proznosc

Wpisy

  • sobota, 31 marca 2012
    • Meditopics, Crème Vette Huid

      Kolejny krem z holenderskiego Meditopics. Prawie niezuzyta tubke wywalam do kosza, bo:

      Meditopics krem- krem sprzedawany jest po zabiegach dermatologicznych przepisywanych, i czesto prowadzonych, przez lekarza. A na drugim miejscu w skladzie ma alkohol, przez co nakladanie go na dopiero co zluszczona skore mija sie z celem, choc ma i cynk, i skladniki lagodzace. Owszem, jest hipoalergiczny, jak chce producent, przez to, ze nie ma skladnikow zapachowych, ale to w sumie tyle, bo taka ilosc alkoholu zalatwia sprawe na dobre.

       

      -krem nie nawilza jakos szczegolnie, zasadniczo przypomina jeden wielki, podkrecony ta specyficzna lepkoscia cetearyl alcohol, silikon.

       

      Kremy Meditopics nie sa jakos szczegolnie drogie, ale moim zdaniem nie sa warte nawet tych pieniedzy. Pierwszy lepszy krem dla niemowlat kosztuje 1/3 ceny meditopics, i, przy tych samych skladnikach, nie bedzie mial przynajmniej alkoholu na tak wysokiej pozycji.

       

      Ingrediënten
      Aqua, alcohol, cyclopentasiloxane, isohexadecane, glyceryl stearate, cetearyl alcohol, PEG-100 stearate, betaine, dimethicone, zinc PCA, panthenol, C30-45 aklyl cetearyl dimethicone crosspolymer, phenoxyethanol, ammonium acryloyldimethyltaurate/VP copolymer, xanthan gum, methylparaben, allantoin, propylparaben, disodium EDTA, sodium hydroxide.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Meditopics, Crème Vette Huid”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 31 marca 2012 11:02
  • piątek, 30 marca 2012
    • Boots, Botanics, Organic Body balsam

      Nie mam na nic, zupelnie na nic czasu. Robie kursy,  walcze z remontem, rozliczam podatki i malo spie. To tyle tytulem wstepu. Bo kosmetykow nadal zdarza mi sie uzywac ;)

       

      Boots, Botanics, Organic Body

      Moisturizing Body Lotion, 83% organic.

       Boots balsam

      Kupilam ten balsam wieki temu w UK bez wyraznej przyczyny - zdaje mi sie, ze ujela mnie cena i sklad. I co sie okazalo: balsam byl re-we-la-cy-jny! Mial co prawda delikatny, "organiczny" zapach, ale ten ulatnial sie na tyle szybko, ze kosmetyk nie zostal odnotowany przez mojego meza. Do samego konca opakowania. Balsam byl treciwy, ale wchlanial sie szybko, a skora po nim byla taka, jak byc powinna. I choc nie jest to produkt mocno odzywczy, nie odnotowalam zwyklych u mnie problemow z przesuszem. No, i byl organiczny (prawie w calosci). Jestem w zwiazku z tym pewna, ze balsam zostal wycofany, jak to zwykle bywa z moimi ulubiencami...

       

       

       Sklad: aqua glycerin simmondsia chinensis oil olea europaea oil, persea gratissima oil, butyrospermum parkii butter astrocaryum murumuru butter cetearyl glucoside glyceryl stearate, cetyl alcohol alcohol denat xanthan gum sodium benzoate potassium sorbate citrus aurantium, bergamia oil, citric acid, pelargonium graveolens oil, rosa damascena flower oil, citronellol, geraniol. 

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Boots, Botanics, Organic Body balsam”
      Tagi:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 30 marca 2012 10:46
  • poniedziałek, 12 marca 2012
    • Wpis bez tytułu

      Nadal jestesmy bezdomni, choc juz za dzien, za dwa...

      Ale, w ramach losowej kompensaty za aktualna sytuacje, dostalam probke najnowszej pomadki Lancome, with (in) love, High Potency Color, 322M coral in love.

       

      Lancome rouge in love

       

      Ciekawa probka, niestety jednorazowka, pomadka jest rozprowadzona miedzy plastikowymi wypustkami, i dosc latwo daje sie pedzlem (wersja pro) lub palcem (wersja moja) przeniesc na usta.

       

      Lancome rouge in love

       

      Kolare wyplynely w zeszlym sezonie, czy nawet wczesniej. W koralach wygladam strasznie, dlatego po paru probach (Teheran Chanel) dalam sobie spokoj, dochodzac do wniosku, ze predzej zlapie jakiegos ustowego wirusa od testerow w perfumerii, niz trafie na odpowiednia barwe.

       

      Lancome rouge in love

       

      Dlatego to Lancome powitalam z radoscia - o dziwo, jest to bardzo lagodny koral, taki akurat, jak byc powinien. Juz dawno odkrylam, ze, o ile Estee Lauder ma kolorowke dla cieplych typow, Lancome jakos zawsze w moje kolory trafia.

       

      Lancome rouge in love

       

      Juz bylam sklonna zastanowic sie nad zakupem, ale okazalo sie po paru godzinach, ze pomadka nieladnie, nierowno sie zjada (kawa) oraz wysusza usta. Mam juz rozne fajne buble typu YSL, z ktorymi musze sie bawic z balsamami itp, zeby nie strszyc ludzi na ulicach, Lancome wiec uprzejmie podziekuje. A szkoda, bo kolor fajny...

       

      Lancome rouge in love

       

      Na focie pogladowej ja w wersji do pracy pt mam za 5 min wyjsc oraz juniora wieszajacego sie na nodze (moje dziecko zapalalo wielka miloscia do pedzli - no przeciez skoro mama uzywa, on tez moze).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 marca 2012 12:22
    • Wpis bez tytułu

      Nadal jestesmy bezdomni, choc juz za dzien, za dwa...

      Ale, w ramach losowej kompensaty za aktualna sytuacje, dostalam probke najnowszej pomadki Lancome, with (in) love, High Potency Color, 322M coral in love.

       

      Lancome rouge in love

       

      Ciekawa probka, niestety jednorazowka, pomadka jest rozprowadzona miedzy plastikowymi wypustkami, i dosc latwo daje sie pedzlem (wersja pro) lub palcem (wersja moja) przeniesc na usta.

       

      Lancome rouge in love

       

      Kolare wyplynely w zeszlym sezonie, czy nawet wczesniej. W koralach wygladam strasznie, dlatego po paru probach (Teheran Chanel) dalam sobie spokoj, dochodzac do wniosku, ze predzej zlapie jakiegos ustowego wirusa od testerow w perfumerii, niz trafie na odpowiednia barwe.

       

      Lancome rouge in love

       

      Dlatego to Lancome powitalam z radoscia - o dziwo, jest to bardzo lagodny koral, taki akurat, jak byc powinien. Juz dawno odkrylam, ze, o ile Estee Lauder ma kolorowke dla cieplych typow, Lancome jakos zawsze w moje kolory trafia.

       

      Lancome rouge in love

       

      Juz bylam sklonna zastanowic sie nad zakupem, ale okazalo sie po paru godzinach, ze pomadka nieladnie, nierowno sie zjada (kawa) oraz wysusza usta. Mam juz rozne fajne buble typu YSL, z ktorymi musze sie bawic z balsamami itp, zeby nie strszyc ludzi na ulicach, Lancome wiec uprzejmie podziekuje. A szkoda, bo kolor fajny...

      Lancome rouge in love

       

      Na focie pogladowej ja w wersji do pracy pt mam za 5 min wyjsc oraz juniora wieszajacego sie na nodze (moje dziecko zapalalo wielka miloscia do pedzli - no przeciez skoro mama uzywa, on tez moze).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 marca 2012 12:21
  • sobota, 25 lutego 2012
    • Inside Synactive 30+ - rewitalizujący krem ujędrniający na noc

      Dzis, dla odmiany, kosmetyk z Polski - w zwiazku z zawirowaniami mieszkaniowymi (peknieta rura sasiadow-ewakuacja-mieszkam w hotelu) nie mam dostepu do zdjec, musze sie wiec posilkowac zapasami.

       

      O tej firmie nie slyszalam ani slowa, dopoki nieoceniona Sylwiasta nie wsyslala mi dwoch probek kremu Inside Synactive 30+ - rewitalizujący krem ujędrniający na noc (link do strony producenta). Bardzo sie ucieszylam, bo krem jest bezzapachowy, a jak sie pozniej okazalo, takze bezparabenowy. A do tego bardzo, ale to bardzo porzadnie nawilzal. Podeszlam do niego zupelnie obiektywnie, bo ani nie jest u mnie dostepny, ani nigdzie w reklamie mi nie mignal - to chyba pierwszy taki przypadek od bardzo dawna. 

      Synactive Inside krem

      Jak wyczytalam na stronie, producentem jest Adamed, grupa o podobno calkowicie polskim kapitale - WOW! Porzadne kosmetyki apteczne polskiego pochodzenia!

       

      Producent, jak to zwykle bywa, pisze peany pochwalne na temat opatentowanych i nieczytelnych skompleksow czynnych: Syn®-Ake, Pepha®- Tight, Syn®-Coll (pozostaje miec nadzieje, ze sa to peptydy ze skladu), ale krem ma tez bardziej znane skladniki, jak olej Macadamia i olej arganowy. Osobiscie wyczuwalam w nim silikony, co jednak mi zupelnie nie przeszkadzalo, bo w kombinacji z olejami dzialaly calkiem przyzwoicie.

       

      Skład: caprylic/capric triglyceride, cetearyl alkohol, macadamia integrifolia seed oil, argan kernel oil, dicaprylyl carbonate, algae extract, pullulan, dipeptide diaminobutyroyl benzylamide diacetate, palmitoyl tripeptide-3, hydroxyethyl urea, tapioca starch, cetearyl glucoside, ceteareth-20, sodium PCA, cyclomethicone, cyclohexasiloxane, glycerin, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin 

      Synactive Inside krem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Inside Synactive 30+ - rewitalizujący krem ujędrniający na noc”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lutego 2012 14:37
  • piątek, 24 lutego 2012
  • środa, 22 lutego 2012
    • Retinoidy i panowie ;)

      Po dzisiejszej sesji masazu moj pan masazysta mowi do mnie tak:

      - to cos, co mialas na plecach, masz teraz we wlosach.

      - ???

      - no, takie biale skorki?

      - a, bo wiesz, ja mam taki nowy lek na tradzik... - zalapalam, a on na to:

      - znaczy sie, retinoidy, taaaak? patrz, ja te zuzywam  - pokazuje mi dumny niewidocznego pora na swojej twarzy; facet ma po 50tce i gladka cere, pytam wiec z niedowierzaniem:

      - ale Auge, po co Ci to? - a na to Auge

      - no wiesz, retinoidy sa tez przeciwzmarszkowe. Twoj tez jest w takiej duzej tubce? Tez masz go od lekarza?

      - tak, od dermatologa.

      - a, a ja od lekarza medycyny estetycznej. I mam tam jeszcze, w tej tubce, hydroquinone, bo wiesz, ono jest dobre na przebarwienia.

       

      Umarlam. W Holandii nieosiagalne jest zdobycie lekow na lewo, bo maja system centralny i lekarze i apteki widza, co gdzie i jak sie bierze. Do tego pacjent moze brac leki na recepte tylko z jednej apteki, w ktorej jest zarejestrowany. A tu sie okazuje, ze system ma jakies luki :)

      Porozmawialismy jeszcze o filtrach, i o przenikaniu UVA przez szyby - ow lekarz specjalizujacy sie w kosmetyce kazal Auge uzywac filtrow w domu tez, bo ma duze okna - ale to juz temat na inna notke.

      Czasami wydaje mi sie, ze filtrowo-retinoidowa wariacja to wirus niektorych tylko for internetowych z PL, a tu prosze, dowod na to, ze jest to wiedza duzo bardziej powazana, niz mi sie wydawalo :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Retinoidy i panowie ;)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 22 lutego 2012 17:12
    • Herome, 24 hours protective creme

      No prosze, jak nam sie ladnie cykl holenderski rozwija... Tak sie rozpedzilam, ze przypomnialo mi sie o w sumie jednej z fajniejszych rzeczy tutaj, kremie do rak - jak zwykle - Herome, 24 hours protective creme. Krem jest taki, jak krem do rak byc powinien, a najczesciej nie jest (a przynajmniej ja kupuje notorycznie te, ktore nie sa): gesty i odzywczy, ale bez lepienia.

      Herome krem do rak

      Przynosil zdecydowana ulge dloniom, co ostatnio liczy sie dla mnie coraz bardziej. Byl bardzo, ale to bardzo wydajny. I dawal widoczne rezultaty. Tylko tyle i az tyle...

       

      Do tego oblednie pachnial, dlatego mialam dosc ograniczone mozliwosci stosowania go, niemniej, na pewno do tego flagowego produktu Herome wroce, takze ze wzgledu na filtry. Co prawda 15 to nie zaden cud, jednak tak niewiele kremow do rak je ma, ze niechze im bedzie :)

       

      Krem wystepuje w pojemnosciach 20 i 80 ml, i kosztuje 10 euro za duza tube. Fakt, duzo, ale od tamtej pory kupilam juz multum kremow, ktore zwyczajnie nie dzialaly, i w sumie kosztowaly duzo wiecej. Mala kosztowala jakies grosze, i byla idealna do torebki.

       

      (Wywalilam opakowanie, zanim skopiowalam sklad).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 22 lutego 2012 15:03
  • wtorek, 21 lutego 2012
    • Fuente, Herbal Shampoo Bath

      Zupelnie zapomnialam o jeszcze jednej, bardzo ciekawej holenderskiej firmie, Fuente. Fuente specjalizuje sie w kosmetykach do wlosow, reklamowanych haslem glamorous by nature. Firma nie skupia sie jednak na kreowaniu wizerunku naturalnej (choc dosc natretnie przypomina w opisach o "pochodzeniu z natury" i innych takich), ale bardziej na budowaniu "ekskluzywnosci" marki - ceny sa zabojcze, maska do wlosow to 40 euro...

       

      fuente szampon

       

      Fuente rozprowadzane sa przez (bardzo niewielka) siec salonow fryzjerskich, mozna je tez zamawiac on-line. Ich slaba dostepnosc spowodowala, ze, poza szamponem Fuente, Herbal Shampoo Bath, nie mialam z nimi stycznosci. Sam szampon zas byl calkiem calkiem - co prawda mocno pachnial mieta, ale byl wyjatkowo laskawy dla skory glowy i wlosow. Choc, jak widac po skladzie, firmy nie mozna nazwac naturalna, rzeczywiscie zaskakujaca jest ilosc naturalnych ekstraktow.

      Szampon  polecila mi przyjaciolka, ktorej polecila inna osoba - Fuente zdaje sie nie istniec nigdzie w przestrzeni publicznej. Ale za to zdaja sie byc dostepne w Polsce - na stronie maja beznadziejne tlumaczenia na nasz jezyk, ale i tak to juz cos. Do tego na opakowaniu widnieje info po polsku.

      Podsumowujac:  odwiedzajac Holandie, warto zwrocic na te kosmetyki uwage. Jezeli nawet nic innego nie zwroci naszej uwago, to przynajmnie wiadomo, ze kosmetyki na pewno nie byly testowane na zwierzetach (Holandia jest jednym z dwoch czy trzech krajow UE, ktore testow zakazaly w zupelnosci).

       

      Sklad: Aqua, Sodium Trideceth Sulfate, Sodium Lauroamphocetate, Cocamide MEA, PEG-120 Methyl Glucose Dicleate, Cooc-Glucoside, Sodium Chloride, Polyquaternium-7, Propylene Glycol, Sorbitol, PEG-6 Isolauryl Thioether, Hamamelis Virginiana Extract, Tussilago Frafana Leaf Extract, Viscus album Leaf Extract, Arnica Montana Extract, Cinchona Succinrubra Extract, Triticum Vulgare Bran Extract, Equisetum Arvense Extrac, Chamomilla Recutita Extract, Utricca Dicica Extract, Betula Alba Leaf Extract, Symphylum Officinale Leaf Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Glucoldistearate, Glycerin, Phenoxyethanol, Piroctone Chamine, Benzoic Acid, Ethylhexykglycerin, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum, Cl 19140, Cl 42090.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 lutego 2012 15:26
  • poniedziałek, 20 lutego 2012
    • Odchudzona sztuka

      O, a tu taki fajny link do pani, ktora (artystycznie) odchudza wielkie dziela sztuki, by pokazac, jak bardzo sie zmienily kanony urody. Sztuka latwa, lekka i przyjemna, a jednak jest w niej cos uroczego. I bardzo, ekhm ekhm, podnoszacego na duchu. Ja wiem, nie mozna tak subiektywnie, nieintelektualnie, ale co na to poradze, ze bardzo mi poprawil humor ten Ingres (nie musze dodawac, ze wygladam toczka w toczke jak oryginal dziela...).

       

      odchudzanie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Odchudzona sztuka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2012 14:40
    • Kruidvat tea tree tonik

      Ta notka miala wygladac tak: jest taki super tonik w Kruidvacie z serii, o ktorej juz pisalam, tea tree. Tonik jest bardzo delikatny, wogole nie wysusza buzi, jest tez super skuteczny na rozne takie. Tak napisalam, po czym przepisuajc sklad, nie moglam uwierzyc oczom: ten tonik nie ma prawa byc tak przyjazny skorze! Woda i alkohol w strasznych ilosciach. W sumie, mozna by go potraktowac jak kosmetyki naturalne, gdzie tez zawsze jest tego alkoholu mnostwo, jednak, jak widac, usunelam poprzedni, bardzo entuzjastyczny wpis. Teraz powinnam napisac tak: jezeli nie boicie sie denata w duzych ilosciach, ten tonik jest idealny. Jezeli jednak chcecie chrocnic swoj kolagen, coz, moze warto rozpatrzec inne opcje. Do tego, niestety, zestaw parabenow... Aleuzywalo sie go naprawde bardzo przyjemnie. Ha.

       

       

      Sklad: Aqua, Alkohol Denat., Polysorbate 20, Propylene Glycol, Panthenol, Melaleuca Alternifolia Oil, Hamamelis Virginiana Extract, Citric Acid, Isporopyl Alcohol, Cucumis Sativus Extract, Chamomilla Recutita Extract, Faex Extract, Sorbitol, Limonene, Phenoxyethanol, Methylparaben, Potassium Sorbate, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2012 11:33
  • niedziela, 19 lutego 2012
    • Zenner

      Holenderki, jak wiekszosc przedstawicieli ludow Polnocy, maja cienkie, delikatne wlosy. I jakis holenderski geniusz wpadl na to, ze do takich wlosow nie nadaja sie spinki i klamry produkowane w Chinach, bo przewidziana przez producenta objetosc wlosow jest niewspolmiernie duza w stosunku do stanu zastanego. Czyli: klamry sa za duze, spinki sie zsuwaja, nic sie na dluzsza mete nie trzyma wlosow. Ow holenderski geniusz musial pracowac dla firmy Zenner, bo to wlasnie Zenner wyszedl na przeciw oczekiwaniom klientek, wypuszczajac, obok "zwyklej" kolekcji, takze linie Stay in Hair.

       

      zenner spinki do wlosow

       

      Zasada dzialania jest tu bardzo prosta i jednoczesnie skuteczna: spinki maja jedna z czesci pokryta silikonem, w splot gumek takze wpleciono silikonowa nic, klamry sa pokryte takimz silikonem (tzn jak dla mnie to silikon). Dzieki temu wszystko trzyma sie wlosow jak szatan, jednoczesnie ich nie lamiac i nie niszczac. Cenowo Zenner jest jak najbardziej przystepny, sprzedaja go zwykle, sieciowe drogerie. Jak dla mnie jest to hit na miare kosmetycznego nobla.

       

       zenner gumki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Zenner”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 lutego 2012 12:44
  • sobota, 18 lutego 2012
    • Therme, Scrub Salt Thalasso

      Przypomniala mi sie jeszcze jedna, bardzo popularna w Holandii firma - Therme.  Therme specjalizuje sie - znowu - w produktach pielegnacyjnych do ciala.

       

      Therme peeling

       

      Mialam stycznosc z ich peelingiem Scrub Salt Thalasso, i o ile jakosc samego produktu byla bez zarzutu, to opakowanie wolalo o pomste do nieba. Jakis gniusz zdecydowal o zapakowaniu peelingu do ciala, sila rzeczy uzywanego pod prysznicem/w wannie, w papierowy pojemnik o metalowej obreczy przy denku. W efekcie, po drugim uzyciu opakowanie, a co za tym idzie i peeling, bylo mokre, a na metalu pojawila sie rdza.

       

      Szkoda, bo sam peeling byl swietny - dosc ostry, ale, ze wzgledu na zawartosc soli, szybko sie sam "zmywajacy", co mi osobiscie bardzo odpowiada. Do tego pieknie pachnial... Coz. Przy cenie kilku euro za 500g mozna sie pobawic w przesypywanie, jednak na rynku jest tak duzo innych produktow...

       

      Sklad: Sodium Chloride, Parfum, Peg-40, Hydrogenated Castor Oil, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexen, carboxaldehyde, hydroxycitronella.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 18 lutego 2012 22:36
  • piątek, 17 lutego 2012
    • Herome Wonderpen

      Kontynuujac mysl przewodnia wpisu o holenderskich kosmetykach, dzis bedzie o chyba najlepszej i najciekawszej firmie lokalnej, Herome.  Ichnie lakiery mozna juz gdzies na blogu obejrzec; firma ma takze, a moze przede wszystkim, w ofercie preparaty pielegnacyjne.

       

      Herome wonderpenMoim ulubionym jest Wonderpen, olejek pielegnujacy skorki w formie pedzelka ze sprytnym systemem "klikania" produktu. Zasadniczo ma same zalety: dzieki pedzelkowi, bardzo latwo sie go naklada, nie ma tez problemu z za duza iloscia. Nie zatluszcza wszystkiego dookola, moge go spokojnie aplikowac w pracy. Rzeczywiscie, po tygodniu regularnego stosowania widze roznice w wygladzie skorek, a naprawde mam co korygowac, bo mam strasznie suche i grube jak u slonia skorzyska, ktore do tego twardnieja i zadzieraja sie na potege. Oczywiscie, pen nie jest cudotworca, i nie robi rak jak z reklamy, niemniej efekt jest widoczny. Wg pan w Douglasie, duzo lepszy jest tu Koh, ale o ile jestem sklonna wydac na pena 10 euro z jakims kawalkiem, o tyle kwoty 30t-o eurowe to juz gruba przesada.

       

      Do tego firma ujela mnie bardzo podejsciem do klienta: moj pierwszy pen oblazil z farby, ktora nadrukowano napisy. Wyslalam im maila ze skarga, na co bardzo uprzejmie odpisali, ze rzeczywiscie, byla partia z wadliwym nadrukiem, ale ze wszystkie nowe juz tego problemu nie maja, i bardzo chetnie wysla mi nowy produkt, zebym sie przekonala na wlasne oczy. Ladnie, prawda?

       

      Pen ma tylko jedna wade: jak wszystkie kosmetyki w pedzlu, zaczyna po jakims czasie uzywania (dosc krotkim) zmieniac zapach. Mam tak z wszystkim, co w pedzelku z dozownikiem, takze nie mozna sie tu przyczepic do firmy. Nie wiem, musze zaczac odkazac te pedzle w alkoholu czy cos...

       

      Aha, Herome bardzo czesto jest w jakiejs ofercie, od 20% ceny w dol po 1+1 gratis, warto wiec sprawdzic, gdzie sie je kupuje (dostepne sa wlasciwie wszedzie, od wysokopolkowego Douglasa po taniutki Kruidvat).

       

      Sklad: buxus chinensis, bis-diglyceryl polyacyladipate, butyrospermum parkii, prunus dulcis, aloe barbadensis, sesamum indicum, tocopheryl acetate, ethyl linoleate, isopropyl myristate, tritucum vulgare, cethearyl ethyl hexanoate, retinyl palmitate, propylene glycol, dicaprylate, dicaprate, parfum, stearalkonium hectorite, propylene carbonate, bisabolol, mica, titanium dioxide, cl 77019, cl 177891, parfum, benzyl benzoate, citronellol, coumarin, geraniol, linalool, euganol, hexyl cinnamic, aldehyde, hydroxycitronellal, hydrosymethylpentylcyclohexene, carboxaldehyde, isoeugenol, lillal, methyltrimethylcyclohexenl, butone, oakmoss.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      piątek, 17 lutego 2012 12:53
  • środa, 15 lutego 2012
    • Kosmetyki w Holandii

      Zaczynamy cykl: co kosmetycznego warto kupic w NL (moim, ograniczonym, zdaniem).

       

      Holandia nie ma takiego az wyboru najrozniejszych firm, jak Polska; widoczne jest to szczegolnie w kolorowce, z ktorej nie przypominam sobie typowo “lokalnych” marek (poza Rituals, o czym nizej) dostepnych w drogeriach (Kruidvat, Etos I czasami Trekpleister). Kroluje tu L'oreal I Rimmel, oraz pozostale z najpopularniejszych, swiatowych firm. W ekskluzywnych drogeriach (Ici Paris, Douglas I Sephora) to samo – Dior, Chanel & spolka.

       

       

       

      Troche lepiej wyglada tu rynek pod wzgledem kosmetyki pielegnacyjnej: istnieje tu na przyklad siec sklepow Rituals sprzedajacych wlasne kosmetyki, ktore mozna znalezc w kazdym wiekszym miescie. Rituals oferuja intensywnie pachnace produkty do pielegnacji ciala, a od jakiegos czasu takze do makijazu. Rituals sa uznawane w Holandii za dobra, w miare luksusowa marke, choc osobiscie nie powalily mnie na kolana. Maja  w ofercie dosc interesujace produkty, np. puder ze sproszkowanym ametystem, jednakze, z tego, co pamietam, ametystow bylo w nim bardzo malo, duzo natomiast wsystkich innych, typowych pudrowych wypekniaczy (poczatek skladu bodajze mika i squalane).

       

      Druga z firm, z ktorymi mialam mala stycznosc to Green Land, producent snobujacy sie na ekologicznego, jednak tylko niektore z jego produktow mozna do takowych zaliczyc – jakis czas temu przetoczyla sie przez Femi dyskusja na ten temat. To, co ma rzeczywiscie eko, ma niezle, natomiast te kosmetyki, ktore nie sa naturane, zdaja sie byc, coz, najzwyklejsze. Do tego nie odpowiadaja na maile... Green Land sa na pewno dostepne w Etosie, coc w dosc ograniczonym wyborze, oraz przez strone internetowa.

       

       

       

      Stosunkowo ciekawie prezentuje sie holenderska oferta sklepow sieci De Tuinen. O ile w prawdziwych sklepach Eko wybor kosemtykow jest dosc mocno ograniczony (kroluje Hauschka, Weleda i Annemarie Borlind), w De Tuinen jest tych firm zatrzesienie. Trzeba jednakze uwaznie czytac etykiety, bo wiekszosc produktow w tym sklepie nie ma certyfikatow ekologicznych. Siec sprzedaje na przyklad holenderska firme Zarqa, ktora mnie osobiscie nie powalila na lopatki – szampony dla dzieci z agresynymi detergentami itp, choc ich krem do rak nie byl zly.  

       

      Podobnie jak Neutral, linia kosmetykow i produkow do czyszczenia, prania itp, przeznaczona dla alergikow, czyli zupelnie bezzapachowa. Z ta firma, niestety, zapoznalam sie dosc dobrze, jednak nic nie powalilo mnie na kolana - kupuje, bo musze. Duzo lepszy jest Dermolin, rowniez bezzapachowy (skad tyle tych bezzapachowych holenderskich firm???), ale ich kosmetykow uzywam z przyjemnoscia (np kremu do rak).

       

      W sieciowkach z lokalnych producentow najpopularniejszy jest chyba Dr Van Der Hoogh, kolejna z prawie-dobrych firm, tzn dobra na codzien, ale niewarta przywozenia z Holandii. Maja calkiem niezle maseczki do twarzy typu jednorazowego. Postaram sie wrzucic na dniach opis ich kremu do mycia twarzy, ktory mecze i mecze.

       

      Dwie firmy, ktore moge natomiast polecic uwadze to: Herome specjalizujace sie w produktach do rak (gdzies na blogu jets o ich lakierach; lakiery jak lakiery, wiadomo, firma ma natomiast rewelacyjna pielegnacje do rak) oraz Koh, ktorego osobiscie nie uzywalam, ale slyszalam duzo dobrego o nich.

      

      Natomiast produkty, bez ktorych nie mozna wyjezdzac z Holandii to.. spinki i gumki Zenner, absolutny must-have. Dodam o nich notke jak najszybciej!

      

      Nie zapominajmy tez o perfumach: z Holandii wywodzi sie slynny modowy  duet Viktor& Rolf. Przypuszczam, ze ich zapachy sa dostepne na calym swiecie, warto moze jednak zaopatrzyc sie w nie u zrodla (choc uprzedzam, ich glagowe Flower bomb jest dokladnie takie, jak nazwa: duszaca, przerazliwie skodka bomba zapachowa).

       

      Groetjes!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Kosmetyki w Holandii”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 15 lutego 2012 13:18
  • sobota, 04 lutego 2012
    • Cien Lancome 605 Strass Amethyst

      A tak wyglada kupiony bez czytania recenzji i bez polecenia, po prostu dlatego, ze mnie zachwycil w sklepie, cien Lancome 605 Strass Amethyst. Mialam akurat tyle czasu, zeby przeleciec palcem po powiece, i padlam - cien rewelacyjnie wydobyl kolor teczowki. No, a ze akurat byl w 50% promocji...

       

      cienie lancome

       

      Mam problematyczny do makijazu kolor oczu, bo sa niebieskie z duza iloscia zoltego w centrum, przez co daja wrazenie zielonkawych (a wg jednego z magikow od zen*, makrozywnosci itp, taka struktura oka oznacza, ze wpieprzam** slodycze na potege - zolte plamki to podobno zasluga wielkiej milosci do cukru - ot, ciekawostka). Wracajac do tematu, zasadniczo oznacza to, ze cienie dedykowane niebieskim oczom nie wyciagaja mi niczego z teczowki, podobnie jak te "dla zielonych". A Lancome robi mi efekt wow, i to wielki. Zaczynam wierzyc w to, ze spece w Lancome (czy L'oreal, gwoli scislosci) sa naprawde b dobrzy w kwestii cienii do powiek - kultowa Erika F, ktora mam od Sylwi, to moj drugi najukochanszy, najlepiej na mnie wygladajacy cien.

       

      cienie lancome

      cienie lancome

       

      A sam kolor...  W opakowaniu wyglada na prawie czarny fiolet. Na swatchach jak brunatny braz, na oku zas wychodzi z niego to, co najlepsze: brazowawy, brudny fiolet, na tyle jednak malofioletowy, ze nie wysuwa sie na plan pierwszy. Innymi slowy, nie wygladam jak blachara z oczojebliwym fioletem pod brew, bo - a przynajmniej wole tak myslec - na pierwszy plan wysuwa sie kolor teczowki, bardzo dla mnie nowe doswiadczenie.

       

       

      Jedno, do czego trzeba sie tu przyczepic, to brokat, ktorego w cieniu jest duzo, i ktory migruje na potege, i po 20tu minutach mam go na policzkach, bez roznicy, w aplikacji z baza czy bez. Gdyby nie ten kolor, nie meczylabym sie z nim, jednak w moim wypadku naprawde warto.

       

       

       

      *uprzejmie prosze sie ze mnie nie smiac, tak, regularnie uczeszczam do uzdrowicieli.

       

      ** Panstwo wybacza, nie chce obrazac osob, ktore po prostu slodycze jedza czy palaszuja. Ja naprawde zaliczam sie do kategorii krancowego uzaleznienia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Cien Lancome 605 Strass Amethyst”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      sobota, 04 lutego 2012 20:59
  • czwartek, 02 lutego 2012
    • Sephora Matifying Compact Foundation D10

      Nie lubie zdjec uzywanych kosmetykow, tu jednak, w ramach celebrowania, robie wyjatek: oto moje pierwsze od bardzo dawna denko! Niekupowanie kosmetykow zaczyna przynosic rezultaty! Co prawda nadal mam nieprzyzwoita iloc pudrow, jednak Rubikon zostal przekroczony :)

       

      Sephora puderW pudrach Sephorowych wlasciwie jedyne, do czego moge sie przyczepic, to nazwy - sa dla mnie nieczytelne, nie lapie, co jest podklad w pudrze, a co puder. W zwiazku z tym, w ramach zapoznawania sie z oferta firmy, wzielam wszystko, co bylo wtedy dostepne w ilosci sztuk bodajze 4. Ten tu to pierwszy zakonczony ;)

       

      Moj Matifying Compact Foundation (po fhancusku fond de teint compact poudre) mial kolor D10, podobno cieply, aczkolwiek moim zdaniem bardzo neutralny, jasniutki kolor. Nakladal sie przyjemnie, byl niewidoczny, matowal tak, jak powinien. Nie ustepowal w niczym wysokopokowym pudrom, ba, nawet od czesci byl duzo lepszy. Jezeli bede kiedys na szybko szukac pudru, prawdopodobnie wroce do tego wlasnie, bo naprawde nie ma sie do niego o co przyczepic.

       

      Tym razem nie bedzie skladu, w dzikiej radosci poslalam opakowanie do kosza, a zdjecie ze skladem wyszlo nieostre (jedyne, co odcyfrowuje to talk na pierwszym miejscu).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 lutego 2012 22:56
  • środa, 01 lutego 2012
    • Yves Rocher Soft Eye Makeup Remover with Chamomile.

      Jak juz wiedza czytelniczki tego bloga, cierpie na przypadlosc, nazywana "niemoznoscia obojetnego przejscia wobec kosmetycznej okazji". Konsekwencje tegoz zespolu chorobowego bywaja straszne, jak wtedy, gdy kupilam zapas malutkich buteleczek plynu do demakijazu oczu Yves Rocher, Soft Eye Makeup Remover with Chamomile.

       Yves rocher plyn do demakijazu

      Plyn nadaje sie, byc moze, do czegos, owo cos nie jest jednak demakijazem oka*. Zaskakujace, jak produkt dedykowany usuwaniu maskary robil wszystko, by owa maskare rozmazac dookola i malowniczo wprowadzic na stale w skore. Zmiany wacika i nasaczanie dodatkowa iloscia plynu nie robilo zadnej roznicy - to, co udalo sie rozprowadzic w pierwszym rzucie, po prostu zostawalo na oku, az do momentu, w ktorym wpadalam w skrajna desperacje, i zaczynalam pocierac (brrr). 

       

      A wszystko to przy bardzo ladnym skladzie, z wyciagiem roslinnym zaraz za woda, bez parabenow, bez zapachu...

       

      W "normalnej" wersji opakowania ten plyn wystepuje w niebieskiej butelce. Zaklad, ze nie zmienili mu skladu?

       

      Sklad:

      aqua, anthemis nobilis flower extract, polysorbate 20, peg-8 glyceryl stearate, polyaminopropyl biguanide, tetrasodium edta.

       

       

      *bynajmniej nie jest to figura retoryczna - moj poprzedni plyn z YR, dwufaza, okazal sie bezkonkurencyjny w usuwaniu sladow po farbie olejnej z rak, podlogi, scian itp. Maz tez nie chcial mi wierzyc, dpoki nie zobaczyl efektow :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      środa, 01 lutego 2012 23:27
  • wtorek, 31 stycznia 2012
    • Lancome, Vissionaire

      Jedna z najwiekszych niespodzianek ksometycznych ostatniego sezonu bylo dla mnie najnowsze serum Lancome, Vissionaire.

      Podeszlam do niego, jak to do Lancome, dosc sceptycznie, a po przeczytaniu opinii Pauli, o tu, ktora to Paula jedzie po tymze serum, az milo (bo ma jeden aktywny skladnik, o ktorym nie wiadomo, czy dziala, a braklo w nim innych znanych z dzialania na skore, poza niewielka iloscia adenozyny. Nie zabraklo za to strasznych ilosci uszkadzajacego kolagen alkoholu) stwierdzilam, ze chyba jednak sobie daruje.

       Lancome Visionnaire

      Lancome bylo jednak tak dumne z serum, ze wyslalo mi zestaw probek, ktora to kolekcje powiekszyl nastepnie Douglas. Po zuzyciu tego wszystkiego (a serum jest bardzo, ale to bardzo wydajne) mialam ochote zakrzyknac: EUREKA! Ja wiem, ze wg Pauli ono nie ma prawa zadzialac, coz ja jednak poradze na to, ze dziala, i to dziala bardzo dobrze?

       

      Podobno, serum owo ma zastepowac dzialanie retinoidow - i jestem w sklonna w to uwierzyc, bo nagle, jakims cudem, bez podraznienia i zluszczenia, moja geba robila sie podejrzanie gladka i promienista - tak, jakby tych 2412 prob badaczy Lancome (stad nazwa kosmetyku) jenak przynioslo satysfakcjonujace rezultaty.

       

      W skladzie widac tu sodium tetrahydrojasmonate i tetrahydrojasmonic acid, ktore tlumacza sie na ludzki jako pochodna z jasminu, jasmonic acid, substancja odpowiedzialna za bardzo ciekawe, z punktu widzenia przeciwdzialania starzeniu, procesy w roslinie. Problem z Visionnaire polega jednak na tym, ze, o ile jasmonic acid i jego rola w roslinach zostal dokladnie przebadany, o tyle nie ma zadnych badan o jego wplywie na skore ludzka. Poza tymi, ktore przeprowadzili na University of Manchester prof. Chris Griffiths i dr Rachel Watson. Griffiths i Watson poddali Visionnaire slepym testom, podobno nie wiedzac nawet, z czym maja do czynienia ani z jakiej firmy pochodzi produkt. Owe badania wykazaly efektywnosc podobna do retinolu, ale bez charakterystycznych skutkow ubocznych, podobno zaskakujac samych naukowcow. 

       

      Oczywiscie, caly ten efekt nie jest wart ceny 233 zl za opakowanie, bo choc widowiskowy, nie byl AZ TAK znaczacy, gdyby wymierzac go w PLNach. Niemniej, jezeli cena nie gra roli, moze warto sporbowac Visionnaire, pamietajac przy tym, ze jest to serum bez antyoksydantow i innych "dobrodziejstw".

       

       Lancome Visionnaire

       

      Sklad: Water, Cyclohexasiloxane, Glycerin, Alcohol Denat., C12-15 Alkyl Benzoate, Sodium Tetrahydrojasmonate, Dipropylene Glycol, Polysilicone-11, Dimethicone, Bis-PEG/PPG-16/16 PEG/PPG-16/16 Dimethicone, Polymethyl Methacrylate, Ammonium Polyacryldimethyltauramide/Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Titanium Dioxide, Mica, Sodium Hyaluronate, Hydroxycellulose, Phenoxyethanol, Adenosine, Argilla/Magnesium Aluminum Silicate, Dimethiconol, Caprylic/Capric Triglyceride, Disodium EDTA, Tetrahydrojasmonic Acid, Citronellol, Inulin Lauryl Carbamate, Fragrance

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      wtorek, 31 stycznia 2012 16:40
  • poniedziałek, 30 stycznia 2012
    • Maseczki do twarzy

      Podobno maseczki do twarzy sa jednym z bardziej nie-niezbednych kosmetykow. Nie lubi ich Paula, nie lubi moja kosmetyczka - jak cos ma zadzialac na skorze, zadziala w serum czy kremie, nie w masce, ktora i tak sie zmywa.

      marbet maseczka

      Osobiscie mam do maseczek stosunek ambiwalentny. Z jednej strony, faktycznie i z reka na sercu, w wiekszosci wypadkow nie zauwazam jakiejs wielkiej zmiany w stanie skory. Z drugiej jednak tych maseczek w miare regularnie uzywam, beztrosko zasilajac kieszenie producetow.

       

      Z perspektywy paru ladnych lat, ustalilam, ze na mojej cerze:

      - nie do konca sprawdzaja sie te wszystkie maski nawilzajace, choc uzywam ich namietnie. Przelomem byl jeden z pierwszych wysokopolkowych kosmetykow, odzywcza maska Diora o bardzo silnym zapachu rozy i drzewa sandalowego, ktora, jak to okreslila moja przyiaciolka Ewa, "byla totalnym niewypalem", bo bynajmniej nie robila nic wiecej, niz maseczki odzywcze ziaji. Od tamtej pory wiem, ze maska odzywcza czy nawilzajaca da ewentualnie pewna poprawe stanu odzywienia skory, jednak nie na tyle, by siegac po te wysokopolkowe.Tu zdecydowanie lepiej zainwestowac w krem...

      Sam zas efekt nawilzenia jest u mnie, mam wrazenie, czesto torpedowany zmywaniem maski, bo cokolwiek mialo szanse rzeczywiscie mojej cerze pomoc, zostaje w ten sposob z niej usuniete. Nie-zmywac zas sie boje, bo kto wie, moze jakichs tam skaldnikwo lepiej nie zostawiac na skorze, bo jeszcze ja zapchaja czy co?

      - maski ktorych zadaniem jest zrobienie "czegos", czyli najczesciej te z kwasami. Tu za bardzo nie ma sie czego czepiac, te maski dzialaja, i to najczesciej calkiem niezle. Od domowej z aspiryny, po takiego, np., Image. Jednak nadal - toniki i kremy aktywne zdaja sie miec wieksza sile.

      - maski detoksykujace, odmladzajace, liftingujace i obierajace ziemniaki na obiad - tym mowie zdecydowane nie.

      - maski blotne, glinki itp - tu sama do tej pory nie wiem, pomaga toto? Nie pomaga? czytam wszedzie, ze pomaga, jednak na mojej cerze nie moge powiedziec, zebym naprawde widziala roznice, choc uzywam ich od lat.

       

      na zdjeciu - kolejny maskowy niewypal, bardzo koszowny i wyjatkowo nieskuteczny Marbet.

      sklad: aqua, isohexadecane, cetearyl octanoate, prunus persica, peg-100 stearate, octyldodecyl myristate, glyceryl stearate, glycerin, methyl gluceth-20, cetearyl alcohol, peg-150, panthenol, methyl glucose dioleate, mel, glyceryl polymethylacrylate, stearic acid, peg-45/dodecyl glycol copolymer, peg-20 methyl glucose distearate, palmitic acid, glycine soya, parfum, sodium carbomer, imidazolifinyl urea, peg-8, allantoin, steareth-21, tetrasodium edta, iodopropynyl butylcarbamate, benzophenone-4, tocopherol, propylene glycol, hydrogenated palm glycerides citrate, methylaraben, propylparben, cl.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joannea
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 stycznia 2012 23:01

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Książka skarg i zażaleń: proznosc@gmail.com