proznosc

Wpisy

  • środa, 13 stycznia 2010
    • Meditopics Gezichtslotion

      Jak już gdzieś pisałam, chodzenie w NL na tzw. terapię skóry wiąże się z ekspozycją na kosmetyki Meditopics. Nawet moja super-wypasiona kosmetyczka ma w znadrzu kilka ich kremów, bo powszechnie uważa się tu, że przy składzie tak prostym, jak budowa cepa, ryzyko podrażnień jest dość silnie zminimalizowane. Teoretycznie, przynajmniej, o czym poniżej.

      Poza peelingiem bromelaninowym i balsamem dla alergików, a także kilkoma kremami, miałam też ichni:

      tonik meditopics Meditopics Gezichtslotion, o którym, po użyciu, mogę powiedzieć nie więcej, niż przed - może poza tym, że pomysł aplikowania na cerę, poktórej przejechało się 50% stężenie AHA, alkoholu i kamfory nie zaliczam do najlepszych. Najwyraźniej najnowsze osiągnięcia dermatologii i spece z Meditopics nie są zgodni co do słuszności podrażniania cery dla samego jej podrażniania... Wyzłosliwiam się, ale są to informacje tak popularne, że zawarła je w swojej Biblii nawet święta Paula. Najwyraźniej Meditopics, mając umowę z większością gabinetów w kraju, nie musi się martwić o reformułowanie składów: miałam go 5 lat temu, i widzę właśnie w notatkach, że skład nie zmienił się ani na jotę. Tonik ma zaletę: jest bezzapachowy (czyli pozbawiony parfum), choć kamfora jest w nim wyczuwalna. Co do ogłaszanej przez producenta hipoalergiczności - cóż, stawiam zakład, że te ilości alkoholu i kamfory podrażnią wrażliwą cerę - skoro udało im się z moją, hiper-nie-alergiczną, aczkolwiek podrażnioną peelingiem. Żeby już zupełnie dać upust mojej frustracji: 1/4 składu to parabeny... Cóż, naturalny to ów tonik nie jest.

      Skład: Aqua, glycerin, alcohol, PEG-40 hydrogenated castor oil, panthenol, zinc sulfate, DMDM hydantoin, camphor, phenoxyethanol, aloe barbadensis, chamomilla recutita/matricaria extract, hamamelis virginiana/witch hazel, iodopropynyl butylcarbamate, isobutylparaben, butylparaben, methylparaben, propylparaben, ethylparaben, diethylphtalate, sodium hydroxide.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Meditopics Gezichtslotion”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 13 stycznia 2010 19:20
  • niedziela, 10 stycznia 2010
    • Clarins, Stretch Mark Control (krem przeciw rozstępom)

      Clarins, Stretch Mark Control (krem przeciw rozstępom)

      Ekspedientka w drogerii przekonywała mnie, żeby nie brać tego kremu, bo to nowość i nie mają jeszcze feedbacku konsumentek (odwrotnie niż w w przypadku kremu Biothermu, który podobno cieszy się wielkim powodzeniem). Ja, jak to ja, krem kupiłam (mieli taką świetna promocję z torbą i miniaturami...), i, po rozpoczęciu opakowania, myślałam, że padnę trupem - krem ma na bardzo wysokiej pozycji mój ulubiony składnik: poliakrylamid.

      clarins przeciw rozstępom Krem, owszem, ma zalety, np. odpowiednią dla tego typu produktu konsystencję: jest gęsty i treściwy, co nie wpływa jednak negatywnie na absorbcję - bardzo szybko się wchłania, idealnie więc nadaje się do użycia rano, przed wyjściem z domu, bo praktycznie nie trzeba czekać z ubieraniem. Jest pozbawiony dodatków zapachowych i koloryzujących, co, chciałabym móc powiedzieć z ulgą, wykazuje dbanie producenta o ciężarne (na których podobno był testowany). Chciałabym, bo poliakrylamid jednak nie pozwala mi na tak daleko posunięte wnioski. Choć pozbawiony "parfum", krem ma bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny, przyjemny zapach - nie jak niektóre produkty Clinique, uderzające chemicznym "aromatem". Być może pochodzi on od tych niewielkich ilości naturalnych wyciągów, jakie w nim zawarto. Konsystencja ma jedną wadę, przez co krem może być trudny w użyciu latem: przy nałożeniu większej ilości, zdaża mu się "wałkować", zostawia też rolującą się warstewkę na dłoniach.

      Po zużyciu opakowania, mogę pochwalić stan skóry - jest nawilżona, nie sprawia problemów (typowe dla ciężarnych swędzenie), nie pojawiły się (albo: jeszcze się nie pojawiły, 7mc) rozstępy. Pytanie, czy, patrząc na skład, tak samo nie zachowywała by się po użyciu pierwszego lepszego odżywczego balsamu:

      Water, Cyclomethicone, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Isononyl Isononanoate, Alcohol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Glycerin, Cetearyl Glucoside, Potassium Cetyl Phosphate, Asiaticoside, Polyacrylamide, Dimethicone, Carbomer, Octyldodeceth-25, C13-14 Isoparaffin, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Lauryl Sulfate, Empetrum Nigrum Fruit Juice, Sigesbeckia Orientalis Extract, Butylene Glycol, Laureth-7, Dimethiconol, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Methylsilanol Mannuronate, Biosaccharide Gum-1, Phenoxyethanol, Sorbic Acid, Potassium Sorbate.

      (Co ciekawe, skład podany na stronie amerykańskiej Sephory i widniejący na moim pudełku różnią się od siebie: w sephorowym widnieje Squalane, i doprawdy, nie pogniewałabym się, gdyby i w moim kremie się znalazło...)

      Mój główny problem z preparatem Clarinsa związany jest z ilościową zawartością składników. Co więc ma w składzie ten krem? Ano nie za dużo, tak wygląda początek listy:

      Cyclomethicone - popularny silikon

      Caprylic/Capric Triglyceride - emolient

      Cetearyl Alcohol - emulgator i emolient

      Isononyl Isononanoate - emolient

      Alcohol,

      Hydrogenated Coco-Glycerides - emolient i zagęszczacz

      Glycerin,

      Cetearyl Glucoside - emulgator

      Potassium Cetyl Phosphate - zagęszczacz

      Asiaticoside - czyli wyciąg z centella asiatica, pierwszy ciekawy składnik na liście i pierwszy, który choć odrobinę mógłby wyjaśnić cenę). Jak udowodniono w wielu badaniach, ma wpływ na leczenie ran i powstawanie blizn, dzięki swojemu wielotorowemu działaniu, polegającemu np. na stymulacji produkcji kolagenu typu I*.

      Polyacrylamide, czyli potencjalnie rakotwórczy składnik, którego stężenie nie może przekraczać w kosmetykach określonej dawki (ze względu na zawartość w poliakrylamidzie akrylamidu, którego nie może być więcej, niż 0,1 ppm).

      Jak widać z tej pobieżnej analizy, początek składu kremu nie zachwyca - powszechnie używane w przemyśle kosmetycznym skladniki, zdecydowanie nie tłumaczące ceny kremu. Jedyna ciekawe substancja, czyli wyciąg z centella asiatica, pojawia się blisko poliakrylamidu. Pozostałe składniki, jakimi chwali się Clarins, jak  bażyna (crowberry,  Empetrum Nigrum Fruit Juice, czy sigesbeckia, występują po poliakrylamidzie, czyli jest ich mniej niż w/w. Wyjścia są dwa, oba nienajlepiej świadczące o kremie: albo rzeczywiście stężenie naturalnych substancji jest w nim duże - i wtedy nie powinna się nim smarować żadna kobieta, ciężarna czy nie, bo oznaczało by to też wysokie stężenie poliakrylamidu, albo - i ku tej wersji się przychylam - ciekawe wyciągi użyte są w ilościach śladowych, a lepsze efekty można osiągnąć smarując się jakąś bio-oliwką, i dokupując osobno krem z przyzwoitym stężeniem centella asiatica. Póki co, czekam na odpowiedź od Clarinsa co do stężenia polakrylamidu.

      W podsumowaniu: wyrzucone pieniądze. Prawdopodobnie pierwszy supermarketowy krem przeciw rostepom będzie miał zbliżony początek składu, a są szanse, że nawet trafi się w nim kilka aktywnych składników w większym stężeniu.

      -----------------------------------------------------------------

      *np tutaj:

      1. Atiyeh BS (2007). "Nonsurgical management of hypertrophic scars: evidence-based therapies, standard practices, and emerging methods". Aesthetic Plastic Surgery 31 (5): 468–92; discussion 493–4. doi:10.1007/s00266-006-0253-y. PMID 17576505.
      2. Brinkhaus B, Lindner M, Schuppan D, Hahn EG (October 2000). "Chemical, pharmacological and clinical profile of the East Asian medical plant Centella asiatica". Phytomedicine 7 (5): 427–48. PMID 11081995.
      3. Widgerow AD, Chait LA, Stals R, Stals PJ (2000). "New innovations in scar management". Aesthetic Plastic Surgery 24 (3): 227–34. PMID 10890953.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Clarins, Stretch Mark Control (krem przeciw rozstępom)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 stycznia 2010 17:12
  • poniedziałek, 04 stycznia 2010
    • Olay Regenerist Eye Derma Pod

      Zostałam uszczęsliwiona starterem Olay Regenerist Eye Derma Pod, nowością Olay/Olaz (nadal niejasnym jest dla mnie, dlaczego ta odnoga Procter&Gable nosi różne nazwy w różnych krajach).

      I, jak większość recenzentek (tym razem z MUA), cieszę się, że nie kupiłam kremu sama: zestaw 24 sztuk kosztuje 30 euro!!! Producent zaleca przeprowadzanie kuracji 3x w tygodniu, co jednak powoduje, że jest to bardzo droga impreza.

      Olay Regenerist Eye Derma Pod krem pod oczyKluczem do sukcesu ma tu być chyba forma opakowania. Otóż krem został poporcjowany, poszczególne porcje zamknięte w metalowe kieszonki zakończone gąbką, którą, w trakcie aplikacji, delikwentka może wykonać masaż powiek.

      I wszystko było by pięknie, gdyby nie to, że:

      - gąbka jest za duża do wykonania masażu - choć mam raczej duże oczy (a co za tym idzie powieki), nie udaje mi się wymanewrować gąbką tak, by nałożyć krem równomiernie (o kącikach czy załamaniu powieki nie wspominając). Osoby z mniejszymi powiekami mają spore szanse wymasoać sobie także brwi.

      - jedna porcja kremu wystarcza na obydwie powieki i dośc duży obszar "pod" okiem, przy czym dość sporo kremu zostaje. Nawet, jeżeli zostawimy go do ponownej aplikacji, nie będzie się jużd o niej nadawał - najprawdopodobniej większość produktu w czasie masażu znalazła się na gąbce, czyli do następnego razu będzie się nadawać tylko do wyrzucenia.

      - producent sam pisze, żeby, po "opukaniu" oka gąbeczką, wmasować produkt opuszkami palców - jaka jest więc jej rola? Skoro krem, dzięki masażowi, ma pomóc w pozbyciu się "poduszek" pod oczami, czy naprawdę ma znaczenie, jakiego produktu użyjemy, skoro producent sam przyznaje, że trzeba go przeprowadzić własną ręką?

      olaz pod oczyTeraz kilka słów o samym kremie, skoro rozprawiliśmy się już z opakowaniem. Niestety, nie jest tu dużo lepiej. Po pierwszych próbach i braku działania na powieki, zaczęłam używać Derma-pod'a 2x dziennie - również bez wielkich skutków. Po dwóch tygodniach, przerwie na dowilżenie powiek i kolejnym tygodniu stosowania wiem już, że nie za bardzo można Derma-pod polecić. Krem ma sporo silikonów, sam w sobie jest jest jednak specjalnie nawilżający, co jest o tyle dziwne, że na 6-tej pozycji składu ma niacinamide, znane ze cudownych właściwości (dalej w składzie widać kilka ciekawych wyciągów roślinnych). Silikony, choć zostawiły powieki przyjemnie gładkimi, uniemożliwiły przenikanie mojemu aktualnie ulubionemu kremowi z kwasem hialuronowym - w efekcie z Derma-pod miałam bardziej przesuszoną skórę pod oczami, niż bez. Dodatek kofeiny być może wpłynie na podpuchnięte oczy - moim jedynym problemem jest przesusz, więc nie powinnam się wypowiadać. Jednak i mnie zdaża się widzieć różnicę między dobrym kremem pod oczy i złym, a także takim, który nic nie robi - Olaz, niestety, plasuje się w tej ostatniej kategorii.

      INGREDIENTS: CYCLOPENTASILOXANE, WATER, GLYCERIN, POLYETHYLENE, DIMETHICONE, NIACINAMIDE*, DIMETHICONE CROSSPOLYMER, PROPYLENE GLYCOL, PANTHENOL**, CAFFEINE, BUTYLENE GLYCOL, PALMITOYL PENTAPEPTIDE-4***, TOCOPHERYL ACETATE^, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT^^, CUCUMIS SATIVUS (CUCUMBER) FRUIT EXTRACT+, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE++, ALLANTOIN, HAMAMELIS VIRGINIANA (WITCH HAZEL) WATER+++, POLYSORBATE 20, POLYACRYLAMIDE, DIMETHICONOL, C13-14 ISOPARAFFIN, TITANIUM DIOXIDE, LAURETH-4, LAURETH-7, BENZYL ALCOHOL, PROPYLPARABEN, ETHYLPARABEN, DISODIUM EDTA, PEG-100 STEARATE, AMMONIUM POLYACRYLATE, YELLOW 5, RED 40.

      *VITAMIN B3, **PRO-VITAMIN B5, ***AMINO-PEPTIDE, ^VITAMIN E, ^^GREEN TEA, +CUCUMBER EXTRACT, ++ALOE VERA, +++WITCH HAZEL

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 stycznia 2010 17:48
  • sobota, 02 stycznia 2010
    • Yves Rocher, Tradition de Hammam, Orientalny peeling do ciała z glinką marokańską

      Jak powszechnie wiadomo, najlepszym, najtaszym, najbardziej efektywnym i wogóle peelingiem do ciała jest kawa mieszana z dowolnym żelem pod prysznic. Peeling ma same zalety: można go modyfikować w nieskończoność (chyba najpopularniejsza wersja: cukier+zaparzona kawa+miód+oliwa), jest naprawdę tani (o ile i tak parzymy w domu kawę w ekspresie lub kawiarce, czy zaparzaczu), i bardzo skutecznie usuwa martwy naskórek z dowolnych częsci ciała. Z wad należy wymienić: regularne zapychanie odpływu prysznica (najczęsciej w te dni, kiedy kończy nam się Kret), regularne brudzenie łazienki wszędzie dookoła, dość intensywne działanie (peeling nie nadaje się do skóry naczynkowej, bardzo suchej i delikatnej, dla których może być za ostry). I regularne przypominanie sobie o tym, czego się zapomniało przynieść z kuchni, czyli kawie do peelingu, w momencie, gdy prysznicowa woda przyjeeeemnie spływa po rozebranym do rosołu delikwencie(tce).

      peeling orientalny yves rocherZ tych też powodów, mam zawsze pod ręką rezerwowy peeling. Większość z nich nie dorasta kawowemu do pięt - niedawno jednak trafiłam na taki, który go przewyższa. Yves Rocher, Tradition de Hammam,  Orientalny peeling do ciała z glinką marokańską. Choć byłam bardzo sceptyczna, peeling mnie uwiódł całkowicie. Peeling jest delikatny, a jednocześnie efektywny, jego cząsteczki ścierne, choć niewielkie i prawie niewyczuwalne, naprawdę działają. Pozostawia skorę nawilżoną i miękką, nie, jak w wypadku peelingów kawowych, odartą z naskórka do przesuszu ;). Ma przepiękny, upajający zapach, na który najczęściej zwracają uwagę recenzentki w internetowych opiniach. Producent zdecydowanie zaszalał z ceną - 65 zł za 150 ml, która nawet w YR promocjach jest dośc wysoka (na szczęście, można go czasami kupić za pół ceny). Po rzucie oka na skład, absurdalna cena staje się jednak łatwiejsza do przełknięcia:

      Skład: Aqua, Glycerin, Rosa Damascena Distillate, Prunus Armeniaca Seed Powder, Moroccan Lava Clay, Mehylpropanediol, Coco-Caprylate/Caprate, Argania Spinosa Oil, Argania Spinosa Shell Powder, Ammonium Acryloyldimehyltaurate/VP. Copolymer, Butylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Parfum, Xanthan Gum, Methylparaben, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Phenoxyethanol, Ceteareth-33, Ethylparaben, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Propylparaben, Sodium Hydroxide, Tetra-Sodium EDTA.

       

      już na trzecim miejscu (czyli: w dużej ilości) umieszczono destylat Rosa Damascena, znany ze swojej ceny (rosa damascena jest dużo droższa niż populara w kosmetykach Rosa centifolia). Kolejne dwa składniki ścierające, czyli sproszkowane pestki z moreli i glinka marokańska, potwierdzają nieczęsty w biznesie kosmetycznym przypadek: producent naprawdę umieścił w składzie to, co obiecuje na opakowaniu. Niedaleko za ścieraczami plasuje się olejek araganowy i sproszkowane łupiny owoców araganii. Innymi słowy, jest to jeden z niewielu kosmetyków, w wyoadku których producent postarał się uzasadnić składem nierozsądną cenę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Yves Rocher, Tradition de Hammam, Orientalny peeling do ciała z glinką marokańską”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 02 stycznia 2010 16:25

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com