Zaczynam nową kategorię blogową, służącą tym razem jako pomoc mojej własnej, mizernej pamięci. Powód: zaczynam się gubić w testowanych filtrach, warto więc, dla samej siebie, zrobić kilka małych notatek.

      Dziś skończyłam miniaturę mleczka Anthelios dermo-pediatrics 50+, którego kiedyś zużyłam całą tubę i za Chiny nie mogłam sobie przypomnieć wrażeń z nim związanych (a musiały być raczej dobre, Antheliosy to moje ukochane filtry). Może to zresztą dobrze, bo wersja z 2009 roku różni się pod względem składu od starszej:

      Dermo pediatrics mleczkoNowy DP:

      Skład: Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Cyclohexasiloxane, Alcohol Denat., Isohexadecane, Ethylhexyl Salicylate, Titanium Dioxide, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Octocrylene, Peg-30 Dipolyhydroxystearate, Glycerin, Propylene Glycol, Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid, Lauryl Peg/Ppg-18/18 Methicone, Ethylhexyl Triazone, Cassia Alata Leaf Extract, Dimethicone, Dodecene, Drometrizole Trisiloxane, Maltodextrin, Pentasodium Ethylenediamine Tetramethylene Phosphonate, Phenoxyethanol, Poloxamer 407, Tocopherol, Triethanolamine.


      Stary DP:

      Skład: Aqua, C12-15 alkyl benzoate, cyclohexasiloxane, cyclopentasiloxane, alcohol denat, isohexadecane, ethylhexyl salicylate, titanium dioxide, butyl methoxydibenzoylmethane, bis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine, octocrylene, PEG-30 dipolyhydroxystearate, glycerin, propylene glycol, lauryl PEG/PPG-18/18 methicone, terephthalylidene dicamphor sulfonic acid, ethylhexyl triazone, butylparaben, dimethicone, drometrizole trisiloxane, etylparaben, glycine soja/soybean oil, isobutylparaben, methylparaben, pentasodium ethylenediamine tetramethylene phosphonate, phenoxyethanol, propylparaben, tocopherol, triethanolamine.

       

      Jak widać, początek składu przedstawia się bez zmian - nadal w górnym rejestrze alcohol denat, powodujący niemożność używania kremu przez wiele osób. Dla cer tolerujących alkohol w składzie ten oparty na Mexoryl®SX i XL filtr może się okazać jednym z najlepszych: jest bardzo lekki, w konsystencji bardzo lejący, przez co szybko się wchłania i nie "tłuści" cery; bardzo łatwo udaje się go zmatowić, a do tego krem nie bieli skóry. Dla mnie osobiście ważne jest też to, że krem jest bezzapachowy.

      Cena: ok. 60zł / 100ml jes typową dla filtrów z tej półki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 27 lutego 2010 00:06
  • czwartek, 25 lutego 2010
    • Image, Clear Cell Salicylic Gel Cleanser

      Clear Cell Salicylic Gel Cleanser czyli kolejny z bardzo dobrych kosmetyków od Image (wiem, zaczynam brzmieć jak dystrybutor). Zakupiłam go licząc się z tym, że w ciąży będę musiała odstawić wszelkie złuszczacze, a Wielki Internet sugerował, że kwasy nakładane w zmywakach do twarzy krzywdy nie czynią. Cena, jak na żel myjący, jest porażająca, niemniej, uznałam, że cera bez wykwitów jest tego warta.

      Okazało się, że inwestycja zwraImage żel ca się z kilku powodów: żel jest niewobrażalnie wręcz wydajny i rzeczywiście wpływa na ilość niespodzianek na twarzy. Ponieważ próbuję go oszczędzać, a także ograniczyć codzienną aplikację BHA, co któreś mycie mam genialny pomysł powrotu do innego posiadanego aktualnie żelu, TBS z zieloną herbatą. I - wierzcie bądz nie - ostawienie tego cleansera powoduje nawrót zuego, z czego wnioskuję, że nieźle trzyma on moją hormonalnie szalejącą cerę w ryzach.

      Z dodatkowych zalet muszę mu oddać także brak wysuszenia cery (a w końcu używa się go z wodą i pozostawia na twarzy na całą jedną minutę), co pewnie zawdzięczamy stojącej dość wysoko w składzie glicerynie, oraz brak agresywnych substancji zapachowych - żel pachnie dość "medycznie", ale przyjemnie oraz mało intensywnie.

      Żel ma jedną jedyną wadę: jak wszystkie zmywaki Image, wymaga (i to bardzo wymaga) użycia jakiegoś pre-cleansera, obojętnie, mleczka kosmetycznego czy olejku. Z pozostałościami tychże daje sobie radę bezproblemowo, niemniej, zmycie grubej warstwy tapety czy filtra tylko za pomocą tegoż jest bliskie niemożliwości. No, i nie nadaje się do okolic oczu, ale to nic nowego w przypadku kosmetyków p/trądzikowych.

      Skład: aqua, ammonium laureth sulfate, salicylic acid, disodium ccoamphodiacetate, glycerin, PEG 120 methyl glucose dioleate, phenoxyethanol, caprylyl glycol, camellia sinensis (green tea) leaf extract, ethylhexylglycerin, polyquaternium-10, hexylene glycol, arnica montana (arnica) flower extract, chamomilla recutita (chamomile) flower extract, aesculus hippocastaneum (horse chestnut) extract, melia azadirachta (neem) leaf extract, hamamelid virginiana (witch hazel) water, maleluca alternifolia (tea tree) leaf oil, mentha viridis (spearmint) oil, eucalyptus globulus (eucalyptus) leaf oil.

      (foto - strona producenta)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Image, Clear Cell Salicylic Gel Cleanser”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 lutego 2010 15:00
  • czwartek, 18 lutego 2010
    • Image, Clear Cell Medicated acne lotion

      Jeden z moich ulubionych kosmetyków Image: Clear Cell, Medicated acne lotion. Ma na tyle małe stężenia wszystkiego, że nie boję się go używać w ciąży (benzoyl peroxide 5%, salicylic acid 3%) a jest przy tym bardzo skuteczny. Stosuję go punktowo, na rejony zakażone daną bakterią, i naprawdę działa. Bardzo silnie dezynfekuje cerę: rozsianie po twarzy twora już mi nie straszne, wystarczy przespać się z naprawdę minimalną warstwą tegoż specyfiku. Dodatkowo, cera robi się zdecydowanie rozjaśniona i jakaś taka ładniejsza, a przy tym, jak na kosmetyk przeciwtrądzikowy, jest super nawilżona (no dobra, nie super, ale w normie, co jak na antybakteryjne cudo jest prawdziwym wyczynem). Czy muszę dodawać, że znika też towarzyszące krostom zaczerwienienie i obrzęk? (być może to przez aloes na drugim miejscu w składzie?).

      image clear cell lotionBardzo jestem ciekawa, jak zadziałałby na całą twarz, jednak póki co wolę się wstrzymać z testami (używam go na te miejsca, gdzie muszę).

      Specyfik ma lekką konsystencję kremu, i jest bardzo wydajny - wystarczy nalożyć naprawdę minimalną ilość. Opakowany w plastikowy atomizer, praktycznie bezzapachowy.

      Wiem, powiedzą sceptycznie nastawieni, benzoyl peroxide ma to do siebie, że dezynfekuje. Otóż takie benzacne nie robi mi prawie nic z wykwitami, więc jednak chyba tutaj działa kombinacja dodatkowych składników - a pod względem składu, jak to Image, krem jest bogaty. Dodatkowo typowe produkty z benzoyl peroxide straszliwie wysuszają cerę, Image działa jakby niezauważalnie pod tym względem. Bardzo, bardzo dobry produkt i na pewno do niego wrócę.

      Clear Cell Medicated acne lotion

      aqua, aloe barbadensis (aloe vera) leaf extract, caprylic/capric trigliceryde, cetearly olivate, oligopeptide-10, sorbitan olivate, benzoyl peroxide, salicylic acid, PEG-7 glyceryl cocoate, extract of malva sylvestris (mallow), mentha piperitas (peppermint) leaf, primula veris, alchemilla vulgaris, veronica officinalis, melissa officinalis leaf, achillea millefolium, tocopheryl acetate, camellia sinensis (green tea) leaf extract, arnica montana (arnica) flower extract, chamomilla recutita (chamomile) flower extract, aesculus hippocastaneum (horse chestnut) extract, melia azadirachta (neem) leaf extract, maleluca alternifolia (tea tree) leaf oil, mentha viridis (spearmint) oil,eucalyptus globulus (eucalyptus) leaf oil, disodium EDTA.

      (zielone jak zwykle na zielono)

      PS Update: zatargałam flaszkę do mojego gina - doktor ze stopniem naukowym doktorskim, specjalizacja: położnictwo, który spojrzał na skład, i powiedział, że spokojnie mogę używać tegoż specyfiku w stanie błogosławionym ;) Kamień mi spadł z serca, bo jednak nieco się obawiałam konsekwencji. Być może przyszedł w końcu czas na notkę o pielęgnacji w czasie ciąży.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Image, Clear Cell Medicated acne lotion”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 lutego 2010 00:12
  • środa, 17 lutego 2010
    • Image skincare

      Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma... A ja lubię kosmetyki Image. Wiem, że są drogie, ale, w moim wypadku, cóż, skuteczne. No, i mam je w pakiecie u kosmetyczki (normalne ich ceny są jednak deczko za wysokie), która to kosmetyczka jest wręcz zachwycona ich działaniem. Nie mówiąc już o tym, że w ciąży za bardzo nie mam wyboru: musiałam odstawić leki i złuszczacze, na efekty czego nie musiałam długo czekać. Image - dosłownie - ratują mi skórę.

      Image najlepiej jest kupować w Stanach - cenowo są tam najkorzystniejsze. Ceny europejskie oscylują w granicach wysokiej półki, jedyną różnicą jest to, że przynajmniej ich działanie można rzeczywiście potwierdzić naskórnie, nie, jak w wypadku większości ekskluzywnych kremów, licząc tylko na dobre zakonserwowanie cery na przyszłość.

      Image ma mało opinii w sieci - firma ma dość stanowczą politykę dystrybucji, ograniczoną do gabinetów kosmetycznych (mam wrażenie, że polska obecność Image w aptekach jest, jakby to ładnie powiedzieć, niezgodna), i mało reklam. Tych kilka przewijających się tu i tam komentarzy jest jednak bardzo entuzjastycznych - wystarczy spojrzeć na MUA.

      Image podzielone jest na kilka linii: przeciwtrądzikową, przeciwstarzeniową, z wit. C i organiczną. Tak naprawdę, Image zdaje się bazować na starych dobrych znajomych typu witaminy, kwasy i retinol; czyli na najbardziej sprawdzonych i najlepiej opisanych składnikach kosmetycznych. Zupełnie się tego nie wstydząc: na stronie można poczytać o poszczególnych składnikach, z uzasadnieniem ich wykorzystania w literaturze fachowej. Tutaj natomiast można sobie obejrzeć przykłady działania produktów firmowych (w większości jako dodatków do zabiegów na kosmetykach Image).

      Dodatkowo, kosmetyki te są bliskie naturalnym (dziwię się, że nikt ich tak nie reklamuje - z drugiej strony Image nie mają za wielu reklam): nie mają chemicznych konserwantów, są całkowicie pozbawione parabenów, oraz pochodnych ropy naftowej, a ich parfum pochodzą z 100% olejków eterycznych.

      image próbkiOsobiście ujęli mnie tym, że, po tym, jak moja kosmetyczka bardzo zachwalała firmę, wysłałam do Image maila z pytaniem, czego mogę używać z ich oferty w ciąży. Dostałam bardzo szeroką odpowiedź, polecającą właściwie te same produkty, które zalecono mi w gabinecie (do mycia twarzy Total Facial Cleanser lub Clear Cell salicylic gel cleanser, na dzień pod filtry serum z wit.C, i to samo serum na noc. Na wypryski Clear Cell tonik lub lotion, a kilka razy w tygodniu maseczka Total Resurfacing Masque, lub Clear Cell scrub).  Po czym kilka dni później przyszła druga odpowiedź, w której bardzo przepraszali, ale po konsultacjach doszli do wniosku, że jedynie Ormedic jest w 100% bezpieczne dla kobiet w ciąży, oraz że, o ile mój lekarz prowadzący wyrazi zgodę, mogę ewentualnie używać Clear Cell lotion. Mail był też wysłany do głównego dermatologa firmy, co już wogóle położyło mnie na łopatki (cóż, lekarz w stopniu doktora nauk medycznych konsultujący pielęgnację mojej cery - moja próżna dusza marudnego klienta poczuła się barrrrrrrdzo dopieszczona). Jako klient, który zdecydowanie woli, by firma przyznała się do błędu niż brnęła w bzdurne a może nawet szkodliwe zalecenia, nie mogę nie docenić troski (być może wynikającej z hamerykańskiej kultury pozywania za wszystko do sądu - nie wiem, i prawdę mówiąc nie ma to dla mnie znaczenia, biorąc pod uwagę jak rzadko inne firmy kosmetyczne odpisują na maile...).

      Na koniec dodam, że warto powalczyć o próbki, które powinny do nas trafić w zestawie produktów wystarczających na około tydzień stosowania (foto wyżej).

       

      PS właśnie się dowiedziałam (dzieki Wiórko) o istnieniu polskiej strony kosmetyków Image:

      http://www.imageskincare.pl/index.php

      Wygląda na to, że dystrybutor ma w planach utworzenie sklepu internetowego - cóż, będziemy śledzić postępy!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 17 lutego 2010 23:56
  • wtorek, 16 lutego 2010
    • Weleda, Olejek do pielęgnacji ciała dla kobiet w ciąży

      Jeżeli będę jeszcze kiedyś w ciąży, na pewno będzie to jeden z tych kosmetyków, do których z przyjemnością wrócę.  Weleda, Olejek do pielęgnacji ciała dla kobiet w ciąży. Jest w używaniu produktów ekologicznych jakaś dziwna przyjemność: z jednej strony, podświadomie nie do końca wierzę w ich skutecznośc (w porównaniu z super-hiper-diper kremami), z drugiej wiem (zupełnie świadomie), że nie podtruwam własnego organizmu. W tym wypadku własnego i małego człowieczka, z którym dzielę kilka organów ;), co nastraja mnie bardzo pro kosmetykom naturalnym.

      weleda olejek dla ciężarnych Weleda z dumą ogłasza na stronie, że w testach niemieckiego Öko-Test (10/2007) olejek otrzymał ocenę "bardzo dobrą". Jego skład jest bardzo prosty:

      Skład: Prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, triticum vulgare (wheat) germ oil, fragrance, arnica montana (arnica) flower extract, limonene, linalool, citronellol, geraniol, citral, eugenol, farnesol

      czyli, wg tłumaczenia samego producenta:

      olej migdałowy, olej jojoba, olej ze skiełkowanych ziaren pszenicy, wyciąg olejowy (na bazie oleju migdałowego) z kwiatów arniki, mieszanina naturalnych olejków eterycznych.

      gdzie na zielono jak zwykle zaznaczyłam składniki "zielone"; pozostałe, wg opakowania, pochodzić mają z naturalnych olejków eterycznych.

      Olejek nie ma szans zadziałać na istniejące rozstępy, natomiast rzeczywiście bardzo dobrze przygotowuje skórę do tego, co może je spowodować: rozciągania i napinania.

      Jest komfortowy w użyciu; ma konsystencję typową dla gęstych olejków, ale wchłania się dobrze; na upartego kilka(naście) minut po aplikacji można się nawet ubrać, choć ja stosowałam go na noc. Opakowany jest w ciężką, apteczną, szklaną butelkę, niewątpliwie dobrą dla samych olejków, niemniej nieco kłopotliwą w użyciu, szczególnie przy ciążowo poluzowanych więzadłach, gdzie utrzymanie śliskiej, szklanej butli w dłoniach nie zawsze może się dobrze skończyć (udało mi się jakimś cudem wytrwać do końca opakowania). Olejek jest średnio (albo i mało) wydajny: przez to, że jest gęsty, trzeba go nałożyć dość sporo, choć sam producent przed tym przestrzega.

      Ma dość intensywny, ziołowy zapach, nie jestem tylko pewna owego "fragrance", bo mój domowy detektor chemicznych dodatków wykazywał pewną reakcję (osobiście wolałabym, by Weleda powstrzymała się przed dodatkami tego typu, szczególnie, że, skoro reaguje nań mój małżonek, ciężarne o delikatnym powonieniu też mogą).

      A tak wygląda masaż proponowany w ulotce dołączonej do olejku (ma być przeprowadzany łagodnymi, okrężnymi ruchami):

      weleda olejek dla ciężarnych

      weleda olejek dla ciężarnych

      (źródło: ulotka dołączona do produktu)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 lutego 2010 19:14
  • poniedziałek, 08 lutego 2010
    • Sisley Ecological Compound

      Z niewiadomych dla mnie przyczyn, przez moment przy każdej wizycie w perfumerii dostawałam miniaturę Ecological Compound Sisleya (zakładam, że chcieli zwiększyć sprzedaż zalegającego półki kosmetyku). All skin types, day and night. Serum do wszystkiego, na każdą porę i dla każdego. Hmmmmm.

      Sisley ecological compoundW końcu tych miniatur uzbierało się tyle, że miałam na stanie pół opakowania. Podchodziłam do nich z odowiednim nabożeństwem - w końcu to Sisley, a cena tegoż specyfiku nawet mnie, pozbawioną rozsądku w kwestii zakupów kosmetycznych, zbija z nóg (50 ml za jedyne 100 euro). I, jak się okazało, naprawdę nie było po co:

      Water, Mineral Oil (Paraffinum Liquidum), Centella Asiatica Extract, Propylene Glycol, Stearic Acid, Triethanolamine, Glyceryl Stearate, Fragrance (parfum), Stearyl Alcohol, Benzoic Acid, Phenoxyethanol, Carbomer, Methylparaben, Butylparben, Ethylparaben, Equisetum Arvense Extract, Humulus Lupulus (Hops) Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Extract, Panax Ginseng Root Extract, Propylparaben, Octoxynol-13. (cont. linalool, coumarin, limonene, benzyl benzoate).


      nawet kompletny laik kosmetykowy jak ja pozna się na tym składzie. Olej mineralny, znielubiana przez zwolenników kosmetyków naturalnych substancja - ok, wiemy, że, poza zapychaniem niektórych cer, dobrze odżywia, ale jest też w najtańszych kremach typu ziaja czy nivea. Centella - jak już pisałam przy okazji rozstępów, faktycznie, składnik o udowodnionym działaniu - tyle, że jest to właściwie jedyna ciekawa składowa w porządnej ilości. I za te pieniądze, które woła Sisley, wolę zamówić centellę w Mazidłach, szczególnie, że można ją praktycznie mieszać z wodą i aplikować saute. Dalsze składniki, aż do parfum, to ponownie najzwyklejsze, najczęściej spotykane substancje, nic, co by tłumaczyło cenę Sisleya. Jak wiemy dzięki Biochemi Urody, jak coś jest w składzie po parfum, to niestety, nie ma tego czegoś za dużo - są pewne ograniczenia, których producent nie przeskoczy, nawet, jeżeli w zamian da nam produkt aż tak mocno pachnący, jak ów Sisley - zapach jak dla mnie nie do zniesienia, o silnym powinowactwie z Przemysławką. Wyczytywane w internetowych komentarzach zachwyty nad aromaterapeutycznymi właściwościami serum niestety, udowadniają, jak marka robi nam z mózgu wodę - wszystko, co może pachnieć, jest tu za parfum, więc najprawdopodobniej ów "naturalny" zapach jest w większości syntetyczny. Czy muszę dodawać, że owe w miarę ciekawe składniki roślinne (żeń-szeń, rozmaryn, chmiel, wąkrota azjatycka) umieszczone są w składzie ZA wachlarzem ciężkich konserwantów?

      Zastanawiające jest też to, że, z tego, co widzę po Wizażu, już w 2003 roku skład prezentował się tak samo - tak, jakby w ciągu ostatnich conajmniej 7 lat kosmetologia nie zrobiła kroku (a raczej marszobiegu) do przodu.

      Niestety, działanie jak dla mnie ma ów preparat odpowiednie do składu (z ulotki znajdującej się w srodku opakowania):

      - zapewnia skórze uczucie komfortu (maksymalny komfort dla najsuchszych z cer), nadaje blask. Po upływie pół godziny od nałożenia nawilżenie skóry wzrasta o 32 %.

      Ani jedno, ani drugie - owszem, nałożony pod krem działał, ale sam w sobie absolutnie nie. Moja cera, choć po nałożeniu była matowa, w ciągu kilkudziesięciu minut zachowywała się jak zaolejowana, a poczucie przesuszu nie znikało (chyba, że nakładałam dodatkowy krem - producent zezwala na obie opcje).

      - neutralizuje szkodliwy wpływ środowiska i czynników zewnętrznych.

      cóż, nie do sprawdzenia, zastanawia mnie tylko, co, poza centellą,  miałoby tu neutralizować?

      - pomaga odzyskać jędrność i elstyczność

      a świstak siedzi...

       

      Ogólnie - jedno z największych rozczarowań kosmetycznych ever.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 lutego 2010 01:15
  • sobota, 06 lutego 2010
    • Yves Rocher krem przeciw rozstępom

      Kolejny z cyklu "panikuję przed rozstępami" krem. Jako osoba nie do końca zrównoważona, dałam się uwieść kolejnej z ofert Yves Rocher (tym razem, przed świętami, do zakupu dawali zestaw biżuterii z prawdziwych  - no dobra, słodkowodnych - pereł i krem Ovalessence - czy ja już gdzieś pisałam, że kocham kryzys?).

      Zamówiłam więc krem na rozstępy, dziwnym trafem niedostępny w stacjonarnych salonach YR. I bardzo pozytywnie się zaskoczyłam - krem jest całkiem dobry. Wypuszczony na rynek w wakacje 2009, nie doczekał się jeszcze zbyt wielu opinii w internecie; moim skromnym zdaniem, warto go jednak wypróbować, szczególnie w cenie z 50% zniżką (cena wyjściowa to 28 euro za 150ml).

      krem przeciw rozstępom

      Krem jest bardzo gęsty, konsystencją przypomina prawie krem Nivea. Daje się nim wykonać szybki masaż przy aplikacji - szybki, bo kto miałby czas dwa razy dziennie na podszczypywanie i ugnaitanie - po czym krem szybko wchłania się prawie do zera (prawie, bo zostawia na skórze delikatną, ale nie lepką, warstwę ochronną), co zdecydowanie podniosło mu punkty - poranne wklepywanie balsamów zabiera mi już wystarczająco dużo czasu, więc czekanie z porannym ubieraniem nie wchodzi w grę. Okropnie, ale to okropnie śmierdzi, co w zasadzie bardzo mnie cieszyło, bo oznaczało, że producent nie napakował go maskującymi chemiczne zapachy perfumami, na które, jako ciężarna, reaguję różnie. Dość powiedzieć, że mój domowy alergik nie zgłaszał żadnych skarg (!!!).

      Jedyne, co doprowadzało mnie do szału, to opakowanie: odchodząca na brzegach folia i ścierające się dekoracje - pod koniec tubka nie była specjalnie reprezentacyjna, szczególnie, że trzeba ją ostro pozginać, by wycisnąć krem (a na końcu rozciąć - mnóstwo perparatu zostaje w środku).

      krem przeciw rozstępom

      Spece od promocji z YR twierdzą, że krem u 100% testowanych kobiet wykazał odżywienie skóry, a w 89% wygładzenie rozstępów. I, ku mojemu totalnemu zaskoczeniu, tak się rzeczywiście dzieje. Być może wygładzenie (a nawet, śmiem twierdzić, redukcja) moich starych rozstępów jest wynikiem regularnego, choćbym padała na twarz, stosowania 2x dziennie preparatów p/rozstępowych i ich skumulowanego działania - jednak dopiero po zakończeniu opakowania YR zauważyłam, że duża część wrogów jest niewidoczna, a na biodrach zostały po dwie smętne niteczki. Nowych rozstępów (odpukać) nie mam. I choć byłam święcie przekonana, że kremy nie mogą mieć wpływu na istniejące rozstępy, a cały ten cyrk odstawiam, by nie zyskać nowych - cóż, jednak stosowanie ich z żelazną konsekwencją najwyraźniej ma pewien wpływ na rozstępową prezencję.  Sam krem nie ma niczego nadzwyczajnego w składzie: sporo naturalnych składników (zanaczonych na zielono), sporo składników odżywczych, jak shea butter, dzięki którym skóra jest faktycznie odżywiona. Zastanawia mnie, czy jego zaobserwowane na własnym odwłoku działanie może wynikać z acer saccharum extract, czyli wyciągu z klonu cukrowego, który, o ile wiem, stosuje się do wytwarzania kwasów AHA.

      krem przeciw rozstępom

      Skład: aqua, centaurea cyanus water, glycerin, coco-caprylate/caprate, sodium mannuronate methylsinalol, sorbitol, paraffinum liquidum, cetyl palmitate, vitis vinifera seed oil, methyl glucose sesquistearate, elaeis guineensis oil, myristyl myristate, methylpropanediol, peg-100 stearate, dimetgicone, candelilla cera, hydrogenated palm kernel oil, hydrogenated coconut oil, parbutyrospermum parkii butter, cera microcrystallina, glyceryl stearate, xanthan gum, shorea stenoptera butter, sclerotium gum, parfum, panthenol, brassica campestris (rapeseed) sterols, paraffin, acer saccharum extract, lecithin, sorbic acid, methylparaben, ethyl linoleare, tocopherol, allantoin, hydrolyzed wheat protein, sodium hyaluronate, ethylparaben, propylparaben, BHT, tetrasodium edta.

      Wg maila, jakiego otrzymałam od producenta, krem jest bezpieczny w stosowaniu dla kobiet w ciąży.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 06 lutego 2010 15:38

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com